Od:Lauren
Kocham cię.
Wpatrywałam się w ekran telefonu, całkiem zaskoczona słowami, które się na nim wyświetlały.
Skłamałabym mówiąc, że się tego spodziewałam, bo było zupełnie na odwrót.
Zazwyczaj gdy się kłóciłyśmy, krzyczałyśmy albo robiłyśmy to, co dziś, po czym od siebie odchodziłyśmy, żeby ochłonąć.
Nie sądziłam, że się teraz wysili i zrobi coś takiego.
Coś w jej wcześniejszym zachowaniu sprawiło, że miałam wrażenie, że szanse na pogodzenie się były coraz mniejsze.
Najwyraźniej się myliłam.
Przygryzając wargę poczułam, jak mój brzuch ściska się w jakiś inny sposób.
Część mnie chciała jejodpowiedzieć i znów mieć wszystko po staremu.
Zanim się pokłóciłyśmy, zanim wszysto wywróciło się do góry nogami.
Ale moja druga połowa mi tego zabraniała. Nie chciała pozwolić jej znów mnie skrzywdzić, mimo wcześniejszych obietnic.
Zacisnęłam powieki.
Dlaczego to musiało być takie trudne? Dlaczego ona nie mógł być normalną, troszczącą się i wyrozumiałą dziewczyną?
Zakpiłam.
Wiedziałam dlaczego.
Bo nazywa się Lauren Jauregui i nasz związek zdecydowanie nie jest normalny.
Biorąc głęboki wdech, postanowiłam odpisać.
Do:Lauren
Ja ciebie też.
Przygryzłam wargę i nacisnęłam wyślij, a po kilku sekundach na ekranie pojawiły się słowa : wiadomość wysłana.
Chowając telefon spowrotem do kieszeni, ruszyłam korytarzem do swojej sali.
Lauren's POV
Od:Camz
Ja ciebie też.
Te słowa pojawiły się na wyświetlaczu moje iPhone, przypominając o wcześniejszym błędzie.
Miałam nadzieję, że moje słowa coś poprawią i pokażą jej, że naprawdę mi przykro, ale najwyraźniej byłam w błędzie.
Nie chciała mieć ze mną nic wspólnego i, szczerze mówiąc, nie dziwiłam się jej.
Spierdoliłam. I to bardzo.
-Hej, wszystko w porządku? - spytała Normani, siadając obok mnie na kanapie.
Wzruszyłam ramionami.
-Jest na mnie zła. Jak zawsze - wymusiłam lekki uśmiech.
Dziewczyna tego nie kupiła. Zamiast tego potrząsnęła słową.
-Troszczysz się o ta dziewczynę bardziej, niż o kogokolwiek innego, ale i tak zawsze udaje ci się coś spieprzyć.
Wydęłam usta wiedząc, że ma rację, ale byłam uparta i nie chciałam tego przyznać.
-Nie kontroluję tego - szepnęłam.
-Oczywiście, że jest - warknęła, na co lekko zszokowana podniosłem głowę. Normani była z nas najspokojniesza i dziwnie było widzieć ją zdenerwowaną. - Kontrolujesz to, jak traktujesz swoją dziewczynę. Ty i tylko ty to robisz.
Odwróciłam od niej wzrok.
-Mimo wszystkiego, przez co musi przez ciebie przechodzić, ona wciąż tu jest. I nigdzie się nie wybiera. Nigdy nie znajdziesz drugiej takiej, Lauren. Nigdy. Może zbyt dobrze jej nie znam, ale widać, że jest twarda. Sposób, w jaki poradziła sobie z zabraniem przez ciebie, twoim życiem, tym, co robimy... bombą w twoim samochodzie. Została i nie pisnęła ani słówka i tym, co robimy.
Oparłam głowę o kanapę, wsłuchując się w słowa Normani.
-Wiesz, że mam rację. Więc czemu do cholery wciąż traktujesz ją jak śmiecia? Chłopaki slyszeli cię tu, na dole. To, co do niej powiedziałaś... Kocham cię i szanuję, jesteś dla mnie jak siostra, ale to było za wiele.
-Wiem, Mani - spojrzałam na nią spode łba. - Wiem. Zawaliłam, okej?
-Nie - powiedziała. - Nie zawaliłaś, spierdoliłaś. Otwórz oczy i uświadom sobie wreszcie co ty do cholery robisz. To nie jest Ari. To nie jakaś suka, którą zgarnęłaś z ulicy kilka lat temu. To twoja dziewczyna.
-Myślisz, że ja tego kurwa nie wiem?! - warknęłam, pozwalając złości przejąć nade mną kontrolę. - Wiem, kim jest i czym jest dla mnie. Nie musisz mi przypominać.
-Chyba jednak muszę, bo wciąż o tym zapominasz. W innym przypadku byś jej tak nie traktowała!
-Mówisz, jakbym codziennie napierdalała w nią pięściami czy coś. Uspokój się.
-Możesz nie krzywdzić jej fizycznie, ale zdecydownie robisz to psychicznie. Nie widzisz całego gówna, które robisz, ale my, tu na dole, wszystko słyszeliśmy i prawie mogliśmy poczuć jej ból. To, jak dobierasz słowa, jakbyś mówił do Keany lub kogoś podobnego.
-Pierdolić Keanę i Ari, Mani - zakpiłam. - Przestań ciągle to do nich porównywać - warknęłam z jadem w głosie. - Mam dość tych suk już do końca życia.
-Próbuję tylko ci coś udowodnić.
-Udowodniłaś, teraz skończ - syknęłam.
Normani dlugo się we mnie wpatrywała, po czym z niedowierzaniem potrząsnęł głową.
-Wszystkiego się wypierasz i nawet tego nie zauważasz.
-Wypieram się czego?
-Swojego zachowania. Co w ciebie wstąpiło? Nie jestem Zaynem ani innymi chłopakami. Możesz ze mną porozmawiać.
Sfrustrowana westchęłam.
-Nie wiem! - przygryzłam wargę. - Ja już po prostu nie wiem - odwróciłam wzrok, mierzwiąc sobie włosy. - Po prostu... za każdym razem, gdy wszystko idzie dobrze, mówię coś i wszystko psuję, wiesz?
Normani pokiwała głową, czekając na moje dalsze słowa.
-Kocham ją. Naprawde kocham, ale kiedy tylko jestem szczęśliwa i wszystko układa się świetnie, coś we mnie wstępuję i mówię lub robię rzeczy, które wszystko rozpieprzają.
Ogarnęła nas cisza, którą przerwała Normani.
-To dlatego, że nie jesteś przyzwyczajona do posiadania kogoś, kto tak się o ciebie troszczy. Wiem, że nie chcesz słyszeć jej imienia, więc go nie wymówię, ale ona zjechała ci psychikę. Masz wrażenie, że każda dziewczyna w końcu zrobi to, co ona, ale mogę cię zapewnić, że Camila taka nie jest.
-Wiem, że nie jest - powiedziałam. - Uwierz mi, dalego jej od suki, z którą niestety miałam okazję być - skrzywiłam się, myśląc o tym ile czasu z nią zmarmowałam. Mogłam robić wtedy wiele bardziej pożytecznych rzeczy.
-Coś we mnie wybucha. Jakby ktoś przejmował nad moim ciałem kontrolę. Taka już jestem, Mani. Nie mogę tego zmienić.
Normani przechyliła głowę na bok, drapiąc się po karku.
-Wiem, że tego nie powstrzymasz, ale napewno możesz kontrolować.
Przeniosłam usta na jedną stronę, zastanawiając się dokąd dąży.
-Kiedy z nią jesteś, bądź dojrzała. Myśl o tym, co cię uszczęśliwia, gdy możesz z nią być. Wiem, że brzmi oklepanie, ale działa. Nie chcę patrzeć, jak odrzucasz coś tak cennego.
Pokiwałam głową, przyjmując jej słowa.
-Dzięki. Naprawdę to doceniam.
-Do usług. Wiesz, że zawsze tu dla ciebie jestem. Poza tym, obstawiłam całą swoją kasę na wasze bycie razem - łobuzersko się uśmiechnęła. - Nie chciałabym tego starcić.
-Brzmisz jak dziewczyna.
-Ja tylko mówię! - obroniła się ze śmiechem.
Nie mogłam się powstrzymać i mu zawtórowałam.
-Co was tak bawi? - głos Zayn'a rozbrzmiał w pokoju.
Podniosłam głowę, uśmiechając się w jego kierunku.
-Nic.
-Nie powinnaś być teraz w szkole?
Wzruszyłam ramionami.
-Musiałam uporządkować myśli. Nie wytrzymałabym z nauczycielami zawracającymi mi dupę i gapiącymi się na mnie idiotami, mając w głowie taki mętlik.
Zayn lekko się zaśmiał, ze zrozumieniem kiwając głową.
-Okej, ale będziesz musiała się tym później zająć.
-Wiem, wiem.
-Więc skoro już tu jesteś, możemy wznowić planowanie przeciwko Ruby.
Od razu skupiłam na nim całą uwagę. Wytężyłem słuch i się pochyliłam, opierając łokcie na kolanach.
-Zdecydowaliśmy się na strzelaninę, ale powinniśmy zrobić z tego coś jeszcze ciekawszego... - powiedział z uśmiechem.
Łobuzersko się uśmiechnęłam.
-Co masz na myśli?
-Bomby w ich magazynach - natychmiast szeroko się uśmiechnęłam. - Co wy na to?
-Robimy to. Zaskoczmy szmate i pokażmy, że nie powinna z nami zadzierać - z satysfakcją oparłam się o kanapę.
-Jeśli to w ogóle przeżyje - powiedział Justin, na co wszyscy się zaśmialiśmy.
-Tez racja! - zawołałam ze śmiechem.
-Skoro już to ustaliliśmy, to w noc ataku na niego i jego ekipę będziemy ubrani na czarno. Nikt nie może nas zobaczyć, ale jeśli im się to uda, nie mogą widzieć naszych twarzy, o czym dobrze wiecie. Broń jest wybrana i schowana do toreb. Każdy z nas będzie miał przy sobie pistolet na wypadek, gdyby ktoś z nich był na tyle głupi, żeby do nas strzelać.
Wszyscy przytaknęliśmy, znając zasady i rzeczy, które musieliśmy zrobić, żeby się udało.
-Kiedy atakujemy. Pójdziemy o północy, kiedy gangi zazwyczaj planują lub gdzieś wychodzą. To ich całkowicie zaskoczy. Bierzemy czarny SUV, jedziemy nim za wzgórze tuż obok brzegu i strzelamy z daleka.
-I wtedy ich wysadzimy - figlarnie się uśmiechnęłam.
-Dokładnie - Zayn wstał. - A teraz muszę coś ustalić.
Zmarszczyłam brwi.
-Ustalić?
-W sprawie bomb - powiedział, odwrócił się i wyszedł.
Wzruszyłam ramionami, po czym zaczęłam rozmawiać z chłopakami o tym, jak podekscytowani byliśmy możliwością pozbycia się Ruby i tego całego gówna.
Mimo wszystko przez cały czas myślałam o Camili i o tym, co teraz robiła.
Camila's POV
Pieprzyć Lauren i jej wpływ na mnie.
Przez całą lekcję nie mogłam się skupić, bo bez względu co robiłam, myślałam tylko o niej.
Lauren, Lauren, Lauren i jeszcze więcej Lauren.
Nawet nie możecie sobie wyobrazić gdy dzwonek zadzwonił, ogłaszając koniec szkoły.
Wychodząc z klasy po zebraniu wszystkich swoich rzeczy, a raczej togo co z nich zostało, podeszłam do szafki, schowałam tam książki, których nie będę potrzebowała w domu, po czym ją zatrzasnęłam i wyszłam.
Uświadomiłam sobie, że nie było tu Lauren, która by mnie podwiozła. Przygryzając wargę, żeby nie krzyknąć, zaczęłam iść do domu.
Przynajmniej mam teraz czas, żeby uporządkować myśli pomyślałam, przechodząc przez ulicę.
Jakim cudem moje życie stało się tak beznadziejne w zaledwie kilka sekund? Jeszcze wczoraj wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku, a teraz? Zdecydowanie nie było lepiej, a gorzej.
Dopiero kilka godzin temu, na fizyce, zorientowałam się, że moja torba spłonęła z samochodem Lauren, a razem z nią połowa moich książek.
A teraz muszę zmierzyć się z rodzicami.
Właśnie tego potrzebowałam, żeby polepszyć sobie dzień. Wyczuwacie ten sarkazm?
Po około piętnastu minutach doszłam wreszcie do domu. Kiedy miałam zamiar zapukać zauważyłam, że drzwi są lekko uchylone. Marszcząc brwi, niepewnie je otworzyłam.
-Mamo? Tato?
-Tu jestem! - usłyszałam głos mamy z kuchni.
Weszłam do pomieszczenia i zaczęłam się wiercić.
-Hej...
-Cieszę się, że przyszłaś na czas - odwróciła się od zlewu i zaczęła wycierać ręce. - Szczerze mówiąc Camila, nie spodziewałam się tego.
Przygryzłam wargę.
-Cóż, obiecałam, że przyjdę i jestem, więc...
Pokiwała głową, zaciskając usta.
-Usiądź, Camila.
Wykonałam jej polecenie i zauważyłam mojego tatę podchodzącego do mamy. Stali obok siebie, wpatrując się we mnie.
-Twój ojciec i ja mieliśmy wystarczająco czasu, żeby to przemyśleć i, jak pewnie wiesz, jestesmy tobą bardzo rozczarowani, Karla.
Spojrzałam na swoje palce, nie wiedząc co powiedzieć.
-Ale cieszy nas, że postanowiłaś skupić się na szkole.
Podniosłam głowę.
-Nie jesteśmy zadowoleni, że nie zadzwoniłaś i spędziłaś noc u kogoś obcego, mimo szlabanu, ale zrobiłaś to ze wzlędu na szkołę, a nie co innego.
-Twoja matka i ja ustaliliśmy, że twój szlaban nie będzie obajmował jedynie spraw związanych ze szkołą, ale poza tym wciąż jesteś uziemiona, bez telewizji czy spotkań ze znajomymi.
Próbowałam powstrzymać uśmiech, wiedząc że w ten sposób będę w stanie spotykać się z Lauren bez ucieczek czy pakowania się w kłopoty.
-Ufamy ci na tyle. Mimo, że wciąż jesteśmy źli, nie możemy powstrzymywać cię od robienia projektów. Możesz też przyprowadzić swojego partnera do domu, gdzie będziecie mieli kilka wyznaczonych godzin do pracy.
Pokiwałam głową.
-Rozumiem - pisnęłam.
-Dobrze, cieszy nas to - mama wydęła usta. - Chcemy dla ciebie wszystkiego, co najlepsze, Camila.
Wiesz o tym... prawda?
-Oczywiście - z uśmiechem do nich podeszłam i przytuliłam. - Kocham was.
-Też cię kochamy - powiedzieli jednocześnie.
Odsunęłam się, zatykając kosmyk włosów za ucho.
-To wszystko?
-Na razie tak. Chyba, że znów wywiniesz jakiś numer. Wtedy nie będzie końca.
Zachichotałam.
-Dobrze, sir, naturalnie - zasalutowałam, na co się zaśmiali, po czym odeszłam.
Szczerze mówiąc bałam się, że będę całkowicie odcięta od świata, przez co nie będę w stanie zobaczyć się z Lauren.
W takim wypadku nie rozwiązałybyśmy swoich problemów, a ostatnim czego chciałam, były kłótnie ciągnące się w nieskończoność.
Chciałam, żeby skończyły się jak najszybciej.
Mimo wszystko nie mogłam gniewać się na nią do końca życia.
Za bardzo ją kochałam.
Lauren's POV
-Kiedy przyjdzie? - usłyszałam jak Normani pyta Zayn'a chwilę po tym, jak wrócił.
-Niedługo.
Zmarszczyłam brwi.
-Kto przyjdzie? - przeleciałam wzrokiem po nich, a potem po reszcie. Wzruszyli ramionami, nie mając o niczym pojęcia tak, jak ja.
Przynajmniej tak sądziłem.
Kiedy Zayn miał zamiar mi odpowiedzieć, drzwi się otworzyły i wszyscy spojrzeliśmy w ich stronę.
Usłyszeliśmy szelest, a po kilku sekundach pojawiła się postać. Coś ścisnęło mnie w żołądku.
Kilka metrów stał ode mnie sam Jason McCann.
-Tęskniliście? - uśmiechnął się.
Spojrzałam na niego spode łba.
Odwróciłam się do Zayn'a i warknęłam.
-Serio? Ze wszystkich ludzi na świecie, musiałeś wplątywać w to akurat jego?
-Aw, nie smuć się tak, Jauregui. Wiesz, że jestem w tym najlepszy - zakpił Jason.
-I jak na razie najbardziej irytujący - warknęłam, cisnąc z oczu pioruny w jego stronę.
-Nie, nie, Jauregui... bądź uprzejma. Jestem tutaj, żeby ci pomóc.
-Niby jak?
-Chcesz wysadzić magazyn Ruby Rose, prawda? - łobuzersko się uśmiechnął.
Zacisnęłam szczękę.
Kurwa mać.
CZYTASZ
Danger "Camren
FanficPostanowiłam, że przerobię znane wszystkim, kultowe opowiadanie "Danger" wersję Camren. Jak wszystkie wiemy, polski wattpad jest ubogi w opowiadania Lauren & Camila, więc chcę to zmienić. Mam nadzieję, że spodoba:)
