7 - Draco ma, co chciał... Prawda...?

1K 67 2
                                        

- Genialis somnium! - wyszeptał Draco, celując różdżką w Chłopca-Który-Jeszcze-Cholera-Nie-Zginął.

- Co, do...? Ron, dotknąłeś mnie? - zapytał Harry, zerkając niepewnie na przyjaciela.

- Co?!

- Nic... Poczułem, jakby ktoś uszczypnął mnie w tyłek. - Ron uniósł brew.

- Kumplu...? Czy jest coś, o czym mi nie mówisz? - Harry zachichotał i podniósł głowę.

- Niee. Podejrzewam, że to moja wyobraźnia płata mi figle. Chodź, już i tak jesteśmy spóźnieni na OPCM.

Draco stał ukryty za posągiem, śmiejąc się złośliwie. Odczuwał głęboką satysfakcję.

- To powinno cię czegoś nauczyć, Potter. A teraz zobaczmy się z moim ojcem chrzestnym...

***

- Większość z was już została poinformowana, że Czarny Pan stara się przejąć kontrolę nad wszystkimi klanami wampirów i próbuje przekonać je do przyłączenia się do niego. Czy ktoś z was może mi powiedzieć, dlaczego to jest taka zła wiadomość? - zapytał profesor Lupin, stając twarzą do klasy. Hermiona zgłosiła się jako pierwsza, ale Harry miał już dość słuchania tego od niej, więc sam też podniósł rękę, skupiając na sobie zdumione spojrzenia nie tylko innych uczniów, ale też Remusa. - Harry?

- Jeżeli Vol... Czarny Pan zrobi z wampirów swoich sojuszników, to zdobędzie też władzę nad nietoperzami, wilkami i wilkołakami. Poza tym wampiry są zdolne do korzystania z własnej magii - magii ziemi, ale też magii różdżkowej. Oczywiście tej ostatniej mogą używać tylko wtedy, gdy przed ugryzieniem dany wampir był czarodziejem.

- Bardzo dobrze. A teraz kto mi powie, jaki jest najlepszy sposób obrony przed wampirem? - Lupin czekał kilka chwil, ale nikt się nie zgłaszał. - Nikt? Najlepszą metodą jest nie patrzeć wampirowi w oczy. - Nauczyciel napisał na tablicy to, co powiedział. - Wampiry potrafią zahipnotyzować, jeśli będziecie patrzeć im w oczy. Działa to podobnie jak zaklęcie Imperiusa, jednak wampir potrzebuje tylko spojrzeć w wasze oczy, by móc to zastosować.

- A czy nie możemy po prostu użyć naszych różdżek, by się obronić? - spytał Seamus Finnigan.

- Bardzo dobrze, Finnigan! Oczywiście, że możecie. Jednak jest mały problem - prawdopodobnie nie zdążycie użyć jakiegokolwiek zaklęcia. Wampiry to bardzo szybkie istoty, jest prawie niemożliwe, by rzucić w nie zaklęcie. Jedyne, co możecie zrobić, to zachować przytomność umysłu i walczyć najlepiej, jak umiecie. Wampiry są bardzo potężne, ale jak wszystkie istoty, także i one mają swój słaby punkt - w tym przypadku są to organy wewnętrzne. Gwarantuję wam, że jeśli uderzycie wampira dostatecznie mocno w brzuch, ten odskoczy i da wam czas na rzucenie zaklęcia. Jeżeli oczywiście będziecie mieli przy sobie różdżkę.

- Dlaczego to jest ich słaby punkt? Znaczy się... To trochę głupie... - odezwała się Pansy Parkinson.

- To rzeczywiście dość dziwnie brzmi, że tak silne stworzenia mogą zostać pokonane przez dobrze wymierzony cios, prawda? Jak wiecie, wampiry rzadko, jeżeli w ogóle, jedzą porządne jedzenie. Porządne w naszym mniemaniu. Krew, którą piją, jest absorbowana przez ich własny system krwionośny, do utrzymywania pracy serca. Większość wampirów jest jednak świadoma faktu, że nie zawsze mogą na czas znaleźć dawcę, więc muszą, że tak powiem, mieć jakieś zapasy. Piją, aż zaspokoją swój głód, a następnie piją jeszcze trochę. Ta krew spływa do ich żołądka, gdzie jest przechowywana do czasu, aż będą jej potrzebować. - Remus przerwał na chwilę. - Piliście kiedyś dużo wody na pusty żołądek? Tak? W takim razie wiecie, jakie to uczucie, gdy chodzicie, a woda przelewa się w waszym brzuchu. Raczej niemiłe, prawda? A jeśli zostaniecie uderzeni w brzuch, w którym mieliście zbyt dużo płynów, automatycznie zaczniecie się dławić. Tak więc uderzcie wampira w brzuch, co od razu go rozproszy. Będziecie wtedy mogli rzucić na niego jakieś zaklęcie, na przykład Drętwotę i uciec.

- To jest genialne, choć raczej w dziwny sposób - mruknął Ron do Harry'ego. Ten pokiwał głową. Hermiona przechyliła się w ich stronę.

- Teraz już wiesz, jak się bronić, gdyby Snape znów chciał się tobą pożywić - zaśmiała się.

- Ugh... Nie chcę o tym myśleć - jęknął Ron. Złoty Chłopiec zachichotał.

***

- Harry, spójrz. Dostałam list od Dumbledora - Hermiona rozwinęła pergamin.

Do panny Granger i panów Pottera i Weasleya,

Niewątpliwie i tak udało wam się to odkryć, dzięki czemu nie muszę być przez was przesłuchiwany. W takim razie przekazuję wam całość przepowiedni Trelawney:

Mężczyzna powinien być mądrzejszy i nie wędrować tak często po Zakazanym Lesie. Błyskawica rozjaśni niebo, powalając dwa dumne drzewa. Potężny czarodziej umrze tego roku. Szkoła będzie nosić żałobę. Puchar Świata w Quidditchu potrwa sześć miesięcy.

Jestem pewien, że dojdziecie do własnych wniosków i wkrótce będziecie potrafili to rozwiązać.

Trzymam kciuki,

Albus Dumbledore, Dyrektor Hogwartu.

Harry podniósł głowę i zauważył zamyśloną minę Hermiony i zaskoczoną Rona.

- O cholera! Sześć miesięcy! To nowy rekord! - wykrzyknął Ron. Hermiona to zignorowała. Od razu zaczęła się zastanawiać nad tym, co przeczytała.

- W pierwszej części chodzi o Snape'a, w końcu chodził po Zakazanym Lesie i rzeczywiście coś złego się wydarzyło. 'Błyskawica' to pewnie ty, Harry. Ale nie wiem o co chodzi z tym 'powalaniem' drzew... To może być dwóch dumnych ludzi. Jednym z nich mógłby być Sami-Wiecie-Kto, ale drugim...? Wiesz, myślę o tym, że zapewne pokonasz wielu wrogów podczas ostatecznej bitwy, więc musi być coś szczególnego w tej dwójce, która została tu wymieniona. - Hermiona zrobiła sobie krótką przerwę na zaczerpnięcie oddechu. - 'Potężny czarodziej' to bez wątpienia Sami-Wiecie-Kto. Tylko nie mam pojęcia dlaczego jest powiedziane aż dwa razy, że zostanie pokonany... Może to 'dumne drzewo' wcale go nie dotyczy... Ta żałoba w szkole jest oczywista, chociaż dziwna. Chyba tylko ślizgoni mogliby nosić żałobę po upadku Czarnego Pana. - Dziewczyna westchnęła. - To jest bardziej zawiłe, niż z początku myślałam...

- Sześć miesięcy! - ponownie zapiszczał Ron. Harry zignorował go i zmarszczył brwi, patrząc na Hermionę.

- To pewnie ja. Kiedy zabiję Voldemorta, mogę sam umrzeć. To mogą być 'dwa dumne drzewa' - ja i Czarny Pan. Szkoła mogłby nosić żałobę po mnie. W końcu straciliby obrońcę czarodziejskiego świata - dokończył drwiąco.

- Harry, nie mów takich rzeczy, pesymizm nie jest dobry!

- To prawda, kumplu. Poza tym tu na pewno nie jest mowa o tobie - dodał rudowłosy, starając się zabrzmieć przekonywująco.

Złoty Chłopiec milczał. Jego przyjaciele wymienili zaniepokojone spojrzenia, ale na razie zarzucili ten temat.

***

- Pan Malfoy, co pana skłoniło do przyjścia do mojego gabinetu o tak późnej porze? - powoli spytał Snape, gdy Draco wszedł do pomieszczenia.

- To. - Chłopak pokazał list, który otrzymał wcześniej.

Snape rozwinął papier, wiedząc, co to może być, ale i tak przeczytał. Wewnętrznie skrzywił się na sformułowania Pottera. Teraz się nie dziwił, że Draco jest tak zdenerwowany.

- Co w związku z tym? - spytał jednak.

- Czy to prawda? Czy mój ojciec naprawdę odszedł? Nie okłamuj mnie, Severusie! - wybuchnął Draco, złość i zaniepokojenie były wypisane na jego twarzy.

- Tak, to prawda. Trochę ponad tydzień temu, przed rozpoczęciem szkoły, twój ojciec uciekł z Azkabanu. On nie umarł.

Nie przestał być wściekły, mimo tego, że mu ulżyło.

- Gdzie on jest i dlaczego właśnie ten cholerny Potter był tym, od którego się dowiedziałem?!

- Miejsce pobytu twojego ojca powinno być dla ciebie oczywiste. A jeśli chodzi o Pottera... Dumbledore pomyślał, że powinieneś się o wszystkim dowiedzieć, na co się nie zgadzałem, więc nakazał Potterowi cię poinformować.

- Dlaczego? Dlaczego się nie zgadzałeś?! - wrzasnął chłopak.

- Ponieważ zgadłem, jaka może być twoja reakcja i stwierdziłem, że bezpieczniej będzie, gdy nadal będziesz uważać, że Lucjusz siedzi w więzieniu.

- Dlaczego do mnie nie napisał? Dlaczego choć nie poinformował mnie, że wszystko jest w porządku? Dlaczego po mnie nie posłał?!

Oczy Severusa się zwęziły, gdy usłyszał ostatnie zdanie.

- Dlaczego chciałbyś, żeby po ciebie posłał, Draco? Myślałem, że nie zdecydowałeś jeszcze, po której stronie chcesz stanąć. Jeżeli pośle po ciebie, a ty pojedziesz, to wiesz, co się stanie. - To trochę uspokoiło chłopaka, zaczął myśleć bardziej logicznie.

- Powinien chociaż napisać... Mama nie odpisała na żaden mój list. Co się dzieje, Severusie?

Snape spojrzał na blondyna podejrzliwie, zastanawiając się, jak dużo może mu powiedzieć. Jego lojalność wciąż nie była znana, właściwie nie mógł mu nic powiedzieć.

- Prawdopodobnie są bardzo zajęci. Narcyza pewnie przybyła do kryjówki Lucjusza, gdy tylko dowiedziała się, że już nie jest w Azkabanie. Wiedziała, że Ministerstwo będzie chciało ją przesłuchać. Być może listy w ogóle do niej nie doszły.

Draco pomyślał chwilę, po czym skinął głową, jego ramiona się nieznacznie rozluźniły. Wciąż był wściekły na Pottera, ale o karę dla niego już zadbał. Złoty Chłopiec się zdziwi, gdy pójdzie dziś w nocy spać...

To była prawda, że jego matka prawdopodobnie ukrywa się przed Ministerstwem. A gdyby jego ojciec posłał po niego, to Draco musiałby się zdeklarować, po której stronie stoi. A on nie chciał na razie podejmować takiej decyzji, dopiero w obliczu ostatecznej bitwy się zdeklaruje. Draco nie należał do przegranych, chciał stać po wygranej stronie. Im później się zdecyduje, tym większą będzie miał pewność, która ze stron jest właściwa.

- Jest coś jeszcze, czy mogę już wrócić do moich komnat? - spytał Snape, wpatrując się w ślizgona.

- To wszystko. - Draco spojrzał na ojca chrzestnego, widząc to samo, co zauważał teraz codziennie - coś było nie tak z Severusem. - Sev... Wszystko w porządku?

Spostrzegawczy chłopak... pomyślał Snape.

- Tak, w porządku. Idź spać, Draco. Masz pięć minut do ciszy nocnej. Nie robię wyjątków, nawet dla ciebie, musiałbym ci dać szlaban, gdybyś został jeszcze chwilę.

Draco prychnął, ale opuścił pomieszczenie. Wrócił do pokoju wspólnego Slytherinu, gdzie czekali na niego Pansy i Blaise.

- Co zrobiłeś Potterowi?

- Zadziałało? Jest w Skrzydle Szpitalnym?

Draco uśmiechnął się z wyższością.

- Nie jest w Skrzydle Szpitalnym. Nie będę wiedział, czy to zadziałało, do jutra rana. Ale zaklęcie uderzyło w niego, to wiem na pewno.

- Jakie zaklęcie? - spytał Blaise. Do tej pory Draco nic im nie powiedział.

- Genialis somnium. Powoduje ono sny podobne do tego, jaki miał ostatnio po dodaniu lawendy do swojego eliksiru. - Pansy zakwiczała z zachwytu.

- Idealnie! Będzie taki podniecony i nie będzie wiedział, co z tym zrobić. Na pewno!

- To nie wszystko - powiedział Zaklęcie pokazuje także mroczneTo także pokazuje mroczne, najbardziej skrywane fantazje i wkłada je w sen. Sekrety, głęboko ukryte pragnienia, nawet takie, o których sam sobie nie zdaje sprawy - to wszystko będzie go we śnie nawiedzać.

- Super - cała trójka miała niezły ubaw wyobrażając sobie biednego małego Pottera, leżącego w łóżku, wijącego się pod wpływem chorych fantazji.

***

Potter leżał w łóżku, wijąc się pod wpływem chorych fantazji.

Harry na wpół klęczał na łóżku, podpierając się dłońmi. Był nagi, a mężczyzna za nim był taki chłodny, kojąco wpływając na jego rozgrzane ciało. Jedna zimna ręka trzymała jego wilgotnego penisa, druga owijała się dookoła talii, w pewnym uchwycie. Czuł gorący oddech na karku, który wysyłał dreszcze przyjemności wzdłuż kręgosłupa. Dyszał ciężko, starając się powstrzymać skomlenie i błaganie, które chciał wykrzyczeć na głos.
Coś twardego, grubego i długiego pocierało jego pośladki, drażniąc, torturując...
"P-proszę... Merlinie... Proszę..."
W odpowiedzi mężczyzna połaskotał nosem jego kark, jedną ze stref erogennych, a potem przechylił głowę, by móc ustami dotrzeć jeszcze dalej.
"Harry..."
Głos brzmiał jakby z oddali. Harry pomyślał, że coś jest nie tak, ale ta chłodna ręka zaczęła się poruszać, kciuk rozprowadzał kropelki nasienia na całej długości jego członka, wzbudzając gwałtowne dreszcze. Już nie był w stanie myśleć o niczym innym. Ręka głaskała go, z początku bardzo delikatnie. Drażniąco. Potem przyspieszyła, a utalentowane usta całowały jego kark, zasysając wrażliwą skórę, zwilżając ją językiem.
"Merlinie... Proszę... Potrzebuję... Proszę... Aach..." wyjęczał Harry, poruszając ze zniecierpliwieniem biodrami, gdy dłoń zaciskająca się na jego penisie przyspieszyła jeszcze bardziej. Harry chciał poczuć mężczyznę w sobie. Próbował mu o tym powiedzieć, chciał się odwrócić, ale ramię oplatające jego talię nie pozwalało na gwałtowniejsze ruchy. Zaskomlał, sfrustrowany. Nie chciał dojść, zanim nie poczuje w sobie jego obecności!
"Harry!"
Chłopak zamarł... Ten głos... Zęby zacisnęły się na jego szyi. Czuł się osłabiony, drżał, zarówno z podniecenia, jak i ze strachu. Był tak blisko, a mężczyzna nawet nie próbował w niego wejść! Bał się, że dojdzie zbyt szybko, ale tajemniczemu kochankowi się najwidoczniej nie spieszyło. Zęby zaciskały się, przygryzały skórę... Harry dał sobie spokój z próbami pobudzenia mężczyzny, po prostu zatracił się we własnej przyjemności. Tak blisko, tak blisko... Zęby zatopiły się w jego ciało, a ta dłoń ścisnęła go jeszcze mocniej, doprowadzając do krawędzi. Krzyknął, gdy doszedł, oblewając spermą prześcieradło.
"HARRY!"

Harry wyprostował się jak struna na łóżku, było mu gorąco, jakby siedział w saunie. Jego piżama przykleiła się do spoconego ciała, oddychał ciężko. Bardzo bolała go głowa. Ron pochylał się nad nim, trzymając rękę na zdrowym ramieniu Złotego Chłopca.

- Harry! Wołam do ciebie od wieków! Jęczałeś i wiłeś się na łóżku i zacząłeś się strasznie pocić... Bałem się o ciebie! Co się dzieje?

Harry wpatrywał się w przyjaciela bezmyślnie, nie rozumiejąc, co powiedział.

- Co...? Ja... ja nie wiem... Kręci mi się w głowie...

- Harry? Harry! - Ron chwycił go, zanim opadł na poduszkę i ostrożnie ułożył na łóżku. Potem wybiegł z pokoju i pobiegł po Madame Pomfrey.

A Destined YearOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz