Torii
Wszyscy patrzyli w milczeniu na Ayse, która trzymała w dłoniach koronę. Wzrok miała wbity w nią, jakby wewnętrznie walczyła ze sobą. Po dłuższej chwili podniosła ręce nad głowę.
— Nie rób tego! — krzyknęłam, lecz było już za późno.
Jej ręce opadły, a korona spoczęła na głowie. W sali zapanowało napięcie tak gęste, że można by je kroić nożem. Nikt nie oddychał, jakby wszyscy czekali na wyrok. Początkowo nic się nie działo, ale do czasu. Ciało Ayse zaczęła oplatać czarna mgła, a powietrze w pomieszczeniu zgęstniało do granic możliwości. Zapanowała martwa cisza. Wszyscy zastygli, niezdolni do ruchu, kiedy mgła w końcu zniknęła. Przed nami stała już nie dziewczyna — ale istota przeklęta.
Jej skóra pokryta była czarnymi żyłami, białka oczu również przybrały ten odcień. Włosy straciły blask, a usta zrobiły się sine. Przełknęłam ślinę, gdy spojrzała prosto na mnie. Uniosła rękę — a w jej dłoni pojawiła się ognista kula, którą rzuciła bez wahania. Odruchowo uskoczyłam, unikając ataku w ostatniej chwili.
Tylko jedna osoba nie straciła przytomności umysłu — Sam.
— Do lochów z nią! Martanzo i Micalrio też! — jego głos odbił się echem od ścian.
Jakby na rozkaz, wszyscy zebrani zaczęli szeptać i cofać się do wyjścia, przerażeni. Cóż, mogli pomyśleć o tym wcześniej, zamiast gapić się jak zahipnotyzowani. Sam rozejrzał się po sali i gdy mnie dostrzegł, dał znak ręką, żebym podeszła. Z wahaniem ruszyłam w jego stronę. Owinął mnie ramieniem, jego spojrzenie utkwione było w strażnikach. Jeden z nich podszedł i z szacunkiem podał mu koronę. Sam chwycił ją, przez moment milcząc, po czym przemówił:
— Wysłuchajcie mnie.
Dwa słowa wystarczyły, by zapadła absolutna cisza. Wychodzący zatrzymali się w miejscu, a ja zauważyłam, jak mocniej zaciska dłoń na koronie.
— Wiem, że wielu z was niepewnych jest swej przyszłości. Ale kryzys został zażegnany.
Z tłumu wyrwał się odważny głos:
— A co z księżniczką?!
Sam mocniej ścisnął moje ramię.
— Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by ją uratować. Ale każdy z nas wie, jakie konsekwencje niesie założenie korony. — Jego twarz pozostała bez wyrazu. — Teraz jednak najważniejsze, by nasza ziemia wreszcie miała swego króla. Nie możemy zwlekać. Jutro, wraz ze wschodem słońca, Libuna otrzyma swego władcę!
Na twarzach ludzi pojawiło się ulotne zadowolenie, które równie szybko zniknęło. Do przodu wysunęła się starsza kobieta.
— Dlaczego, książę, nie ukarzesz jej? — zapytała, patrząc prosto na mnie.
— Bo to jej zawdzięczam życie — odpowiedział spokojnie.
Tłum milczał. Może nie byli usatysfakcjonowani, ale przyjęli to do wiadomości.
— Niech żyje wolna Libuna! — zawołał, unosząc koronę, która rozbłysła światłem odbijającym się od jej powierzchni.
Po chwili wszyscy, jak na komendę, podnieśli ręce i zawołali zgodnie:
— Za Libunę!
Puścił mnie, czekając, aż muzyka znów zacznie grać.
— Odbijasz bal? — zapytałam, uśmiechając się lekko.
Odwzajemnił uśmiech i puścił mi oczko.
— Trzeba jakoś uczcić zwycięstwo.
Odłożył koronę i podał mi dłoń. Bez słowa ją ujęłam i dałam się poprowadzić na środek parkietu. Jego dłonie spoczęły na mojej talii, moje na jego szyi.
CZYTASZ
HUNTER
FantasyDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
