Torii
Schodzę po kamiennych schodach, kierując kroki w stronę królewskiego sadu. Mijam strażników — nie zatrzymują mnie, tylko skinieniem głowy potwierdzają moją obecność. Siadam pod jednym z drzew i w zamyśleniu obserwuję lato. Ciepły wiatr plącze mi włosy, więc odgarniam je z twarzy i przymykam oczy.
W ciemności własnych myśli dostrzegam niebieski płomyk — i mimowolnie się uśmiecham. Otwieram oczy. W mojej dłoni pojawia się ognik. Dlaczego tak łatwo przychodzi mi panowanie nad nim? I dlaczego nie pamiętam, kiedy się tego nauczyłam? Kiedy to sobie przypomnę? Minęły już cztery miesiące od słów Riccardo, a ja nadal stoję w miejscu.
Z zamyślenia wyrywa mnie niespodziewany odgłos. Ognik znika z dłoni, a ja rozglądam się czujnie dookoła, lecz nie dostrzegam niczego podejrzanego. Wzdycham i opieram się plecami o drzewo. Próbuję wrócić do myśli, gdy...
— Torii — głos tuż nad moją głową sprawia, że drżę lekko z zaskoczenia. Podnoszę wzrok i widzę dziewczynę poprawiającą swoją sukienkę, by wygodnie usiąść. Nie widziałam jej od dnia koronacji. Siada obok mnie i bez słowa wpatruje się w taflę jeziora przed nami.
— Szukałaś mnie? — pytam, chcąc przerwać ciszę. Po chwili milczenia kiwa głową. Odwraca się nieco w moją stronę i drapie po głowie, jakby próbowała dobrać odpowiednie słowa.
— Sam powiedział mi, co wydarzyło się parę miesięcy temu — zaczyna, a ja marszczę brwi. — To by wyjaśniało, czemu nic nie czuję — wzdycha cicho i zmienia pozycję. — Słyszałam, co zrobiłaś dla Tracy. Czy... czy mnie też mogłabyś pomóc?
Zagryzam wargę. Czy naprawdę byłabym w stanie przełamać klątwę korony?
— Wiesz... emocji nie da się po prostu odzyskać — mówię ostrożnie, nie patrząc na nią. Rozglądam się po sadzie, szukając słów. — Ale można się ich nauczyć od nowa — kończę wreszcie i zerkam na nią kątem oka. Kiwając głową, wpatruje się w przestrzeń z ponurym wyrazem twarzy.
— Myślisz, że Carlos mógłby mi pomóc? — pyta. Nie wiem, kim jest Carlos, ale jeśli to on obudził Ayse... może.
— Myślę, że jeśli nie spróbujesz, to się nie dowiesz — odpowiadam szczerze. Dziewczyna wstaje, otrzepując sukienkę.
— Masz rację. Pójdę go poszukać — uśmiecha się i rusza szybkim krokiem w stronę zamku.
— Powodzenia! — wołam za nią. Unosi kciuk w górę, zanim zniknie za drzewami.
Wzdycham ciężko i opieram głowę o pień drzewa. Nie pamięta, co wydarzyło się podczas balu? Drapię się w zamyśleniu po brodzie, po czym kręcę głową, próbując odgonić uporczywe myśli. Gdy robi się powoli ciemno, ruszam w stronę zamku. Przy schodach zatrzymuje mnie jeden z łowców.
Zerka na mnie, jakby mnie znał — choć ja nie kojarzę jego twarzy.
— Za godzinę trening. Liczymy, że się pojawisz — oznajmia, już chcąc odejść.
— Dlaczego? — pytam podejrzliwie, marszcząc brwi.
— Dowiesz się wszystkiego na miejscu — rzuca i znika, zanim zdążę zadać kolejne pytanie.
Wzdycham i powoli wracam do pokoju, by się przyszykować.
♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠
Związuję włosy w wysoką kitkę, poprawiam bluzkę, która lekko się podwinęła, i biorę głęboki oddech. Czas wrócić do tego, co kiedyś było moją codziennością. Trening. Tego mi brakowało.
Wychodzę z zamku i ustawiam się w szeregu z innymi łowcami, naprzeciw dowódcy.
— Jak większość z was pewnie wie, nowy król miesiąc temu podpisał dekret zmieniający prawo pasowania na łowców. Nie sądzę, by ktokolwiek miał z tym problem — mówi stanowczo.
Marszczę brwi. Zmiany? Nic dziwnego, że o nich nie słyszałam. Nie było mnie tu przecież...
— Nie będziemy tracić czasu. Król, razem z nami, podjął decyzję o ponownym egzaminie. Jeśli nie czujecie się gotowi — odejdźcie. — Rozgląda się, ale nikt nie rusza się z miejsca. — Świetnie. W takim razie: siedemdziesiąt kółek wokół zamku.
Bez sprzeciwu zaczynamy bieg. Rozglądam się po twarzach — próbuję rozpoznać tych, którzy mogli nie zdać wcześniej, ale szybko odpuszczam. Teraz liczy się tylko to, by przebiec wszystkie kółka bez zatrzymywania się. Po treningu trener wygląda.. normalnie, nie jest zły, nie jest też zadowolony.
— Lartrak, zostań. Reszta może się rozejść — rzuca. Staram się nie pokazać, jak bardzo jestem zmęczona.
— Na egzaminie wypadłaś najlepiej, prawda?
— Tak mi się wydaje — mamroczę, próbując sobie to przypomnieć.
— Szczerze mówiąc, spodziewałem się po tobie więcej.
— Ja też... Ale przez dwa miesiące nie miałam okazji ćwiczyć... — zaczynam, lecz przerywa mi ruchem dłoni.
— Wiem. Wyruszyłaś ratować siostrę, wszyscy o tym mówili przez pierwszy miesiąc. — Kiwam głową. — Ale to cię nie usprawiedliwia.
— Rozumiem. Ale jestem uparta. Szybko wrócę do formy.
— Mam taką nadzieję. Wedle rozkazu króla, na razie — wracasz do regularnych treningów i dostajesz lżejsze misje. Później zobaczymy.
Klepie mnie po ramieniu i odchodzi. Wzdycham z niechęcią.
Z trudem wspinam się po schodach, czując skutki przerwy. Wchodzę do sypialni i padam na łóżko, zamykając oczy. Czas się zdyscyplinować i wrócić do formy.
Pukanie do drzwi przerywa moje rozmyślania. Jęcząc, podnoszę się niechętnie.
— Wejdź! — mówię na tyle głośno, by osoba za drzwiami mnie usłyszała.
— Cześć, Torii — zza drzwi wychyla się głowa Sama. Przechylam się do tyłu i zamykam oczy.
— Cześć. Nie powinieneś teraz wypełniać jakichś królewskich obowiązków? — pytam, gdy siada bez słowa obok mnie.
Milczy przez chwilę. Otwieram oczy i spoglądam w jego stronę.
— Wszystko w porządku, Sami?
Kręci głową i drapie się po karku.
— Milan pewnie już ci dawno powiedział — zaczyna, a ja marszczę brwi — Nie będę owijał w bawełnę. — Odwraca się do mnie. — Chciałbym, żebyś to ty została moją królową, nie Cassandra.
Zamieram. Więc to mnie miał na myśli Milan, mówiąc, że Sam ma kogoś na oku?
— Powiedz coś...
— Ale co? — szepczę, nie wiedząc, jak zareagować.
Z opresji ratuje mnie Milan, który właśnie wchodzi do pokoju. Widząc nas razem, unosi brwi.
— Przeszkadzam?
CZYTASZ
HUNTER
FantasyDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
