- Profesor Snape?
Draco gapił się, na jego twarzy był wymalowany czysty szok. Jego ulubiony profesor, jego ojciec chrzestny... spał na krześle?! Nie tylko to - na dodatek pochrapywał cicho. Draco Malfoy nie sądził, że kiedyś uda mu się zaskoczyć profesora w takiej sytuacji. Do diabła, nie myślał, że to w ogóle możliwe! Był tak zdumiony, że stał jak kołek i wgapiał się w pochrapującego mężczyznę. Co tu się do cholery dzieje? Severus od początku roku szkolnego zachowuje się dziwnie. A teraz Potter wychodzi z jego gabinetu i kilka sekund później Severus zasypia...? Draco zmrużył oczy. Coś było nie tak, a on się dowie, co.
Zbliżając się do śpiącego Mistrza Eliksirów, Draco zdumiał się, gdy Snape nagle wyprostował się na krześle i odwrócił, spoglądają wprost na niego. Draco zamarł, za to Snape wyglądał na wściekłego.
Severus wyczuł coś, co zbliżało się do niego, właśnie to wyrwało go ze snu. Gdy poruszył się, gotów do obrony, był zdumiony, widząc zszokowanego Draco, wpatrującego się w niego. Zrelaksował się nieco - chłopak nie stanowił żadnego niebezpieczeństwa. Przetarł dłonią twarz, rozdrażniony, że przeszkadza mu się w odpoczynku.
- Draco, o co chodzi?
Draco z całych sił starał się nie wyglądać na zaskoczonego. Odparł z umiarkowanym zaciekawieniem:
- Widziałem, jak przed chwilą twój gabinet opuszczał Potter.
- I co z tego? - spytał Snape, nagle zaalarmowany.
- Cóż... Po prostu pomyślałem, że to dziwne. A gdy wszedłem chwilkę po nim, znalazłem cię śpiącego na krześle - powiedział spokojnie.
Snape zmrużył oczy. Musi teraz zachować szczególną ostrożność.
- Jeżeli jeszcze tego nie zauważyłeś, pracowałem wiele godzin i postanowiłem trochę odpocząć - wyjaśnił krótko.
- Zauważyłem, ale nie o to mi chodziło. Severusie, co się dzieje? - zapytał, marszcząc brwi.
- Nie wiem, o czym mówisz, Draco. A teraz - czy miałeś jakiś powód, by przerywać mój sen, czy tylko chciałeś się zapytać o Pottera...? - warknął Snape.
Aluzja nie umknęła uwadze Draco. Chłopak westchnął i wyciągnął w stronę nauczyciela list.
- Właśnie to dostałem. Od mojej matki - dodał.
Snape przeszedł przez pokój i zabrał od Draco pergamin. Blondyn niedbale przycupnął na jednym z krzeseł, gdy Severus czytał.
Mój drogi Draco!
Przepraszam, że nie napisałam do Ciebie wcześniej, ale jestem pewna, że już i tak wiesz, co się stało - twój ojciec uciekł z Azkabanu. Padły na mnie podejrzenia, że znam miejsce jego pobytu, dlatego musiałam się ukryć u przyjaciół rodziny.
Nie chcę Cię martwić sobą, ani Twoim ojcem, jestem pewna, że u niego wszystko w porządku. Chciałabym, żebyś wkrótce mnie odwiedził, martwię się o Ciebie.
Kocham Cię,
Mama.
Snape skrzywił się. Nie było dobrze. Wynikało z tego, że Narcyza była z Lucjuszem i Czarnym Panem. Potrzebowali do czegoś Draco, inaczej nie mieliby po co się z nim kontaktować.
- Co myślisz o tym liście, Draco? - spytał ostrożnie. Nie wiedział jeszcze, po której stronie stoi chłopak.
- Jest z moim ojcem i Czarnym Panem, to jest bez wątpienia ten "przyjaciel rodziny".
Snape skinął głową, doszedł do tych samych wniosków.
- Chcesz się z nimi spotkać? To byłoby bez wątpienia równoznaczne z przyjęciem Czarnego Znaku, może nawet dostałbyś pierwszą misję...?
Draco przez chwilę siedział w milczeniu. Z jakiegoś powodu jego umysł podsunął mu słowa Pottera z zeszłej nocy: "On ciebie chce", tak właśnie powiedział Gryfon. Skąd on do cholery o tym wiedział? To nie ma sensu. Chociaż... Mam wrażenie, że mógł mieć rację...
- Chyba nie jestem jeszcze na to gotowy - powiedział na głos.
Severus zaklął w myślach. Chłopak jeszcze nie wybrał strony, co go coraz bardziej wkurzało. Skinął głową.
- Dobrze. Napiszę do Lucjusza i zobaczymy, co będzie dalej. Nie odpowiadaj na list, ani nie kontaktuj się z Narcyzą w inny sposób.
- Nie mogę nawet wysłać listu? Ona martwi się o mnie... - jęknął Draco. Jego matka raczej się nim nie interesowała, więc kiedy napisała, że się o niego troszczy, chłopak w to uwierzył. Snape wiedział o tym, więc pokręcił głową.
- Nie, ani jednego. Jeżeli byś to zrobił, odpowiedziałaby jeszcze bardziej nieustępliwie. Poczekaj, aż odkryję, czego od ciebie chcą.
- Dobrze - powiedział Draco z westchnieniem, wstając z krzesła. - Dowiem się też, co się z tobą dzieje, Severusie. Wiem, że coś jest nie tak - dodał, podchodząc do drzwi.
- To nie twoja sprawa, lepiej będzie dla ciebie, jeśli nie będziesz węszyć - powiedział zimno Snape, gdy chłopak wychodził. Gdy drzwi się za nim zatrzasnęły, westchnął, spoglądając na leżący przed nim kawałek papieru. Dziś wieczorem i tak musiał się udać na misję, będzie mógł osobiście zapytać Lucjusza, czego Czarny Pan chce od Draco.
***
- Harry, to dobrze. Cieszę się, że ty i Snape doszliście do porozumienia, które pasuje wam obu - powiedziała Hermiona, gdy Harry skończył opowiadać o nowej sytuacji.
- Dobrze? Hermiona, czy ty oszalałaś?! Ma ciąć swój nadgarstek dla tego tłustowłosego dupka trzy razy na dzień! I spotykać się z nim w sekrecie! I jeść z nim lunch! - wykrzyknął przerażony Ron.
- Właściwie to nie jest takie złe, naprawdę - stwierdził Harry, próbując uspokoić przyjaciela. - Boli tylko trochę, a tym razem on nawet przestał, gdy mu powiedziałem.
- Och... Teraz to rzeczywiście wygląda lepiej! Jeśli to boli tylko trochę i tym razem się zatrzymał... - Ron przewrócił oczami.
- A masz jakiś inny pomysł, Ron? Gdyby Harry nie dawał Snape'owi swojej krwi, Snape mógłby przez przypadek zabić jego, albo innego studenta! - warknęła Hermiona, robiąc się zła.
To uciszyło Rona, wyglądał na nieco zakłopotanego.
- Przepraszam, stary... - mruknął cicho. - To po prostu dziwne, rozumiesz? Nawet trochę przerażające...
Harry uśmiechnął się i poklepał przyjaciela po ramieniu, by mu pokazać, że wybaczył.
- Tak... To rzeczywiście przerażające - skinął głową. - Chodzi mi o to, że lunch ze Snapem, codziennie, nie jest czymś, o czym bym myślał z przyjemnością... - dodał.
- A właśnie... Co Snape zrobi z dawcami, których trzymał? Mam nadzieję, że nie zrani ich tak bardzo wieść o tym, że muszą go opuścić... - powiedziała Hermiona.
- Och... Eee... - Harry przestąpił z jednej nogi na drugą, patrząc w książkę. - Właściwie on ich nie wydalił... eee... taaak... Wciąż mieszkają u niego, dlatego będziemy jeść lunch w jego gabinecie, a nie w komnatach.
Hermiona zapatrzyła się w Harry'ego, jej twarz zrobiła się czerwona z wściekłości, jakby zaraz miała zamiar zacząć krzyczeć coś w rodzaju: "jak on śmiał?!".
- To niedopuszczalne! Do czego on ich nadal potrzebuje?! Nie może się od nich żywić! To tak, jakby powiedział, że twoja krew nie jest wystarczająco dobra!
Ron spoglądał na Hermionę ze zdumieniem. Za to Harry wyglądał na lekko zakłopotanego.
- Cóż... eee... Myślę, że on ich trzyma z innych... powodów... Wiesz...?
- Jakie inne powody mogą... Och! - Hermiona zaczerwieniła się i zakryła usta dłońmi. - Och! Cóż... tak... eee... to ma sens...
- Co? - zapytał zdezorientowany Ron.
- Już ci mówiłam, że wampiry wiążą pożywianie się z seksem. Skoro tak, a on dostaje od Harry'ego tylko krew...
- No i? - Ron nadal nie potrafił zrozumieć.
- Ktoś musi zająć się też zapewnieniem mu tej drugiej części...
Zrozumienie odmalowało się na twarzy rudowłosego. Spojrzał na przyjaciółkę z przerażeniem.
- Och, Merlinie, to jest obrzydliwe! Ugh, chyba zaraz zwrócę lunch.
- Harry, przed kolacją opracuję dla ciebie nową dietę - powiedziała Hermiona, ignorując spojrzenie Rona.
- Dietę? Dlaczego? - zapytał zdezorientowany Złoty Chłopeic.
- To oczywiste. Będziesz tracił dużo krwi. Nie będzie łatwo samemu wykarmić jednego wampira, to może być ciężkie dla twojego układu odpornościowego i układu krążenia. Będziesz musiał pić dużo wody i jeść odpowiednie posiłki, żeby być zdrowym i uzupełniać utraconą krew - odpowiedziała Hermiona po prostu.
- Och... Nie pomyślałem o tym.
- Dlatego właśnie ja to robię za ciebie. Nie możemy pozwolić, żebyś był słaby i podatny na choroby. Poza tym im zdrowsza będzie twoja krew, tym mniej Snape będzie musiał jej pić. To może się przydać, już niedługo Snape będzie łaknąć twojej krwi jeszcze bardziej. W końcu zbliża się okres pożądania krwi.
- O tym też nie pomyślałem... Czy to nie jest ten czas, gdy wampiry szukają swoich towarzyszy i starają sobie pozyskać ich wzajemność?
- Dokładnie tak. - Hermiona wyglądała na zadowoloną, że zapamiętał, co kiedyś do niego powiedziała. - Może być wtedy nieco bardziej obcesowy w stosunku do ciebie, ale z drugiej strony bardzej uprzejmy, troskliwy i skoncentrowany na twoich potrzebach.
- Ugh! Uprzejmy i troskliwy! Nie wytrzymam tego! - jęczał Ron.
Harry wyglądał na nieco zaniepokojonego.
- Masz na myśli, że on będzie się zachowywał jak... jak mój chłopak, albo coś w tym stylu...?
- Prawdopodobnie tak. Możliwe, że będzie bardzo zaborczy, tak swoją drogą. Musisz pamiętać, by starać się nie pachnieć wtedy tak bardzo innymi ludźmi.
Chłopcu przypomniało się, co Snape wczoraj powiedział. Odkryłem też, że nie mogę opanować złości, gdy czuję na tobie zapachy wielu innych ludzi.
- Wspomniał o tym, gdy mnie dziś zobaczył. Powiedział, że trudno mu jest powstrzymać wściekłość, gdy czuje na mnie zapachy tak wielu innych ludzi.
Hermiona zmarszczyła brwi.
- Wspomniał o tym dziś? Ale przecież do okresu pożądania krwi jest jeszcze tydzień, a ty właściwie nie kontaktowałeś się z wieloma ludźmi...
Harry pomyślał o tym i pokręcił głową.
- Spotkałem się tylko z tobą i z Ronem... i z Malfoyem zeszłej nocy.
- Hmmm... Cóż... Może to się spotęgowało, gdy zostałeś ranny - zastanawiała się na głos. Mam złe przeczucia... To już zostawiła dla siebie. - Myślę, że muszę jeszcze trochę poszperać w bibliotece i zastanowić się nad twoją dietą, Harry. Ron, ucz się. Harry, powinieneś odpocząć przed nocą.
- Hej! On może odpoczywać, a ja nie?! - oburzył się Ron.
- On żywi wampira, a ty nie. Dodatkowo, gdybyś nie zauważył, dziś w nocy jest pełnia. Harry na pewno będzie chciał odwiedzić profesora Lupina wieczorem i sprawdzić, czy on i Snape poradzą sobie ze wszystkim.
Harry kompletnie o tym zapomniał. Tak, po prostu świetnie. Tylko tego mi jeszcze potrzeba. Dodajmy wilkołaka do mojej listy.
- Właśnie. Miałem zamiar pójść do niech i zapytać, co planują. Ciągle nie wiem, w jaki sposób Snape ma zamiar kontrolować Remusa. Och... czekajcie. Jeżeli Snape będzie zajęty kontrolowaniem Remusa, to jak ja będę w stanie go nakarmić? Chodzi mi o to, że to będzie w czasie ciszy nocnej, oczywiście mogę się wymknąć tak, by mnie nikt nie zauważył, ale...
- Nie wiem. Powinieneś zapytać profesora Snape'a. - Hermiona wzięła swoje książki i skierowała się w kierunku biblioteki, skąd miała zamiar wziąć jeszcze więcej tomów.
- Rety, Harry. Co za pech - żeby spędzać ze Snapem tyle czas. I to codziennie!
- Taaak... Ale nie sądzę, byśmy w tym czasie wymieniali się uprzejmościami. Lunch pewnie będzie wyglądał tak, że najpierw on przetnie mi nadgarstek, napije się, a potem zostawi mnie, żebym zjadł coś sam.
- To wciąż pech - powtórzył.
***
- Jak wiecie, dziś w nocy mamy pełnię - zabrzmiał w Wielkiej Sali głos dyrektora, gdy uczniowie zebrali się na kolacji. - Zdążyliście już zauważyć, że profesora Lupina nie ma tu dziś z nami. Jest w swoich komnatach, przygotowując do wydarzeń, jakie mają nastąpić. Nie będę wam wyjaśniał, co się stanie. - Dyrektor uśmiechnął się sam do siebie. - Wszyscy uczniowie mają przed zmierzchem znajdować się w swoich dormitoriach, nieważne, o której godzinie słońce zajdzie. Mamy dziś niedzielę, więc nie potrzebujemy się martwić o wasze zajęcia. W dni, gdy pełnia będzie się pokrywała z dniem nauki, zostaniecie zwolnieni z ostatnich zajęć, by zdążyć przed zmierzchem wrócić do pokoi. Pod żadnym pozorem nie wolno nikomu opuszczać dormitorium. Drzwi i tak się nie otworzą, nawet gdybyście próbowali. Obrazy zostały już poinformowane, że nie wolno im nikogo wypuszczać. Szczególnie Ślizgoni są zobowiązani do przebywania w pokojach na godzinę przed zmierzchem. Wasz Opiekun da wam specjalne instrukcje, które z korytarzy będą jutro zamknięte. Tak naprawdę profesor Lupin nie przemieni się przed zachodem słońca, ale są to postanowienia, jakie wprowadziliśmy po rozmowach z waszymi rodzicami i z Ministrem. Ostatnia rzecz - profesor Lupin zostanie w lochach, przygotowaliśmy mu specjalne korytarze, gdzie będzie mógł przebywać, ale jak dobrze wiecie, nie zawsze wszystko idzie tak, jakbyśmy chcieli. Dlatego ja i pozostali nauczyciele będziemy sprawdzać wszystkie korytarze i klasy, jeżeli któremuś z uczniów udałoby się opuścić dormitorium, lub nie zdążyłby wrócić na czas. To wszystko.
Na sali wybuchły głośne szepty, gdy tylko dyrektor zszedł z podium. Hermiona została zbombardowana pytaniami od Gryfonów, zastanawiających się, jak dokładnie wyglądają zwyczaje wilkołaków. Harry szybko skończył jeść swoją kolację, podczas gdy Ron relacjonował ich spotkanie z wilkołakiem. Złoty Chłopiec nie miał ochoty tego słuchać, to było zbyt bolesne, gdyż przypominało mu o Syriuszu. Odsunął talerz i wstał, co sprawiło, że Ron przeniósł swoje zainteresowanie na niego.
- Wszystko w porządku, Ron. Muszę wyjść wcześniej, żeby popracować nad tym... projektem. - Ron wyglądał, jakby chciał zapytać "jaki projekt?". Wtedy Harry dyskretnie pokazał mu zabandażowaną rękę. Oczy Rona powiększyły się, chłopak skinął głową ze zrozumieniem.
W drodze do lochów, Harry zatrzymał się przy Wieży Gryffindoru, by zabrać pelerynę-niewidkę i Mapę Huncwotów. Na szczęście nie musiał się przejmować, że mógłby na kogoś wpaść - większość uczniów i profesorów była jeszcze na kolacji.
Poszedł, dziwna rzecz, prosto do komnat Snape'a, a nie Lupina. Dopiero gdy stanął przed znajomą ścianą, zrozumiał swoją głupotę - Snape nie podał mu hasła, a wąż strzegący dostępu już ostatnim razem nie chciał z nim współpracować. Zaklął z frustracją i spróbował zapukać. Auć! Dobra, muszę zanotować, że pukanie w kamień nie jest dobrym pomysłem... pomyślał z rozbawieniem, pocierając otarte kostki.
Dlaczego nie wychodzi...? Ostatnim razem mnie wyczuł... Och, chwila, może jest u Remusa... Odwrócił się, gdy nagle ściana za nim poruszyła się. Z ironicznym uśmiechem i komentarzem w ustach, odwrócił się... i stanął twarzą w twarz z mężczyzną, którego ostatnio spotkał u Snape'a. Ironiczny grymas zniknął, zmusił się do uśmiechu.
- Cześć... Eee... Jest profesor Snape?
Leonard lustrował chłopca z pogardą. To był chłopak, który ukradł mu Snape'a, był tego pewien. Severus nigdy więcej nie pił krwi od niego czy Marcusa. Seks... Cóż... Leonard musiał przyznać, że dzisiaj był wspaniały, ale wciąż wkurzało go, ponieważ wiedział, że to ten chłopak powodował nienaturalne zachowanie kochanka.
- Nie. Sevvy'ego nie ma. Ale może wejdziesz i poczekasz na niego? Umieram z nudów... - powiedział fałszywie, uśmiechając się słodko.
- Eee... Nie, myślę że wiem, gdzie on jest. W każdym razie dzięki - odparł Harry, podejrzliwie przypatrując się mężczyźnie.
Och... Więc dzieciak wie, gdzie jest Severus, podczas gdy ja nie mam pojęcia?! prychnął wewnętrznie. Na głos powiedział jednak coś zupełnie innego:
- Och, w porządku. Po prostu czuję się samotny, przez cały dzień siedzę tu tylko z Marcusem. Słyszałem już o tobie tyle, że chciałem cię poznać osobiście...
Harry zatrzymał się, co Snape o mnie mówił? Och, pewnie opowiadał o mnie jako o Harrym Potterze.
- Ee... Przepraszam, naprawdę muszę znaleźć Snape'a.
Więc teraz to już jest "Snape", tak...? Co się stało z "profesorem", mały głupolku...? Westchnął dramatycznie.
- Dobrze. Pomyślałem tylko, że chciałbyś wiedzieć, co Sevvy mówił o tobie... Ale jeśli się spieszysz, idź.
Harry zamarł.
- Snape o mnie mówił?
Bingo, uśmiechnął się.
- Tak. Bez końca może o tobie mówić. Naprawdę!
Harry zmrużył oczy. Po pięciu latach zmagań z Voldemortem i ludźmi jego pokroju, umiał wyczuć zasadzkę. A to na pewno był podstęp. Snape nigdy nie mówiłby "bez końca" o nikim. Co jest z tym facetem...? zastanawiał się Harry.
- Nie, dzięki. Naprawdę muszę już iść. Jestem pewien, że Snape mnie oczekuje - dodał. Zauważył, że mężczyzna spojrzał na niego lodowato. To trwało sekundy, potem na jego twarz powrócił słodki uśmiech. Aa... więc oto chodzi. Myśli, że chcę mu go ukraść. Muszę powiedzieć Snape'owi, że powinien rozproszyć wątpliwości swoich chłopaków.
Harry odwrócił się, ignorując mordercze spojrzenia posyłane w jego stronę przez Leonarda. Ulżyło mu, gdy stanął przed komnatami Remusa i nie zauważył ani śladu tamtego mężczyzny. Sięgnął po pochodnię, gdy ściana za nim nagle sie poruszyła.
- Potter - powiedział Snape.
Śmiejąc się ironicznie, chłopak odwrócił się.
- Wie pan co...? Powinien pan zastanowić się nad pracą detektywa. Zaoszczędziłby pan wtedy na psach gończych.
Snape prychnął.
- Jesteś bezczelny, Potter. Wciąż mogę ci odbierać punkty, czy jesteś moim towarzyszem, czy też nie.
Harry momentalnie spoważniał - jego dom nie mógł stracić więcej punktów. Gryfoni już zaczęli się zastanawiać, jak w tak krótkim czasie udało im się stracić tyle punktów.
- Przyszedłem zobaczyć się z Remusem, jest tutaj?
- Zapewniam cię, że nie czaję się w komnatach innych ludzi, gdy ich tam nie ma - zapewnił Snape. - Jest w sypialni.
Harry poszedł we wskazanym kierunku, znalazł Remusa tam, gdzie powiedział Mistrz Eliksirów - właśnie słał łóżko.
- Cześć Remus.
- Harry! - krzyknął szczęśliwy Lupin, odwracając się w jego kierunku. - Jak się czujesz? To był paskudny upadek...
- Wszystko w porządku. A co u ciebie? Dumbledore opowiedział o procedurach na dziś, ale nadal nie mogę zrozumieć, jak Snape ma zamiar cię kontrolować.
- Och... To nic takiego. Kiedy jestem wilkołakiem, profesor Snape jest w stanie ze mną rozmawiać, i mówić mi, co mogę robić, a czego nie. To trochę jak u ciebie Wężomowa.
- To ma sens... Więc Snape umie mówić w języku, który rozumieją tylko wilki i wilkołaki?
- Tak, Potter. Tak samo zresztą jak wszystkie wampiry - powiedział Snape wchodząc do pokoju.
- Jak to brzmi? - spytał z zaciekawieniem chłopiec.
- Nie będę wiedzieć, dopóki nie spróuję.
Harry spojrzał na mężczyznę z niedowierzaniem. - To jak będziesz wiedział, że to potrafisz? Mi zajęło wieczność, zanim nauczyłem się mówić w Wężomowie, bez konieczności patrzenia na węża.
- Kiedy miałem próbować? - spytał, przeciągając samogłoski, jakby mówił "naprawdę, jak ty wolno myślisz..." - Widzisz gdzieś obok mnie jakiegoś wilka czy wilkołaka, na którym mógłbym ćwiczyć?
- Racja... - Chłopak wyglądał na odrobinę zażenowanego. Odwrócił się w stronę Remusa. - Więc nic ci się nie stanie...?
Remus skinął głową.
- Tak myślę. Ufam, że Snape będzie umiał utrzymać mnie w szeregu - dodał ironicznie.
- Cóż, to dobrze. Chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku. Podejrzewam, że spotkamy się w poniedziałek... - Odwrócił się do wyjścia, gdy zatrzymał go Snape.
- Nie zapomniałeś o czymś, Potter?
- Huh...? Och, tak, eee... Tutaj? - zapytał, patrząc na Remusa.
- Nie, ja też już wychodzę. Remus, wrócę wieczorem. Z Potterem, żeby móc zregenerować siły - zwrócił się do Lupina.
- Zaraz... Wrócić ze mną...? - zapytał zdezorientowany chłopak.
- Tak, Potter. Spędzisz dzień z nami, jutro też muszę się pożywić.
- Och... Cóż, to świetnie. Czyli jednak usłyszę, jak rozmawiasz z wilkołakiem? - spytał z uśmiechem.
- Będziesz tutaj, gdy my wyjdziemy i będziesz na nas czekał. Nie, nie zobaczysz wilkołaka. I nie usłyszysz go. Tak będzie najbezpieczniej.
- Co? Dlaczego?
- Ponieważ nie jestem pewien, czy to naprawdę zadziała, a Dumbledore na pewno nie chciałby, żebyś znalazł się bezpośrednio na zagrożonym terenie.
- Och... - Świetnie, to znaczy, że nici z ekscytujących zdarzeń... Będę tu siedział, zastanawiając się, co takiego dzieje się na zewnątrz.
- Chodź, jestem głodny. A ty niedługo powinieneś wracać do dormitorium - powiedział Snape, wychodząc z pokoju.
- Racja. Obowiązki wzywają - powiedział sarkastycznie, podążając za starszym czarodziejem. Gdy tylko przejście zniknęło za nimi, Harry nagle został przygnieciony do sąsiedniej ściany, podobnie jak zeszłego dnia.
- Eee... Profesorze...? Ma pan zamiar zrobić z tego rytuał i dusić mnie za każdym razem, gdy będziemy to robić...? Albo rzucać mnie na najbliższą ścianę?
- Mam nadzieję, że nie. Uwierz mi Potter - dla mnie to jest nawet dwa razy bardziej obrzydliwe, niż dla ciebie - powiedział, czując do samego siebie niechęć. Nie potrafił nic na to poradzić - po prostu musiał się pochylić i wziąć głęboki wdech, by posmakować zapachu Pottera, z nosem blisko gardła chłopca. Poczuł, że spodnie zaczynając się robić ciasne i prawie jęknął. To musi się skończyć. Nie mogę pozwolić, by moje ciało reagowało w ten sposób pomyślał.
Jego kły się wydłużyły, w oczekiwaniu na ugryzienie tego smakowitego gardła. Zmusił się do cofnięcia o krok.
- Obawiam się, że nie mam ze sobą sztyletu, ale nie mogę czekać, aż dotrzemy do mojego gabinetu.
Harry nie ruszał się, czuł łaskoczący zimny oddech na swojej szyi, gdy Snape go wąchał. Mężczyzna znów go uwodził, jego oczy były kompletnie czarne, a zęby znacznie wydłużone. Patrząc na kły, Harry westchnął ciężko.
- Racja... Więc... Chcesz mnie ugryźć?
- Jeśli nie masz noża w szatach, nie mam większego wyboru - powiedział sucho.
- Świetnie - mruknął Harry i zaczął odwiązywać bandaż oplatający jego przegub. Gdy już się z tym uporał, zaoferował Snape'owi zranioną rękę.
Snape przyglądał się temu z niesmakiem.
- Myślisz, że będę to gryzł? To już i tak jest dość poranione...
- Hermiona powiedziała, że wampiry mają coś w swoich kłach, co zmniejsza ból i ma za zadanie odprężyć dawcę. Nie pozwolę ci gryźć mnie w gardło, więc musisz się postarać być delikatny - poinformował go chłopak.
- A tak, Granger... Jak zwykle coś wyszperała. Świetnie, ugryzę to cięcie, ale jeśli będzie boleć, to nie wiń mnie - warknął. Chwycił dłoń chłopca i podniósł ją do ust, wdychając zapach i słuchając krążącej pod skórą krwi. Zamknął oczy i zanurzył kły. Potter zrobił głęboki wdech, a chwilę później westchnął. Krew dostała się do ust Severusa. Nauczyciel jęknął, wyciągając kły, by wyssać świeżą ranę. Znów poczuł ciepło zalewające całe jego ciało, rozgrzewające go, sprawiające, że chciał się poruszyć, zrobić coś, cokolwiek.
Towarzysz. Powinieneś być związany ze swoim towarzyszem odezwał się mrocznie głos wewnątrz niego. Powinieneś być blisko, skóra przy skórze... Pozwalając mu poczuć, co z tobą robi, jak rozgrzewa twoje cialo, przynosi ci życie, przynosi ci niebo szeptał coraz głośniej.
Snape warknął i zignorował to. Nie będę myśleć o Potterze w ten sposób! Towarzysz czy nie! mruknął sam do siebie.
Poruszył się niekomfortowo, coraz trudniej było mu zignorować wypukłość w spodniach. Spojrzał na Pottera i zobaczył, że chłopiec ma zamknięte oczy, a jego oddech zwolnił. Zdumiony, Snape przestał ssać ranę i ręką zatamował płynącą krew.
- Potter...? - spytał, oblizując krew z warg.
Harry czuł się dziwnie. Bolało jak diabli, kiedy Snape go ugryzł, ale chwilę później uspokajający chłód zaczął krążyć w jego żyłach, sprawiając, że musiał nabrać powietrza. To było dziwne, ale czuł się dobrze. Naprawdę - bardzo, bardzo dobrze. Tak dobrze, że nie był mocno zaskoczony, gdy jego penis ożywił się. To wprawiło go w zakłopotanie. Zamknął oczy i spróbował przestać o tym myśleć, ale to nic nie zmieniło. Jego oddech zrobił się nieregularny, myśli skupiły się na odgłosie ssania, jaki wydawał Snape. To było takie dobre... Skończ to, Harry. To jest Snape. Przestań myśleć o tym w ten sposób, przestań, przestań, przestań!
Ta wewnętrzna walka została przerwana przez Snape'a - wołał go po imieniu. Harry zamrugał kilkakrotnie, potem zauważył, że wampir wpatruje się w niego.
- ...Hmm...? - wymruczał.
- Co się dzieje, Potter? - spytał Snape, starając się nie brzmieć, ani nie wyglądać na zaniepokojonego.
- Mm, nic... To musi być to coś... w twoich kłach... Jest mi... tak dobrze... - wyjąkał lekko nieprzytomnie.
Snape wgapiał się w chłopca. Co to ma być? On jest... podniecony...? dyskretne pociągnięcie nosem i spojrzenie w dół utwierdziło go w tym przekonaniu. Poczuł rozbawienie, więc prychnął.
- Czujesz się dobrze, Potter? - mruknął z doskonale słyszalną kpiną. - Na pewno się mylisz. Jak ja, twój Mistrz Eliksirów i Opiekun Slytherinu, mógłbym sprawić, że czułbyś się dobrze...?
Ironiczny komentarz wyrwał Harry'ego z euforii. Jęknął słabo, wyrywając dłoń z uścisku Snape'a.
- Ugryź mnie* - wymruczał mrocznie i jak burza wypadł na korytarz.
- Ufam, że już to zrobiłem - powiedział Snape z zadowoleniem, podążając za chłopcem.
*w oryginale "bite me". To ma nie tylko znaczenie dosłowne, ale ludzie z krajów anglojęzycznych często tak mówią potocznie. Autorka napisała, że to jest jej ulubione powiedzonko i czasami go nadużywa.
CZYTASZ
A Destined Year
FanfictionOpowiadanie nie należy do mnie, tylko je udostępniam. Atenszyn, atenszyn, fanfik posiada kontynuacje - A Fated Summer, która niestary nie została ukończona przez autorkę __________________________ Autor: Autumns_Slumber Adres oryginału: http://arch...
