26

16 0 0
                                        

Torii

Kolejna próba kończy się fiaskiem. Sfrustrowana opadam na ziemię i robię obrażoną minę. Dlaczego to nie wychodzi?

– Nie poddawaj się tak łatwo – słyszę ciepły, znajomy głos.

Kuca przede mną mężczyzna i uśmiecha się lekko, czochrając mnie po włosach. Odruchowo odpycham jego dłoń i patrzę na niego spode łba, co wcale go nie zraża. Pstryka mnie w nos, który natychmiast marszczę z niezadowoleniem.

– Są zawsze dwa wyjścia – mówi, unosząc jeden palec. – Pierwsze: poddać się. – Podnosi kolejny. – Drugie: walczyć. A ty, Torii, jesteś silna. Walcz o swoje do ostatniej kropli krwi. Masz w sobie potencjał – dodaje, patrząc mi w oczy z uśmiechem i... dumą. Czegoś w nim nie rozumiem.

– Znowu ją buntujesz? – odzywa się ktoś za moimi plecami.

Odwracam głowę. Za nami stoi blondwłosa kobieta ze skrzyżowanymi ramionami.

– Skądże, kochanie! – Mężczyzna wstaje i podchodzi do niej z rozbrajającym uśmiechem. – Uczę ją tylko, jak walczyć o swoje. Na pewno jej się to kiedyś przyda, prawda, Torii?

Po chwili namysłu żwawo kiwam głową.

– Widzisz? Z moimi radami nie zginie – stwierdza z dumą.

Kobieta tylko wzdycha i kręci głową.

– Dobrze, że chociaż twojej siostry nie ciągnie do walki – rzuca w moją stronę, ale jej wzrok wraca do zielonookiego mężczyzny.

-Obawiam się że możesz nie mieć racji, z twoimi radami wplącze się tylko w kłopoty

– Ależ kochanie, co ty wygadujesz?! – śmieje się lekko. – Zobaczysz, Torii będzie kimś wielkim. Wszyscy będziemy w szoku, jak daleko zajdzie.

Odwraca się w moją stronę.

– Pamiętaj: nieważne, jaką podejmiesz decyzję – ja zawsze będę z ciebie dumny. Kiedyś uda ci się okiełznać to, co w sobie masz...

Słowa zaczynają się rozmywać, stają się przytłumione, jakby docierały do mnie przez grubą ścianę. Mrugam powiekami, próbując odgonić sen. Odwracam się na plecy i wpatruje w ciemność, nie dostrzegając przebłysków światła przez dziury wzdycham. Pewnie jest jeszcze noc, ale co to było?

Sen? Wspomnienie?

Wzdycham cicho i siadam, opierając głowę o zimną, kamienną ścianę. W przyszłości będzie kimś wielkim... Kimś, kto wyląduje w lochu za podwójną zdradę. Chyba nie o to ci chodziło, staruszku, co?

Zamykam oczy, próbując zatrzymać jeszcze na chwilę wspomnienie ich uśmiechniętych twarzy. Gdybyście żyli nigdy by się to wszystko nie wydarzyło. 

♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠

– Wstawaj! Nie mam całego dnia, by go na ciebie marnować!

Kopniak w żołądek sprawia, że od razu łapię oddech i się budzę. Patrzę ze znudzeniem na strażnika, który właśnie chyba stracił cierpliwość. Łapie mnie za ramię i wypycha z celi przez co ledwo ustaje na nogach

– Król pragnie cię widzieć – warczy, zakładając mi kajdany na nadgarstki.

– Wiesz, że nikt mu tej korony na głowę nie założy? – rzucam z przekąsem.

Nie odpowiada. Idzie przed siebie, a ja prycham z irytacją, przewracając oczami.

W sali tronowej popycha mnie do przodu. Ledwo utrzymuję równowagę.

HUNTEROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz