43

17 1 0
                                        

Torii

Obserwuję z wysokiego podestu, jak skrzatka krząta się po pokoju, szukając różnych rzeczy. Wzdycham głośno, czując niechęć na dzisiejszą zabawę – jednak nie mam wyboru. Sam, po kilku wyprawach do innych królestw, w końcu znalazł kogoś innego niż Cassandrę, co niesamowicie mnie cieszy... ale i martwi. Nie wiem, kim jest jego narzeczona – tak samo jak wszyscy inni poznam ją dzisiaj. Bawię się pierścionkiem na palcu, w końcu go ściągam i odkładam do szkatułki. W pewnym momencie biorę głęboki oddech, kiedy skrzatka za mocno zaciska mój gorset przy sukni.

– Nie rób takiej miny, musisz się dobrze prezentować –  

– Jeśli nie poluźnisz tego trochę to będą musieli mnie stamtąd wynosić– sapie, a skrzatka lekko poluźnia, wzdycham ale już tego nie komentuje. 

Jeśli tam nie zemdleję z braku powietrza, to na pewno zrobię to z nerwów. Zielonoskóra poprawia jeszcze warkocze i odsuwa się.

– Gotowe, możesz już iść – przełykam ślinę i powoli kieruję się w stronę drzwi, uważając, aby nie nadepnąć sukienki. Nie znoszę takich kiecek, na co one komu? Są niepraktyczne i niewygodne. Wychodzę na korytarz, gdzie dostrzegam siostrę. Widząc mnie, uśmiecha się szeroko i podaje rękę – co robię i ja – a drugą podnoszę przód sukni i powoli schodzę ze schodów. Na dole dostrzegam Sama, Milana i narzeczonego Tracy. Zielonooki uśmiecha się do mnie w tylko sobie charakterystyczny sposób. Jako obrońca króla musiał być przy nim. Podchodzi do mnie i przytula, jakbyśmy nie widzieli się tygodniami, a tak naprawdę minął ledwie jeden.

– Wszystko w porządku? – pyta, odsuwając się ode mnie, a ja kiwam powoli głową.

– To ze stresu. Rano nie byłam w stanie nic przełknąć, a do tego skrzatka za mocno ścisnęła mój gorset – sapie. Na mój komentarz siostra kręci głową i podchodzi.

– Jak coś, to cię wyczołgam z sali – mówi rozbawiona, a ja kiwam głową.

– Już czas – czarnowłosy mówi zerkając na zegar, a ja biorę głęboki oddech i łapię za jego wyciągnięte w moją stronę ramię. Wchodzimy do środka, a wszystkie spojrzenia kierują się na nas. Część stworzeń patrzy z zaciekawieniem, część z obojętnością, a jeszcze inna z obrzydzeniem. Tu i ówdzie ktoś przekrzywia głowę, jakby nie dowierzał, że tu jestem. Inni szepczą coś do siebie, ledwie zauważalnie zerkając w moją stronę spod zmrużonych powiek. Jeden ze starszych faunów unosi brwi, zanim demonstracyjnie odwraca wzrok. Ale co im się dziwić? Zdradziłam kraj, a mimo to nie dosięgła mnie żadna kara. Może nie powinnam była się tu pojawiać?

Zaciskam mocniej rękę na przedramieniu Milana, co wyczuwa i posyła w moją stronę uspokajający uśmiech. Siadam na krześle i prostuję się, nie pozwalając, by wszystkie te spojrzenia mnie onieśmielały. Mój wewnętrzny monolog przerywa królowa – uderza parę razy w mikrofon, a po nastaniu ciszy w sali zaczyna mówić:

– Moi drodzy, cieszę się, że mogę was znów gościć w moich progach. Dziś będziemy świętować szczególny moment, ważny dla mego syna, a waszego władcy. Król Samuel odnalazł wybrankę swego serca i w najbliższym czasie się pobiorą – na sali zaczyna robić się szum, ktoś chrząka z wymuszoną uprzejmością, a jedna z driadynek przewraca oczami – świętując tę wspaniałą nowinę, bawcie się i jedzcie ile zechcecie – po tych słowach muzyka zaczyna grać, a ludzie powoli wchodzą na parkiet.

– Nie denerwuj się tak – podskakuję, gdy słyszę za sobą głos Milana. Wzdycham i poprawiam się na krześle.

– Nie denerwuję. Po prostu... trochę mi duszno – wachluję się po twarzy, ignorując jego wzrok. No dobra, może trochę się denerwowałam.

– Nie wyglądasz najlepiej. Pobędziemy tu chwilę i się stąd zmyjemy.

– Jeśli to oznacza, że będę mogła pozbyć się gorsetu, to jestem za – uśmiecha się do mnie i prowadzi na środek sali, by zatańczyć.

– Aż tak mocno ci go zawiązała? Wyglądasz, jakbyś miała tu zaraz zemdleć – wzdycham ciężko i po powrocie do niego po obrocie odpowiadam:

Kiwam głową, a po skończonej melodii ciągnie mnie w stronę stołów. Siadamy, a na podeście pojawia się Sam.

– To moment, w którym poznamy jego narzeczoną? – pytam szeptem, a chłopak kiwa głową.

– Wiesz, kto to?

– Za chwilę sama się dowiesz.

– Mieszkańcy Libuny! – muzyka cichnie, a ja zaciskam rękę na sukni. Wśród tłumu ktoś cicho sapie, a inny skrzat niemal niezauważalnie odwraca się plecami do sceny. – Wszyscy już doskonale zdajecie sobie sprawę, z jakiej okazji tutaj jesteśmy. Jednak jak można świętować zaręczyny bez narzeczonej? Pragnę, abyście poznali mą przyszłą królową – Aidę Gorthe!

Koło blondyna pojawia się piękna Latynoska, która koło niego wygląda tak egzotycznie. Skąd on ją wytrzasnął? Wśród oklasków da się usłyszeć kilka niechętnych pomruków i jedno zgrzytnięcie zębami. Nie są głośne, ale bolesne – bo wiem, że dotyczą nie tylko jej, ale też mnie. 

Dopóki tu jestem nie będą go szanować. 

♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠

– Mam dziwne odczucie – zaczyna siostra, na co podnoszę brwi.

– Dotyczące? – dopytuję, a ona wzdycha.

– Clark ostatnio dziwnie się zachowuje. Wraca późno w nocy i nie chce mi powiedzieć, o co chodzi – kręci głową, a mi zapala się lampka. Może przesadzam, a może i nie. Tyle razy ignorowałam te wszystkie wskazówki, że teraz nie mogę.

– Tracy, myślisz, że może mieć kontakt z Avą? – pytam bez owijania w bawełnę, a ona gwałtownie odwraca się w moją stronę.

– Chyba oszalałaś. To, że ty mnie zdradziłaś, nie znaczy, że on też to zrobi – nim jej odpowiem, koło mnie pojawia się Milan.

– Chodź – nie mówiąc nic więcej, odciąga mnie od Tracy, a ja patrzę na niego, niczego nie rozumiejąc.

– Musisz za każdym razem odciągać mnie od kogoś?–  nie odpowiada więc wzdycham.

– Gdzie mnie ciągniesz? – pytam, próbując nadążyć za jego krokami.

– Do ciebie. Ściągniesz w końcu kieckę, a później zabiorę cię w jedno miejsce – kiwam głową i uśmiecham się z ulgą na myśl o uwolnieniu od gorsetu. Mam wrażenie, że za mało krwi mi dopływa do pewnych części ciała. Wchodzimy do komnaty, a po zamknięciu drzwi podchodzi do mnie. Podnoszę warkocze i odwracam się w jego stronę. Uwalnia mnie od gorsetu, a ja wzdycham i z ulgą normalnie łapię oddech. Przytrzymuję suknię i wchodzę za parawan, łapiąc pierwszą lepszą zwiewną sukienkę. Kiedy wychodzę, nie dając mi czasu nawet na zarejestrowanie tego ruchu, łapie mnie za rękę i wyprowadza z komnaty.

– Gdzie ty mnie ciągniesz? Chcę spać – jęczę, jednak on to ignoruje i wychodzimy na dwór.

– Jeśli znowu chcesz mnie wrzucić do jeziora, to przysięgam, że...

– Ciii, słyszysz? – pyta, zatrzymując nas. Marszczę brwi i wsłuchuję się w otoczenie.

– Co? – pytam w końcu, a on uśmiecha się szeroko.

– Tak wygląda miejsce, w którym milczysz – robię oburzoną minę i uderzam go w ramię, wywracając oczami.

– Jesteś okropny – śmieje się głośno i ciągnie mnie za rękę w stronę altany. Kładziemy się na przygotowanym kocu i wpatrujemy w sufit. Po chwili zamykam oczy, naprawdę czując zmęczenie.

– Jak myślisz – zaczyna, na co niechętnie otwieram oczy i odwracam głowę w jego stronę, co również robi chłopak – czy Libuna będzie kiedyś bezpiecznym miejscem?

– Jeśli tylko uda nam się odnaleźć Avę, a Sam zdobędzie nowych sprzymierzeńców, to tak – wzruszam ramionami, a chłopak wzdycha i podnosi się do siadu.

– Widziałem, jak twoja rozmowa z Tracy powoli zaczynała przeradzać się w kłótnię – zmienia temat.

– Powiedziała, że jej narzeczony wraca późno w nocy. Może mam paranoję, ale to nie może być zbieg okoliczności. Myślę, że wie, gdzie ukrywa się Ava.

HUNTEROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz