Torii
Rozglądam się dookoła — znów jestem na tej samej polanie.
— Pamiętasz, jak ćwiczyliśmy, prawda, skarbie? — Mężczyzna kuca przede mną, a ja szybko kiwam głową. Kątem oka obserwuję kobietę stojącą nieopodal. Dziewczynka u jej boku wygląda na zaniepokojoną. Zaciskam wargi i pięści, stając naprzeciw chłopca. Udowodnię im, że jestem silna. Dam radę. Przecież ćwiczyłam to setki razy. Co mogłoby pójść nie tak?
Biorę głęboki oddech i koncentruję się. Tworzę ogromną, niebieską kulę energii. Zamykam oczy, wyciszam umysł. Dasz radę, Torii. Rzucam kulę w stronę chłopca. On jednak wygląda na spokojnego. Gdy ogień niemal dotyka jego twarzy, zatrzymuje się, a on łapie kulę w dłoń i bez wysiłku ją gasi.
Patrzę na niego z osłupieniem. Jak to możliwe? Myślałam, że tylko ja potrafię kontrolować ten płomień... Czyżbym nie była jedyna?
Mężczyzna najwyraźniej zauważa moją minę, bo znów przykuca przy mnie i mówi łagodnym, wyjaśniającym tonem:
— Milan to hybryda — mag i elf. Jak każdy elf, posiada cechę zwierzęcą, a także zdolność panowania nad żywiołami.
W tym czasie chłopiec z uśmiechem pokazuje mi swój ogon — cienki, z puszystym zakończeniem.
— Wygląda jak ogon demona — mówię z przekrzywioną głową.
— Masz rację. Ale wróćmy do ćwiczeń. Na rozmowy przyjdzie jeszcze czas. — Mężczyzna prostuje się i spogląda na mnie z góry. — Torii, teraz ty spróbuj zatrzymać kulę Milana.
Kiwam głową i znów biorę głęboki oddech. Musi się udać.
Czerwona kula ognia mknie w moją stronę bez ostrzeżenia. Panikuję. Próbuję ją zatrzymać, ale...
— Bez oczyszczonego umysłu nic ci nie wyjdzie, Torii. Skup się!
Przełykam ślinę. Nie potrafię się wyciszyć. Kiedy czuję na twarzy ciepło, zrywam się gwałtownie z miejsca budząc tym samym chłopaka obok. Pokój rozświetla nagły błysk pioruna, a zaraz po nim słychać grzmot. Wzdrygam się, ale nie reaguję. Przez dłuższą chwilę wpatruję się w ścianę, nie rozumiejąc, gdzie jestem. Mrugam kilkakrotnie, rozglądając się nieprzytomnie.
Wciąż trwa burza. Deszcz leje jak z cebra. Jest ciemno. Która to może być godzina?
Z zamyślenia wyrywa mnie zaspany głos:
— Co się dzieje, Torii?
Podnosi głowę i przeciera twarz.
— Nic... Przepraszam, że cię obudziłam — szepczę, po czym kładę się z powrotem i wpatruję się w sufit, próbując uporządkować myśli. Jeśli to wszystko było prawdą... dlaczego nie wiedziałam, że Milan to hybrydą? Dlaczego nie powiedział, że znaliśmy się wcześniej? Zamierzał to ukrywać?
— Znowu to robisz — mówi cicho.
Odwracam głowę w jego stronę. W błysku pioruna widzę wyraźnie jego zmartwioną twarz.
— Pogadamy rano, okej? Teraz... jestem zmęczona.
Kiwa głową. Przytula się do moich pleców. Czuję jego dłoń na biodrze, oddech za szyją. Próbuję pozbyć się zawstydzenia. Biorę głęboki wdech i stopniowo się rozluźniam.
Zasypiam, czując ciężar jego obecności.
♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠
Idę powoli przez korytarz. Gdy dostrzegam Milana po drugiej stronie, odruchowo chowam się za filarem.
— Przed kim się ukrywamy? — słyszę tuż przy uchu i podskakuję ze strachu. Odwracam się gwałtownie.
— Ups? — pyta chłopak z figlarnym uśmiechem, chowając ręce za plecy. Wygląda za filar, unosi brwi i wraca do mnie spojrzeniem
— Czemu unikasz Milana?
— Nie unikam... po prostu... — urywam, słysząc kroki. Wspomniany chłopak przechodzi obok, nie zauważając mnie. Wzdycham z ulgą.
— Muszę iść — rzucam i szybko zbiegam po schodach. Trafiam do jadalni, przebiegam ją niemal truchtem i wpadam do kuchni.
Główna kucharka uśmiecha się na mój widok.
— Witaj, słodziutka. Dawno nas nie zaszczyciłaś swoim towarzystwem.
— Masz rację... Po prostu nie mam ostatnio do niczego głowy — odpowiadam, przecierając twarz dłonią.
Kobieta bez słowa podaje mi talerz z jedzeniem i wraca do obowiązków. Dłubię w posiłku, wpatrując się w niego uparcie. Od rana unikam Milana jak ognia. Wzdycham. Odkładam widelec — nie jestem głodna.
— Możemy porozmawiać? — słyszę za plecami znajomy głos.
Podskakuję. Odwracam się i... tak, to on. Zaciskam usta. Liczyłam, że uda mi się go unikać do końca dnia.
Kucharki zerkają na niego i od razu się kłaniają. Biorę głęboki oddech. Spokojnie, Torii. Przecież stawiałaś czoła gorszym istotom niż hybryda.
Kiwam głową i powoli wstaję. Jeszcze raz zerkam na kobiety — ich pełne zdumienia miny sprawiają, że marszczę brwi.
— Chodźmy gdzieś indziej — mówi, wskazując drzwi prowadzące do ogrodu.
Niechętnie ruszam za nim. Przechodzimy przez wilgotne alejki w ciszy, aż docieramy do altany.
— Powiesz mi, co się dzieje? — pyta, zatrzymując się. — Nadal jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
Zaciskam usta, siadam na ławce i przecieram twarz.
— Chyba tak — mruczę.
— Chyba?
Siada obok mnie i wpatruje się intensywnie.
— Pogubiłam się. W tym wszystkim... w sobie. Kim jestem? Jak mogłam dopuścić do tego wszystkiego?
— Pomogę ci
Uśmiecha się lekko. Ja zamykam oczy, opieram się o drewniane belki.
—Skoro się przyjaźnimy dlaczego nie powiedziałeś mi, że znaliśmy się jako dzieci?
Zapada długa cisza.
Milan odchrząkuje i drapie się po karku jakby chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie podbiega do nas jeden z łowców — jego twarz jest napięta, a oczy przerażone.
— Torii! Potrzebujemy cię!
Marszczę brwi, ignorując pytające spojrzenie Milana. Sama jestem w szoku. Zazwyczaj nikt nie zwraca się bezpośrednio do mnie
— Co się stało?
Zamiast odpowiedzi, mężczyzna chwyta mnie za dłoń i ciągnie przez ogród. Biegnę za nim, z każdym krokiem coraz bardziej zdezorientowana i zaniepokojona.
Wybiegamy na dziedziniec zamku. Zatrzymujemy się u szczytu schodów. Nie muszę nawet pytać, kto nadchodzi. Czego chcą? Dlaczego kolejny raz się pojawiają w tak krótkim czasie?
Nagle zerwał się gwałtowny wiatr, który szarpie moimi włosami. Niebo zasnuwają czarne chmury. W powietrzu czuć... coś złego. Drzewa przechylają się w naszą stronę niemal wypadając z korzeni.
— Wrócili — szepcze łowca.
Przeszywa mnie dreszcz.
Kłopoty nadchodzą. I to wielkimi krokami.
CZYTASZ
HUNTER
FantastikDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
