Wyglądało na to, że w tym roku Severus Snape nie będzie miał zbyt wielu powodów do zadowolenia, jeżeli tak dalej będzie się działo. Tym razem musiał odkryć, jakie zaklęcie rzucił na siebie Potter, że znalazł się w takim stanie. Poppy zakończyła badanie i znała już nazwę czaru, on miał tylko przygotować antidotum. Na nieszczęście nie znalazł ani jednej wzmianki o tym cholernym antidotum. Co więcej - Potter leżał nieprzytomny w łóżku szpitalnym, z bardzo wysoką gorączką. Dumbledore, McGonagall i Pomfrey zastanawiali się nawet, czy nie wysłać chłopaka do św. Mungo.
- Chciałabym wiedzieć, kto rzucił na Harry'ego to zaklęcie - mruknęła Minerva McGonagall.
- Pan Weasley i panna Granger mówią, że nie mają pojęcia - odparł Dumbledore. Odwrócił się w stronę Mistrza Eliksirów. - Jakieś pomysły, Severusie?
Snape nie był głupi. Tak samo Dumbledore. Właściwie to Severus podejrzewał, że coś takiego może się stać...
- Myślę, że muszę dziś przeprowadzić ciekawą konwersację z moim chrześniakiem. Pokazał mi list, który Potter do niego napisał i zapytał czy to prawda, że Lucjusz nie żyje.
- Acha... Harry nie wyjaśnił wszystkiego dokładnie? - zapytał Albus z rozbawieniem. - I Draco to zreinterpretował.
Snape prychnął, na co dyrektor westchnął.
- Porozmawiam z chłopcem - powiedział po chwili.
- Albusie! Musisz ukarać pana Malfoya, czegoś takiego nie można puścić płazem! On doprowadził chłopca, którego cały czarodziejski świat uważa za jedynego, będącego w stanie pokonać Czarnego Pana, do śpiączki! - wrzasnęła McGonagall.
- To prawda, ale nie mogę go też wyrzucić. Gdybym tak zrobił, uciekłby do ojca i stracimy wszelkie wpływy, jakie mieliśmy na Lucjusza. Tylko dla syna byłby w stanie zdradzić Czarnego Pana.
McGonagall prychnęła i odwróciła się na pięcie. W progu zatrzymała się na chwilę.
- Wylecz Harry'ego, Severusie. - Wyszła, zamykając za sobą cicho drzwi.
- Wiesz, ona bardzo się o niego martwi - powiedział Dumbledore. Obserwował jak Poppy zmienia Złotemu Chłopcu opatrunek na ramieniu.
Snape wzdrygnął się, gdy zapach krwi stał się jeszcze silniejszy. Jeszcze nie jadł tego wieczora. Jego zęby wydłużyły się. Dumbledore kontynuował, jak gdyby nie widział, co się dzieje z Mistrzem Eliksirów.
- Kiedy zostawiłem Harry'ego na progu domu jego jedynych żyjących krewnych, Minerva zapytała, czy to naprawdę konieczne. Obserwowała ich cały dzień i wiedziała, że to okropni ludzie. Jednak stwierdziłem, że lepiej będzie zostawić Harry'ego pod ich opieką niż pozwolić, by wyrósł na kogoś podobnego do młodego pana Malfoya. - Snape się skrzywił. - Jak myślisz, Severusie, lepiej, żeby chłopak nie wiedział, co się wokół niego dzieje, czy żeby poznał brzemię odpowiedzialności, nawet jeśli nie byłby w stanie go unieść...? - zapytał retorycznie Albus, kierując się w stronę drzwi. - Nasze wybory nigdy nie są proste...
Snape obserwował jak starszy czarodziej wychodzi, grymas niezadowolenia pojawił się na jego bladej twarzy. O co tym razem chodzi temu staremu manipulatorowi? W jego myśli wdarł się głos Poppy.
- Idę spać. Pan Potter powinien wydobrzeć przez noc, więc ty też możesz iść do łóżka. Nie wyglądasz za dobrze, Severusie - stwierdziła, wiedziała, co się z nim dzieje.
Snape prychnął i wyciągnął z kieszeni fiolkę.
- Dam to Potterowi, to Eliksir Bezsennego Snu. Jedyne, co mogę zrobić, bez antidotum. To powinno mu pomóc przespać tę noc bez żadnych przeszkadzających snów.
Poppy machnęła ręką.
- Dobrze, dobrze. Tylko nie pozwól, żeby się tym nie zadławił. - Pomfrey wyszła, zanim Snape zdążył cokolwiek powiedzieć. Kiedy drzwi od jej komnat się zamknęły, poczuła drzeszcz przebiegający w dół kręgosłupa, zadrżała. Dlaczego? Przecież nie było zimno...
Snape spoglądał wściekle ma drzwi i zapragnął, by kobieta poczuła tę wściekłość. Ale ona zatrzasnęła za sobą drzwi tak szybko, że nawet nie zauważyła jego spojrzenia! Jego, który miał za chwilę podać eliksir Potterowi? W umowie, którą podpisywał, nie było wzmianki o niańczeniu bachorów!
Nie był więc ani trochę zadowolony, gdy odchylał głowę chłopca, przykładając fiolkę do jego ust.
- Pij - powiedział Severus, myśląc, że chłopak może sam przełknąć. Mylił się. Złoty Chłopiec zadławił się, gdy płyn spłynął do jego gardła.
Mistrz Eliksirów wymruczał zaklęcie, po czym przyłożył dwa palce do gardła chłopca, wymuszając odruch przełykania. Gdy eliksir zniknął, Snape zamarł, zauważając swoje dłonie na gardle Harry'ego. Wyczuwał pod palcami silny, równy puls. Skóra Pottera była taka gorąca... Odetchnął głęboko, jego oczy rozszerzyły się, gdy słodki zapach zaatakował jego nozdrza.
Merlinie... Chłopak pachnie jak niebo... Próbował odsunąć od siebie to porównanie i zacząć myśleć racjonalnie. Puść go, Severusie. Weź się w garść. Dotykał miejsca, gdzie pulsowała żyła, wpatrując się jednocześnie w świeży, biały bandaż na ramieniu Pottera.
Nie chcę go ugryźć... Tylko polizać... Jeden raz... Tylko spróbuję... Potem będę mógł znaleźć coś, co będzie smakować, jak on... Coś podobnego... Przecież nikt się nie dowie...
W pewnym momencie Snape się ocknął - pochylał się nad chłopakiem, starał się powstrzymać, ale nie był w stanie odejść.
Zatrzymaj się, Severusie... Natychmiast... Nie chcesz pić od Pottera... Zatrzymaj się... Zatrzymaj...
- Zatrzymaj się... Zatrzymaj się... Zatrzymaj się! - Snape zaskoczony zatoczył się do tyłu. Harry leżał na łóżku, jego zamknięte powieki drżały, to był jedyny ruch.
- Potter. Potter. Potter! Obudź się, głupcze! Nie będę cię budził sam! Co chcesz przerwać, Potter?
- Nie... nie... Nie każ mi... patrzeć... Proszę... przestań... PRZESTAŃ! - krzyknął Harry.
- Nic ci nie robię, Potter! - Snape zaczął się zastanawiać, czy nie zawołać Poppy. Nie, ona na pewno będzie o wszystko oskarżać jego. Cholera, Snape również oskarżał siebie. Nie powinien dawać chłopcu eliksiru nasennego, ale raczej spróbować go obudzić. Trącił Pottera w ramię. Nie pomogło, złapał go za ramiona i potrząsnął nieprzytomnym ciałem.
- Potter! Masz się natychmiast obudzić!
Harry gwałtownie zamrugał powiekami, rozglądając się dookoła nieprzytomnie. Severusowi momentalnie ulżyło. Złoty Chłopiec nagle zauważył, że coś jest nie tak, jego oczy powiększyły się i odskoczył na drugi koniec łóżka.
- P-profesorze! Co pan tu robi?! - wrzasnął Harry, był w szoku, od chwili, gdy odkrył, że osobą, która się nad pochyla, jest nie kto inny, jak zniewidzony Mistrz Eliksirów. Spojrzał na usta Snape'a i jego oczy zrobiły się jeszcze większe.
- Propello!
Severus Snape nagle przeleciał przez cały pokój. W tej chwili cieszył się, że jest wampirem, inaczej mogłoby to być bardzo bolesne. Chwilę później wstał i błyskawicznie pochylił się nad chłopakiem, jedną ręką trzymając go za gardło, drugą przyszpilając do materaca. Jego kły były odsłonięte, oczy błyszczały niebezpiecznie.
Harry szamotał się, usiłując oderwać silną dłoń ze swojej szyi. Nie mógł oddychać! Zielone oczy rozszerzyły się, wpatrywał się w Snape i nie poznawał go. To czarne spojrzenie było puste, nie okazywało najmniejszych emocji, gdy tak spoczywało na unieruchomionym ciele. Chłopak próbował coś powiedzieć.
- P-przestań... S-s-sna-ape...
Co ja robię? Przestań, głupcze! Snape wrzasnął w myślach do siebie i oderwał swoje palce od gardła chłopca. Całą siłą woli cofnął się o krok. Zamknął oczy, słysząc, jak Potter kaszle i dławi się, próbując złapać oddech. Prawie zabiłem ucznia. Prawie udusiłem Chłopca-Który-A niech to cholera-Przeżył, obrońcę czarodziejskiego świata.
Czarne szaty Mistrza Eliksirów zafalowały wokół jego nóg, gdy obrócił się na pięcie i szybko opuścił Skrzydło Szpitalne, kierując się w stronę lochów. Gdy dotarł wreszcie do swoich komnat, prędko chwycił pierwszego mężczyznę, którego zobaczył - Leonarda. Przyciągnął go do swojej klatki piersiowej, odchylił głowę bruneta i wbił zęby w szyję bez żadnego przygotowania.
- S-severus! - krzyknął Leonard, zaskoczony nagłym atakiem. To nie było tak przyjemne, jak zazwyczaj. Severus był dziś na coś wściekły. Mimo tego poczuł jaki jest podniecony od razu, gdy tylko specyfik z kłów kochanka dostał się do jego ciała. Jęknął i owinął się wokół ciała Severusa.
Snape wypchnął biodra, dotykając chętnego ciała. Ssał głośno jego szyję. Zaczął prowadzić kochanka w stronę sypialni, gdzie Marcus bez wątpienia drzemał. Prawie zawsze to robił, gdy Mistrz Eliksirów wracał do mieszkania. Snape był boleśnie podniecony, porzebował rozładować to napięcie. Tego wieczoru zbyt długo zwlekał z pożywieniem się, wampirzy instynkt przejął kontrolę nad jego myślami.
***
Harry nareszcie mógł w miarę normalnie oddychać. Rozejrzał się, ale Snape zniknął. Nie mógł go nigdzie znaleźć. Czuł ogromne wzburzenie, pocierał bolące gardło. Jego oddech wciąż był niespokojny i przyspieszony.
Co to miało być? Co ten dupek sobie myślał?! zastanawiał się chłopak. W jednej chwili miał koszmar z Voldemortem w roli głównej, by za chwilę zobaczyć pochylającego się nad nim Snape'a, z obnażonymi kłami. Zrobił to, co pierwsze przyszło mu do głowy w tamtym momencie - zaczął krzyczeć. A potem te ręce sprawiły, że nie mógł oddychać.
Harry nie mógł zasnąć przez resztę nocy. Nie był zaskoczony, gdy Madame Pomfrey krzyknęła, kiedy podeszła rano do jego łóżka.
- Merlinie! Harry, co się stało z twoim gardłem?!
Gryfon był pewny, że ma czerwony ślad dłoni na skórze. Jego głos wciąż był nieco zachrypnięty.
- S-snape przestraszył mnie. Rzuciłem nim przez pokój, więc chwycił mnie za gardło.
Oczy Madame Pomfrey rozszerzyły się i nie skomentowała tego, co powiedział, ale wyglądała na bardzo wzburzoną, kiedy rzucała zaklęcie uzdrawiające, skierowane w stronę brzydko wyglądającego siniaka. Wywnioskował z jej miny, że na pewno powie o wszystkim dyrektorowi.
Harry czuł się już dobrze, więc mógł zjeść śniadanie razem z przyjaciółmi. Wcześniej Dumbledore poinformował go, co dokładnie się wczoraj wydarzyło. Nie powiedział, kto rzucił zaklęcie, ale Harry miał pewne podejrzenia, które zatrzymał dla siebie.
- Na Merlina, Harry! Co się stało z twoją szyją? - zawołała Hermiona, upodabniając się na moment do Pomfrey. Harry opowiedział przyjaciołom całe wydarzenie nieco dokładniej, niż wcześniej Poppy.
- Na bogów, Harry! Mógł cię zabić! Powinieneś porozmawiać o tym z Dumbledorem! - wybuchnął Ron.
- Dumbledor już wie. Chce, żebym spotkał się z nim w jego gabinecie po lekcjach. Myślę, że ma zamiar porozmawiać jednocześnie ze mną i ze Snapem.
- H-harry... Snape na pewno próbował cię przestraszyć...
- On nie próbował, Miona. Jemu się to prawie udało! - wrzasnął Ron.
Harry schylił głowę. Jego ręce powędrowały do gardła, gdzie miał blednącego powoli siniaka.
- Taak... - Złoty Chłopiec rozejrzał się, ale na sali nie było Snape'a. - I nie ucieknie przed konsekwencjami.
Hermiona spojrzała w tym samym kierunku, marszcząc brwi. Coś się działo, znowu. Czas, żeby wszystkiego się dowiedziała. Ale najpierw podwójne Eliksiry.
***
- Malfoy - Draco zamilkł w połowie konwersacji z Pansy i Blaisem. Przeniósł spojrzenie na Pottera, który wpatrywał się w niego.
- Tak, Potter? - spytał leniwie.
- Wyzywam cię na magiczny pojedynek. - Wszyscy dookoła wstrzymali oddechy, nawet Ron i Hermiona z niedowierzaniem spojrzeli na Harry'ego.
- Przyjmuję wyzwanie. Boisko do quidditcha, za trzy dni, o północy - powiedział zimno blondyn.
Złoty Chłopiec skinął głową i wrócił na swoje miejsce, nawet nie patrząc na Draco, który wziął swoje rzeczy i opuścił klasę.
- Harry! Czyś ty oszalał?! Nie możesz się pojedynkować z Malfoyem! To jest zakazane bez nadzoru obojga Opiekunów Domów. A poza tym o niedozwolonej godzinie! - wydarła się natychmiast Hermiona.
- Nie obchodzi mnie to! Muszę to zrobić. Mam dość tej chorej rywalizacji, jeden z nas musi wygrać, teraz wszystko się rozstrzygnie.
- Lepiej załatw go porządnie, kumplu - stwierdził Ron wojowniczo. Hermiona szturchnęła go łokciem, chłopak jęknął.
- Spokojnie, wszystko będzie w porządku, to tylko pojedynek. Poza tym - mam pewien pomysł...
- Co... - Hermiona przerwała, gdy zobaczyła, że do sali wszedł Snape. Wszyscy wyprostowali się na krzesłach i zamilkli.
Harry obserwował Mistrza Eliksirów uważnie, zanim ten nie odwrócił się twarzą do uczniów. Był wyraźnie wściekły, choć po chwili grymas został zastąpiony przez zwykłą ironiczną maskę. Wzrok profesora wędrował po klasie do czasu, gdy nie zatrzymał się na Harrym. Chłopak podniósł podbródek i spojrzał na starszego czarodzieja z wyraźną obietnicą. Uważaj, Snape. Ciebie też wyzwę na pojedynek. Tylko spróbuj odebrać dziś Gryffindorowi choć jeden punkt.
Spojrzenie Snape'a powędrowało na szyję chłopaka, zauważył brzydką, zielono-żółtą smugę ozdabiającą jego skórę. Momentalnie się odwrócił i zaczął zapisywać na tablicy instrukcję do zrobienia eliksiru.
- Macie wykonać ten eliksir, nim skończą się dzisiejsze zajęcia. Zaczynajcie.
- Nie mogę uwierzyć, że Dumbledore pozwolił mu uczyć po tym, jak wczoraj prawie cię nie zabił, Harry... - szepnęła Hermiona, gdy brali składniki.
Chłopak nie odpowiedział. Całe zajęcia siedział cicho. Siekał równo i precyzyjnie. Mieszał - trzy, cztery, pięć - w idealnych odstępach czasowych. Skończył jako pierwszy. Zakorkował fiolkę z płynem o idealnym kolorze, po czym położył ją na biurku przed Snapem. Profesor przeniósł spojrzenie z naczynia na twarz chłopca.
- Wypij to - rozkazał.
Harry, nie spuszczając wzroku z Mistrza Eliksirów ani na chwilę, otworzył z powrotem buteleczkę i wypił, wszystko, przy akompaniamencie westchnień zarówno gryfonów, jak i ślizgonów. Przez chwilę nic się nie działo. Potem poczuł szarpnięcie włosów, więc pociągnął za jeden kosmyk, który wydłużył się w widoczny sposób. To samo zrobił z resztą, tak, że w końcu sięgały mu do ramion, spływając łagodnymi falami. Zadziałało. Przez moment w sali panowała cisza. Potem gryfoni zaczęli klaskać.
Harry zignorował ich, wpatrując się w czarne oczy Snape'a. Wygrałem, powiedział bezgłośnie, wygrałem tę rundę. A ty nie możesz nic na to poradzić. To było to, tylko przez ułamek sekundy, ale chłopak zauważył, że Snape nieznacznie skinął głową. Roześmiał się bezgłośnie, ale na zewnątrz tylko kiwnął krótko i odwrócił się, zabierając z biurka wszystkie książki i notatki, po czym wyszedł z klasy bez żadnego słowa.
Uczniowie byli zdumieni, z wyjątkiem Hermiony i Rona, że Snape nie zaczął wrzeszczeć na Harry'ego, a zamiast tego warknął do reszty, żeby kontynuowali pracę.
- Dziesięć punktów od Gryffindoru za klaskanie w czasie zajęć!
Wygrałeś tę małą bitwę, Potter, tylko ciekawe, czy coś dobrego z tego wyniknie...? zastanawiał się Snape.
***
- Harry... Zauważyłeś, że twój pojedynek z Malfoyem ma miejsce na noc przed pierwszym meczem Quidditcha ze ślizgonami, prawda? Kto przegra, bez wątpienia trafi do Skrzydła Szpitalnego, co oznacza, że nie będzie mógł następnego dnia grać! - Hermiona starała się z całych sił wyperswadować chłopcu idiotyczny pomysł, zanim stanie się coś złego.
- Zapomnij o pojedynku! Widziałaś Harry'ego podczas Eliksirów? Ale pokazał Snape'owi! A dupek nic nie zrobił! - zawołał Ron z uśmiechem na twarzy.
- Oczywiście, że profesor Snape nic nie zrobił. Nie mógł. Gdyby zareagował inaczej, Harry poszedłby do Dumbledora i Snape mógłby mieć jeszcze większe problemy - powiedziała Hermiona, jak zawsze mając rację.
- Nie pomyślałem o tym...
- A tak poza tym - o czym ty w ogóle myślałeś, Harry?
Przerwała jej chichocząca Lavender Brown, która stanęła przed Harrym.
- Podoba mi się twoja fryzura. Ja i reszta dziewczyn uważamy, że wyglądasz słodko - Harry zerknął ponad jej ramieniem i szybko odkrył, kim były te pozostałe dziewczyny - Parvati i Padma Patil, a także Luna Lovegood wpatrywały się w niego, śmiejąc się. Chłopak się zarumienił.
- Eee... Dzięki, ale to był tylko eliksir...
Lavender podeszła do niego na palcach i pocałowała w policzek, po czym uciekła do koleżanek. Harry i Ron wpatrywali się w dziewczyny z otwartymi ustami.
- Ty to masz szczęście, kumplu - westchnął Ron, wpatrując się w Lawender ze ślepym uwielbieniem.
Hermiona przewróciła oczami i uderzyła kolegę w ramię.
- Przestańcie natychmiast, obydwoje!
- Auć! Za co to, Miona?
- Harry jest wciąż ranny, tylko ty mi pozostałeś. A teraz odpowiedz mi - co sobie myślałeś na Eliksirach?
- Musiałem pokazać Snape'owi, że już dłużej nie będę spokojnie znosić jego pieprzenia. Nie może mi grozić, nie może mi odbierać punktów za nic. - Hermiona przytaknęła ze zrozumieniem.
- Masz rację. Jeżeli twoje zachowanie będzie poprawne i nie wpadniesz w jakieś tarapaty, będzie się czuł jeszcze gorzej, że wtedy cię prawie udusił.
- Nie. To znaczy tak, ale nie dokładnie o to mi chodzi. Chcę po prostu mu pokazać. Pokazać... Nie wiem dokładnie, co chcę mu pokazać. Po prostu chcę mu coś udowodnić. I tyle.
- W porządku, Harry. Rozumiem. Masz zaraz spotkanie z Dumbledorem, prawda? Powinieneś się zbierać. Ja pójdę do biblioteki i będę szukać dalej. Chodź, Ron - rzuciła w kierunku rudowłosego i wyszła z sali.
- Kim ja jestem? - jęknął Ron. - Jej pieskiem? - przewrócił oczami, ale i tak podążył za nią.
Harry zachichotał, kręcąc głową. Ta dwójka w końcu musi zostać parą, bez wątpienia. Oczywiście jeśli tylko Ron otrzyma jakąś wskazówkę.
Chłopak wciąż uśmiechał się z zadowoleniem, gdy otwierał drzwi od gabinetu dyrektora. Chwilę później do pomieszczenia wszedł nie kto inny, jak profesor Snape, który przyspieszył, widząc gryfona i szybko go minął. Drzwi zatrzasnęły sie za nim z głośnym trzaśnięciem.
- Te drzwi są dosyć stare, Severusie. Najlepiej bądź ostrożny - upomniał Albus z lekkim rozbawieniem. - Podejdźcie bliżej i usiądźcie. Dropsa cytrynowego?
- Mam dość dużo papierkowej roboty, Albusie. Czy mógłbyś po prostu powiedzieć, po co mnie wezwałeś? - zapytał Snape, cały czas stojąc.
Harry usiadł i nawet poczęstował się dropsem, na złość Severusowi. Dumbledore uśmiechnął się.
- Słyszałem, że gdy wyszedłem ze Skrzydła Szpitalnego, Harry się obudził i miały miejsce pewne... wydarzenia. Poznałem już wersję Harry'ego, Severusie. Chciałbym jeszcze usłyszeć twoją, zanim zacznę wyciągać wnioski.
Snape skrzywił się nieznacznie, ale wiedział, że nie ma wyboru. Zgadzał się, że musi ponieść karę. Zaczepiał ucznia. Prawie udusił ucznia.
- Pomyślałem, że Eliksir Bezsennego Snu mógłby zniwelować działanie tamtego drugiego zaklęcia i pomóc Potterowi odzyskać przytomność, a potem zasnąć. Niestety, pomyliłem się. Potter wydawał się prawie unieruchomiony ze strachu, jaki spowodował sen, który mu się śnił. Kiedy go obudziłem, omyłkowo rzucił we mnie zaklęcie. Bez różdżki.
Dumbledore spojrzał pytająco na chłopaka.
- Nie miałeś różdżki, kiedy rzucałeś Propello, Harry? - Gryfon pomyślał chwilę, po czym pokręcił głową.
- Moja różdżka leżała na stoliku nocnym. Nawet tego nie zauważyłem w tamtym momencie.
- Hmm... Mów dalej, Severusie.
Snape drgnął. Przyznawanie się do błędów nigdy nie było jego mocną stroną. Nienawidził popełniać błędy.
- Nie jadłem nic... tamtej nocy i... byłem trochę... zniecierpliwiony. Nie potrafiłem nad sobą zapanować i... rzuciłem sie na Pottera. Zatrzymałem się, gdy doszło do mnie, co robię.
- Jasne... I to moje błaganie zwróciło twoją uwagę, nie skręcanie się z bólu czy szamotanie? - wymruczał Potter.
- Ja...
- Dobrze, uspokójcie się. Obydwoje. Oczywiście nie mogę ukarać cię w taki sposób, żeby uczniowie mile szansę na zadawanie pytań. Jednakże nie możesz nie zostać ukarany, zaatakowanie ucznia to nie byle przewinienie. Mam nadzieję, że jesteś tego świadomy... - Snape tylko kiwnął głową. - Severusie, zauważyłem, że wszystko się komplikuje, gdy obok ciebie jest Harry. Tracisz kontrolę nad sobą, to się zdarzyło już dwa razy. Za pierwszym razem powstrzymała cię panna Granger i najwidoczniej wczoraj w nocy też straciłeś zmysły, dusząc go. To mi sie nie podoba. Nie mogę pozwolić, by coś się stało Harry'emu. Czy uważasz, że możesz stanowić dla chłopca zagrożenie?
- Nie, dyrektorze. Od tej pory będę uważał.
- Powinieneś być uważny od samego początku. To nie powinno się w ogóle zacząć. W czym właściwie tkwi problem, Severusie?
Harry wpatrywał się w Snape'a, Snape spojrzał krzywo na Dumbledora. Nie mógł w to uwierzyć. Przyznanie się do tego, co go niepokoi, przed samym Albusem, nie wyglądało wcale tak źle. Ale bycie zmuszonym do przyznania się w obecności Pottera było nie do zaakceptowania.
- Dyrektorze... To jest coś, o czym raczej powinniśmy porozmawiać na osobności.
- Zapewniam cię, że nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś opowiedział o wszystkim teraz. A jeśli chodzi ci o Harry'ego, to uważam, że ma prawo tu być.
- Dobrze - warknął Severus. - Wygląda na to, że z krwią Pottera jest coś nie tak. - Harry spojrzał na mężczyznę zaskoczony.
- Coś nie tak z moją krwią? Co to znaczy?
- Ja też jestem ciekaw, Severusie. Co powoduje, że krew Harry'ego jest inna?
- Nie jestem pewien. Potrafię odróżnić zapach krwi poszczególnych osób, także każda grupa krwi działa na moje zmysły w inny sposób. Poza tym krew każdej z osób ma unikalną... sygnaturę, tak myślę. Sygnatura charakteyzująca Pottera jest dość... silna. To działa na moje zmysły bardzo mocno.
- Co to do cholery znaczy?! - ponownie spytał chłopak, zaniepokojony.
Dumbledore spokojnie skinął głową i spojrzał na Złotego Chłopca.
- Myślę, że profesor Snape chciał powiedzieć, że jesteś dla niego bardziej pociągający niż inni.
- CO?! - wrzasnął Harry. Snape prychnął.
- Nie w taki sposób, jak to powiedziałeś, Albusie. Ne pociągają mnie bachory.
- Bachor?! - zaniepokojenie zmieniło się w gniew. Poderwał się z krzesła. W dłoni kurczowo ściskał różdżkę. - Lepszy bachor niż taki tłusty drań, jak ty!
Snape warknął, ale Dumbledore przerwał obojgu.
- Harry, najlepiej zrobisz, jeśli nie będziesz prowokował wampira. Jeszcze dziś się nie posilał - dodał z nutką rozbawienia. - Severusie, ty też nie prowokuj Harry'ego, podejrzewam, że wciąż jest na ciebie zły.
- Oczywiście, że jestem!
- Dobrze, Albusie. Mogę wiedzieć, dokąd zmierza ta rozmowa?
- Przyznałeś, że pociąga cię krew Harry'ego i teraz chłopak dostał ostrzeżenie. Może lepiej się chronić. Jestem pewny, że profesor Lupin już poinstruował swoich uczniów, jak walczyć z wampirami. Co więcej - wiesz, że to nie może się zdarzyć znowu. Powinieneś zrobić silniejszy eliksir uspokajający, który będziesz brał w czasie między posiłkami. Co do twojej kary... Zgłosisz się na ochotnika, by przeprowadzić pokazy walk przeciwko wampirom na zajęciach profesora Lupina. Oczywiście Eliksiry będą w tym czasie odwołane, ale jestem przekonany, że to żaden problem, prawda?
Oczy Harry'ego się rozszerzyły i zasłonił usta dłonią, by ukryć ironiczny uśmieszek. Tak, to było genialne. Snape'owi na pewno to się nie spodoba. Harry'emu wręcz przeciwnie.
Snape wyglądał, jakby zaraz miał paść na apopleksję, jeśli oczywiście wampiry mogą zachorować na coś takiego. Prychnął cicho.
- Albusie... Tylko nie to... Nie moje zajęcia!... Nie możesz mi tego zrobić!
- Wiedziałem, że chętnie zgodzisz się na moją propozycję. A teraz możecie wrócić do swoich komnat, obydwoje. Bez dyskusji, Severusie.
Snape znów coś warknął, odwrócił się na pięcie i szybko opuścił pokój. Harry wybuchnął śmiechem, gdy tylko za Mistrzem Eliksirów zamknęły się drzwi.
- To było piękne, profesorze.
- Nie wiem, co masz na myśli, drogi chłopcze. - Dumbledore tylko się uśmiechnął. - Poza tym masz śliczną fryzurę, Harry. Podejrzewam, że eliksir, który zrobiłeś, zasługuje na W. Dropsa cytrynowego zanim wyjdziesz?
Harry uśmiechnął się szeroko i pokręcił głową.
***
Notka od autorki:
Genialis somnium znaczy dosłownie "sen przynoszący rozkosz". Propello - "odpędzić, przepędzić". Oba wyrażenia pochodzą z łaciny.
CZYTASZ
A Destined Year
FanfictionOpowiadanie nie należy do mnie, tylko je udostępniam. Atenszyn, atenszyn, fanfik posiada kontynuacje - A Fated Summer, która niestary nie została ukończona przez autorkę __________________________ Autor: Autumns_Slumber Adres oryginału: http://arch...
