45

10 1 0
                                        

Torii

Rozglądam się dookoła — znów jestem na tej samej polanie.

— Pamiętasz, jak ćwiczyliśmy, prawda, skarbie? — Mężczyzna kuca przede mną, a ja szybko kiwam głową. Kątem oka obserwuję kobietę stojącą nieopodal. Dziewczynka u jej boku wygląda na zaniepokojoną. Zaciskam wargi i pięści, stając naprzeciw chłopca. Udowodnię im, że jestem silna. Dam radę. Przecież ćwiczyłam to setki razy. Co mogłoby pójść nie tak?

Biorę głęboki oddech i koncentruję się. Tworzę ogromną, niebieską kulę energii. Zamykam oczy, wyciszam umysł. Dasz radę, Torii. Rzucam kulę w stronę chłopca. On jednak wygląda na spokojnego. Gdy ogień niemal dotyka jego twarzy, zatrzymuje się, a on łapie kulę w dłoń i bez wysiłku ją gasi.

Patrzę na niego z osłupieniem. Jak to możliwe? Myślałam, że tylko ja potrafię kontrolować ten płomień... Czyżbym nie była jedyna?

Mężczyzna najwyraźniej zauważa moją minę, bo znów przykuca przy mnie i mówi łagodnym, wyjaśniającym tonem:

— Milan to hybryda — mag i elf. Jak każdy elf, posiada cechę zwierzęcą, a także zdolność panowania nad żywiołami.

W tym czasie chłopiec z uśmiechem pokazuje mi swój ogon — cienki, z puszystym zakończeniem.

— Wygląda jak ogon demona — mówię z przekrzywioną głową.

— Masz rację. Ale wróćmy do ćwiczeń. Na rozmowy przyjdzie jeszcze czas. — Mężczyzna prostuje się i spogląda na mnie z góry. — Torii, teraz ty spróbuj zatrzymać kulę Milana.

Kiwam głową i znów biorę głęboki oddech. Musi się udać.

Czerwona kula ognia mknie w moją stronę bez ostrzeżenia. Panikuję. Próbuję ją zatrzymać, ale...

— Bez oczyszczonego umysłu nic ci nie wyjdzie, Torii. Skup się!

Przełykam ślinę. Nie potrafię się wyciszyć. Kiedy czuję na twarzy ciepło, zrywam się gwałtownie z miejsca budząc tym samym chłopaka obok. Pokój rozświetla nagły błysk pioruna, a zaraz po nim słychać grzmot. Wzdrygam się, ale nie reaguję. Przez dłuższą chwilę wpatruję się w ścianę, nie rozumiejąc, gdzie jestem. Mrugam kilkakrotnie, rozglądając się nieprzytomnie.

Wciąż trwa burza. Deszcz leje jak z cebra. Jest ciemno. Która to może być godzina?

Z zamyślenia wyrywa mnie zaspany głos:

— Co się dzieje, Torii?

Podnosi głowę i przeciera twarz.

— Nic... Przepraszam, że cię obudziłam — szepczę, po czym kładę się z powrotem i wpatruję się w sufit, próbując uporządkować myśli. Jeśli to wszystko było prawdą... dlaczego nie wiedziałam, że Milan to hybrydą? Dlaczego nie powiedział, że znaliśmy się wcześniej? Zamierzał to ukrywać?

— Znowu to robisz — mówi cicho.

Odwracam głowę w jego stronę. W błysku pioruna widzę wyraźnie jego zmartwioną twarz.

— Pogadamy rano, okej? Teraz... jestem zmęczona.

Kiwa głową. Przytula się do moich pleców. Czuję jego dłoń na biodrze, oddech za szyją. Próbuję pozbyć się zawstydzenia. Biorę głęboki wdech i stopniowo się rozluźniam. 

Zasypiam, czując ciężar jego obecności.

♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠

Idę powoli przez korytarz. Gdy dostrzegam Milana po drugiej stronie, odruchowo chowam się za filarem.

— Przed kim się ukrywamy? — słyszę tuż przy uchu i podskakuję ze strachu. Odwracam się gwałtownie.

— Ups? — pyta chłopak z figlarnym uśmiechem, chowając ręce za plecy. Wygląda za filar, unosi brwi i wraca do mnie spojrzeniem 

— Czemu unikasz Milana?

— Nie unikam... po prostu... — urywam, słysząc kroki. Wspomniany chłopak przechodzi obok, nie zauważając mnie. Wzdycham z ulgą.

— Muszę iść — rzucam i szybko zbiegam po schodach. Trafiam do jadalni, przebiegam ją niemal truchtem i wpadam do kuchni.

Główna kucharka uśmiecha się na mój widok.

— Witaj, słodziutka. Dawno nas nie zaszczyciłaś swoim towarzystwem.

— Masz rację... Po prostu nie mam ostatnio do niczego głowy — odpowiadam, przecierając twarz dłonią.

Kobieta bez słowa podaje mi talerz z jedzeniem i wraca do obowiązków. Dłubię w posiłku, wpatrując się w niego uparcie. Od rana unikam Milana jak ognia. Wzdycham. Odkładam widelec — nie jestem głodna.

— Możemy porozmawiać? — słyszę za plecami znajomy głos.

Podskakuję. Odwracam się i... tak, to on. Zaciskam usta. Liczyłam, że uda mi się go unikać do końca dnia.

Kucharki zerkają na niego i od razu się kłaniają. Biorę głęboki oddech. Spokojnie, Torii. Przecież stawiałaś czoła gorszym istotom niż hybryda.

Kiwam głową i powoli wstaję. Jeszcze raz zerkam na kobiety — ich pełne zdumienia miny sprawiają, że marszczę brwi.

— Chodźmy gdzieś indziej — mówi, wskazując drzwi prowadzące do ogrodu.

Niechętnie ruszam za nim. Przechodzimy przez wilgotne alejki w ciszy, aż docieramy do altany.

— Powiesz mi, co się dzieje? — pyta, zatrzymując się. — Nadal jesteśmy przyjaciółmi, prawda?

Zaciskam usta, siadam na ławce i przecieram twarz.

— Chyba tak — mruczę.

— Chyba?

Siada obok mnie i wpatruje się intensywnie.

— Pogubiłam się. W tym wszystkim... w sobie. Kim jestem? Jak mogłam dopuścić do tego wszystkiego?

— Pomogę ci

Uśmiecha się lekko. Ja zamykam oczy, opieram się o drewniane belki. 

—Skoro się przyjaźnimy dlaczego nie powiedziałeś mi, że znaliśmy się jako dzieci?  

Zapada długa cisza.  

Milan odchrząkuje i drapie się po karku jakby chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie podbiega do nas jeden z łowców — jego twarz jest napięta, a oczy przerażone.

— Torii! Potrzebujemy cię!

Marszczę brwi, ignorując pytające spojrzenie Milana. Sama jestem w szoku. Zazwyczaj nikt nie zwraca się bezpośrednio do mnie

— Co się stało?

Zamiast odpowiedzi, mężczyzna chwyta mnie za dłoń i ciągnie przez ogród. Biegnę za nim, z każdym krokiem coraz bardziej zdezorientowana i zaniepokojona.

Wybiegamy na dziedziniec zamku. Zatrzymujemy się u szczytu schodów. Nie muszę nawet pytać, kto nadchodzi. Czego chcą? Dlaczego kolejny raz się pojawiają w tak krótkim czasie?

Nagle zerwał się gwałtowny wiatr, który szarpie moimi włosami. Niebo zasnuwają czarne chmury. W powietrzu czuć... coś złego. Drzewa przechylają się w naszą stronę niemal wypadając z korzeni.

— Wrócili — szepcze łowca.

Przeszywa mnie dreszcz.

Kłopoty nadchodzą. I to wielkimi krokami.

HUNTEROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz