Oddech Jimina był ledwo słyszalny. Patrzyłem na niego uważnie, a pamiętnik odsunąłem na biurko. Nie potrzebowałem czytać więcej, bo już wiedziałem co tak naprawdę chciał mi przekazać. Jimin przyglądał mi się z lekkim uśmiechem na ustach.
- Dobrze się czujesz? - spytałem i dotknąłem jego czoła. Było chłodne.- Chcesz spać?
Chłopak pokręcił głową, a potem przysunął się bliżej.
- Potrzebuję twojego ciepła.- mruknął i wtulił twarz w moją szyję. Czułem jak cały drży. Objąłem go w pasie, a chłopak nagle wsunął swoją dłoń pod mój sweter.- Bardzo mi zimno, Jungkookie.
Martwiłem się o niego. Jego ciało było chłodne, pewnie z powodu zbyt długiego przebywania na zewnątrz. Pogłaskałem go po włosach i spytałem cicho:
- Jiminnie, może..ta zamiana to nie taki zły pomysł?
Chłopak popatrzył na mnie pytająco.
- O czym mówisz?
Westchnąłem i musnąłem go w usta, a gdy zamrugał i popatrzył prosto w moje oczy, jego spojrzenie wyrażało lekkie zdumienie.
- Ja..nie mówiłem poważnie.- wyszeptał, rumieniąc się. - To...tylko taki żart.
Jego policzki były całe w czerwieni, a ja parsknąłem cichym śmiechem na ten uroczy widok.
- Aniołku, nie musisz się mnie wstydzić.- wyszeptałem cicho, patrząc na jego słodką buzię. - W życiu trzeba wszystkiego spróbować.
Jimin otworzył szeroko oczy, a potem odwrócił się w drugą stronę, abym tylko nie widział jego twarzy.
- Ale...nie nadaję się do tego. - mruknął. - Nie potrafię.
Uniosłem się na łokciach i pogłaskałem jego plecy. Chłopak podskoczył, a potem spojrzał na mnie przez ramię.
- Sam to proponowałeś.- przypomniałem, patrząc na niego czule. - Wiem, że się boisz, ale jestem pewny, że nigdy nie zrobisz mi krzywdy. Zbyt dobrze cię znam.
Jimin patrzył na mnie uważnie, a potem nagle zamknął oczy. Oddychał jakoś szybko, a ja usiadłem i potrząsnąłem go za ramiona.
- Jiminnie, co ci jest? - spytałem, lekko zaniepokojony.
- Jak mnie nazwałeś? - zapytał i otworzył oczy.- Dlaczego tak powiedziałeś?
Zmarszczyłem brwi, bo nie byłem pewny do czego zmierza.
- Nie rozumiem...nic nie mówiłem.- zaprzeczyłem.
- Nie, nazwałeś mnie jakoś tak...- jego spojrzenie błądziło dokoła, a potem nagle zawiesił wzrok na drzwiach. Podążyłem jego spojrzeniem, ale niczego tam nie było.- Tam ktoś jest.- szepnął z przestrachem.
- Nieprawda, nikogo nie ma.- powiedziałem.- Jesteśmy tu sami.
Jimin nie spuszczał oczu z drzwi. Nagle zaczął się lekko trząść, a ja przestraszony chwyciłem go za ramiona.
- Jungkookie, tam ktoś jest. Słyszałem głos.- powiedział i spojrzał w moje oczy.- Naprawdę go słyszałem.
- Czyj głos? - zapytałem, martwiąc się o niego. Jego głos był niemal płaczliwy, a wzrok lekko oszołomiony. Byłem niemal pewien, że ma atak.
Jimin wtulił się we mnie mocno i objął mnie ramionami.
- Proszę cię, powiedz mu żeby sobie poszedł. Nie mogę go słuchać.- błagał mnie desperacko. Zamknął oczy zaciskając je mocno, a ja zacząłem go lekko kołysać.
CZYTASZ
Czerwone kakao
Fiksi PenggemarDruga część opowiadania pt. ''Zielone kakao''. Pora wakacji letnich. Jungkook wraz ze swoim przyjacielem Taehyungiem udaje się na obóz muzyczny gdzie doskonali się w śpiewie i tańcu. Jego ukochany Jimin na dwa miesiące wyjeżdża do szpitala psychiatr...
