20 - Zazdrość

1.1K 82 2
                                        

W mgnieniu oka Harry został przyciśnięty do biblioteczki przez warczącego groźnie Snape'a. W tym stanie trudno mu było się skupić; nie miał pojęcia, o czym mężczyzna mówi.

– C-co? – spytał głupkowato.

– Zapytałem, czyj zapach masz na sobie, Potter – warknął Snape niebezpiecznie spokojnym tonem, wpatrując się w zielone oczy chłopaka.

– N-nie wiem, o czym pan m-mówi, p-profesorze – wyjąkał Harry.

– Zapach, Potter. Zapach jakiegoś chłopaka, na tobie. Powiedz mi, kto to. Natychmiast! – wrzasnął mężczyzna z wściekłością.

Harry otworzył szerzej oczy. Cholera! On mówi o Seamusie! Przecież nie mogę powiedzieć, że to był on... Snape tam poleci i zrobi coś głupiego! stwierdził Gryfon z przerażeniem. Dobra, uspokój się, pomyśl logicznie... musisz załagodzić sytuację. Co Hermiona by powiedziała w takiej sytuacji...? Wziął głęboki wdech, starając się zapanować nad sobą.

– Profesorze, to był tylko mój przyjaciel. Objął mnie, to wszystko.

– Potter, to nie był Weasley – warknął Snape.

– Nie... nie był – powiedział Harry powoli. – To był inny przyjaciel. On mnie tylko przytulił, słowo.

– Dlaczego cię przytulił, Potter? – spytał ze złością wampir. Snape miał trudności z racjonalnym myśleniem. Jego wszystkie zmysły skupiły się na tym, jak pachniał jego towarzysz. Chciał znaleźć tego, który pozostawił ten zapach i rozerwać mu gardło.

Harry spoważniał. Nie mogę mu powiedzieć, nie teraz.

– Snape, to boli. Puść mnie – powiedział.

Boli? Ranisz swojego towarzysza? Co ty wyprawiasz? Przestań! wrzeszczał wampir. Mistrz Eliksirów spojrzał powoli na swoje dłonie, wciąż owinięte wokół gardła chłopca. Zmrużył oczy, rozluźniając uścisk. Jego ręce drżały. Musiał zamknąć oczy, potem opuścił ramiona i cofnął się o krok.

Merlinie, co, do diabła, jest ze mną nie tak? To nie było właściwe. Niewłaściwe – czuć coś takiego do ucznia. By być tak opętanym przez zazdrość. Nie pamiętał, kiedy ostatnio był zazdrosny. Oczywiście, że pamiętasz. Byłeś zazdrosny, gdy Lily zabrała ci Jamesa przypomniał mu umysł, sprawiając, że poczuł się jeszcze gorzej. Nie zaprzątaj sobie tym teraz głowy, cholera... Później będziesz myślał nad innymi sprawami. Twój towarzysz ma na sobie zapach innego chłopaka! warknął na niego wampir.

– Dlaczego on cię przytulił? – spytał spokojnie, starając się nie stracić panowania nad sobą.

Harry poczuł się znacznie lepiej, gdy Snape wziął dłonie z jego gardła i nawet cofnął się odrobinę.

– Profesorze, to nie pański interes, kto mnie przytula i dlaczego. Znalazłem się tutaj, bo jestem pana towarzyszem. Żaden z nas o to nie prosił, nie możemy tego kontrolować. Jestem tutaj jako jedzenie, może ewentualnie jako przyjaciel. To wszystko.

Snape ponownie zamknął oczy. Poczuł zbliżający się ból głowy. On chyba oszalał. Jego mózg był rozdarty na dwie części. Wampirza część gwałtownie wszystkiemu zaprzeczała – temu, że Harry był tylko pożywieniem, że myślał o Snapie wyłącznie w kategoriach przyjaciela.
Druga część rozumiała słowa Harry'ego i je akceptowała, co więcej – zgadzała się z nimi. To była ta część, która zajmowała się uczeniem, zdawająca sobie sprawę, że związek z podopiecznym jest niedopuszczalny. Nie przyjmująca do wiadomości, że może Harry stał się dla niego kimś więcej, niż tylko uczniem.

– Jeżeli tak dalej będzie, to oszaleję – wymruczał mrocznie, nareszcie odzyskując pełną kontrolę nad wampirem. Odwrócił się od chłopaka. Zaciskał pięści.

W końcu poddał się z westchnieniem i podszedł do biurka. Usiadł na krześle, kładąc łokcie na blacie. Schował twarz w dłoniach. Merlinie, co jest ze mną nie tak...?

Harry obserwował go niepewnie. Co z nim jest nie tak...? zastanawiał się. Nigdy nie widział, żeby Snape wyglądał na tak... przygnębionego. Harry wiedział, że musi go gryźć coś poważnego.

– Ee... prof... Snape? – zaczął Harry, ostrożnie zbliżając się do biurka.

– Tak, Potter. Wiem, że to nie mój interes – powiedział gorzko, nawet nie patrząc na chłopca.

Harry poczuł coś dziwnego. Martwił się. O profesora, zmorę jego egzystencji. On już nie jest twoją zmorą powiedział do siebie. Stał się częścią twojego życia, jesteś jego towarzyszem, to normalne, że się martwisz. Martwisz się o wszystkich swoich przyjaciół, a on jest na tyle blisko, byś się niepokoił.

Obszedł biurko i podszedł do Snape'a. Wyciągnął rękę, by położyć ją na ramieniu mężczyzny, ale w połowie drogi stwierdził, że to może nie jest najlepszy pomysł. Opuścił ramię, opadło spokojnie wzdłuż jego bioder. Snape nie był sentymentalny, nie doceniłby jego sympatii.

– Przepraszam, po prostu nie chcę, byś go skrzywdził. Wiem, że nie chcesz skrzywdzić żadnego ucznia – powiedział.

– Część mnie byłaby do tego zdolna – wyrzucił.

– Ale ty się temu nie poddasz – powiedział Harry z przekonaniem.

– Nie Potter, nie mam zamiaru się temu poddawać – odparł, wreszcie podnosząc wzrok. Jego oczy były znów normalne. – Ale to tylko kwestia czasu, niedługo nie będę w stanie z tym walczyć...

– W takim razie musimy porozmawiać z Hermioną, jestem pewien, że...

– Panna Granger nie wie wszystkiego, Potter. Lepiej postąpisz, jeśli nie będziesz do niej latał z każdym swoim problemem! – warknął Snape ze złością.

Harry wyglądał na strapionego, ale spróbował jeszcze raz:

– Dobra... co się dzieje? Może mógłbym pomóc... – zasugerował.

– Pomożesz, jeśli nie będziesz prowokował tej części mnie, która tak desperacko domaga się ciebie jako swojego towarzysza – syknął.

Chłopak się skrzywił.

– Cóz, ja nie wiem, co pana może sprowokować, a co nie. Nie mogę wiecznie chodzić wokół pana na paluszkach, profesorze. Już i tak zmieniłem swoje przyzwyczajenia, żeby się do pana dopasować.

Snape pochylił się w jego stronę.

– Jasne, Potter. Obwiniaj mnie o wszystko.

– Ja nie winię za to pana. Ani nikogo innego. Po prostu to trzeba było zrobić, więc tak zrobiłem.

– Gryfoni... – mruknął Mistrz Eliksirów.

– Tak, do cholery! Jestem Gryfonem! Potterem! Chłopcem, Który Cholera Przeżył! Przestań mi to wypominać za każdym razem, gdy nie potrafisz stawić czoła problemom! – wrzasnął Harry.

Snape przez długi czas milczał, wpatrując się zimno w chłopca. Potterem...? Zdecydowanie zachowuje się jak syn Jamesa. Ale też Lily. Sprowadza na siebie kłopoty jak jego ojciec, ale ma serce swojej matki. On ma rację, Snape, staw czoło swoim problemom.

– Dobrze, Potter...

– Harry. Nie będziesz używał mojego ojca jako wymówki w tej kwestii, Snape. Jestem Potterem, to prawda, i jestem z tego dumny. Ale jestem też Harrym. Jestem wszystkim, o czym wcześniej mówiłem, i to wszystko składa się na prawdziwego mnie – na Harry'ego.

Brawo, chłopak się czegoś nauczył o tej grze... Nic dziwnego, skoro spędził przy mnie tyle czasu...

– ...Potter – powtórzył. – Chyba mam rozdwojenie osobowości. Jeżeli te dwie części dalej będą walczyć ze sobą, na pewno oszaleję. Teraz powiedz mi, jak chciałbyś mi w tym pomóc, hmm?

Harry zamrugał, po czym potrząsnął głową.

– Nie wiem, profesorze.

– Skoro już tak ładnie mi poradziłeś, czy mogę ja teraz coś zasugerować...? Przetniesz teraz nadgarstek i wrócimy do naszego starego układu – rzucił sucho.

– Może... może gdyby pan mi powiedział, co dokładnie stanowi problem... – powiedział z nadzieją Harry.

Snape wydął wargi, uśmiechając się ironicznie.

– Potter, uwierz mi – nie chcesz wiedzieć, co moja wampirza osobowość sądzi o tobie – stwierdził cicho.

Harry poczuł dreszcz przechodzący po plecach.

– Osądzę to sam.

Snape wpatrywał się w niego, zanim wybuchnął:

– Świetnie! Rób jak uważasz. A może chciałbyś zobaczyć, co dokładnie myśli o tobie...? Czytając to bezpośrednio z mojego umysłu...?

Harry rozszerzył oczy.

– P-profesorze... Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. I tak nie potrafię przedrzeć się przez pańską obronę, wie pan o tym...

– Ułatwię ci to, Potter. Pozwolę ci to zobaczyć – powiedział Snape z zadowoleniem. To będzie niewątpliwie zabawne, zobaczyć reakcję Harry'ego na myśli wampira o nim. – Dalej, Potter... Wejdź do mojej głowy – rozkazał.

– Nie jestem pewien...

– Zrób to! – wrzasnął.

Harry podskoczył, wystraszony. Potem drżąco skinął głową. W zeszłym roku uczył się oklumencji ze Snape'em. Dumbledore stwierdził, że dobrze byłoby opanować też leglimencję. Niestety, Harry nie był w tym za dobry, a próby wdarcia się do umysłu Snape'a można było przyrównać do przedostania się gołymi rękami przez stalową ścianę.
Harry wziął głęboki wdech i zamknął oczy, starając się oczyścić umysł. Teraz to było łatwe, bez problemu udało mu się zobaczyć myśli mężczyzny. Szybko zatonął w morzu obrazów.

„Towarzysz... mój towarzysz... pyszny, niebiański, idealny. Tak bardzo chcę mojego towarzysza... potrzebuję go, pragnę go. Taki idealny, taki pyszny..." powiedział głos, który bez wątpienia należał do Snape'a, choć był lekko zniekształcony.

Harry wyglądał niesamowicie seksownie, z zamkniętymi oczami, oddychając ciężko. Zbliżył się, otarł się o niego. Mężczyzna czuł się zamroczony od tego kontaktu fizycznego. „Towarzysz... weź go... on też tego chce... niebiański..."

Harry, nieprzytomny, z innym chłopcem, który go obejmował. „Nie!" wrzasnął Snape z wściekłością, nacierając na chłopaka, który ośmielił się dotknął jego towarzysza. Jego towarzysz był ranny! Ten chłopak skrzywdził jego towarzysza!

Przerażenie, absolutne przerażenie, że Harry już nigdy się nie obudzi.

Harry, przyciągnięty blisko niego, z przechyloną głową i obnażoną szyję. Harry, zapraszający go do pożywienia się... to było takie właściwe. „Nareszcie... nareszcie, mój towarzysz, mój" powiedział, zniżając głowę i zanurzając kły w gardle. Smak eksplodował w jego ustach, sprawiając, że zajęczał. „Muszę mu pokazać, ile dla mnie znaczy... podziękować mu za to... za ofiarowanie mi życia... muszę..."

Harry, na czworakach na łóżku przykrytym zielonym prześcieradłem, opalona i delikatna skóra pod jego chłodnymi dłońmi. Harry, błagający go o dotyk, o pieszczotę. Pragnący jego.

„Weź go... jest twoim towarzyszem... to twoje prawo..."

„Ktoś inny chce ci ukraść towarzysza! On jest twój! To ten nikczemny, odrażający chłopak... chce ci ukraść towarzysza... Twój towarzysz cię opuści!"

Harry, leżący przed nim z rozłożonymi nogami. Harry, błagający go, by zawsze był blisko. Harry, oferujący mu swoją krew. Harry. Harry. Harry!

Harry z trudem łapał oddech, potknął się, gdy nagle został wyrzucony z umysłu Snape'a. Upadł prosto na pośladki, skrzywił się z bólu. W jego głowie panował chaos, starał się jakoś ogarnąć te wszystkie myśli, które teraz stawały mu przed oczami.
Oddech Snape'a był nierówny, wpatrywał się w siedzącego na ziemi chłopca. Nie chciał mu pokazać tak dużo. Do diabła, nie akceptował połowy z tych myśli! Szczególnie tych erotycznych scen, które jego wampir zdecydował się nagle uzewnętrznić.

– Zadowolony, Potter? – warknął ze złością.

Harry był w stanie tylko pokręcić głową z niedowierzaniem. Ogromnymi ze zdumienia oczami wpatrywał się w podłogę. Merlinie, co to było? Przypominam sobie niektóre z tych obrazów... ale reszta, to było takie zniekształcone, niewyraźne... te myśli... Wiem, kiedy niektóre z nich miały miejsce, ale inne... nie mam pojęcia. Co, do jasnej cholery, robił mój sen w jego głowie?! pomyślał z wzrastającą paniką. To był dokładnie mój sen! Sen o nieznajomym z zimnymi dłońmi... to był Snape? Merlinie, Merlinie... Harry był coraz bardziej przerażony. Nie potrafił uwierzyć, że dzielił sen ze Snape'em. Zobaczenie tego wszystkiego oczami Mistrza Eliksirów... Czy ja naprawdę tak wyglądam?

Powoli podniósł wzrok na mężczyznę, wzdragając się, gdy ujrzał jego zimny wzrok. Cholera, miałem sen erotyczny o Snapie... i on też go miał! Harry dopiero teraz zrozumiał, że jest podniecony. Przerażony, podskoczył i dokładniej okrył się szatą. Przez chwilę wpatrywał się w podłogę, jego twarz była czerwona. Próbował się uspokoić. W końcu uniósł głowę i napotkał przenikliwe, mroczne spojrzenie. Zastanawiał się, czy mężczyzna wie, że jest podniecony.

– M-myślę, że mamy problem, profesorze.

Snape prychnął.

– Potter, jak zwykle błyskotliwa dedukcja.

Harry znów się wzdrygnął. Cholera jasna... To jest chore i złe. Co jest ze mną nie tak?!

– Skoro to jest mój własny problem, to wolałbym, żebyś po prostu zignorował to, co zobaczyłeś i usłyszałeś. Możemy wrócić do innych zajęć. Jestem głodny – powiedział Snape ze złością.

– O-oczywiście – odparł słabo Złoty Chłopiec. Jak on może mówić, żebym to zignorował? To nie jest tylko jego problem. To dotyczy mnie, niech to szlag!

Snape zagarnął sztylet z biurka i nakłonił Harry'ego gestem, by podszedł bliżej.

– Chodź, Potter. Nie wstydź się – wymruczał.

Cholera! On mnie podrywa! Harry bał się zbliżyć. Co, jeśli Snape odkryje, że jest podniecony? Minęła chwila, zanim się uspokoił. Modląc się, by Snape nie wywąchał jego podniecenia, Harry zbliżył się. Wyciągnął ramię i stanął tak daleko, jak tylko był w stanie.

Brew Snape'a powędrowała do góry, ale mężczyzna i tak przyjął ofiarowane ramię. Podwinął rękaw, wpatrując się w zaleczony strupek po poprzednim cięciu. Nie podobało mu się, że ma to na nowo otworzyć, nie chciał zostawić kolejnego śladu. Ułożył sztylet na rance i szybko przeciął skórę. Przytrzymał stanowczo rękę, gdy Harry próbował się wyrwać, potem podniósł ją do ust. Wylizał krew, która już wypłynęła z przecięcia, potem ułożył usta wokół rany i zaczął ssać.

Postanowił tym razem nie zostawiać po sobie aż tak dużych ran, starał się być delikatny. To było bardzo trudne, skoro krew była taka pyszna, a on czuł się okropnie głodny. Zauważył równocześnie dwie rzeczy. Po pierwsze – Harry raz czy dwa cichutko zaskomlał, był widocznie podniecony. Snape mógł to wyczuć we krwi, w zapachu, jaki wydzielał chłopiec. Odruchowo zaczął ssać mocniej i mocniej, sprawiając, że Harry westchnął z bólu. Snape zamknął oczy, cicho jęknął. Zwolnił ssanie, teraz robił to bez zbytniego pośpiechu. Delektował się smakiem podniecenia, wyczuwalnym w krwi. Smakowała teraz jeszcze słodziej, gdy wiedział, że jego towarzysz jest podniecony dzięki niemu.

– S-Snape... – Harry delikatnie pociągnął swój nadgarstek, starając się dać do zrozumienia Snape'owi, żeby go puścił. Zdawał sobie sprawę, że mężczyzna wie o jego podnieceniu i był przerażony. Musiał stąd wyjść. Ból wywołany ssaniem pomagał – podniecenie zmalało, ale zażenowanie pozostało. – Snape, wystarczy – błagał.

Snape niepewnie otworzył jedno oko, przyglądając się bacznie chłopcu. Potem zaklął, widząc jego błagalne spojrzenie. Wziął ostatni łyk krwi, po czym puścił przegub. Obserwował, jak Harry błyskawicznie zakłada świeży opatrunek, bez jednego spojrzenia w jego stronę. Takie bycie ignorowanym go frustrowało. Snape odchrząknął.

– Potter.

Wzrok Harry'ego zatrzymał się na twarzy Snape'a.

– Tak, profesorze?

Snape zaklął.

– Niech to szlag, chłopcze! Zdecyduj się, jak chcesz do mnie mówić i trzymaj się tego. Te ciągłe lawirowanie między "Snape'em" i "profesorem", w zależności od nastroju, działa mi na nerwy i jest dziecinne. – Harry tylko wpatrywał się w niego, więc Snape kontynuował. – A co do tego... problemu. Ignoruj to. Obaj będziemy to ignorować, nic innego nie da się zrobić. Będę się starał zachowywać przytomność umysłu, a ty będziesz się starał nie odczuwać zażenowania. Zrozumiałeś?

Harry skinął głową, odzyskując odrobinę swojej przysłowiowej, gryfońskiej odwagi.

– Dobrze... Snape – powiedział.

– Świetnie – odparł Mistrz Eliksirów. – Nadszedł chyba już najwyższy czas, żebyś wracał do dormitorium. Jest już cisza nocna.

– Racja. Ee, w takim razie do zobaczenia podczas śniadania – powiedział chłopak, zabierając swoje rzeczy. Snape skinął głową, więc Harry wyszedł w milczeniu.

***

Reszta tygodnia minęła mu na chodzeniu na zajęcia i skradaniu się do gabinetu Snape'a w czasie posiłków. Spędzali je w kompletnej ciszy, Harry już przestał na to narzekać. Gdy Hermiona zapytała, kiedy będzie mogła być obecna na którymś z ich spotkań, powiedział jej, że Snape i on wciąż próbują jakoś przejść do porządku dziennego nad tym, że muszą się tak często widywać. Nie wiedział, czy mu uwierzyła.

Czasami Harry zauważał śledzący go wzrok Draco, ale ignorował to. Gdyby nie miał tylu spraw na głowie, mógłby nawet pomyśleć, że to całkiem zabawne. Co noc pił Eliksir Bezsennego Snu, który zrobił dla niego Snape. Nie bał się koszmarów z Voldemortem, ale tego, że mógłby zobaczyć tam Mistrza Eliksirów. Ron żartował, że Harry uzależnił się od tego eliksiru, na co Złoty Chłopiec tylko delikatnie się uśmiechał.

Gdy nadszedł weekend, Harry zaczął martwić się czymś innym. Był przerażony tym, że idzie na randkę z Seamusem. Jeżeli Snape się o tym dowie, to nie wiadomo, co może zrobić z jego kolegą, może nawet przyszłym chłopakiem. Na śniadaniu chłopak był niespokojny, uciekał wzrokiem i patrzył na wszystko, tylko nie na Mistrza Eliksirów. Robił to nawet wtedy, gdy mężczyzna pił jego krew.

W końcu Snape westchnął, wpatrując się w chłopca, nerwowo bawiącego się jedzeniem.

– O co chodzi, Potter? – spytał niecierpliwie.

Harry wzdrygnął się, nieco przestraszony. Wyprostował się na kanapie, odpowiadając na spojrzenie Snape'a.

– Ee... Jeśli ci powiem, musisz mi obiecać, że nie będziesz szalał.

Brew Snape'a powędrowała w górę.

– Jestem zaintrygowany, Potter. Mów dalej.

– Chodzi o chłopca, który mnie przytulał.

Snape zmrużył oczy, coś ścisnęło go w środku.

– Tak...?

– Obiecałeś, że nie będziesz się denerwował, Snape – ostrzegł go Harry. Gdy Snape skinął głową, on kontynuował. – No więc przytulił mnie, bo zgodziłem się iść z nim na randkę.

Snape wziął głęboki oddech, żeby się uspokoić. Jego wampir szalał, ale Snape szybko to opanował.

– Kiedy? – spytał, starając się brzmieć normalnie.

– Dzisiaj... Idziemy razem do Hogsmeade – odparł chłopak ostrożnie, z niepokojem obserwując twarz nauczyciela. – Pamiętaj, obiecałeś. A poza tym my nie jesteśmy razem, ani nic takiego. Mogę chodzić na randki. Jestem nastolatkiem, z burzą hormonów i...

– Oszczędź mi tego, Potter. Mogę być od ciebie starszy, co nie znaczy, że nie pamiętam, jak to jest być nastolatkiem – warknął Snape.

Oczy Harry'ego zrobiły się okrągłe.

– Nie chodziło mi o to... To znaczy... wiem, że ty... ee...

Snape prychnął z rozbawieniem.

– Dalej, Potter, dokończ to. Wiesz, że ja... co? Powiedz to.

Harry się zarumienił.

– Nieważne, nie wściekniesz się na mnie za to, że idę z nim na randkę, prawda?

Cholera, oczywiście, że tak! wrzasnął wewnętrzny głos w jego głowie. Zignorował to i spróbował inaczej:

– Interesujące, Potter. Szczerze mówiąc, nigdy bym się nie domyślił, że jesteś gejem.

Harry się skrzywił.

– Dla mnie za to nie było niespodzianką, że ty jesteś – powiedział ironicznie, czuł się urażony.

– Naprawdę? A to dlaczego, Potter?

– Cóż... ja... nie wiem, naprawdę – skończył słabo. – Po prostu to ma sens.

– A to dlaczego?

– Powiedziałem, że nie wiem. Chyba dlatego, że wyglądasz jak gej – zastanawiał się na głos chłopak.

– Wyglądam jak gej? A jak wyglądają geje? Nie mam pomalowanych paznokci, nie mówię idiotycznym damskim głosem, nie noszę babskich ubrań, ani nawet nie rozmawiam o strojach. Dlaczego wyglądam według ciebie jak gej?

Harry zarumienił się jeszcze mocniej.

– Nie chciałem pana urazić, profesorze...

– Snape.

– Racja. Nie chciałem cię urazić, Snape. Sam nie wiem, nosisz obcisłe szaty. No i twoje włosy.

– Obcisłe, ale czarne i bez żadnych ozdób. Ale włosy... Dlaczego według ciebie moje włosy wyglądają gejowsko, Potter? – spytał z rozbawieniem.

– Są długie – odparł powoli.

– Wspaniała dedukcja. Więc jeśli obetnę włosy i ubiorę się w worek na kartofle, nie będę wyglądał jak gej?

– Nie! Nie ścinaj włosów i nie zmieniaj ubrań. One do ciebie pasują. Sprawiają, że uczniowie się ciebie boją – dodał Harry.

Snape prawie, prawie zachichotał, ale szybko się powstrzymał.

– Zapewniam cię, Potter, że nie zmienię swojego wyglądu. Nie obchodzi mnie, co wy uczniowie myślicie o tłustowłosym Mistrzu Eliksirów – powiedział z ironią.

– Och... ee... przepraszam, że cię obraziłem. – Harry z każdą chwilą czuł się coraz większym idiotą.

Snape przewrócił oczami.

– Potter, zbaczamy z tematu. Z kim właściwie idziesz na tę randkę? – spytał, starając się brzmieć normalnie, ale jego oczy się niebezpiecznie zwęziły.

– Ee... Chyba nie powinienem ci tego mówić – powiedział.

– Oo? A to dlaczego?

– Ponieważ chciałbym mieć randkę – powiedział sucho. Snape prychnął.

– Wciąż oczekuję cię u siebie podczas lunchu.

– Wrócę do tego czasu – zapewnił Harry.

– Nie chcę, żebyś nim pachniał.

– Wykąpię się.

Snape warczał już głośno.

– Nie chcę, żeby doszło między wami do czegoś... poważniejszego – warknął.

Harry zachichotał, choć nie mógł powstrzymać zdradliwego rumieńca, jaki wypłynął na jego policzki.

– Zapewniam cię, że na nic poważniejszego nie pozwolę. Może parę pocałunków.

– Absolutnie się nie zgadzam.

Teraz Harry zaczął chichotać na głos, bo Snape zabrzmiał naprawdę zazdrośnie. On mówi jak ojciec, który poucza córkę, jak ma się zachowywać na pierwszej randce pomyślał z rozbawieniem. Jak rodzic, nie mogący pogodzić się z faktem, że jego dziecko dorasta. To go bawiło. Snape – rodzicem?

– Co jest takie śmieszne, Potter?

Harry potrząsnął głową, wciąż chichocząc.

– Nic takiego.

– To „nic takiego" powoduje, że chichoczesz jak szalony – warknął.

– P-przepraszam, profesorze – powiedział Harry, nie mogąc nadal powstrzymać śmiechu.

– Bez całowania, Potter. Żadnego fizycznego kontaktu – powiedział groźnie Snape.

– A jeśli ten ktoś wpadnie na mnie, a ja się na niego przewrócę? – spytał chłopak ironicznie.

– To nie jest zabawne, Potter. Boję się, że jeśli jeszcze coś usłyszę o tym tajemniczym chłopcu, to stracę nad sobą panowanie – warknął.

– Tajemniczy chłopak? Mówisz o nim, jakbym go poznał przez Internet, albo coś w tym stylu – prychnął Harry.

– Potter, skończ z tymi głupotami. Żadnych fizycznych kontaktów i tyle. Wyjdź.

Harry potrząsnął głową, czekając, aż będzie w stanie coś powiedzieć bez wybuchania śmiechem.

– D-dobra, a tak na poważnie. Nie chcę, żebyś go skrzywdził, gdybyś odkrył, że całowaliśmy się czy coś takiego. Chociaż nie wiem, jak byłbyś w stanie to odkryć, skoro nie pozwolimy, by ktokolwiek nas widział razem...

– Dlaczego niby nikt nie będzie was widział razem?

– Zobaczą nas razem, ale nie powiemy, że to randka.

– Niby czemu?

– Ee... – Harry zarumienił się. – Bo nikt nie wiem, że jestem gejem.

Snape znów podniósł brew.

– Nawet twoi przyjaciele?

– Cóż... Podejrzewam, że Hermiona się domyśliła...

– Bez wątpienia – wtrącił sucho Snape.

– Ale Ron nie ma pojęcia. Mimo to S... ee, ten chłopak, z którym idę na randkę, powiedział, że wszyscy Gryfoni o tym wiedzą, oprócz Rona.

Oczy Snape'a zmniejszyły się do małych szparek. Więc to jest Gryfon i jego imię zaczyna się na „S", hmm...?

– Świetnie, idź. Nie chcę o tym więcej rozmawiać.

Harry skinął głową. Nie czuł się zbytnio komfortowo, rozmawiając o randce ze Snape'em.

– Tak... do zobaczenia podczas lunchu – powiedział, wychodząc.

Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, Snape uderzył pięścią w biurko.

– Niech to szlag! Chłopak sprawi, że w końcu oszaleję – warknął sam do siebie. Robił się niespokojny, chciał zatrzymać Harry'ego przed pójściem na randkę. Miał nadzieję, że uda mu się zachować spokój do lunchu.

***

– My pójdziemy prosto do Wrzeszczącej Chaty – stwierdził Seamus, gdy tylko grupa dotarła do Hogsmeade. Wszyscy spojrzeli w jego stroną, łącznie z Harrym. Czyli to jest to, co on nazywa byciem subtelnym? Cholera jasna... pomyślał, w duchu kręcąc głową. Hermiona i Neville wpatrywali się w niego z wszystkowiedzącymi minami. Dean, Lavender i Luna wyglądali na zakłopotanych.

Pierwszy odezwał się Ron.

– Ale przecież mieliśmy iść kupić czekoladowe żaby i Fasolki Wszystkich Smaków Bertiego Bottsa i...

– Ron, oni mogą to zrobić później – wtrąciła się Hermiona. – Harry obiecał Hagridowi, że rozejrzy się za Pieszczoszkiem w pobliżu Wrzeszczącej Chaty, a Seamus zgłosił się, żeby mu pomóc.

Harry spojrzał na nią ze zdumieniem, na co ona uśmiechnęła się z wyższością.

– Tak, to prawda. Pieszczoszek – powtórzył niezbyt inteligentnie Złoty Chłopiec.

Ron wyglądał na jeszcze bardziej zdezorientowanego.

– Dlaczego niby ta bestia miałaby być blisko Wrzeszczącej Chaty? A poza tym, czy to nie jest niebezpieczne, żeby szukać tego czegoś...?

– Cóż, Hagrid przeszukał już wszystkie inne miejsca, a ja wiem, że ty nie chciałbyś iść ze mną. Dlatego poprosiłem Seamusa, tak w razie czego – powiedział Harry.

– Och... – Ron podrapał się po głowie, a potem wzruszył ramionami. – W takim razie w porządku. Tylko uważaj na siebie.

– Jasne, dzięki. Do zobaczenia – powiedział Harry, machając do nich, gdy wraz z Seamusem odszedł w bok.

– To było genialne ze strony Hermiony – powiedział Seamus, chichocząc.

– Nie musiałaby być taka genialna, gdybyś nie był taki oczywisty – prychnął Harry.

Seamus zatrzymał się i położył rękę na sercu. Wyglądał na zranionego.

– Auć, Harry! Czuję się zraniony.

– Jasne – prychnął chłopak. Seamus zrobił nadąsaną minę.

– Dobra, za to chyba zasłużyłem na buziaka.

Harry z uśmiechem potrząsnął głową.

– Na pewno nie.

Seamus dąsał się nadal, ale podążał za Harrym. Gdy już prawie dotarli na miejsce, uśmiechnął się.

– Gotowy na mały skandal...?

Harry uniósł brwi do góry.

– Skandal? Skąd ci to przyszło do głowy?

– Wrzeszcząca Chata to najlepsze miejsce, żeby cię uwieść – powiedział z zaskakującą poważną miną. – Nikt nam nie przeszkodzi – dodał z uśmiechem.

Harry zatrzymał się.

– Więc to dlatego chciałeś tu przyjść? Żeby się pieprzyć?

Seamus się skrzywił.

– Nie. Chciałem się też całować.

– Myślałem, że mówiłeś coś o prawdziwym związku – prychnął Harry.

– Mówiłem. Mówię! Tylko pomyślałem, że możemy pominąć tę część dotyczącą poznawania siebie, skoro i tak jesteśmy kumplami i przejść od razu do tego fragmentu z całowaniem.

Harry zaczął się śmiać, słysząc tak pokrętną logikę.

– Cóż, najpierw możemy pospędzać trochę czasu razem, a potem pomyślimy o całowaniu.

Seamus westchnął teatralnie.

– No dobrze... A mogę przynajmniej potrzymać cię za rękę?

– Myślę, że tak – uśmiechnął się Harry.

***

Draco czuł się znudzony i rozdrażniony. To nie była miła konwersacja. Blaise ciągle go przepraszał, a wszyscy zastanawiali się, dlaczego to robi. Pansy jęczała, że on nie zwraca na nią żadnej uwagi. Crabbe i Goyle byli... cóż, byli Crabbe'em i Goyle'em.

To właśnie dlatego Draco skorzystał z pierwszej nadarzającej się okazji i wymknął się im. Szansa nadeszła szybko, gdy Blaise zaczął walczyć z Pansy, mówiąc jej, by przestała jęczeć. Crabbe i Goyle przypatrywali się kłótni ze zdziwieniem, natomiast Draco szybko uciekł, kierując się znajomą ścieżką do Wrzeszczącej Chaty.

Kopał kamienie, z rękami w kieszeniach, wpatrując się w ziemię. Na dworze robiło się chłodno, liście przybrały barwy jesieni. Draco nie nazywał wielu rzeczy pięknymi, bo piękno było czymś, czym Malfoyowie nie mogli manipulować. Jednak chłopak skrycie uważał, że jesień jest piękna. Soczyste, mocne kolory to coś, co uwielbiał. Była także czasem śmierci, choć bardziej przypominała początek nowego życia, niż prawdziwe wymieranie.

Był tak bardzo zagubiony w myślach, że zdumiał się, gdy nagle stanął przed Wrzeszczącą Chatą. Wędrował wzdłuż płotu, po czym zauważył coś szokującego. To był Potter, przyciśnięty do drzewa przez tego irlandzkiego faceta z Gryffindoru, Finnigana.

Draco stanął w miejscu i gapił się. Całowali się. Był zbyt zdumiony, by zrobić cokolwiek. Jedna z dłoni Pottera leżała na biodrach chłopaka, druga była wplątana w jego włosy. Byli tylko kilka metrów od niego, słyszał wyraźnie ich jęki. To go wyrwało z transu. Co, do cholery, Potter robi z Finniganem? Cóż, całują się, ale... co to ma znaczyć?! jęknął w myślach.
Nie wiedział, dlaczego jest taki rozwścieczony, nie miał ochoty na analizowanie tego. Był podniecony. Nie zwracał uwagi na Irlanczyka, ze skupieniem wpatrywał się w Pottera i w to, co on robił. Nagle Złoty Chłopiec odepchnął Finnigana, a potem sam przycisnął go do drzewa. Draco poczuł, że jego podniecenie rośnie. Merlinie... Pożądam POTTERA!

Jego gardło było suche. Cofnął się, najpierw jeden krok, potem następny. Okręcił się na pięcie i szybko uciekł, zdążając w kierunku Hogsmeade. Gdy dotarł do miasteczka, postanowił wrócić do Hogwartu. Pożądam Pottera... Co jest ze mną nie tak? zastanawiał się z wściekłością. Czasami śnił o Potterze. Wtedy też był podniecony. Pocieszał się tylko tym, że te sny zawsze zawierały Wężomowę. To by oznaczało, że był zainteresowany tylko tym talentem Gryfona. Tyle, że w tym momencie Złoty Chłopiec nie mówił w języku węży!

Gdy Draco ujrzał zamek, pomyślał o Snapie. Ciekawe, czy on wie? zastanawiał się. Potem... zachichotał. Upewnię się, czy wie... pomyślał z dziką przyjemnością. Da Potterowi lekcję. Oczywiście, Potter nie będzie sobie z tego zdawał sprawy, ale to nie przeszkadzało Ślizgonowi.

Gdy tylko znalazł się w lochach, skierował się do gabinetu Snape'a. Wszedł bez pukania. Snape uniósł głowę, wyglądał na zaskoczonego, gdy w drzwiach pojawił się Malfoy.

– Cześć, Severusie – powiedział z ironicznym uśmiechem.

Snape podejrzewał, że ten uśmieszek coś zwiastuje.

– O co chodzi, Draco?

– Nic, naprawdę. Po prostu widziałem Pottera – powiedział normalnie, zbliżając się do kanapy i układając się na niej swobodnie.

Niedobrze pomyślał Snape. Przez ostatnie dwie godziny był bardzo spięty, zastanawiał się, co robi Harry, gdzie i z kim jest. Rozpaczliwie walczył ze swoją wampirzą naturą, która chciała go skłonić do znalezienia chłopca.

– I co z tego? – spytał ostrożnie.

– Cóż, to było raczej interesujące. Był niedaleko Wrzeszczącej Chaty, z innym chłopakiem – powiedział z ironicznym uśmieszkiem.

– Wiem o tej randce, Draco. Jeśli to wszystko, to możesz wyjść. – Modlił się, żeby Ślizgon wyszedł.

– W takim razie w porządku. – Draco wzruszył ramionami. – Chciałem się tylko upewnić, że o tym wiesz, skoro się całują i w ogóle. Pomyślałem...

– Całują?! – wydarł się Snape, nagle okazując zainteresowanie temu, co mówi Draco. Jego ciało stężało. Powiedziałem mu, że nie ma się całować!

Draco znieruchomiał. Nie podobało mu się to dzikie spojrzenie Snape'a. Wiedział jednak, że to nie na niego jest wściekły, więc ciągnął dalej:

– Och, tak. Tamten chłopak przyciskał go do drzewa i całowali się. Potter chyba nie miał nic przeciwko temu, bo potem sam przyszpilił tamtego do pnia – powiedział z fałszywą obojętnością.

– Kto to był?! – warknął Snape. Jego oczy były już całe czarne, kły się wydłużyły. Niech to szlag, panuj nad sobą, Severusie! nakazał sobie, ale to nie podziałało. Był wściekły.

Draco naprawdę nie podobała się mina Snape'a. To nie na mnie, to nie na mnie... przekonywał sam siebie.

– Ten Irlandczyk, Finnigan – powiedział. Snape natychmiast znalazł się przy drzwiach, Draco gwałtownie wciągnął powietrze. – Severusie! Chyba nie chcesz iść po niego teraz, prawda?

Snape zmusił się do głębokiego wdechu. Wampir wrzeszczał, żeby biegł, by znalazł chłopaka i rozdarł na kawałki, ale racjonalna część powtarzała jak mantrę: jeszcze nie, jeszcze nie, jeszcze nie.

– Tak, Draco. Zamierzam iść po niego teraz – warknął, wybiegając z gabinetu. Wszyscy uczniowie, znajdujący się na korytarzach, schodzili mu z drogi.

***

Harry zachichotał, czuł się szczęśliwy. Seamus naprawdę fantastycznie całował. Był rozczarowany, że nie mogli pobyć ze sobą dłużej, ale jeśli miał wziąć długą, odprężającą kąpiel i pozbyć się zapachu chłopaka ze swojego ciała, zanim pójdzie do Snape'a, to musiał wyjść na jakąś godzinę przed lunchem. Dlatego był już w połowie drogi do zamku. Nagle zauważył coś, co nakazało mu się zatrzymać i starło mu uśmiech z twarzy.

– P-profesor Snape! – wykrzyknął. Zobaczył bardzo rozwścieczonego mężczyznę, nie, wampira, zbliżającego się w jego stronę. Blada skóra Snape'a wyglądała na ciemniejszą niż zazwyczaj. Przyszła mu do głowy głupia myśl, że mężczyzna może się za chwilę zrobić czerwony jak pomidor, ale prędko odgonił ją od siebie. Zdał sobie sprawę, że znalazł się w poważnych tarapatach.

Zaczął się cofać, trzymając ręce w górze, jakby to miało zatrzymać wampira.

– Niech pan się zatrzyma, profesorze! Nie chcesz podchodzić bliżej, zaufaj mi. Profesorze...? Snape! – wrzasnął Harry, ale Snape się nie zatrzymał. Harry zrobił jedyną rzecz, jaka mu przyszła do głowy. Odwrócił się i zaczął uciekać.

To był zły pomysł. Nie minęła nawet sekunda, a Snape był już przy nim, chwytając go za gardło i mocno szarpiąc.

– Mój towarzysz, pachnący innym człowiekiem! – warknął mu w twarz.

Harry był naprawdę przerażony. Rano myślał, że nie może się już bardziej bać, ale tamto było niczym, w porównaniu do tego, co czuł w tej chwili. Teraz naprawdę bał się, że Snape może go zabić.

– N-nie! Profesorze... Snape! Właśnie wracałem do zamku, żeby wziąć prysznic, przysięgam. Mówiłeś, że wszystko będzie dobrze, pamiętasz? Obiecałeś!

– Gdzie on jest?! – wycedził, zupełnie ignorując chłopca. – Śmierdzisz nim. Twoje usta są przez niego spuchnięte! Zabiję go!

– NIE! Snape, zatrzymaj się! Obiecałeś! Snape, uspokój się! To nie jesteś ty, psiakrew! – wrzasnął Harry, ale to nic nie dawało.

– Powiedz, gdzie on jest, albo sam go znajdę! Dlaczego to zrobiłeś?! – syknął. – Jesteś mój, mój! Mój towarzysz!

– Cholera, Snape, co jest z tobą nie tak?! To nie jesteś ty! Co się stało z twoją samokontrolą?! USPOKÓJ SIĘ! – wrzeszczał chłopiec.

Snape warczał, ściskając Harry'ego za kołnierz i ciągnąc go za sobą. Szybko zmierzał w kierunku Zakazanego Lasu. Harry nie mając wyboru, starał się jakoś dostosować do narzuconego mu tempa, by nie zostać uduszonym. Snape rzucił nim o drzewo, przybliżając się do niego tak, że się dotykali. Wolną rękę wplątał we włosy chłopca, łapiąc je w garść.

– Niech cię szlag! – wrzasnął. – Jesteś mój!

Harry jęknął. Gwałtowne podmuchy wiatru prawie zwalały go z nóg. Zakaszlał. Wziął potężny wdech. Zamrugał z bólu, gdy mężczyzna pociągnął jego włosy. Wiedziałem, że trzeba było je obciąć pomyślał. Wpatrywał się w rozgniewaną twarz, którą ledwo co poznawał. Zdumiał się, gdy zauważył, że oczy Snape'a nie są już czarne – były czerwone. Warstwa błyszczącej czerwieni, która wyglądała jak krew, przykrywała czerń.

– Mój Boże... Snape, co się stało? – wyszeptał ze strachem.

– Niech to szlag! Jesteś mój i tylko mój! – warknął w odpowiedzi. – Będę to robił, aż jego zapach kompletnie zniknie, a ty nigdy więcej o nim nie pomyślisz – dodał podejrzanie spokojnie, po czym wykręcił głowę Harry'ego do tyłu, odsłaniając gardło.

– NIE! Snape, ZATRZYMAJ SIĘ! – wrzasnął Harry. Łzy ciekły mu z oczu, spowodowane bólem, jaki sprawiał mu Mistrz Eliksirów. – Snape, PRZESTAŃ! Nie chcesz tego! Chcesz, żebym dał ci to z własnej woli! ZATRZYMAJ SIĘ! – Harry był przerażony.

PRZESTAŃ! echo słów chłopca odezwało się w umyśle mężczyzny. Jego zęby były tylko kilka centymetrów od jego gardła, od którego bił szybki, przerażony puls. Mógł wyraźnie wyczuć strach, falami płynący od Gryfona. Wampir wciąż chciał zlikwidować ten obcy zapach, który unosił się dookoła Harry'ego, ale Snape zmusił się, by go nie ugryźć. Nie w ten sposób! jęknął na wampira, który starał się przejąć nad nim kontrolę.

Zrobił jedyną rzecz, jaka mu przyszła na myśl – złapał głowę chłopca w obie ręce – jedną pod szyją, drugą wciąż miał wplecioną w czarne włosy. Pocałował Harry'ego. To nie był delikatny pocałunek. To był pocałunek, w który włożył całą swoją złość i furię, kąsał usta Gryfona długimi kłami. Delikatna skóra pękła prawie natychmiast, cudowny smak krwi wypełnił usta Snape'a. Był prawie w niebie.

Kiedy Harry cichutko jęknął, Snape delikatnie pogłębił pocałunek, tym razem uważając, by bardziej nie zranić warg Harry'ego swoimi zębami. Wsunął język do ust Harry'ego, wylizując resztki krwi. Przeciągnął językiem po jedwabistym wnętrzu, jęknął, czując niesamowity smak. Towarzysz... mój... westchnął.

Poczuł, że ręce chłopca go obejmują, wślizgując się pod wierzchnią szatę. Zawarczał z przyjemności, nacisnął bardziej. Wyplątał ręce z włosów chłopca, zamiast tego objął go w talii. Ręka na jego brzuchu zaczęła ugniatać mięśnie. Pocałunek robił się coraz bardziej namiętny i Harry zaczął go z pasją oddawać. Merlinie, chłopak smakuje wspaniale... pomyślał, jęcząc. Ten dźwięk był prawie jak pomruk, bardzo niebezpieczny pomruk.

Harry nie mógł uwierzyć, że to się działo. Jeszcze chwilę temu obawiał się o swoje życie, by potem być całowanym jak nigdy wcześniej. Bo Snape naprawdę umiał całować. Nawet smak własnej krwi i ból, gdy jego warga została rozcięta, mu nie przeszkadzały. Czuł ciało mężczyzny napierające na jego biodra i sam automatycznie ułożył się wygodniej, prawie kładąc się na Mistrzu Eliksirów i tym samym wywołując jego jęk. Ten dźwięk sprawił, że Harry zadrżał.

Merlinie... co się stało? Dlaczego pozwoliłem, by Snape mnie pocałował? Dlaczego mnie pocałował? Boże... jęknął Harry, dotykając językiem języka Snape'a, starając się dostać głębiej do ust mężczyzny, ale Snape wypychał jego język. Chłopak poczuł coś mokrego na policzku, co go rozproszyło. Starał się to ignorować, ale po drugim policzku też spływało coś mokrego. Lekko się odsunął, ale Snape trzymał go w talii, nie chcąc puścić.

– Snape... proszę... – westchnął prosto w usta mężczyzny.

Snape nie chciał się ruszać z miejsca. Nie chciał nigdy puścić chłopca. Chciał tak zostać na zawsze. A potem poczuł wilgoć na swojej twarzy i cofnął się nieznacznie, zmieszany. Na policzkach Harry'ego była krew. Dlaczego?! Przecież nie jest ranny!

Oczy Harry'ego się rozszerzyły, kiedy przyglądał się policzkom Snape'a, z których spływała krew.

– Płaczesz – powiedział miękko, zszokowany. Zaskoczony, Snape uwolnił nadgarstek Harry'ego i podniósł dłoń do twarzy. Starł krew, ze zdumieniem wpatrując się w swoje palce. Potem przetarł też okolice oczu, gdzie było najwięcej krwi. Spojrzał z zażenowaniem na Gryfona. – Twoje oczy... znów wyglądają normalnie – zauważył Harry tym samym miękkim głosem. – To chyba rzeczywiście krew, to czerwone. Musiałeś ją wypłakać – dodał. Spojrzał na mężczyznę ostrożnie. – Czy... czy już wszystko w porządku?

Snape zlizał krew z palców, zauważając, że smakuje trochę jak Harry'ego, choć nie do końca. Spojrzał na chłopca i delikatnie otarł jego policzki ze szkarłatnej cieczy. Szmaragdowe spojrzenie złapało jego własne, znów poczuł, że Gryfon należy do niego.

– Mój – powiedział cicho. Harry skinął głową.

– Tak, twój. Twój towarzysz. Twój idealny dawca krwi. I to wszystko, czym kiedykolwiek dla ciebie będę.

A Destined YearOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz