Torii
Przechodzę przez wioskę pod zamkiem, a mój krok dudni złowieszczo po bruku, jakby nawet kamienie sprzysięgły się przeciwko mnie. Słońce kryje się za chmurami, choć jeszcze przed chwilą niebo było bez skazy – jakby samo światło nie chciało patrzeć na to, co się tutaj dzieje.
Ludzie zatrzymują się, kiedy mnie widzą. Jedni gwałtownie odwracają wzrok, inni patrzą z otwartą wrogością, której nie muszę zgadywać. Czuję ją niemal fizycznie na swojej skórze – jakby ich spojrzenia były ostrzami. Kroję powietrze ramieniem, próbując odgonić napięcie, ale to nic nie daje.
Szepty podnoszą się, z początku pojedyncze, potem zlewające się w mętny szum, z którego mimowolnie wyławiam słowa.
— To ona...
— Może i pomogła, ale...
— Zabiła króla. Powinna zostać wygnana, a nie wracać do nas z podniesioną głową!
— Przynosi nieszczęście...
Zaciskam pięści. Mój oddech staje się płytszy, nie z gniewu, ale z frustracji, której nie mogę wykrzyczeć. Oni nie znają całej prawdy. Nie chcą znać. Wolą proste odpowiedzi, prostych wrogów.
Odwracam głowę i patrzę na starszą kobietę stojącą przy studni. Nie spuszcza ze mnie wzroku. Kiedy nasze spojrzenia się spotykają, pluje pod nogi i odchodzi bez słowa.
Zatrzymuję się na chwilę. Zmrużone oczy, ściągnięte brwi. Wciągam powietrze do płuc, które nagle wydają się zbyt ciasne, i ruszam dalej, mijając targ, niegdyś pełny życia. Teraz pusty. Cisza bije po uszach mocniej niż szepty.
Wchodzę za mury zamku i od razu coś mi nie pasuje. Atmosfera aż pulsuje napięciem – strażnicy wbiegają i wybiegają z komnat, pałacowi pomocnicy przemykają po korytarzach szybciej niż zwykle, jakby bali się, że coś ich dopadnie, jeśli zwolnią.
Marszczę brwi i śledzę ich ruchy przez kilka sekund, ale zaraz macham ręką. Ignoruję to. Przecież chaos to ich specjalność. Kieruję się prosto do swojej komnaty, chcąc odciąć się od tego wszystkiego, choćby na chwilę.
Wchodzę do środka, rzucam torbę obok szafy i siadam ciężko przy biurku. Wzdycham, odchylając głowę do tyłu. To by było na tyle z udawania, że nic się nie dzieje. Przecieram twarz dłońmi, jakby mogło to zetrzeć z niej zmęczenie, które ciągnie się za mną od miesięcy.
Pukanie do drzwi.
Odwracam się i widzę, jak do środka wchodzi znajoma skrzatka. Małe stopy, przekrzywione uszy i szeroki uśmiech, który odsłania jej charakterystyczne, ostre ząbki.
— Witaj z powrotem — mówi pogodnie.
Odwzajemniam uśmiech i podnoszę się z miejsca.
— Niedługo będzie obiad. Czy potrzebujesz czegoś do tego czasu? — pyta, zabierając moją torbę z ubraniami, jakby nie widziała tego, co widzieli wszyscy poza murami.
— Nie, dzięki. — Kiwa głową.
Znika tak szybko, jak się pojawiła. Kładę się na łóżko i zamykam oczy. Ciało natychmiast się rozluźnia. Przypominam sobie każdy krok przez wioskę, każde spojrzenie, każde słowo, które padło za moimi plecami, i zanim zdążę je uporządkować w myślach... zasypiam.
Budzę się gwałtownie, gdy rozlega się głośny huk. Podskakuję w miejscu, zdezorientowana rozglądając się dookoła. Co się stało? Która godzina? Przecieram twarz, próbując zrzucić z siebie resztki snu. Wstaję i wyglądam przez okno.
Wszystko jasne.
Nigdy nie będą zachowywać się dojrzale.
Łowcy, którzy zdali egzamin razem ze mną, znowu walczą między sobą — dla zabawy, albo i nie.
CZYTASZ
HUNTER
FantasyDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
