Przez chwilę panowała cisza. Spoglądali na siebie, żaden nie chciał się pierwszy odezwać. Snape bał się tego, co ma nastąpić. Harry próbował zebrać odwagę, by jakoś przetrwać tę rozmowę – zdawał sobie sprawę, że będzie ona niełatwa. W końcu to on zaczął:
– Kochałeś mojego ojca?
– Tak – odparł słabo starszy mężczyzna.
Harry widocznie się wzdrygnął. To ja to zacząłem... ale boję się, czym to się skończy. Boję się, że poznam więcej szczegółów niż chciałbym wiedzieć. A jeżeli Hermiona się myliła, a to Dumbledore miał rację? Ja... nie wiem... Wziął głęboki oddech i powoli skinął głową.
– Dobrze. To jest już jakiś początek... Powiedz mi wszystko.
Snape zamrugał. I tyle? Nie wrzeszczy? Nie kłóci się? Nie rzuca klątwami? Tylko chce wiedzieć...?
– Wszystko? – powtórzył niepewnie. Chłopak przytaknął.
– Chcę wiedzieć jak, dlaczego, co się stało... wszystko.
– Potter... nie sądzę, żeby to było coś, co chciałbyś usłyszeć.
– To był mój ojciec, nigdy go nie poznałem. Zawsze wypytuję ludzi, którzy znali moich rodziców. Tylko tak mogę się dowiedzieć jacy byli. Remus, Syriusz, Dumbledore... nawet Dursleyowie – wszyscy opowiedzieli mi, co pamiętają. Teraz chcę usłyszeć, co ty wiesz. Jakiego Jamesa poznałeś. Jaką Lily... Snape, proszę. Myślę, że będzie mi łatwiej, gdy się tego dowiem. Gdy poznam, co czułeś. – Harry spotkał wzrok Mistrza Eliksirów.
On... zmienił się. To już nie jest ten sam denerwujący bachor, którego spotkałem kilka lat temu. Co się takiego stało? A może to przez to, że jestem wampirem i postrzegam go inaczej jako mojego towarzysza...? Mężczyzna nie wiedział, a wampir chyba stwierdził, że sam powinien sobie z tym wszystkim poradzić.
Snape nigdy nie lubił takich wynurzeń... może dlatego, że wszyscy sądzili, że nie ma serca. Cóż, nie chciał pokazywać tego, co czuje. Odgradzał się od innych maską ironii, którą zawsze miał na twarzy. Ale miał uczucia. Jeżeli by mocno chciał, mógłby się dla kogoś otworzyć. Na przykład dla Harry'ego. Jego towarzysza, którego tak bardzo skrzywdził. O tak, chłopak zasłużył na to, by poznać całą tę krępującą historię, nie ma wątpliwości.
Skinął głową i usiadł wygodniej w fotelu, krzyżując ręce na piersi.
– Wbrew temu, co ludzie mówią, podczas pierwszego roku w Hogwarcie przyjaźniłem się z Jamesem, Remusem, Syriuszem i Peterem. Syriusz i ja pochodziliśmy z rodzin czystej krwi, które dobrze się znały. Jakby to mugole określili – byliśmy kolegami z jednej piaskownicy. Lucjusz też z nami dorastał, do momentu, gdy jego rodzice zaaranżowali jego przyszły ślub z Narcyzą – wtedy już nie pozwalano mu się z nami bawić. – Przez chwilę milczał, jakby coś wspominał. – Gdy w końcu zaczęliśmy naukę w Hogwarcie, Syriusz trafił do Gryffindoru, a ja do Slytherinu. Jak możesz sobie łatwo wyobrazić, to zniszczyło naszą przyjaźń. Jego rodzina była zniesmaczona, że trafił pomiędzy czarodziejów półkrwi... W trakcie pierwszego roku jeszcze rozmawialiśmy ze sobą, ale on szybko zaprzyjaźnił się z Gryfonami. To wtedy przestaliśmy się widywać. Byłem zazdrosny, bo Ślizgoni niechętnie zawierali ze sobą jakieś głębsze znajomości. Syriusz, chłopak, z którym dorastałem, porzucił mnie dla nowych znajomych. Remusa – skrytego i pilnego, którego nigdy nie rozumiałem. Teraz już wiem, dlaczego był taki tajemniczy, ale wtedy to wydawało mi się podejrzane. Peter, który zawsze za nimi biegał, robił to, co oni. To było niesprawiedliwe, że on mógł być z nimi, a ja musiałem pozostać w cieniu. No i w końcu James – lojalny, wysportowany, dzielny. Razem z Syriuszem robił najgorsze psikusy, w większości skierowane przeciwko Ślizgonom. Byłem zazdrosny o Jamesa, ale szybko zdałem sobie sprawę, że tu nie chodziło tylko o Blacka. Potter zawsze mieszał we wszystkim, ale koniec końców wychodził z tego obronną ręką.
Snape wydął wargi i uśmiechnął się złośliwie.
– Zawsze sprawiał problemy. Testował tworzone przez siebie zaklęcia na Ślizgonach, ale jakoś nigdy nie został ukarany. Nawet stopnie miał dobre – choć oczywiście z eliksirów był tragiczny.
Harry zachichotał.
– Jasne. Ale...
– Zostaw pytania na koniec. Nie mam ochoty potem się powtarzać. – Chłopak skinął głową, więc Severus kontynuował. – James był okrutny, często to ja byłem ofiarą jego niemiłych żartów. Chyba pamiętasz, że mówili na mnie Smarkerus.
Snape skrzywił się na samo wspomnienie.
– James zawsze pożądał Lily. Myślał, że zdobędzie ją swoimi popisami magicznymi. Ona współczuła mi i starała się mnie bronić. Nie znosiłem jej za to, bo czułem się jeszcze słabszy, a inni nienawidzili mnie coraz bardziej. A ja chciałem tylko się odpłacić... To nie odpowiada na pytanie, jak się w nim zakochałem, prawda? Byłem nastolatkiem, który przez lata się go bał. Jednocześnie podziwiałem go – to jak łatwo zdobywał przyjaciół, jego odwagę i umiejętności. Tak się w nim zakochałem. Od początku wiedziałem, że nic z tego nie będzie i nie przeszkadzało mi to. Tyle ci wystarczy, Potter?
Harry wpatrywał się w mężczyznę, który unikał kontaktu wzrokowego. Myślał nad tym, co usłyszał. Tak naprawdę, to nie miało dla niego większego sensu. Nie podobał mu się obraz ojca, jaki odmalował przed nim wampir, ale zdawał sobie sprawę, że to prawda. Nie rozumiał, jak Snape mógł się zakochać w Jamesie, który był dla niego taki wredny. Ale... spójrz na siebie i Draco... Nie jesteśmy w sobie zakochani, ale pożądamy się nawzajem. Pomimo naszych nieporozumień. Ale czy to jest to samo...? Draco i ja nigdy się nie torturowaliśmy...
Chłopak pokręcił głową.
– Ja... nie rozumiem tego. I zawsze byłem pewien, że nienawidziliście się z Syriuszem. Zawsze się tak zachowywaliście... myślałem...
– ... Że jesteśmy wrogami? Nie. Ale przyjaciel, który cię zdradza, jest nawet gorszy niż wróg. To boli. Podobnie było z Peterem – niby był przyjacielem, a potem oddał ich w ręce Czarnego Pana. Syriusz myślał, że zdradziłem go, gdy trafiłem do Slytherinu, a ja... no cóż, spójrzmy prawdzie w oczy – on naprawdę mnie porzucił.
– Syriusz... on nigdy nie zdradziłby przyjaciela – bronił go słabo Harry. Snape prychnął.
– W takim razie nie byłem jego przyjacielem, Potter. Chciałeś swoich odpowiedzi, więc je dostałeś. Nie powinieneś pytać, skoro nie chciałeś poznać prawdy – wiedziałeś, że będę z tobą brutalnie szczery.
Harry uśmiechnął się ironicznie.
– W przeszłości zawsze byłeś, nie oczekiwałem nagłej zmiany. – Jego oczy się rozszerzyły. No jasne... Dumbledore ostrzegał mnie przed zmienianiem Snape'a. Ale Snape... on jest inny. A może to tylko ja inaczej na niego patrzę...? To takie skomplikowane. Nie wiem już, co mam myśleć...
– Potter, o co chodzi? – spytał Snape, dostrzegając zmianę na twarzy chłopaka.
– Snape... Czy my jesteśmy przyjaciółmi? – spytał nagle.
Co to ma być? Jego wzrok stał się czujny.
– Nie przyjaźnię się z uczniami.
Harry zrobił się zły.
– Przestań o mnie myśleć tylko jak o uczniu! Nie nazywaj mnie „Potter"! Jestem twoim towarzyszem, jestem Harry! Oddaję tobie swoją krew, dla ciebie walczę z przyjaciółmi, nie jadam posiłków z innymi, zmieniam dietę! Nie jestem dłużej zwykłym uczniem!
Snape przymknął oczy. Nie lubił, jak ktoś na niego wrzeszczał, ale zdawał sobie sprawę, że chłopak ma rację. Skinął głową.
– Dobrze, nie jesteś zwykłym uczniem, jesteś moim towarzyszem, Po... Harry.
– Więc jesteśmy przyjaciółmi? – ponowił cichutko pytanie. Snape przez dłuższą chwilę milczał.
– Nie, nie jesteśmy przyjaciółmi - odparł w końcu.
– Co? Ale... jestem twoim towarzyszem... mówisz na mnie "Harry"... na Merlina, prawie się pieprzyliśmy! Co mam zrobić, by być twoim przyjacielem?!
– Czy tego właśnie chcesz? Przyjaźni? Jestem pewien, że jako Gryfon, już zdążyłeś zakwalifikować mnie jako swojego przyjaciela, jednak ja nie podchodzę do tego z taką lekkością. Nie mam wielu przyjaciół, Harry, lubię to – stwierdził szorstko.
Skąd mi przyszło do głowy, że mogę normalnie z nim porozmawiać? On tylko doprowadza mnie do szału! Nie chce być moim przyjacielem... ale z drugiej strony ja nie chcę pogłębiać naszego związku... czy jak to nazwać... Harry czuł się sfrustrowany.
– Dobra. Ty będziesz moim przyjacielem, ale ja nie będę twoim. Zadowolony?
– Ani trochę.
Harry przewrócił oczami.
– Jakoś mnie to nie dziwi.
– Jeśli chcesz wiedzieć, co to znaczy stać się moim przyjacielem, Potter... Harry... sugeruję, żebyś więcej ze mną dyskutował. Nie zaszkodziłoby, gdybyś się poprawił w eliksirach... Przyjaźnię się z ludźmi, których szanuję, Harry.
Szacunek? Jak mam zdobyć jego szacunek? Nigdy nie będę Mistrzem Eliksirów, a tych rozmów raczej nie będę w stanie prowadzić w nieskończoność. Więc jak mam to zrobić? Chłopak czuł się rozdrażniony – ta rozmowa prowadziła do nikąd. Chciałbym, żeby mnie szanował, ale dlaczego? Tylko po to, by być jego przyjacielem? Czy tak naprawdę zależy mi na... Pokręcił głową. Nie chciał kończyć tej myśli, jeszcze nie.
– Przypominam ci mojego tatę? – spytał niespodziewanie.
Snape przyjrzał mu się uważnie. Widział ślady Jamesa na twarzy tego chłopaka, ale widać było też wpływ Lily... te zielone oczy. Był niższy od ojca, choć miał podobną budowę. Ale to nie o to pytał Gryfon. Chciał powiedzieć, że Harry jest kimś niepowtarzalnym i nie przypomina mu Jamesa, ale to byłoby kłamstwo.
Chłopak miał odwagę i lojalność swojego ojca, także ten irytujący zwyczaj wpadania w tarapaty. Co takiego jest w Harrym, czego nie ma nikt inny? zastanawiał się. Obserwował, jak Gryfon przygryza dolną wargę. Nerwowy nawyk... już wcześniej tak robił. James nigdy. Postanowił zajrzeć głębiej... i doszedł do zaskakującego wniosku. James nigdy nie pomógłby swojemu wrogowi. A Harry tak. Chłopak nie lubił przyglądać się ludzkiemu cierpieniu, nie lubił być dla innych ciężarem, podczas gdy James uwielbiał się droczyć i śmiać z innych. To była ogromna różnica... może gdyby James był bardziej jak swój syn, sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej...
– Tak – powiedział w końcu. – Przypominasz mi Jamesa.
Złoty Chłopiec zamknął oczy, potem otworzył je z powrotem i skinął głową. Zdobył się nawet na słaby uśmiech. Nie potrafię go zmienić.
– W porządku. To przynajmniej wszystko ułatwi, prawda?
Nie takiej reakcji Severus oczekiwał. Ale przy dokładniejszej obserwacji zrozumiał, że uśmiech nie jest taki szczery, jak myślał. Pokręcił głową.
– Powiedziałem, że przypominasz ojca. To nie znaczy, że jesteś taki sam jak on. Masz pewne denerwujące... skłonności, których James nie posiadał. Możecie wyglądać podobnie i być w jednym Domu, ale ty posiadasz zdolność empatii, jakiej on nie miał.
Chłopak zamrugał oczami.
– Empatii...? – powtórzył.
– Kiedy dowiedziałeś się, że jestem wampirem, a ty moim towarzyszem, nie zawahałeś się, żeby mi pomóc. Mnie – profesorowi, którego nienawidziłeś. Zaakceptowałeś tę sytuację bez większych oporów. James nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Gdyby mnie nie znosił, to nawet nie próbowałby mnie wesprzeć – powiedział Snape. – Ty czujesz sympatię do wrogów.
– Nie nienawidzę cię – powiedział Gryfon. – A do swoich wrogów nie czuję sympatii. Nie okazałbym łaski Voldemortowi – dodał z pasją.
Snape uśmiechnął się ironicznie.
– Wiem, że byś tego nie zrobił. Ale co z Draco? Wygląda na to, że już mu wybaczyłeś.
Harry przez chwilę czuł narastającą panikę – myślał, że Snape jakoś dowiedział się o całowaniu w skrzydle szpitalnym. Ale postanowił zachować zimną krew – mężczyzna nie wyglądał na wściekłego, więc może nic nie wie...
– Dra... Malfoy nie jest już moim wrogiem. Po prostu jeszcze nie wybrał strony.
– A co jeśli opowie się za Czarnym Panem i staniesz z nim twarzą w twarz na polu bitwy?
Chłopak skrzywił się, wiedząc, że dał się zapędzić w kozi róg.
– Wtedy zrobię, co będzie konieczne – rzucił twardo.
– Domyślam się. Rozbroiłbyś go i sprawił, że dłużej by nie stanowił zagrożenia. Ale zachowałbyś jego życie, tak długo, jak by się dało.
– Zrobiłbym to samo dla każdego.
– I to właśnie cię różni od Jamesa – powiedział miękko Severus.
Złoty Chłopiec zamrugał.
– Mój ojciec nie zabiłby, gdyby nie został do tego zmuszony.
– Masz rację, ale nie zawahałby się tego zrobić, gdyby ktoś go zaatakował w czasie bitwy.
– W twoich ustach to brzmi prawie jak obelga, ale ja wiem, że on nie był złym człowiekiem.
Snape wzruszył ramionami.
– Zapytałeś, więc odpowiedziałem. Interpretacja należy do ciebie.
Harry westchnął. Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza. Starszy czarodziej wpatrywał się w ogień, a chłopak, korzystając z okazji, obserwował wampira. Tak naprawdę to nie patrzył na niego od... cóż, właściwie nigdy mu się nie przyglądał. Oczywiście – widział go, spoglądał na niego, ale jakoś nigdy nie zwracał uwagi na to, jak wygląda. Teraz widział, że właściwie się nie zmienił.
Wciąż miał ten haczykowaty nos i czarne oczy. Jego skóra była blada, może trochę bledsza niż przed przemianą w wampira. Ubrania... cóż, codziennie nosił to samo. Czarne szaty, czarne spodnie, biały kołnierzyk.
Gryfon zawsze uważał, że Snape jest trochę za gruby*, ale to było przed przemianą. Harry dotykał tej klatki piersiowej i brzucha – na pewno nie było tam zbędnego tłuszczu. Jak o tym pomyślę... Czy on przedtem nie był grubszy? Może to przez jego dodatkową siłę? pomyślał.
– Masz jakieś inne ubrania? – zapytał nagle.
Snape gwałtownie odwrócił się w jego stronę. Skrzywił się.
– Mam, Potter. Mimo tego, co mówią uczniowie, tłustowłosy Mistrz Eliksirów posiada więcej, niż jeden zestaw ubrań. Uprzedzając kolejne pytania – kąpię się codziennie i mam więcej niż jedną czarną szatę.
Gryfon zamrugał. Nie spodziewał się aż tak rozbudowanej odpowiedzi.
– Eee... nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało... po prostu nie widziałem cię w innych ubraniach... ale to nie miało znaczyć, że się nie myjesz... – Złoty Chłopiec rozpaczliwie szukał odpowiednich słów, ale w końcu się poddał. – Przepraszam – powiedział ze wstydem.
– Nie ma za co, Potter. Wiem, o czym plotkują uczniowie, gdy myślą, że ich nie słyszę.
– W takim razie dlaczego nie udowodnisz im, że się mylą?
– Ponieważ nie są warci straty mojego czasu ani energii. Dlaczego powinno mnie obchodzić, co te małe bachory myślą na mój temat? – spytał ze znudzeniem.
– Chyba masz rację – zgodził się Harry. Nagle zamarł. – Hej! Myślałem, że jestem jedynym bachorem, z którym musisz się męczyć!
Snape uniósł brwi.
– Potter, skąd ten pomysł? Wszyscy uczniowie to bachory.
Harry uśmiechnął się ironicznie, ale szybko to ukrył, starając się wyglądać na dotkniętego.
– To mnie zabolało. Już myślałem, że to taki pieszczotliwy zwrot, a ty po prostu wszystkich tak nazywasz...
– Pieszczotliwy zwrot? – Zdumienie było doskonale widoczne na jego twarzy.
Gryfon starał się wyglądać na przygaszonego. W duchu zrywał boki ze śmiechu. Robienie sobie żartów z profesora chyba stanie się jego zwyczajem.
– No tak. Wiesz – pary nadają sobie takie „przezwiska", które tak naprawdę pokazują, jak bardzo się kochają.
Snape wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. Myślał, że gdy mówię na niego "bachor", pokazuję tym samym swoje uczucia...? Skrzywił się.
– Ja... to nie jest w moim stylu.
– Och... – Potter sprawiał wrażenie przybitego.
Mistrz Eliksirów jęknął. Zobacz, co zrobiłeś! zawył wampir.
– Potter... chciałbyś, żebym tylko na ciebie mówił „bachor"? – spytał niepewnie, nie wiedząc, jak naprawić sytuację.
Harry westchnął, siedząc ze spuszczoną głową.
– To i tak by nic nie zmieniło, bo wiedziałbym, że nie ma w tym uczucia...
Jest smutny, bo myśli, że nic do niego nie czuję? To go zmartwiło.
– Ja... czuję coś do ciebie – powiedział cicho. To nie było coś, do czego często się przyznawał.
Harry zachichotał, czego mężczyzna nie zdążył dostrzec. Wciąż udając zasmuconego, powiedział:
– Mówisz tak tylko dlatego, że wampir domaga się, byś był miły dla swojego towarzysza.
Snape wydął wargi. To prawda – ta kreatura wciąż na niego wrzeszczała, żeby w końcu ruszył się i pocałował chłopaka. Ale to nie dlatego to powiedział. Snape nigdy nie zrobiłby czegoś wbrew sobie. Rzeczywiście polubił tego irytującego bachora.
– Racja – wampir chce, żebym był dla ciebie uprzejmy. Ale powiedziałem to, co czuję.
– Niby dlaczego miałbym ci wierzyć? – Harry bawił się doskonale.
Snape krzywił się. Mam dość. Nie chce mi wierzyć – proszę bardzo. Nie obchodzi mnie to.
– Jeśli mi nie wierzysz, to twoja sprawa – warknął. Znów zaczął wpatrywać się w ogień.
Harry zachichotał, spoglądając na wampira, który wydawał się nie zwracać na niego uwagi.
– Snape...?
Mężczyzna odwrócił się i zobaczył poszerzający się uśmiech Harry'ego. Spojrzał na niego groźnie.
– Co tym razem, Potter?
– Ja też coś do ciebie czuję – przyznał chłopiec.
Snape zamrugał. Potem znowu. Chyba się przesłyszał. A jeśli nie, to nie wiedział, jak ma zareagować.
Harry uśmiechnął się jeszcze szerzej, widząc zdumioną minę wampira. Z trudem powstrzymywał się, by nie parsknąć śmiechem.
– Wierzysz mi?
Mistrz Eliksirów spoglądał na niego badawczo. Nie chciał mu wierzyć, ale z drugiej strony wiedział, że Harry nie okłamałby go w takiej kwestii. Po prostu nie potrafił tego pojąć...
– Nie rozumiem, jak możesz coś do mnie czuć.
– To jest akurat bardzo proste – jesteś dla mnie miły, odkąd stałem się twoim towarzyszem, mimo że częściowo jest to spowodowane wampirzym instynktem. Ale z drugiej strony wiem, że nigdy nie zrobiłbyś niczego, na co nie miałbyś ochoty. Jesteś zazdrosny, nawet nie próbuj zaprzeczać. Byłeś zmartwiony, gdy zostałem ranny. Masz poczucie humoru, choć trzeba cię lepiej poznać, by je zrozumieć. Naprawdę nie jesteś taki zły, jak wszyscy myślą i... ufam ci – dokończył miękko.
Snape nie wiedział, co zrobić. Był zdezorientowany. Cieszył się, że Harry mu ufa, ale w tym samym czasie miał wrażenie, że coś jest nie tak. Czy to nie tego chciałeś? Czy to nie dlatego dawałeś mu te wszystkie prezenty? Żeby ci wybaczył i chciał ciebie, jak ty chcesz jego...? Wiedział to wszystko, ale nadal nie wierzył, że poszło mu tak łatwo.
Harry westchnął, gdy zdał sobie sprawę, że Snape chyba nie ma zamiaru nic więcej powiedzieć. Wstał.
– Cóż, chyba już pójdę. Jest cisza nocna, wszyscy już śpią. Jakoś dojdę sam do Wieży Gryffindoru.
Snape wiedział, że nie musi odpowiadać, ale i tak to zrobił:
– Oczywiście.
– Eee... w takim razie do zobaczenia rano – powiedział chłopak. Snape skinął mu głową i Harry wyszedł. Na korytarzu sprawdził, która jest godzina. Było kilka minut po pierwszej. Raczej już nikt go nie złapie, gdy będzie szedł korytarzem.
Skierował się w stronę skrzydła szpitalnego - dotarcie tam zajęło mu prawie pół godziny. Szybko wszedł do środka. Wnętrze było bardzo delikatnie oświetlone, było jasne, że Madame Pomfrey już poszła spać. Harry miał nadzieję, że Draco jeszcze nie spał, nie byłby zadowolony, gdyby okazało się, że przebył tę długą drogę na próżno. Czas na drugą nocną pogawędkę... pomyślał, podchodząc do znajomego łóżka.
Odsłonił zasłony – Draco spał. Harry skrzywił się. Położył książki na podłodze, przyglądając się Ślizgonowi. Nie ma mowy, żebym wyszedł tak szybko. Uśmiechnął się żartobliwie. Pochylił się nad śpiącym chłopcem i położył dłoń na jego policzku. Schylił się bardziej i delikatnie pocałował blondyna. Przesunął językiem po jego wargach. Chłopak pod nim jęknął delikatnie przez sen. Wplótł rękę w miękkie włosy i pogłębił pocałunek, próbując dostać się językiem do środka.
Draco zajęczał. Miał naprawdę niesamowity sen – z zielonookim Gryfonem w roli głównej, który go całował, gdy nagle... zielonooki Gryfon zaczął całować go naprawdę. Otworzył oczy tylko po to, by zobaczyć pochylającego się nad sobą Pottera. Westchnął, przymykając powieki i oddając pocałunek.
Harry odsunął się nieznacznie, gdy był już pewien, że Draco się obudził. Zachichotał, widząc jego wykrzywione w niezadowoleniu wargi. Oblizał usta, czując na nich smak drugiego chłopaka.
– Dlaczego przestałeś? – spytał Ślizgon, krzywiąc się jeszcze bardziej.
– Bo chciałem cię tylko obudzić. – Harry uśmiechnął się szerzej. – A skoro już się obudziłeś, nie mam po co cię całować.
Draco spojrzał na niego groźnie.
– Nie zgodzę się z tobą, Potter. Na pewno znalazłby się powód, dla którego miałbyś mnie całować.
– Naprawdę? – Harry uniósł brew. – Tak bardzo mnie pragniesz?
– Na pewno nie! – prychnął blondyn.
Gryfon uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
– W takim razie rzeczywiście nie mamy się po co całować – powtórzył, siadając na krześle przy łóżku.
Draco obrócił się, by móc wciąż obserwować bruneta.
– To nie fair! Spóźniłeś się i to ty zacząłeś mnie całować. Dlatego powinieneś kontynuować! A właśnie – dlaczego przyszedłeś tak późno?
– Byłem ze Snape'em. To mi zabrało więcej czasu niż myślałem – odparł.
Draco zawarczał cicho, ale szybko zapanował nad sobą.
– Naprawdę...? – Starał się, by jego głos był obojętny.
– Zazdrosny? – zażartował Harry.
– Chciałbyś, Potter.
Gryfon wzruszył ramionami, to chyba wchodziło mu w nawyk w obecności Ślizgonów.
– Dobrze, w takim razie na pewno nie będziesz miał nic przeciwko, jak ci powiem, że Snape i ja ucięliśmy sobie miłą pogawędkę i zdecydowałem się z nim pogodzić.
– I co z tego? – Draco w myślach przeklinał swojego ojca chrzestnego.
– Nic, po prostu pomyślałem, że powinieneś wiedzieć.
– Już wiem. Czy to wszystko? – spytał z rozdrażnieniem.
– Właściwie to nie – Harry zachichotał. – Miałem nadzieję, że mnie pocałujesz. Ale skoro już z tym skończyliśmy, to chyba rzeczywiście nie ma sensu, żebym siedział tu dłużej...
Draco wpatrywał się w niego.
– Jeżeli obudziłeś mnie tylko po to, by powiedzieć, że Snape i ty się pogodziliście, to zaraz się wkurzę.
– Nie wyglądasz na bardziej wkurzonego niż zwykle, Draco. Chyba powinieneś nad tym popracować – stwierdził z uśmiechem.
– Odwal się, Potter!
Harry westchnął, wciąż uśmiechając się do niego.
– Dobra, dobra, dosyć tego. Nie przyszedłem tu, by się z tobą kłócić. Chociaż to zabawne...
– W takim razie po co przyszedłeś? – warknął Ślizgon.
– Żeby zobaczyć, jak się czujesz. I porozmawiać.
– O czym chciałeś porozmawiać? Aha – ze mną wszystko w porządku, na pewno nie dzięki twojej wampirzej zabawce.
– On nie jest zabawką – wysyczał Złoty Chłopiec. – To twój ojciec chrzestny i nasz profesor.
– Myślałem, że byłeś na niego wściekły za to, że nazwał cię imieniem twojego ojca.
Harry odwrócił wzrok. To wciąż bolało... ale teraz już było wszystko w porządku. Mógł jakoś przejść nad tym do porządku dziennego, jeżeli tylko Snape go polubi i nauczy się w nim widzieć Harry'ego, a nie tylko syna Jamesa.
– Rozmawialiśmy o tym, wybaczyłem mu.
– Cudownie. Zaprosicie mnie na wasz ślub? – spytał sucho.
– To nie tak. Ile razy mam ci to powtarzać? Snape i ja nie sypiamy ze sobą. Im częściej nam to sugerujesz, tym wyraźniej widać twoją zazdrość.
– Nie jestem o ciebie zazdrosny! – krzyknął Draco. Jestem zazdrosny o to, że Snape cię ma. Sam nie wiem dlaczego! Niech to szlag!
Harry westchnął.
– Naprawdę nie chcę się kłócić, więc zostawmy to. Słuchaj, nie wiem, co się między nami dzieje... Nie możemy... to znaczy... – Harry znów westchnął. – Czy to zadziała? My.
– Nie ma żadnych nas, Potter.
– Więc dlaczego się całujemy? Podobam ci się, nie zaprzeczaj. Z jakiegoś powodu ty też mi się podobasz. Co teraz?
– Nie wiem. Nie mam zamiaru być twoim... chłopakiem, Potter.
– Dobrze. To tylko zwykłe całowanie się? – spytał gorzko Gryfon.
– Nie, to nie tak... chodzi mi o to... cholera...
– Wiem, znam to uczucie – stwierdził Harry. – Świetnie, nie jesteśmy parą. Będziemy to kontynuować, bez nadawania temu nazwy.
– Jak dla mnie – brzmi świetnie.
– A co ze Snape'em? Jeśli się dowie... obaj będziemy mieć przechlapane.
Draco skrzywił się. Nie pomyślał o tym. I wcale mu się to nie podobało.
– Niech to szlag, Potter! Nie jesteś wart takiego wysiłku!
Harry wzdrygnął się, słysząc ten nagły wybuch.
– Rozumiem – odparł zimno. Wstał i zabrał książki. – W takim razie wrócimy do tego, co było wcześniej. Żegnaj, Malfoy. – Wybiegł ze skrzydła szpitalnego, zostawiając za sobą przeklinającego Draco.
Ślizgon wpatrywał się w ścianę. Wal się, Potter, wszystko zniszczyłeś! Tak właściwie to nie przeklinał Pottera. Przeklinał samego siebie.
***
– Harry... czy ostatnio śnił ci się... Sam-Wiesz-Kto? – spytała Hermiona podczas zielarstwa.
Harry zamarł na moment i przestał przepisywać notatki od dziewczyny.
– Nie, brałem eliksir od Snape'a. Dlaczego? Czy coś się stało?
– Nie, właśnie dlatego pytam. Nic ostatnio nie słychać o Sam-Wiesz-Kim. Nawet jednego małego ataku. Reporterów to interesuje, ale oczywiście Ministerstwo twierdzi, że na pewno on gdzieś się ukrywa.
Harry skrzywił się.
– Jasne, na pewno. Ministerstwo to banda kretynów.
Hermiona uśmiechnęła się słabo.
– Naprawdę się martwię. Nie pokazuje się, więc na pewno knuje coś naprawdę paskudnego. Dumbledore był podczas śniadania jakiś zmartwiony. Ja też tak się czuję.
Harry westchnął.
– Nie wezmę dziś wieczorem eliksiru bezsennego snu... może coś zobaczę.
– Ale Harry, to jest niebezpieczne! On wie, że możesz być w jego głowie... i na pewno ześle ci wizję. Może to zrobić.
Gryfon wiedział, że przyjaciółka ma rację, ale jeżeli Voldemort rzeczywiście coś planuje, to lepiej żeby zawczasu o tym wiedzieli.
– Ron będzie miał na mnie oko.
Hermiona prychnęła.
– Nie pamiętasz, że on się do nas nie odzywa...? Naprawdę mam ochotę zdzielić go książką po tym zakutym łbie.
– Ale jeśli mu wszystko wyjaśnię, to powinien mi pomóc, prawda?
– Nie jestem tego pewna. On jest naprawdę wściekły...
– Ale w końcu mu przejdzie... – Harry chwilami czuł, jakby tracił swojego najlepszego przyjaciela.
– Na pewno, słowo – powiedziała miękko dziewczyna. Nawet jeśli miałabym go pobić i podrapać... obiecała sobie w myślach. Nienawidziła widzieć Harry'ego w takim stanie.
– W takim razie... – Chłopak westchnął. Kogo w takim razie mam poprosić, żeby obserwował mnie w czasie snu? Hermiona nie może, śpi w innym dormitorium. W swoim nikomu nie mogę zaufać. Ale... może... to jest dobry sposób, by pokazać, że naprawdę mu ufam... i ostatecznie dowieść, że jest on lojalny w stosunku do Dumbledore'a... – Snape.
– Co?! – Hermiona zrobiła wielkie oczy. – Mówisz poważnie? Jesteś pewien, że on na pewno jest po naszej stronie?
– Ufam mu – powiedział cicho.
– Dobrze. Jeżeli ty mu ufasz, to ja też. Jak myślisz – pozwoli ci zostać w swoich komnatach na noc? Bo raczej nie zaprosisz go do Wieży Gryffindoru...
– To nie powinien być dla niego problem. Wczoraj w nocy wychodziłem od niego naprawdę późno i nawet tego nie skomentował.
– Pogodziliście się? – spytała z uśmiechem.
– Tak, teraz już jest w porządku.
– To dobrze, naprawdę się cieszę. – Hermiona rzeczywiście tak myślała. Harry uśmiechał się delikatnie, pełen wiary. Podobało jej się to. Miała tylko nadzieję, że Snape znowu go w jakiś sposób nie skrzywdzi. Uśmiechnęła się, wracając do notowania.
***
– Potrzebuję twojej pomocy – powiedział Harry, wchodząc do komnat Snape'a podczas kolacji. Karmienie go stało się naturalną czynnością. Na razie nie powrócili do wzajemnego zaspokajania się, ale całowali się. Chłopakowi to się bardzo podobało.
Snape spojrzał w jego stronę. Odłożył książkę na półkę i podszedł do niego.
– W czym?
To była najgorsza część tej rozmowy. Harry odłożył na bok swoją torbę, starając się dobrać właściwe słowa.
– Powiedz mi, a ci uwierzę... Naprawdę jesteś lojalny wobec Dumbledore'a?
– Tak – odparł Snape bez wahania. W duchu zastanawiał się, do czego to prowadzi.
– W takim razie muszę dowiedzieć się, co Voldemort planuje. – Snape zamarł.
– Co?! – zawołał, nie wiedząc, czy dobrze usłyszał. Harry chyba nie myśli, że się od niego czegoś dowie...? Nawet gdyby coś wiedział... Ale nie wiedział. Voldemort nie wzywał go już od kilku dni, chyba odłożył na później tę całą sprawę z wampirami i zajął się na razie czymś innym.
– Ostatnio o niczym nie śnię. Oczywiście jestem bardzo wdzięczny za eliksir, ale rozmawiałem o tym dziś z Hermioną. Voldemort od dawna niczego nie zrobił. To nas martwi, więc postanowiłem, że dowiem się, czego będę mógł – wyjaśniał chłopak. – Ale Ron jest na mnie zły, a Hermiona śpi w dziewczęcym dormitorium. Zostajesz ty.
– Zostaję ja...? Do czego? – spytał powoli, jeszcze ostrożniej.
– Chcę, żebyś obserwował, jak śpię.
Snape zamrugał kilkakrotnie. Zajęło mu tylko parę sekund, by by zrozumieć, o czym myślał Gryfon. Poczuł złość.
– Nie ma mowy, Potter! Nie będziesz specjalnie śnił o Czarnym Panu tylko po to, by dowiedzieć się, co planuje! – wrzasnął.
– Muszę. Wiesz, co on robi? Bo jeśli nie, to w takim razie nikt nie wie. Moje sny były w przeszłości pomocne, uratowały komuś życie. Skoro on ostatnio jest taki cichy, to na pewno myśli o czymś dużym. Jeżeli mogę go powstrzymać - zrobię to. Jeśli ty mi nie pomożesz, to i tak to zrobię, ale będzie to po prostu bardziej niebezpieczne, jeśli nikt mnie nie obudzi.
Wpatrywali się w siebie gniewnie. Snape przeklinał w myślach. Cholera jasna... uparty... głupi... durny bachor!
– Potter, nie zrobisz tego!
– Zrobię. Jeśli nie chcesz mi pomóc, trudno. Zjedz, a potem pójdę. – Chłopak wyciągnął nadgarstek, nie spuszczając wzroku z twarzy mężczyzny.
– Potter... – warknął Mistrz Eliksirów.
– I tak to zrobię, nie powstrzymasz mnie – przerwał mu. – To co – pomożesz mi, czy wolisz zostawić to wszystko na mojej głowie?
– Potter, ryzykujesz nie tylko własne bezpieczeństwo! To połączenie działa w obie strony! On bardzo łatwo może włamać się do twojego umysłu i poznać prawdę o nas. Nie jesteś w stanie się przed tym obronić!
Harry był... zdumiony. Nie pomyślał o tym. Nie pomyślał, że to może właśnie dlatego Snape dał mu ten eliksir. Tylko to zaprzątało mu teraz myśli.
– To dlatego... dałeś mi eliksir bezsennego snu? By obronić siebie?
Snape zamrugał, kompletnie zaskoczony taką głupotą.
– Potter... nie o to mi chodziło... to nie o tym cały czas myślę!
– Skąd mogę mieć pewność? Możesz kłamać. – Już sama myśl zabolała chłopaka.
– Cholera, dlaczego miałbym kłamać? Nie myślałem o własnym bezpieczeństwie, gdy dawałem ci ten eliksir! – powtórzył z mocą.
– Dobra, nie chcę się kłócić. Nie wierzysz mi, że mogę ukryć przed nim te wspomnienia? Wiesz... nie myślę o tobie przez cały czas...
Snape skrzywił się ze złością.
– Potter, nie o to mi chodziło. Gdyby on włamał się do twojego umysłu, nie byłbyś w stanie ukryć przed nim niczego! Zapomniałeś już swoje lekcje oklumencji?
– Nie, pamiętam je bardzo dobrze, Snape. Pamiętam też, że byłem w stanie włamać się do twojego umysłu i byłem w stanie wyrzucić cię z mojego.
– Czarny Pan jest silniejszy ode mnie – prychnął mężczyzna.
– To w takim razie jak mam się przed nim obronić? Słuchaj, ja nie mówię, że jestem od niego silniejszy. Mówię tylko, że będę mógł zaalarmować cię, gdyby próbował wejść do moich myśli, a wtedy ty po prostu mnie obudzisz. Uwierz mi, głośno krzyczę. Zawsze to robiłem, gdy próbował się czegoś ode mnie dowiedzieć. Normalnie budził mnie Ron, ale teraz... – Harry zamilkł, momentalnie poczuł ogromny smutek. Po chwili wziął się w garść. – Będziesz wiedział.
Snape wpatrywał się w niego z namysłem. Harry nie odwracał wzroku. Mistrz Eliskirów zaklął. Harry zaśmiał się z wyższością.
– Dobrze! Zrobię to!
Chłopak zachichotał i podszedł do niego z wyciągniętą ręką. Pochylił się w jego stronę i pocałował delikatnie, cały czas się śmiejąc.
– Dziękuję.
Snape był zdenerwowany. Potrafił sobie poradzić z podnieceniem. To było coś całkowicie naturalnego, czego nie był w stanie kontrolować. Ale to... uczucie, to coś zupełnie innego. Nie wiedział, co robić, więc z wahaniem objął chłopaka w talii. Dotykali się – mając Harry'ego tak blisko, czuł się cudownie. Nie poruszał się, mając nadzieję, że Gryfon nie poczuje jego erekcji.
Jednak pomylił się. Chłopiec zaczął się kręcić i momentalnie objął go mocniej. Zarumienił się, opierając głowę na ramieniu mężczyzny.
– Gdy się najesz, możemy... – wyjąkał z zażenowaniem.
Snape nie był pewien, czy dobrze go zrozumiał. Przytulił chłopaka jeszcze bardziej, a potem cofnął się o krok, by Gryfon na niego spojrzał. Snape zobaczył zawstydzenie na jego twarzy, ale również pożądanie. Miał ochotę głośno się zaśmiać. Jeden zero dla mnie pomyślał. Potem skinął głową.
– Dobrze.
– Jesteś głodny? – spytał niepewnie Złoty Chłopiec.
Mistrz Eliksirów pokręcił głową.
– Jeżeli to teraz zrobimy, to na pewno będziesz potem o tym myślał. Najpierw powinieneś się przespać. Mogę się najeść, gdy cię obudzę.
– Jasne. To gdzie jest twoje łóżko? – spytał Harry, odsuwając się całkowicie. Był tam już wcześniej, ale lubił się drażnić ze Snape'em.
Mężczyzna przez jedną krótką chwilę wyobraził sobie Harry'ego, rozłożonego na jego pościeli, nagiego i błagającego o... Potrząsnął sobą w myślach.
– Tędy – powiedział, wskazując na drzwi po drugiej stronie pokoju.
Harry zachichotał, widząc to pożądliwie spojrzenie. Poszedł we wskazanym kierunku, czując na plecach wzrok mężczyzny. Rozejrzał się po sypialni. Wyglądała tak samo, jak zapamiętał. Był to bardzo męski pokój, z ciemnymi meblami i ogromnym łóżkiem na środku. Zastanawiał się, po co Snape'owi tak wielkie łoże. Ale w końcu przedtem spał tu jeszcze z dwoma facetami... uprzytomnił sobie.
Zbliżył się, dotykając okrycia. Było miękkie i pluszowe, bardzo delikatne. Nie wiedział, z jakiego było materiału, ale przypomniał sobie, że czuł się pod nim ciepło i wygodnie. Pamiętał też coś śliskiego i zielonego. Odsunął kapę i rzeczywiście – było tam.
– Jedwab? – spytał, unosząc brwi.
– Lubię luksus, Potter – warknął mężczyzna.
Harry pomyślał, że Snape jest rozdrażniony, mimo że opierał się wygodnie o futrynę drzwi.
– Nie chciałem cię zdenerwować. Zastanawiałem się tylko nad tym, gdy spałem tu ostatnio. Ale i tak już wcześniej wiedziałem, jaką masz kołdrę.
– Niby skąd?
– Śniłem o tym – powiedział z uśmiechem.
– O czym ty mówisz? – spytał Snape ze zmarszczonymi brwiami.
– Kiedy byłem pod działaniem zaklęcia pożądania, miałem sen o tobie. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to byłeś ty. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero, gdy wpuściłeś mnie do swojego umysłu i zobaczyłem, że też o tym śniłeś.
Snape zarumienił się. Nie podobało mu się, że wampir tak lubił fantazjować o Potterze... chociaż podobały mu się... ale to nieważne. Zastanawiał się, dlaczego on i Harry śnili o tym samym. Skrzywił się.
– Przyniosłeś sobie coś, w co mógłbyś się przebrać? – szybko zmienił temat.
– Ojej, zapomniałem... – Harry zmarszczył brwi. Cholera, będę musiał wrócić do dormitorium... ale wtedy wszyscy będę się zastanawiać, czemu potem zniknę...
Snape przewrócił oczami.
– Rano poproszę Zgredka, żeby ci coś przyniósł. Na razie możesz spać w spodniach.
– Nie zaoferujesz mi swojej piżamy? – spytał żartobliwie chłopak.
– Nie nosimy takiego samego rozmiaru, Potter. Moja piżama byłaby na ciebie za duża.
Harry wzruszył ramionami.
– No trudno, w takim razie prześpię się w bokserkach, spodnie są za ciasne, żeby się przetaczać po łóżku.
– Przetaczać... się? – Umysł Snape'a znów zaatakowała wizja nagiego Harry'ego.
Chłopak zarumienił się.
– Po prostu dużo ruszam się podczas snu...
Snape odchrząknął, jego gardło nagle zrobiło się bardzo suche.
– Rozumiem... Rób co chcesz, poczekam na zewnątrz, aż już będziesz w łóżku. Zawołaj mnie, jak będziesz gotowy.
– Ale dlaczego? Przecież nie sypiam nago... – zaczął niepewnie Harry. – Dlaczego chcesz wychodzić?
Snape postanowił go po prostu zignorować i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Harry skrzywił się, ale szybko zdjął spodnie, skarpetki i bluzę. Zrzucił wszystko na podłogę. Potem rozejrzał się po pokoju – Snape najwyraźniej lubił porządek, dlatego zebrał ubrania z podłogi i przewiesił je przez poręcz krzesła.
– Skończyłem – krzyknął, odsuwając koc i wskakując na łóżko. Nie przykrył się.
Snape po chwili wszedł do środka. Z zadowoleniem zauważył, że Harry jest już w łóżku, jednak nie podobało mu się, że chłopak się nie przykrył. Jego wzrok wędrował po umięśnionej klatce piersiowej, po czym zatrzymał się na idiotycznych, czerwonych bokserkach. Jego gardło było suche. Wygląda jak choinka, na tle zielonej pościeli... pomyślał niechętnie. Wampir był jednak zadowolony. Idealny prezent świąteczny! Snape to zignorował.
– Wejdź do łóżka, Potter.
– Przecież w nim jestem – stwierdził z ironią chłopak. Spojrzenie Mistrza Eliksirów było bardzo intensywne, ale z jakiegoś powodu mu to nie przeszkadzało. Właściwie to lubił go torturować. – Nie przyłączysz się?
– Przyłączyć się? – spytał niepewnie.
– Tak. Jesteśmy sobie bliscy, następnym krokiem powinno być chyba przytulanie się, prawda? – Spójrzcie na tę minę... bezcenna!
Snape z niedowierzaniem wpatrywał się w Harry'ego.
– Ja się nie... przytulam, Potter!
– Spałeś w jednym łóżku z dwoma mężczyznami i nigdy się do siebie nie tuliliście? Nawet z Leonardem? – Harry jakoś nie mógł w to uwierzyć.
Mistrz Eliksirów zazgrzytał zębami.
– Potter, to nie twoja sprawa. Nie tulę się do nikogo.
Harry westchnął.
– Dobra, dobra. Idę spać... obudź mnie, gdybym zaczął krzyczeć. – Chłopak położył się i przykrył. Zwinął się w kłębek i zamknął oczy.
Słyszał jeszcze, jak Snape chodzi po pokoju, prawdopodobnie by wziąć krzesło. Potem zrobiło się cicho, słychać było tylko oddech mężczyzny, co go trochę denerwowało. Do głowy przychodziły mu same idiotyczne myśli – na przykład dlaczego Snape oddycha, skoro jest martwy. Albo prawie martwy. Nieważne. Dźwięk szybko ukołysał go do snu. Starał się dostosować swój własny oddech do Snape'a, ale Mistrz Eliksirów oddychał zbyt głęboko i Harry wciąż gubił rytm. Szybko poddał się i zrelaksował. Zasnął.
*cóż... zarówno ja, jak i behemotek, nigdy nie spotkałyśmy się jeszcze z kimś, kto by uważał Severusa za grubego, ale Autumn_Slumber tak napisała. I tyle.
CZYTASZ
A Destined Year
FanfictionOpowiadanie nie należy do mnie, tylko je udostępniam. Atenszyn, atenszyn, fanfik posiada kontynuacje - A Fated Summer, która niestary nie została ukończona przez autorkę __________________________ Autor: Autumns_Slumber Adres oryginału: http://arch...
