Torii
Przez chwilę mi się przyglądał, po czym odwrócił się do króla z kpiącym uśmiechem na twarzy i wskazał na mnie ręką. Chciałam się stamtąd jakoś ulotnić, ale strażnicy stanęli tuż za mną, uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
— Torii, mój szpieg, który bez wahania wykonywał wszystkie moje rozkazy. Możesz być dumny, królu. Pod twoim okiem rosła silna łowczyni — powiedział z przekąsem, przyciągając mnie do siebie. — To właśnie ona zdradziła swój kraj. Lukasie von Maryen, powodując teraźniejsze skutki. Jakieś ostatnie słowa? — zapytał, a ja w głowie uświadamiałam sobie coraz więcej faktów. Widziałam Martazno - wiele razy, wymazał mi pamięć? Dlaczego już wtedy nie połączyłam faktów? Przy prawie każdym otwarciu drzwi widziałam jego posturę. Czym on jest?
Król przez chwilę milczał, aż w końcu spojrzał mi prosto w oczy.
— Nie ujdzie ci to na sucho. Prędzej czy później zapłacisz za to, co zrobiłaś — powiedział spokojnie.
Po tych słowach strażnik wykonał rozkaz — jednym ruchem ściął głowę króla. Wstrzymałam oddech i cofnęłam się o krok. W tej jednej chwili byłam wdzięczna, że udało mi się stąd wyprowadzić Sama. Na sali zapadła głucha cisza. Tylko krzyk królowej przeszył powietrze — zrozpaczony i pełen bólu. To koniec.
Wszyscy patrzyli na mnie z przerażeniem, niektórzy z nienawiścią. Ale nigdzie nie widziałam Tracy. Ręce zaczęły mi się trząść, panika rosła z każdą sekundą. Skup się. Nie możesz teraz pokazać słabości.
— Ludu Libuny! Od dziś macie nowego władcę — Agamemnona Martanzo! — oznajmił donośnie.
Strażnicy natychmiast podeszli do królowej i księżniczki, po czym wyprowadzili je z sali. Chciałam ruszyć za nimi, ale tęgi mężczyzna chwycił mnie za ramiona i nachylił się do ucha.
— Popatrz, kochanie. Czyż nie tego chciałaś? Sprawiedliwości? Zemsty? Teraz wszystko to możesz mieć — szepnął z uśmiechem.
Odwróciłam wzrok. Ale za jaką cenę? To ja będę musiała powiedzieć Samowi, że jego ojciec nie żyje.
Wzięłam głęboki oddech. Nie czas na żal. Mężczyzna mnie puścił, a ja powoli się wycofałam. Opuściłam salę i ruszyłam w stronę lochów. Gdzie indziej mieliby trzymać niechcianych ludzi?
Dopadłam ich akurat w momencie, kiedy zamykano kraty. Stałam chwilę w milczeniu, obserwując sytuację, po czym wycofałam się cicho, by pozostać niezauważoną. Drzwi od lochów zamknęli przykładając jakąś kartę. Szybko wycofuje się z zamku aby nie spotkać Martanzo.
Czas na konfrontację z Samem.
Weszłam do kryjówki. Sam natychmiast zerwał się z miejsca i podbiegł.
— I co?
Zacisnęłam usta, wypuszczając powietrze przez nos.
— Przykro mi, Sam — zaczęłam cicho. — Twój ojciec... nie żyje.
Zapadła cisza. Pod jego intensywnym spojrzeniem wierciłam się niespokojnie.
— Jak to nie żyje? — wyszeptał w końcu.
Usiadłam i poklepałam miejsce obok, ale nie podszedł. Zamiast tego machnął ręką, bym mówiła dalej.
— Zabił go jeden ze strażników... na rozkaz... nowego króla — powiedziałam niepewnie.
Zaczął chodzić po pomieszczeniu, wzburzony. Milczałam, czekając, aż się uspokoi. W końcu usiadł ciężko na sofie.
— Zabił mojego ojca...
CZYTASZ
HUNTER
FantastikDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
