♡Chan's perspective❦
-"Bang Chan!!"- podskoczyłem wybudzając się ze snu. Patrzy na mnie wkurzona pani od matematyki. -"Znowu śpisz na mojej lekcji! To już kolejny raz pod rząd!"- oznajmiła z wyrzutem.
Ukłoniłem się. -"Przepraszam pani Kang, ostatnio słabo wypiam"-
A raczej nie sypiam prawie wcale.
-"Postaram się aby to się więcej nie powtórzyło"- obiecałem, ale dobrze wiem że to mogą być tylko puste słowa.
Brunetka machnęła ręką i kontynuowała cokolwiek co tam tłumaczyła. I tak przez resztę lekcji nie miałem bladego pojęcia co się dzieje i o czym matematyczka mówi.
Po jakimś czasie zadzwonił dzwonek. Wszyscy zaczęli się pakować.
Ktoś szturchnął mnie w ramię przykuwając moją uwagę. -"Chan? Może powinieneś wziąć sobie kilka dni wolnego że tak ujmę"- zaproponował Changbin. -"Na każdej lekcji przysypiasz i bądźmy szczerzy, wyglądasz jak trup"-
-"Nie jest tak źle Bin. Jakoś sobie radzę"- zapewniłem.
-"Chan, ty omdlałeś już 2 razy w tym tygodniu"- przypomniał. -"A jest dopiero środa"- dodał.
Milczałem przez chwilkę. -"O, rzeczywiście"- podrapałem się po karku.
Totalnie mi to wyleciało z głowy.
Wyszliśmy z sali. -"Jak chcesz mogę pogadać z Ji Hyung'iem aby ciebie zwolnił"-
-"Nie trzeba"- sprzeciwiłem się. -"Sam to załatwię"-
Seo jedynie kiwnął głową.
˚✧ ₊˚ʚ♡ɞ ˚₊ ✧˚✧ ₊˚ʚ♡ɞ ˚₊ ✧ ゚
♡San's perspective♡
-"Jak się trzymasz Sannie?"- zapytał Byeongkwan głaszcząc mnie po głowie z lekkim uśmiechem.
-"Bywało lepiej Hyung... Wciąż nie mogę przestać myśleć o tym, że wiedziałem o jego demonie a nic nie zrobiłem. Źle się z tym faktem czuję, bo tych wydarzeń można było uniknąć"- wyznałem szczerze.
Muszę wyrzucić z siebie te myśli. Po prostu muszę.
-"Nigdy nie wiesz kiedy coś może się stać San. Nikt z nas się tego nie spodziewał i to nie jest nasza wina"- powiedział Sehyoon siadając obok swojej drugiej połówki.
Jedynie pokiwałem głową w odpowiedzi.
-"A reszta? Jak oni się mają?"- spytał różowowłosy.
-"Najgorzej mają się Chan Hyung i Hyunjin Hyung. Trudno im zasnąć albo wcale nie śpią"- odpowiedziałem. -"Martwię się o nich. Bardzo to przeżywają"-
-"Felix jest bardzo ważny szczególnie dla tej dwójki, więc dlatego tak to wszystko na nich wpływa"- stwierdził starszy z Kim'ów.
-"A inni?"- dopytał niższy.
-"Zdarzają się dni kiedy są bardzo cicho albo zmęczeni, smutni"- odpowiedziałem. -"Jednak mimo wszystko staramy się trzymać razem. Upewniamy się czy nikt nie jest w danym momencie sam"-
-"Dobrze robicie"- Kwan uśmiechnął się.
Inne tematy były już bardziej pozytywne. Para opowiadała mi o tym jak Donghun próbował podnieść Jun'a i potem go zrzucić z dachu.
Mimo bardzo częstą sytacja, ale żałuję że tego nie widziałem.
-"Sannie, proszę zanieś te kwiaty do szpitala i połóż je na stoliku obok Felix'a"- poprosił Byeongkwan podając mi mały bukiecik kwiatów. -"Wiem, że nie intersujesz się kwiatami, więc podam ci ich nazwy. To konwalia, biała róża i jej pąk, sasanka, bez biały i łodyżka ostrokrzewu"- powiedział wskazując po kolei na odpowiednią roślinkę.
-"Dobre Hyungie, zaniosę je"- zapewniłem po czym pożegnałem się duszami, wyłączyłem naszyjnik i zacząłem kierować się do wyjścia z budynku.
Zlokalizowałem Jung'a na murku przed szkolnym parkiem.
-"Długo czekałeś?"- spytałem przytulając go od tyłu.
-"Nie, z 5 minut może"- odpowiedział odchylając głowę aby na mnie spojrzeć. Następnie chłopak uwolnił się z mojego uścisku, zszedł z murka i cmoknął mnie w usta na co się uśmiechnąłem. -"Skąd masz kwiatki?"- zapytał wskazując ma bukiecik.
-"Kwan Hyung mi je dał. Poprosił abym je zaniósł Lix'owi, więc idziemy to teraz zrobić"- oznajmiłem łapiąc za dłoń młodszego.
Wybraliśmy drogę na skróty, przez park. Mimo, że jest początek listopada to i tak robi się coraz zimniej, ale nie powinniśmy zmarznąć podczas tego spaceru.
Weszliśmy do budynku. W środku jest trochę ludzi. Głównie były to starsze osoby, ale znalazła się też rodzina z dzieckiem.
Bez problemu przeszliśmy dalej po krótkiej wymianie zdań z recepcjonistką. Weszliśmy do odpowiedniego pomieszczenia ówczesnie pukając.
Na najbliższym łóżku leży jakaś osoba. Chłopak o czarnych włosach w naszym wieku.
Widok nowej osoby w tym też 'współlokatora' Lee trochę dziwił. Jednak uśmiechnąłem się przyjaźnie do nieznajomego aby nie czuł się zbytnio niekomfortowo. Chłopak odwzajemnił ten gest.
Usiedliśmy na krzesłach i przywitaliśmy się z Felix'em.
-"A.c.e dali dla ciebie kwiaty"- oznajmiłem i położyłem je na stoliku, jak prosił starszy. -"Oni także się o ciebie martwią i tęsknią"- dodałem.
-"Jak wszyscy z nas"- przyznał Woo. Potem liliowowłosy powiedział o swoich zmartwieniach propo zdrowia reszty chłopaków.
-"Wiesz jak bardzi Seungmo marudzi?"- zaśmiałem się chcąc zmienić temat na bardziej radosny.
-"Bez kitu!"- odparł Jung. -"Tak bardzo marudzi na nauczycieli, na uczniów, na wszystko. Czasem się tak wkurza że przeklina co jest rzadkie i śmieszne zarazem, bo wkłada w to tyle emocji"- chłopak parsknął śmiechem. -"Ostatnio na wf'ie graliśmy w hokeja, wiesz tymi głupimi, plastikowymi kijami, którymi prędzej okno rozbijesz niż trafisz nim w ten krążek. Ale wracając to Min stał na bramce"-
-"A ty jak zwykle nie ćwiczyłeś"- wtrąciłem.
Jasnowłosy spojrzał na mnie. -"Cichaj"- nakazał na co się zaśmiałem. -"Kontynuując to ta bramka kilkadziesiąt razy mu się składała upadając. No i w końcu, kiedy spadła mu po raz setny wręcz krzyknął takie solidnie 'kurwa'. Ja nie wiem jakim cudem pan Min tego nie usłyszał, ale lepiej dla niego"- zakończył z szerokim uśmiechem na ustach.
-"Niby taki grzeczny co nie?"-
-"Chyba za dużo czasu spędza z Changbin'em Hyung'iem"- wywnioskował. -"A niby tak się nie lubią"-
-"To chyba ich sposób okazywania sobie miłości"-
-"Nowa parka w grupie niedługo?~"- spytał melodyjnie Jung.
-"Who knows~"-
˚✧ ₊˚ʚ♡ɞ ˚₊ ✧˚✧ ₊˚ʚ♡ɞ ˚₊ ✧ ゚
CZYTASZ
We must save someone |Chanlix|
FanfictionDruga część 'Please, don't save me again' -"Cierpienie skończy się dopiero jak uratują kogoś razem. W przeciwnym razie może nie być tak kolorowo"- westchnąłem ciężko. Ale przecież nie każdemu możemy pomóc, nawet jeśli bardzo się staramy...
