20

23 1 0
                                        

Torii

— Będziesz admirałem?! — pyta z niedowierzaniem, a ja tylko kiwam głową.

— Jakim cudem?!

Wzdycham na dźwięk jej podniesionego tonu i opadam na materac. Wpatruję się w sufit i przez dłuższą chwilę milczę, próbując to sobie wszystko poukładać.

— Słuchasz mnie w ogóle?! — czuję uderzenie w bark i z grymasem odwracam głowę w jej stronę.

— Wybacz, możesz powtórzyć? — pytam z niewinnym uśmiechem. Wywraca oczami i wstaje z łóżka. Podnoszę się na łokciach, śledząc ją wzrokiem.

— Mówiłam, że musimy zacząć się przygotowywać.

Jęczę głośno i znów kładę się na plecach, zamykając oczy.

— Tracy, daj spokój! Koronacja jest dopiero wieczorem, a dzień ledwo się zaczął.

Prycha i podchodzi bliżej. Unoszę jedną powiekę, obserwując jej ruchy.

— No właśnie! Nie wyrobimy się! — mówi zdruzgotana i wychodzi z pokoju. Wzdycham, kręcąc głową z dezaprobatą. Kładę się wygodniej, próbując zasnąć — po chwili wiercenia się wreszcie mi się udaje.

♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠

— Panienko... — słyszę tuż nad uchem. Otwieram oczy z niechęcią i napotykam fioletowe spojrzenie skrzatki.
— Przespała panienka cały dzień, a za kilka godzin odbędzie się koronacja. Trzeba się przyszykować.

Na dźwięk tych słów zrywam się z łóżka. Przecieram twarz i wzdycham głośno, czując lekkie zawroty głowy. Śledzenie Micalrio przez całą noc nie było najlepszym pomysłem... i tak niczego się nie dowiedziałam.

— Przyniosę panience coś do jedzenia. — Kiwam głową, a po chwili znika.

Wchodzę do łazienki i wskakuję pod prysznic. Gdy wychodzę, ubrana w bieliznę, rozczesuję włosy i siadam przed lustrem. Zaczynam jeść, gdy do środka wchodzą jeszcze dwa inne stworzenia. Pixe zabiera się za przygotowanie stroju, a goblinka zaczyna mnie malować. Siedzę prosto i zamykam oczy, kiedy każe — mój żołądek przyjmuje to z niechęcią.

W końcu obie wychodzą, a ja mogę wreszcie spojrzeć na swoje odbicie. Zakładam kolczyki, gdy słyszę pukanie do drzwi. Podchodzę, otwieram... i rozglądam się. Wzrok pada na kolejną kartkę leżącą na ziemi. Biorę ją i wracam do środka. Po chwili wahania otwieram.

Dziś wszystko się zmieni, Torii.

Zgniatam kartkę, ale w ostatniej chwili chowam ją do kieszeni, gdy do pokoju wpada Tracy. Staje przede mną, taksując mnie wzrokiem. Rozkładam ręce i obracam się wokół własnej osi.

— I jak ocena? — pytam z ironią.

Patrzy mi w oczy, cmoka teatralnie.
— Ujdzie w tłumie — uśmiecha się szeroko i bierze mnie pod ramię. Oglądam się jeszcze raz na pokój i pozwalam się poprowadzić w dół, do holu.
Dziś wszystko się zmieni. Na lepsze, prawda?

♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠

— Torii? — odwracam głowę w stronę blondynki. — Idziesz? — Zagryzam wnętrze policzka ze zdenerwowania. Muszę to wiedzieć, zanim będzie za późno.

— Dogonię was — rzucam. Kiwają głową i odchodzi w stronę Micalrio. Czekam chwilę, a potem ruszam w stronę ruin.

Staję naprzeciwko jedynej osoby, która może coś wiedzieć.

HUNTEROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz