Koniec bitwy

933 86 41
                                        


Uważaj, wezwali Malerisa i jego strażników" usłyszałem głos Nohagaala w głowie

Cholera, dostałem kilka razy i nieźle zacząłem krwawić.

Nasze wojsko bardzo dobrze sobie radzi z walką.

Gdy, tylko skończyłem ze wszystkimi przybył do mnie generał. Przekazał mi, iż pozostała część rajskiej armii poddaje się. Kazałem zakłuć ich oraz zabrać wraz z trupami do pałacu. Demon wysłał część wojowników, aby wykonali rozkaz. Reszta naszych została na miejscu. Czekałem, aż przyjdzie sam władca Raju. Ciekawe, co ma mi do powiedzenia.

-Panie, na pewno nic panu nie jest? - zapytał generał

-Wszystko w porządku, bądźcie w gotowości – odpowiedziałem

Wrócił na swoje miejsce, a ja zacząłem mniej więcej uleczać swoje rany. Miałem ich całkiem sporo na swoim ciele. Jedną poniżej łopatki, dwie na brzuchu, klatce piersiowej oraz głęboką i dosyć poważną na ręku.

Przyłożyłem dłoń do skaleczeń. Spod niej unosiła się czarna para oraz wydobywało się syczenie. Nie leczyłem ich w stu procentach. Robiłem to tylko, aby je zatuszować.

Bez większych problemów udało mi się „skosić" całe towarzystwo, które ze mną walczyło. Przyznaję parę razy oberwałem, ale przecież obiecałem, że nie dam się tak łatwo.

Spoglądałem się na mój brzuch. Coś świsnęło mi koło ucha. Podniosłem głowę.

Przede mną stał sam Król Niebios. Zaraz obok niego znajdował się gruby, starszy mężczyzna. Kojarzyłem gościa, ciągle za nim chodził. Dziwnie wyglądali...

-To ty wysłałeś na mnie tą bandę? - zapytałem wprost

Do ucha anioła szeptał ten ohydnie spasły cherubin. Już wiem! To on zrządził tym wszystkim, a Maleris był tylko przykrywką. Tak naprawdę nie miał nic do gadania.

-Tak – pewnie powtarzał to, co tamten mu nagadał – wybiłeś... wszystkich? - powiedział, po czym szturchnął go staruch

-Owszem, moja armia mi w tym pomogła, ja tylko załatwiłem tych u góry – odpowiedziałem pewnie

Zauważyłem, iż przestarzały cherubin popycha Malerisa w moją stronę i daje mu miecz. A więc chce, abym z nim walczył. Powolnymi krokami zmierzał w moją stronę. Jego ręce, w których trzymał miecz trzęsły się. Boi się?

W mgnieniu oka podbiegłem do niego i zahaczyłem nieostrą częścią kosy, po czym przybliżyłem mężczyznę do twarzy.

-Jeśli nie chcesz być martwy to nie wchodź mi w drogę i stój na uboczu. Ten jeden raz mogę ci darować – przerzuciłem anioła przez ramię

Głucho wylądował.

-Maleris! - krzyknął starzec

Postawiłem swoją kosę, która głośno się odezwała. Czekałem na pierwszy ruch, jaki wykona.

-Wszyscy... na niego! - ponownie warknął, ale tym razem pokazując na mnie

Po złotych uniformach aniołów, którzy ruszyli w moją stronę stwierdziłem, że byli to strażnicy. Na końcu skupiska cherubinów zauważyłem znajome twarze. Czyżby...?

Nie pora na rozmyślenia! Muszę to szybko załatwić.

Poczułem obecność demonów, znajdowali się pode mną. Jednakże sami aniołowie nie widzieli ich. Zmierzali w ich stronę i zaatakowali. Cofnąłem się i zaczekałem, aż poradzą sobie z większością.

The Devil in IOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz