Magnus
Znowu byłem w swoim mieszkaniu, tym razem w kuchni. Roztrzęsiony Alexander próbował pozbierać z podłogi rozbitą szklankę. Widziałem jak z nerwów się pokaleczył. Czego się tak straszliwie bał, mnie? Znowu wyglądał na bardzo wymizerniałego, a pod jego okiem nadal był siniec. Domyśliłem się, że to co teraz obserwowałem musiało zdarzyć się chwilę po odwiedzinach Asmodeusa. Stałem i czekałem co będzie dalej. Bałem się, że na niego nakrzycze, albo jakoś skrzywdzę. Nigdy bym sobie tego nie wybaczył.. Spojrzałem na siebie samego i dostrzegłem w swoich oczach ból i.. troskę. Odetchąłem z ulgą. Patrzyłem jak podchodzę do Alexandra, jak próbuję go uspokoić, ale łowca naprawdę był przerażony i póki co żadne słowa nie pomagały. Zacząłem leczyć jego ranne ręce, a ja sam, prawdziwy ja, poczułem się jakoś tak dziwnie.. Wiedziałem już, że od tego momentu zrobię wszystko by uratować tego chłopaka przed kolejnymi cierpieniami. A to oznaczało jedno, na pewno zakochałem się w Alexandrze. Teraz nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Od początku kiedy ujrzałem Alexandra coś mnie do niego ciągnęło. Jakby jakąś cząstka mnie nadal go pamiętała, kochała i pragnęła. Łowca spojrzał w moje kocie oczy, a ja widziałem, że mu się spodobały. Byłem tym niezmiernie zdziwiony. Zawsze starałem się je ukryć, bo to był mój znak czarodzieja. Znak, że jestem pół demonem, znak, że mój ojciec to Wielki Demon.
Pomimo tego, że bardzo chciałem zostać w tym wspomnieniu scena się rozmyła, nie wróciłem jednak do teraźniejszości.
Siedziałem z Alexandrem przy stole i jedliśmy coś co nienajlepiej wyglądało. Widziałem to nawet z odległości. Wyglądało jak wyrzygany sos pomidorowy, który był z dziesięć razy podgrzewany. Z obrzydzeniem zajrzałem do swojego talerza. Jak mogłem coś takiego jeść? Jestem pewien, że to nie ja szykowałem ten posiłek. W powietrzu unosił się zapach spalenizny. Spojrzałem na Alexandra, który mi się przyglądał. Czyżbym to dla niego tak się poświęcał? Znowu poczułem to dziwne uczucie.. Czy ja czułem motylki w brzuchu? Przecież nie miałem dziesięciu lat..
Odrzuciłem swoje uczucia i skupiłem się na otoczeniu i bieżących wydarzeniach.
Wojna.. A więc to co widzę to najprawdopodobniej są czasy po wojnie. Nagle stało się dla mnie oczywiste, że łowcy ją przegrali. Byli bez szans, a mimo to walczyli. Ponieśli ogromne straty, a świat zmienił się na gorsze. Powstała dla nich strefa zero, w której traktowano ich gorzej niż bydło czekające na ubój. Nie kiwnąłem nawet palcem by im pomóc.. Poczułem ciarki na ciele. Alexander musiał wiele wycierpieć, a teraz trafił do mnie. Nie dziwiłem się już, że tak straszliwie się bał. Spojrzałem ponownie na niego. Nie był już przestraszony, a wściekły. Nim zdążyłem zareagować rzucił we mnie szklanką.
*******
-Co tym razem? - Clary i Ragnor stali przy mnie. Chwilę zajęło mi uświadomienie, że wróciłem do teraźniejszości.
-Kolejne wspomnienie z Alexandrem. - odparłem i na wspomnienie tego co przed chwilą zobaczyłem odruchowo złapałem się za czoło. - Nasze początki były trudne. - chwilę przyglądali mi się w milczeniu. Zapewne myśleli, że powiem coś więcej na temat tego co widziałem, ja jednak wolałem to zostawić dla siebie. - Może zajmiemy się w końcu na poważnie tymi księgami?
-Słuchaj, jeśli chcesz pogadać..
-Ragnor, pogadamy jak to wszystko się skończy. A Ty Clary nie martw, zaczynam coraz więcej rozumieć. - dziewczyna posłała mi słaby uśmiech i wróciła do swojej księgi. Ragnor, niechętnie, również zrobił to samo. Ja jeszcze chwilę próbowałem to wszystko sobie jakoś poukładać. Alexander jest łowcą, ja jestem podziemnym. Wojna mogła nieco zmienić nasze poglądy, zatrzeć granice, która teraz wydawała się nie do przekroczenia. Wtedy Alexander mógł pokochać mnie, a ja jego.
Ale teraz.. Czy my mogliśmy być razem?
CZYTASZ
Sługa 2
FanfictionMagnus uratował Alexandra. Udało mu się zmienić bieg historii i nie dopuścić do straszliwej wojny. Żyje z ukochanym starając się cieszyć chwilą i zapomnieć o złych wydarzeniach. Niestety Wielkie Demony pamiętają co zrobił. I nie spoczną dopóki go...
