nine

7.8K 598 73
                                        

Pchnęłam ogromne drzwi postarzałej kamieniczki i skierowałam się na pierwsze piętro.
Numer dwanaście, trzynaście...
- Jesteś czternastko. - burknęłam do siebie, stukając delikatnie w drzwi.

*Zalogowano*

mattwood: mia?
hemmoore: nie mam teraz czasu, napiszę potem
mattwood: jasne

- Woah, szybka jesteś. - w progu zjawił się Luke. - Zapraszam.

Weszłam powolnie do środka, bacznie obserwując wnętrze.

- Mieszkasz tutaj? - zapytałam.

Jak na tak stary budynek, na pewno nie pomyślałabym, że są tutaj tak eleganckie mieszkanka.

- Tylko w ciągu dnia, na noc jestem u innej ciotki. 

- Sporo masz tu tej rodziny Hemmings.

- Rodzinne miasto kochanej Liz. - położył mój sweter na drewnianej komódce. - Ciotka strasznie chciała Cię poznać,poświęcisz jej chwilę zanim wyjdziemy?

- Jasne. - wraz z potwierdzeniem weszliśmy do salonu.

Przy stole siedziała dosyć drobna kobieta.
Nie wyglądała bardzo młodo, co zdradzały nieliczne zmarszczki na jej malutkiej twarzyczce.

Miała bardzo długie, lśniące, czarne włosy.
Ubrana była równie dobrze.
Wzrok skupiała wyłącznie w czasopiśmie leżącym na stole.

Jestem pewna, że gdzieś widziałam tę kobietę.

- To jest osoba, której tak bardzo ciocia wyczekiwała. - blondyn wskazał ręką moją osobę.

Kobieta podniosła na nas wzrok.

- Kogo moje oczy widzą? Malutka Moore?

magic meeting moi drodzy

przepraszam za kolejną reklamę mojego kanału, ale chcę jakoś przebrnąć przez te początki

welcome back, @Luke5SOS ✉Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz