Torii
Unikam ostrza w ostatniej chwili. Gorączkowo rozglądam się dookoła, próbując znaleźć wyjście, ale w głowie mam pustkę. I wtedy ją dostrzegam — gałąź tuż za blondynką. Nie mam wiele czasu. Robię unik i chwytam gałąź, blokując nią kolejne cięcie. To marna broń – w starciu z mieczem drewno jest jak kartka papieru. Mimo to odpycham Tracy i odsuwam się, szukając rozwiązania.
Myśl, Torii, myśl.
Zaciskam zęby i ponownie uskakuję. Obserwuję jej ruchy. Jest zwinna i szybka, ale... coś mi nie pasuje. To nie jest jej styl walki. Gałąź styka się z ostrzem — słychać trzask. Pęka. Odskakuję w ostatnim momencie, gdy rozpada się na dwie połówki.
Nie daj się oszukać. Zatrzymuję się. Oddycham głęboko. Las... Las igra z umysłem.
Zaciskam powieki. Nie mam wyboru. Jeśli to tylko złudzenie — przeżyję. Jeśli nie... przynajmniej umrę, próbując ocalić siostrę.
Odsuwam się na bezpieczną odległość i wypuszczam z rąk bezużyteczną broń.
— Nieważne, co zrobiłaś i co zamierzasz zrobić, Tess — mówię spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. — Zawsze będę cię kochać jak siostrę. Wiem, że miałaś jakiś powód, by zamknąć mnie w wieży, wiem, że starałaś się tam przetrwać, jak ja. Mam tylko nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.
Zbliża się. Unosi miecz. Zamykam oczy widząc zachodzące słońce. Nogi się pode mną uginają — padam na kolana.
— Torii!
Podnoszę głowę, ale wszystko się rozmywa. Głos, choć znajomy, dociera do mnie jak przez wodę. Głowa staje się ciężka, dźwięki nikną.
Upadam. Czuję, że przegrałam.
♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠
Budzę się w małej komnacie. Zdezorientowana unoszę się na łokciach. Gdzie... ja jestem? Rozglądam się, ale otoczenie nic mi nie mówi. Wstaję i podchodzę do drzwi. Na korytarzu pusto. Robię krok naprzód...
— Och, obudziłaś się.
Wzdrygam się, słysząc głos za plecami. Odwracam się i widzę znajomego staruszka.
— Pewnie jesteś głodna. Śniadanie niedługo będzie gotowe. Chodź — mówi i rusza w przeciwnym kierunku niż zamierzałam. Po chwili wahania idę za nim.
— Co ja tutaj robię? — pytam w końcu, siadając przy stole. Mężczyzna spogląda na mnie spod brody z łagodnym uśmiechem.
— Wszystko w swoim czasie, dziecko. Teraz jedz.
Przed nami pojawiają się talerze pełne jedzenia. Chcę się sprzeciwić, zaprotestować, ale żołądek przekonuje mnie, bym jeszcze chwilę poczekała. Wzdycham i sięgam po widelec.
— No dobrze... — mruczę, zanim jednak cokolwiek ruszę rozglądam się po sali. Nasz stół jest z boku, inne są porozrzucane po całej sali, a przy większości siedzą ludzie. Wracam wzrokiem do talerza i biorę pierwszy kęs. Kiedy talerze znikają, opieram łokcie na stole. — Więc?
Starzec bez słowa wyciąga z rękawa mały flakonik i stawia go na stole. W środku porusza się fioletowa ciecz. Patrzę na nią, potem na niego, kiedy wstaje z miejsca
— Dlaczego? — pytam, wstając gwałtownie. On odwraca się do mnie, zaskoczony.
— Zdałaś, Torii. Nie cieszysz się?
— Ale... przecież nic nie zrobiłam.
Wzdycha i wraca na swoje miejsce.
— Las jest... specyficzny. Tam czas płynie inaczej. Próbom, jakim zostają poddani ci, którzy wchodzą do środka, nie ma reguły.
CZYTASZ
HUNTER
FantasíaDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
