Finalnie udałem się prosto do pojazdu, a Shivam pożegnał się z Nohagaalem. Było mi tak wstyd. Odwaliłem taką szopkę, że nie pokażę się tam chyba do końca życia....
Chwilę później władca Pustki wsiadł, a my ruszyliśmy.
-Przepraszam – przeprosiłem z zawieszoną głową
-Nic się nie stało – mruknął – ale przyznam, że masz humorki, jak kobieta – zachichotał
Mi wcale nie było do śmiechu. Ale nie żywiłem do niego urazy o taką błahostkę. Może było w tym trochę prawdy.
-Nohagaal chciałby, żebyś jeszcze kiedyś wpadł do niego – dokończył
-Szybko tu nie wrócę – burknąłem pod nosem – o czym jeszcze ciekawym rozmawialiście? - zmieniłem temat
-O przepowiedni – westchnął – pamiętasz ten fragment, gdzie mówi się o nadziei i beznadziei?
Przytaknąłem.
-Mówiliśmy właśnie o tym sądnym dniu, o którym jest mowa. Zbliża się – oznajmił mi
-Było powiedziane, że to zależy od dwudziestego, prawda? - upewniałem się
Shivam, który siedział naprzeciwko mnie zupełnie zmienił minę. Wyglądał śmiertelnie poważnie, ale w głębi oczu widziałem lekki strach i niepewność. Poza tym nie dał po sobie poznać, że w ogóle się czegoś waha.
-Dokładnie. Mogę albo to wygrać albo niestety przegrać – odpowiedział
-Czyli... - nie chciałem powiedzieć tego na głos
-Czyli jest opcja, że mogę zginąć – dokończył za mnie
Posmutniałem. Wiadomo, że nie chciałem, aby umierał. Przecież teraz w końcu mogę żyć u jego boku... razem.
Nie musiał odwzajemniać tego samego uczucia, co ja. Dla mnie liczyło się to, że mogę przy nim być i go wspierać.
No właśnie... uczucie. Pewnie wie o wszystkim, co do niego czuje.
Nagle poklepał mnie po czuprynie. Skierowałem wzrok na mężczyznę.
Uśmiechnął się troskliwie.
-Nie martw się, nic mi się nie stanie. Przecież przeżyłem tamtą walkę – chciał podnieść mnie na duchu
Tak, ale zajęło ci sporo czasu, żebyś doszedł do siebie – powiedziałem sobie w duchu
-Ale przynajmniej żyje – dodał
-Możesz nie czytać mi w myślach? - odezwałem się pretensjonalnie
-Nie mogę się powstrzymać, śmieszny jesteś – to chyba był jeden z niewielu komplementów, jaki tu usłyszałem
~*Shivam*~
Dalszą część drogi spędziliśmy na miłej pogawędce. Jednak jeszcze umiem z kimś normalnie porozmawiać.
W końcu dotarliśmy do następnej krainy. Von powinien poczuć się tu jak w domu.
Gdy zatrzymaliśmy się koło domu, gdzie mieszka Święty i Przeklęty zbierał się spory tłum upadłych aniołów.
-Jeśli masz kogoś znajomego, który tu trafił to mów, może coś załatwię – szturchnąłem chłopaka łokciem
-Nie miałem nigdy zbyt wielu znajomych... więc – nie dokończył
Rozumiałem go. Ja sam też nie miałem znajomych, bo po prostu nie było na to czasu.
