♡Wooyoung's perspective♡
Zapukałem do drzwi. Otworzyła mi kobieta o kruczoczarnych włosach.
-"Cześć Woo! Chodź, Sannie jest u siebie"- powiedziała uśmiechając się promiennie i przepuszczając mnie.
Po szybkiej wymianie zdań z mamą San'a, udałem się do pokoju bruneta. Zapukałem w odpowiednim rytmie i wszedłem do środka.
-"Sannie, jak się trzymasz?"- spytałem wchodząc wgłąb ciemnego pomieszczenia. Usiadłem obok niego na łóżku. Choi przytula Shiber'a, swojego ukochanego pluszaka, a w tle z głośników leci 'Older' od Sash'y Alex Sloan.
San zawszs lubił tą piosenkarkę. I zawsze jej słucha kiedy ma gorszy nastrój.
Nie dostałem od niego żadnej odpowiedzi, więc podniosłem jego żuchwę i pocałowałem go. Wyższy od razu oddał pieszczotę.
Po chwili jak za telepatyczną namową położyliśmy się. San położył głowę na mojej klatce piersiowej. Objąłem go i zacząłem kreślić kółka na jego plecach.
-"Męczy mnie to Woo"- westchnął ciężko. -"Nie jestem w stanie czegokolwiek im powiedzieć, wytłumaczyć że to nie ja, bo nie pozwalają mi się nawet zbliżyć"- chłopak lekko ścisnął moją dłoń. -"Boję się, że Felix też myśli jak oni"- głos bruneta łamie się, jest cichszy niż zwykle.
Nienawidzę kiedy San tak się czuję. To jak szpila w serce.
-"Wiem kochanie że jest ci ciężko. Irene i Seulgi twierdzą że trzeba poczekać aby móc zacząć działać"- oznajmiłem. -"Nie możemy zadziałać zbyt gwałtownie, bo to tylko pogorszymy"- wyjaśniłem. -"Ja też staram się przemówić chłopakom do rozsądku, ale za każdym razem mnie uciszają. Nawet nie pozwalają mi do ciebie podejść"- parsknąłem podirytowany. -"To tak cholernie kretyńskie"-
-"Rozmawiałem o tym z babcią"- zaczął.
-"I co powiedziała?"-
-"Uspokajała mnie że wszystko się rozwiąże a chłopacy dowiedzą się całej prawdy"- odpowiedział. -"Poradziła też abym na przerwach raczej przebywał z a.c.e"-
-"Chciałbym z tobą tam chodzić, ale wiesz"- westchnąłem. -"Wątpię że nawet Bok'owi udałoby się tam dostać. Cholernie go pilnują i nie opuszczają na krok. Tymbardziej Seungmin"- oznajmiłem. -"Dosłownie trzyma się go jak much lepu. Ja nie wiem czy Hyunjin Hyung mu kazał czy co, ale widać że Bok'a to męczy"-
-"Bardzo się martwią o niego. Hyunjin Hyung stał się bardziej nadopiekuńczy, jeśli to jest w ogóle możliwe"-
-"Jestem pewien że prędzej czy później Bok albo im powie że to jemu przeszkadza, albo będzie starał się jak najbardziej unikać ich troski i będzie uciekał do a.c.e"-
-"A oni wtedy będą szaleć że nie mogą go znaleźć"-
Przyznałem mu rację. -"Może babcia by coś zarządziła i przekonała ich że Bok jest bezpieczny kiedy jest sam w szkole"- zaproponowałem.
-"Może, jeśli nie stracili też zaufania do niej"-
-"W to bardzo wątpię. Nie raz im pomogła, tymbardziej Bok'owi, więc myślę że Hyunjin Hyung ma do niej duże zaufanie"-
-"Zapewne masz rację. Powiedz jutro o tym pomyśle babci, okej? Ja wolę nie plątać się po szkole sam"-
-"Dobrze kochanie"- pocałowałem go w czoło.
˚✧ ₊˚ʚ♡ɞ ˚₊ ✧˚✧ ₊˚ʚ♡ɞ ˚₊ ✧ ゚
♡Chan's perspective❦
Obudziłem się nagle. Tak samo, kiedy mózg myśli że spadasz, więc ciebie wybudza.
Czuję się dziwnie. Jakby niepokój ze spokojem. Wiem, że to się totalnie wyklucza, ale to właśnie czuję.
Spojrzałem na zegarek. 4:45. Super.
Wstałem i poszedłem po cichu do kuchni. Nie chcę przypadkiem obudzić Minsung.
Nalałem do szklanki wody i od razu wypiłem całą zawartość.
Szkolny park, 5:03.
Prawie upuściłem przedmiot widząc w swojej głowie park, w którym przebywam codziennie. Zerknąłem na zegar znajdujący się na piekarniku.
4:46. Mam 20 minut z hakiem.
Nie chcą tracić czasu chwyciłem telefon ze swojego pokoju i ubrałem się ciepło. Do kieszeni kurtki schowałem dodatkowy szalik.
Opuściłem do i zacząłem iść w stronę szkoły.
Jest cholernie zimno. Gdyby nie lampy to nic a nic bym nie widział. Śnieg chrupie pod moimi nogami. A co jakiś czas obok mnie przejeżdża samochód.
Dotarłem pod szkołę i westchnąłem ciężko kiedy furtka okazała się zamknięta.
Muszę przejść przez płot. Chyba się nie połamie przez to. Czemu ktoś wybrał akurat to miejsce?
Z lekkim trudem przeskoczyłem ogrodzenie. Im bliżej parku byłem, tymbardziej słyszalne były szepty.
Zauważyć kobiecą sylwetkę nie było trudno. Drzewa nie mają liści, więc praktycznie nic nie ma być jak zasłonięte.
Nagle osoba upadła na ziemię. Poderwałem się, podbiegłem i kucnąłem przed, jak się okazało, prawdopodobnie rudą dziewczyną. Lekko ją szturchnąłem pytając czy mnie słyszy. Nie otrzymawszy odpowiedzi sprawdziłem jej oddech. Na szczęście oddycha.
Ułożyłem ją w bezpiecznej pozycji. Nie ma na sobie kuryki, więc zdjąłem swoją i delikanie ją odkryłem.
Rozglądając się zauważyłem kwiaty migdałowca a obok nich opakowanie po jakiś lekach. Od razu wyjąłem telefon i wybrałem numer alarmowy równocześnie biorąc pudełko do ręki.
Podawałem operatorowi wszelkie potrzebne informacje i co chwilę upewniałem się czy nieznajoma nadal oddycha.
Karetka przyjechała szybko. Przez to, że brama szkoły jest zamknięta, musiałem podnieść dziewczynę i ostrożnie podać ją ratownikom przez płot, przez który następnie przeskoczyłem.
-"Ah, znowu ty Chan"- odezwał się jeden z policjantów.
Uśmiechnąłem się na jego widok. -"Cześć wujku"- przywitałem się stając przed nim. -"Dobry wieczór"- ukłoniłem się w stronę współpracownika mężczyzny.
-"Dobra Chan, to co zawsze. Opowiedaj co tu miało miejsce a potem zamykaj do domu"- powiedział wyjmując zeszyt i długopis.
Kiedy funkcjonariusze dostali informacje, których potrzebowali, wróciłem do domu.
-"Gdzie byłeś?"- podskoczyłem kiedy po zamknięciu drzwi zobaczyłem w korytarzu Minho.
-"Jeez Hyung, nie strasz"- położyłem rękę na sercu. Następnie odwiesiłem kurtkę na miejsce.
-"Powtarzam. Gdzie byłeś?"-
-"W szkolnym parku. Dziewczyna prawdopodobnie przedawkowała leki i straciła przytomność"- odpowiedziałem.
Lee westchnął. -"Dobra, odpocznij. Jutro zwolnimy ciebie z lekcji"- zarządził na co się zgodziłem. -"Jakbyś źle się czuł to nie bój się nas obudzić, dobra?"-
-"Dobrze Hyung. Dobranoc"- powiedziałem i wszedłem do swojego pokoju.
˚✧ ₊˚ʚ♡ɞ ˚₊ ✧˚✧ ₊˚ʚ♡ɞ ˚₊ ✧ ゚
CZYTASZ
We must save someone |Chanlix|
أدب الهواةDruga część 'Please, don't save me again' -"Cierpienie skończy się dopiero jak uratują kogoś razem. W przeciwnym razie może nie być tak kolorowo"- westchnąłem ciężko. Ale przecież nie każdemu możemy pomóc, nawet jeśli bardzo się staramy...
