- No rusz się, bo niedługo zadzwoni dzwonek na lekcje! - popędza mnie Lindsay.
- Szybciej już nie mogę - narzekam.
Za wszelką cenę chce jeszcze na tej przerwie pójść do łazienki i z jakiegoś powodu nie może iść sama. Staram się iść tak szybko jak się da, ale noga nadal mnie boli, więc ledwo nadążam za Liz. Dodatkowo prawie zasypiam na stojąco. Nie miałam zbyt wielkiej okazji, by odpocząć, bo przypuszczenia, co do Jima się sprawdziły. Nie oddał od tak soboty. Powiedział, że będzie łaskawy i nie da mi aż takiej kary na jaką zasługuję. Musiałam sprzątnąć dwa razy salon i kuchnię. Później dostało mi się za to, że nie zrobiłam tego dokładnie. Parker kazał mi też zrobić pranie. Był wtedy środek nocy i zasnęłam czekając aż pralka wypierze. Uderzył mnie też za to. Ale był ostrożny. Nie w sensie dosłownym. Chodzi o to, że uważał, gdzie mnie bije i kopie. Robił to tak, żebym mogła bez problemu zakryć siniaki i rany. Nie chce mieć problemów z moimi nauczycielami lub co gorsza policją.
- No dalej, Iz - marudzi.
- Przecież idę - zauważam cicho.
Słyszę jak dziewczyna wzdycha i już wiem że ja wkurzam. Na raz czuję wyrzuty sumienia. Spuszczam głowę i zwolniam, co pewnie denerwuje ją jeszcze bardziej.
- Przepraszam.
Dziewczyna od razu się zatrzymuje. Patrzy na mnie ze zdziwioną miną i przekrzywia trochę głowę.
- Za co? - pyta.
- Zirytowałaś się przeze mnie. Przepraszam - powtarzam, patrząc jej w oczy. - Nie chciałam.
Liz szybko rusza w moją stronę. Odruchowo chcę się jakoś zasłonić, ale za nim mam szansę wykonać jakikolwiek większy ruch, dziewczyna obejmuje mnie mocno. Zaskakuje mnie. Nie takiej reakcji się spodziewałam. Ale podoba mi się. Nie przeszkadza mi to, że inni co chwila w nas uderzają, bo korytarz jest za wąski i blokujemy drogę. Po prostu stoimy tam chwilę przytulone, dopóki Lindsay nie zaczyna mi wszystkiego tłumaczyć.
- Nie wkurzyłam się - zapewnia. - Nie miałam nawet za co się wkurzyć. Przepraszam jeśli tak pomyślałaś.
Odsuwa się ode mnie i uśmiecha.
- No już, uszy do góry, Piersi do przodu i uśmiech na twarz! - rozkazuje żartobliwie.
Salutuję i wykonuję jej polecenia.
- Od razu lepiej - chwali mnie. - I.. w zasadzie nie musimy się za bardzo spieszyć. Pani od historii jest całkiem spoko, więc pewnie nawet nie wstawi nam spóźnień jeśli przyjdziemy trochę po dzwonku.
Zadowolone ruszamy w stronę łazienki.
- A tak serio po co ciągniesz mnie ze sobą do łazienki? - pytam nieśmiało.
- Jak to po co? Bo sama nie będę szła - śmieje się. Nadal nie rozumiem. Liz chyba to dostrzega. - Dziewczyny zazwyczaj nie chodzą do łazienki same. To znaczy wolą chodzić z kimś. Nie wszystkie, albo jednak większość. Sama nie wiem dlaczego. Tak po prostu jesteśmy zbudowane. Ty tak nie masz?
Zastanawiam się chwilę zanim odpowiadam. To, wbrew pozorom, jest dla mnie trudne pytanie. Z jednej strony łazienka kojarzy mi się też z chwilą wytchnienia. Kiedy była młodsza zwykle tam się chowałam przed ojcem.
- Nie wiem - mamroczę.
Lindsay marszczy lekko brwi, ale nie komentuje ani nie wynika. Jestem jej za to bardzo wdzięczna.
Wizyta w łazience jest zaskakująco krótka. Liz stwierdza, że jednak nie musi poprawiać makijażu, więc możemy iść od razu do klasy. Okazuje się, że nasza grupa jeszcze stoi przed drzwiami.
CZYTASZ
Nie jesteś sam(a)
RomanceCzasem życie wzmaga od ciebie więcej niż jesteś w stanie udźwignąć. Izzy coś o tym wie. Koszmar, rozgrywający się w jej domu odciska coraz większe piętno na jej psychice. Mimo to dziewczyna świetnie radzi sobie z życiem towarzyskim. Kiedyś jednak co...
