28

13 0 0
                                        

Torii

Oparłam nogi o chłodną, kamienną ścianę celi, ignorując przeszywający ziąb bijący od ziemi. Wpatrywałam się intensywnie w sufit, próbując oderwać myśli od wszystkiego, co się wydarzyło.

– Torii – głos wyrwał mnie z zamyślenia i brutalnie sprowadził z powrotem do rzeczywistości.

– Tak? – odpowiedziałam niepewnie, nie odrywając wzroku od dziur w suficie, za którymi sączyło się blade światło.

– Planujesz stąd uciec?

Przełknęłam ślinę, która nagle stała się ciężka niczym kamień, i spróbowałam zmienić pozycję na wygodniejszą. Bez skutku – zamiast tego dopadł mnie jeszcze silniejszy chłód.

– Nie wydaje mi się, żeby to było miejsce na takie rozmowy – mruknęłam, ale wystarczająco głośno, by mnie usłyszał.

– Strażnicy już nas nie pilnują, a innych więźniów poza nami nie ma – odparł spokojnie.

Na te słowa poderwałam się z ziemi i spojrzałam w stronę ściany, za którą znajdował się mężczyzna.

– Jak to możliwe? Kiedy mnie tu prowadzili, widziałam pełno ludzi w celach – zaczęłam chodzić w kółko, żeby rozgrzać zziębnięte mięśnie i pobudzić krążenie.

– No właśnie. Zaraz po twoim wyjściu... zniknęli. Wyprowadzili ich wszystkich.

Zatrzymałam się gwałtownie, a wzrok utkwiony w ścianie za którą jest mężczyzna. 

– A ciebie czemu nie zabrali?

Przez chwilę panowała cisza, jakby musiał rozważyć, co mi powiedzieć.

– Nie wiem – powiedział w końcu cicho. – Jestem tu wystarczająco długo. Wkrótce przyjdą i po mnie. Może jutro, może za godzinę. Ale wiem, że to koniec.

Opadłam plecami na chłodną ścianę. Wciągnęłam powietrze i wypuściłam je z westchnieniem.

– Powiedz mi... jakim jesteś stworzeniem?

– Kombuko – odparł bez wahania. – To coś w rodzaju elfa, choć tylko w połowie. Mam dar... mogę kłamać, ale moim prawdziwym celem jest pomaganie ludziom odkryć, kim naprawdę są, mogę przywracać wymazane wspomnienia, być nieśmiertelny, leczyć rany

Zadrżałam. Ta nazwa, tylko raz spotkałam kogoś takiego, a on wypowiedział to z taką siłą, z takim... ciężarem. Przypomniałam sobie sen. Czy to on go wywołał? Ale po co?

Walczę z myślami, z niepokojem, z nadzieją i strachem. Postanawiam teraz o tym nie myśleć. Potrzebuję innej odpowiedzi.

– Jacy byli moi rodzice? – zapytałam, przełykając ślinę.

– Jesteś młodszą kopią swojej matki. Miała blond włosy i niebieskie oczy. Była piękna, mądra, pełna wdzięku. Ale twój charakter to kopia ojca – waleczny, impulsywny, nieustępliwy. Oboje byli oddani i silni. A kiedy wy przyszłyście na świat... nic innego się nie liczyło.

– A potem... – zaczął, ale głos mu zadrżał. – Szkoda, że spotkał ich taki los.

Zacisnęłam pięści.

– Ci, którzy to zrobili, zapłacą. Jeśli nie dziś, to jutro. Ale zapłacą.

Riccardo zaśmiał się cicho, lecz jego śmiech nie miał w sobie ani odrobiny wesołości.

– Dlaczego tak bardzo pragniesz zemsty?

Spuściłam głowę wpatrując się w ziemię i zagryzam policzek.

HUNTEROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz