Torii
Za oknem lato powoli ustępuje jesieni. Liście zaczynają żółknąć i opadają na ziemię, a szarawa aura dzisiejszego dnia i pierwszy chłód unoszący się w powietrzu wywołują we mnie mieszane uczucia. Wzdycham i wstaję z krzesła. Kręcę się po pokoju, nie potrafiąc usiedzieć w miejscu. Minęły już dwa miesiące od tajemniczego listu, kim jest jego nadawca? Co próbuje osiągnąć? Również od tamtej pory nie było żadnych wieści o księżniczce.
Nagle się zatrzymuję. A co, jeśli wiedzieli, że ktoś tam był? Drzewołaki mogły ich ostrzec, że ktoś się kręcił w tamtej okolicy. Może strażnicy zabezpieczyli to miejsce, by nikt niepowołany się już nie pojawił? Zagryzam wargę i wpatruję się bezmyślnie w ścianę. Muszę tam iść. Teraz. Natychmiast.
Idę do łazienki i przebieram się w spodnie, po czym szybkim krokiem wychodzę z pokoju. Nie dane mi jednak opuścić zamku w spokoju — na korytarzu wpada na mnie przyjaciel księcia. Klnę w duchu i próbuję go wyminąć.
— Gdzie tak pędzisz? — pyta zaskoczony.
Nie zatrzymując się, rzucam tylko:
— Spieszę się.
I tyle mnie widział.
Wpadam do stajni i wyprowadzam czarnego ogiera. Sprawdzam popręgi, uzdę, wszystko. Wsiadam i pędzę w stronę bagien. Myśl, że księżniczka nadal tam jest, a ja dałam się oszukać, pali mnie jak liść w policzek. Mam nadzieję, że nie kłamali. Ale skąd mogli wiedzieć, że akurat wtedy tamtędy przechodziłam? Drzewołaki? Gdyby to one ich ostrzegły, już dawno gniłabym w lochu.
Zeskakuję przed mostem, przywiązuję konia i przechodzę przez spróchniałe belki, aż docieram na mokradła. I nagle coś mnie tknęło. Strzelam się dłonią w czoło i zaczynam przetrząsać kieszenie. Na szczęście kartka z mapką wciąż tam jest. Ruszam przed siebie skrótem — przynajmniej mam taką nadzieję. Poprzednio chodziłam w kółko, licząc, że trafię na jakiś trop. Teraz nie mogę zmarnować całego dnia.
Podnoszę głowę i rozglądam się wokół. Czy to miejsce wygląda znajomo? Ni cholery. Wszystko tu wygląda identycznie. Według mojej mapki, już powinnam widzieć domek. Ale nie ma go. Przecież nie mógł po prostu wyparować.
Nagle za sobą słyszę chlupnięcie.
Podskakuję przerażona i szybko się odwracam. Przede mną stoi Milan, z niezadowoloną miną wyciągający nogę z bagna. Przełykam ślinę. Już po mnie. Jak mu to teraz wytłumaczę?
— Milan? — bąkam, chowając nerwowo kartkę do kieszeni. — Co tu robisz?
— To ja powinienem zadać ci to pytanie. Zachowywałaś się dziwnie, więc postanowiłem za tobą pojechać — odpowiada, unosząc brew i zakładając ręce na piersi. Czuję narastającą panikę. Jakim cudem nie usłyszałam kopyt jego konia?
— Ja... cóż... — zaczynam, ale nie znajduję sensownej wymówki. Wzdycham.
W tym samym momencie jeden z drzewołaków nagle się budzi i popycha mnie w stronę Milana. Ponieważ stoi tuż przy bagnie, oboje w nie wpadamy. Zaciskam zęby i nie ruszam się. Każdy gwałtowny ruch pogłębi tylko uwięzienie.
Rozglądam się, szukając ratunku, ale nie widzę żadnego patyka ani czegokolwiek, co mogłoby nam pomóc. Nic jednak nie zauważyłam.
— Jako przyszły obrońca króla żądam, byście nas stąd wyciągnęli! — przerywa ciszę donośny głos Milana, zaskakująco pewny siebie. Przechodzą mnie ciarki. Te stworzenia są kapryśne. Mogą go zignorować. Ale ku mojemu zdziwieniu — staję na twardym gruncie. Siadam i wzdycham z ulgą.
Zerkam na chłopaka. Patrzy z niesmakiem na swoje brudne ubrania i mruczy coś pod nosem. Nagle nasze spojrzenia się spotykają. Szybko odwracam głowę. Po chwili dosiada się do mnie, narzekając na kapryśne drzewa.
— Powiesz mi w końcu, co tu robisz? — pyta. Mentalnie wzdycham. Liczyłam, że już do tego nie wróci.
— Najpierw obiecaj, że nikomu nie powiesz — mówię poważnie. Kręci głową, po czym wykonuje znak przysięgi.
— Więc... — zaczynam bawić się nitką od mokrej bluzki — przez przypadek usłyszałam rozmowę króla ze strażnikiem. Mówili o zabraniu jakiejś dziewczyny z domu. Myślałam, że ją porwali.
— Może nie powinienem ci tego mówić - zaczyna - Ale może to cię uspokoi, ta „jakaś dziewczyna" to siostra księcia. Król uznał, że nadszedł czas, by wróciła. Ma zaledwie piętnaście lat — wzdycha i przeciera twarz. — Kiedy się urodziła, królestwo nie było bezpieczne. Czarownica próbowała rzucić urok na Sama, gdy był niemowlakiem. Ale jest elfem, więc czary na niego nie działają.
Słucham go w skupieniu.
— Niestety księżniczka urodziła się człowiekiem. Gdyby lud się dowiedział, że król zdradził królową, domagaliby się jego abdykacji. A wiedźma, która przysięgła zemstę, miałaby łatwy cel. Musieli ją ukryć, by ją chronić.
— Chronić ją, czy siebie? — pytam cicho. Milan milczy przez chwilę.
— Cóż... chyba jedno i drugie — wzrusza ramionami.
— Wiesz, jak teraz wygląda siostra księcia? — pytam.
— Nigdy jej nie widziałem.
Zagryzam wargę i milknę.
— Dlaczego tak bardzo chcesz ją poznać?
Właśnie tego się bałam. Co mam mu odpowiedzieć? Że robię to na zlecenie kogoś, kiedy nie wiem kim jest? Że obiecał pomóc mi się zemścić? Milczę. W końcu wzdycham i opieram się plecami o pień.
— Nie wiem, Milan — kręcę głową, patrząc w niebo, powoli się ściemnia. — Po prostu... kiedy usłyszałam, że straż chce zabrać jakąś dziewczynę z domu... bałam się, że ją porwą. Nie wiedziałam, że to księżniczka.
Może to nie cała prawda, ale może spojrzy na mnie inaczej. Mnie też porwali zaraz po tym, jak zabili moich rodziców.
— Chciałaś ją uratować, żeby nie spotkało jej to, co ciebie? Czy aż tak źle ci w zamku, Torii? — pyta. Opuszczam głowę i zagryzam zgryz.
— To nie tak, że jest źle — zaczynam, a mój wzrok błądzi wokół. — W jednej chwili straciłam wszystko. Nie chciałam, żeby ona też musiała przez to przechodzić.
Pewnie powinnam zostać aktorką. Nie komentuje moich słów, tylko patrzy w dal. Milczymy, nie wiem ile tam byliśmy, ale wiem, że zrobiło już się ciemno.
— Wracajmy, robi się późno — mówi, wstaje i pomaga mi się podnieść. Wsiadamy na konie i powoli ruszamy w stronę zamku.
— Za cztery miesiące zostaniesz najważniejszym człowiekiem w straży — zaczynam, przerywając ciszę. — Ale nie myśl sobie, że wtedy zacznę cię bardziej szanować.
Parska śmiechem i spogląda na mnie.
— Jestem tego świadomy, buntowniczko.
— Wiesz, czy Sam ma już przyszłą królową? — pytam. Marszczy nos. Elfy nie mogą kłamać, ale potrafią manipulować słowami.
— Ma jedną na oku, ale ciężko będzie zdobyć jej serce — wzdycha.
— W takim razie musi się bardziej postarać — wzruszam ramionami.
— Ona nie patrzy na niego jak na przyszłego męża. Rozmawiają, ale przez jego pozycję rzadko się widują.
Zagryzam wargę i milczę.
— Właściwie to... w tym samym dniu macie egzamin, prawda? — pyta. Markotnieję i kiwam głową.
— Nawet jeśli go zdam, bez zgody Micalrio nie zostanę łowcą. Niby nas szkolił, ale chyba nigdy nie wierzył, że zajdę aż tak daleko.
Wzdycham. Resztę drogi spędzamy w milczeniu. Gdy zbliżamy się do bramy zamku, nachodzi mnie tylko jedna myśl: ciekawe, jak Milan się wytłumaczy z tego odoru i brudu, który czuć na kilometr.
Wychodzę ze stajni chwilę po nim i powoli wlokę się do komnaty, z postanowieniem, że nie ruszę się z niej przez cały następny dzień.
CZYTASZ
HUNTER
FantasyDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
