Torii
Oślepia mnie światło, gdy przechodzimy na drugi koniec góry. Zatrzymuję się i odruchowo oglądam za siebie, nie do końca pojmując, jak to możliwe, że znaleźliśmy się w tym miejscu. Mnich, zauważając moją dezorientację, rzuca krótkie wyjaśnienie:
— Wokół tego miejsca rozciąga się bariera. Od wewnątrz nie widać groty, która tutaj prowadzi.
Kiwam głową i ruszam za nim w głąb osady. Ludzie, którzy tu przebywają, spoglądają na nas z ciekawością, ale ich spojrzenia szybko skupiają się tylko na mnie. Gdy stajemy na środku placu, brodaty mężczyzna unosi ręce i przemawia donośnym głosem, uciszając wszystkie szepty:
— Bracia i siostry! Jak zapewne zauważyliście, dziś pojawiła się wśród nas podróżniczka! Pragnienie, które ją tu sprowadziło, to chęć ocalenia siostry. Wszyscy znamy nasze zasady. Dziś, gdy słońce zajdzie, stanie przed nami po wszystkich próbach. Dopiero wtedy otrzyma to, po co przyszła!
Przez tłum przebiegają ciche pomruki. Czuję, jak stres powoli ściska mi żołądek. Do zachodu słońca pozostało niewiele czasu. Podchodzi do nas jedna z kobiet. Jej białe oczy przyprawiają mnie o dreszcze. Złapała mnie za dłonie.
—To o tobie tyle złego słyszeliśmy. Mistrzu, czy ona jest godna?
— O tym zadecyduje las. Victorio, chodź za mną — mówi i odchodzi w przeciwnym kierunku niż zgromadzenie. Szybko go doganiam i idę kilka kroków za nim w milczeniu, aż zatrzymujemy się przed masywną bramą.
— Masz czas do wieczora. Jeśli się tutaj nie zjawisz o odpowiedniej porze... nigdy już stąd nie wyjdziesz.
Otwiera bramę i bezceremonialnie popycha mnie do środka.
— Czekaj! Co mam robić?! — wołam za nim z niepokojem.
— Idź przed siebie i nie daj się oszukać. Ten las lubi mieszać w umyśle — rzuca tylko przez ramię. Zaciskam dłonie na zimnym metalu kraty, w duchu wyklinając łysego mnicha.
Biorę głęboki wdech. Muszę się uspokoić, chcą mi pomóc, prawda? Odwracam się plecami do bramy. Stoję na skraju gęstego lasu i czuję, jak niepokój narasta, ale nie mogę się wycofać. Ruszam przed siebie. To dopiero początek tej farsy.
Nie wiem ile czasu minęło ale mam wrażenie, że tylko go marnuje. Jestem w jakimś dziwnym lesie, nic dookoła nie słychać, a cisza powoli doprowadza mnie do szału. Nagle słyszę coś — delikatny dźwięk z lewej strony. Czy to płacz? Czy to ja już wariuję?
Zbliżam się powoli i zza krzaków dostrzegam małego chłopca ze skrzydłami, jego złote włosy opadają na opaloną twarz przez co nie widzę oczu. Siedzi skulony na środku polany, ramiona drżą mu od szlochu. Gdy zauważam ranę na jednym ze skrzydeł, decyduję się podejść, ale przez nieuwagę łamię gałązkę. Malec odwraca się gwałtownie, przerażony, kolor jego oczu jest tutaj rzadko spotykany - brązowy ze złotymi plamkami. Kucam, unosząc dłonie w uspokajającym geście.
— Hej, mały. Co tu robisz? — pytam ostrożnie a on odsuwa się — Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy. Zgubiłeś się? Pozwól, że opatrzę twoje skrzydełko. Pewnie boli, co?
Chłopiec niepewnie kiwa głową, pozwalając mi się zbliżyć.
— Mam na imię Torii — mówię łagodnie, uśmiechając się. On po chwili odpowiada:
— Diego.
— Co się stało, Diego?
— Chciałem pokazać starszemu braciszkowi że też potrafię latać, czasami tu przychodzę aby poćwiczyć
CZYTASZ
HUNTER
FantasiDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
