Torii
Szykuje się coś wielkiego, Torii. Bądź ostrożna, bo osoby, którym ufasz, mogą okazać się wrogami.
Zaciskam usta w wąską linię i chowam kartkę pod materac. Za chwilę wybije pierwsza w nocy. Za dokładnie dziesięć minut strażnicy krążący dookoła zmienią wartę. Będę miała pięć minut, by dostać się do gabinetu niezauważona.
Na zegarze wybija moja godzina. Zrywam się z łóżka i najciszej jak potrafię zamykam za sobą drzwi. Gabinet Micalrio znajduje się piętro niżej — muszę uważać, by nie spotkać żadnego strażnika. Schodzę po schodach, czując w stopach nieprzyjemne zimno. Buty wydawałyby dźwięk, a to w moim przypadku jest wykluczone.
Biorę głębszy wdech, gdy obok mnie przechodzi strażnik. Na szczęście wybrałam stronę, z której nic nie widać. Gdyby chciał, zauważyłby mnie... ale wygląda na to, że to jeden z tych, którzy właśnie schodzą z warty.
Po chwili stoję przy drzwiach. Rozglądam się dookoła, przełykam ślinę i mocuję się z zamkiem. Wskakuję do gabinetu w momencie, w którym kątem oka dostrzegam jednego z nocnych wartowników. Zauważył mnie? Wypuszczam powoli powietrze, starając się uspokoić serce.
Nasłuchuję kroków. Kiedy oddalają się wystarczająco, mogę wreszcie odetchnąć. Czas znaleźć to, po co tu przyszłam. Przeszukuję regały, szukając segregatorów z informacjami. Muszą tu być — w końcu główny generał musi wiedzieć o takich rzeczach.
Jest! Szybko wyciągam teczkę i siadam na fotelu przy biurku. Przebiegam wzrokiem po nagłówkach:
Akademie szkolące łowców
• Zachodnia
• Północna
• Wschodnia
• Południowa
Otwieram na ostatniej stronie i czytam wszystko po kolei.
„Szkoła Nightmoon jest jedną z bardziej wymagających placówek szkolących łowców południa. Aby się tam dostać, potrzebny jest talent bądź polecenie."
Przechylam głowę. Mam talent, ale polecenie na pewno by nie zaszkodziło. Przygotowanie się do wejścia na teren tej placówki może zająć więcej czasu, niż się spodziewałam. Ale... czy to na pewno ta szkoła?
Wzdycham i czytam dalej. Kolejna to Barsixo — średnio wymagająca. Ostatnia: Failgen. Podpieram głowę i zamykam oczy. Na zachodzie są trzy główne szkoły. Szansa, że trafiła do tej pierwszej, jest mała. Najprawdopodobniej to Barsixo.
Po co mam marnować czas? Wystarczy dowiedzieć się, jaka szkoła trenowała z nami przez ostatnie trzy miesiące. Marszczę nos. Czyli... bez sensu się tu wkradałam? Wystarczyłoby popytać ludzi.
Wzdycham na własną głupotę. Tak właśnie się dzieje, gdy zamiast pomyśleć, od razu się działa.
♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠
Następnego dnia, po treningu, walcząc ze sobą w myślach, zatrzymuję jedną z dziewczyn.
– Hej, Madison – mówię. Odwraca się w moją stronę. Teraz albo nigdy. – Wiesz może, jaka szkoła miała z nami szkolenie?
– Barsixo – odpowiada bez zawahania. Kiwam głową, już chcąc odejść, gdy znów się odzywa:
– Tak w ogóle... po co ci to wiedzieć?
Zagryzam wargę. Tego nie przemyślałam.
– Był tam taki jeden... – zaczynam niepewnie, ale widząc jej spojrzenie, zacinam się.
– Rozumiem – uśmiecha się i odchodzi. Wzdycham z ulgą. Teraz czas na trudniejszą część.
Pukam do gabinetu Thompsona. Po usłyszeniu pozwolenia wchodzę do środka. Trener unosi na mnie swoje ciemne oczy, a ja zaczynam wątpić w swój plan. Biorę głęboki wdech.
– Trenerze... jest taka sprawa – zagryzam wnętrze policzka. Kiedy unosi brwi, mówię dalej: – Potrzebuję polecenia, żeby dostać się do jednej ze szkół.
To mogło zabrzmieć... źle.
– Czy to się tyczy tego, co powiedział wam król? – pyta, splatając dłonie na biurku.
Kiwam niepewnie głową.
– W porządku. Wiedziałem, że masz najwięcej oleju w głowie. Dostaniesz to dzisiaj wieczorem. A teraz idź stąd – macha ręką. Nie chcąc ryzykować, że zmieni zdanie, szybko się wycofuję.
Za drzwiami uśmiecham się. Miałam szczęście – i trener dobry humor.
♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠
Odbieram kopertę od trenera i kiwam mu głową. Odwracam się i wsiadam na konia. Nie mam czasu na zwłokę.
Znikam między drzewami, czując na sobie jego czujny wzrok. Po czterech godzinach dostrzegam zarysy szkoły. Zwalniam i rozglądam się. Cały czas jechałam przez las. Nie ma tu żadnej wioski, żadnych oznak życia. Czy to na pewno tu?
Wątpliwości rozwiewa napis nad bramą: Barsixo. Akademia szkoleniowa.
Ciarki przechodzą mi po plecach — nie tylko przez zimno styczniowej nocy, ale i przez widok przede mną. Wszystko wygląda tu inaczej. Czy księżniczka dobrowolnie się tu znalazła?
Z rozmyślań wyrywa mnie strażnik.
– Dzień dobry. Przybywam z Libuny. Oddelegowano mnie tutaj, bym dokończyła szkolenie – mówię, trzymając wysoko głowę. Nie mogę się zawahać.
– Dowód? – Wyciągam w jego stronę dokument. Po chwili skanuje mnie wzrokiem, kiwa głową i otwiera bramę.
Uśmiecham się w duchu. Mały sukces. Teraz muszę znaleźć księżniczkę, zdobyć jej zaufanie i sprowadzić ją do Libuny.
Ale kiedy o tym myślę, mina mi rzednie. To wcale nie będzie takie łatwe.
Zeskakuję z konia. Inny strażnik zabiera zwierzę, a ja ruszam za pierwszym w stronę domów rekrutów.
– Jest tylko jeden wolny pokój, więc nawet nie próbuj prosić o przeniesienie. Musisz sobie poradzić – rzuca sucho.
Podnoszę brwi, ale milczę. Otwiera drzwi, a ja wchodzę do środka.
Na jednym z łóżek dostrzegam dziewczynę. Gdy podnosi wzrok, zamieram.
To nie może być aż tak proste!
Biorę się w garść i uśmiecham. Ona nie odwzajemnia uśmiechu. Nie zrażam się.
– Cześć. Mam na imię Torii – wyciągam rękę.
– Ayse – odpowiada po chwili i podaje dłoń.
– Co cię skłoniło, by zostać łowcą? – pytam, puszczając ją. Milczy, bawi się telefonem. Siadam na drugim łóżku, odkładam torbę, zdejmuję płaszcz i kładę się na plecach.
– Ojciec mnie tu przysłał – odzywa się, kiedy tracę już nadzieję na odpowiedź.
– Rozumiem. Ja chcę zemsty. A łowca ma wiele możliwości – mówię i już szykuję się na kąśliwy komentarz.
Ale jej reakcja mnie zaskakuje.
– Nie boisz się konsekwencji? – pyta z ciekawością.
Wzruszam ramionami.
– Kiedy będzie po wszystkim, nic już nie będzie mnie obchodziło.
To prawda. Nie okłamuję jej. Jeśli kiedyś pozna prawdę, nigdy mi nie zaufa. A moim celem jest zdobycie jej zaufania.
Znalezienie księżniczki zajęło mi sporo czasu. To ile zajmie znalezienie człowieka od listów, skoro nie mam żadnego tropu? Wzdycham. Ayse znów się odzywa:
– Dlaczego?
Pyta zainteresowana, a ja w myślach przybijam sobie piątke za nawiązanie jakiegokolwiek kontaktu z księżniczką. Dlaczego strażnik ostrzegał mnie przed nią?
– Bo jedyne, czym żyję, to zemsta. Moi rodzice zostali zamordowani, a osoby odpowiedzialne za to, zapłacą mi srogą cenę.
Patrzy na mnie z dziwnym błyskiem w oku. Błyskiem, który może wróżyć tylko kłopoty. I wtedy powoli zaczynam rozumieć, co miał na myśli strażnik.
– Bądź moim sprzymierzeńcem, a będziesz miała tutaj jak w bajce – wyciąga rękę więc nie pozostaje mi nic innego jak zrobienie tego samego
CZYTASZ
HUNTER
FantastikDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
