30 - Radź sobie z tym

1K 60 7
                                        

Pocałunek był namiętny. Miał w sobie całą frustrację seksualną, jaką odczuwał Draco. Usta Gryfona otworzyły się pod jego naporem i mógł eksplorować ich wnętrze ciekawskim językiem. Chwycił jego obie ręce i skrępował je z tyłu. Dało się słyszeć syczenie, które podniecało go jeszcze bardziej. Popchnął Harry'ego, opierając go o ścianę. Ślizgon położył ręce na zimnej, kamiennej powierzchni po obu stronach głowy chłopaka.

Gryfon nie narzekał. Draco całował fenomenalnie – na pewno miał dużo okazji, żeby się nauczyć. „To" było pełne złości i frustracji. Harry, dłużej się nie powstrzymując, poruszył nogami, wyczuwając wyraźnie erekcję blondyna. Uśmiechnął się, gdy w odpowiedzi usłyszał jęk, a potem pocałunek został przerwany, gdy Draco zaczął gorączkowo podwijać jego koszulkę.

Przemknęło mu przez myśl, że znajdowali się na środku korytarza i w każdej chwili ktoś mógł ich zobaczyć. Potem odepchnął od siebie tę myśl, gdy Draco porzucił jego usta na rzecz innych części ciała. Na przykład szyi. Harry jęknął głośno. Ślizgon ssał delikatną skórę, cały czas próbując zdjąć z niego ubranie. Gryfon oparł głowę o ścianę, dając Draco jeszcze pełniejszy dostęp. Merlinie, dlaczego nie robiliśmy tego wcześniej? pomyślał.

Coś poruszyło się na jego nadgarstku.

- Panie! – usłyszał zdenerwowany głos.

- Ch-cholera, Draco, przestań – zajęczał, starając się słabo odepchnąć od siebie chłopaka. Jedyną odpowiedzią był pocałunek w szyję. Zagryzł wargi i próbował się go jeszcze mocniej odsunąć. – Draco, powiedziałem przestań!

Draco westchnął, w końcu odsuwając się. Oddychał jeszcze ciężej niż Harry.

- Co?

- To nie jest odpowiednie miejsce... – powiedział cicho, rozglądając się dookoła. Wszyscy byli na lunchu, ale chłopak wiedział, że Snape na niego czeka.

Ślizgon dopiero teraz zdał sobie sprawę, gdzie tak naprawdę są. Rozejrzał się. Nikogo nie było w pobliżu, ale zdawał sobie sprawę, że Harry ma rację.

- Dobra, chodźmy do jakiejś pustej klasy.

Gryfon zamknął oczy. Chciał tego, naprawdę chciał, ale jeśli pójdzie z Draco, to nie nakarmi Snape'a, który rano też nic nie jadł. I tak będzie miał kłopot z wyjaśnieniem, dlaczego ma na sobie zapach Ślizgona.

- Nie mogę... muszę iść nakarmić Snape'a.

Draco poczuł ucisk w piersi. Cholerny Snape! Wiedział, że krzywi się, ale nie potrafił tego powstrzymać. Obserwował, jak Harry poprawia ubranie. A potem zdał sobie sprawę, że na pewno ma na sobie jego zapach. Przypomniał sobie, co ostatnio w takiej sytuacji zrobił Mistrz Eliksirów.

- Jak mu wytłumaczysz, że pachniesz mną? Idziesz się przebrać?

- Nie mam na to czasu. Nawet gdybym to zrobił, to i tak będzie wiedział, że coś się stało, chyba że wziąłbym prysznic i umył zęby – powiedział, owijając sobie Isseę wokół szyi. Z zadowoleniem się tam ułożyła. – Muszę mu powiedzieć prawdę i nie pozwolić wyjść, dopóki nie zrozumie, że nie jestem jego własnością.

Draco uśmiechnął się słabo, po czym znów skrzywił.

- Potter, czyś ty oszalał?! On po mnie przyjdzie!

Harry wzruszył ramionami i westchnął.
- Jeśli odpowiednio zajmę go sobą, to nie przyjdzie. A potem wróci do siebie. Przypomnę mu, że jeszcze nie skończył się dla niego areszt domowy.

Draco nie wyglądał na zadowolonego.

- Zajmiesz go sobą? Coś mi się wydaje, że nie chodzi tu o same gryzienie.

Harry zachichotał.

- Zazdrosny? Nawet nie chodzimy ze sobą – drażnił się. Draco wpatrywał się w niego ze złością, więc Gryfon westchnął i oparł się o ścianę. – To nic takiego, naprawdę. Muszę to robić, jest to związane z gryzieniem. A gdy skończy się ten miesiąc, wrócimy do cięcia nadgarstka. Wtedy wszystko wróci do normy, już nie będzie taki zaborczy. – Harry zignorował ból, jaki poczuł na samą myśl o tym. Nie chciał, żeby Snape go gryzł, dotykał... dobra, może chciał, ale w końcu był normalnym nastolatkiem z normalną burzą hormonów. To wszystko! Naprawdę!

Ślizgon nie był zachwycony, ale i tak skinął głową.

- Dobrze, tylko na pewno nie pozwól mu przyjść po mnie.

- Słowo – powiedział Harry.

- Świetnie, idź już.

Harry odwrócił się w stronę komnat Snape'a. Szybko podszedł do Draco i pocałował go. Potem odszedł, nawet się nie oglądając.

Draco wpatrywał się za nim z miną niewyrażającą niczego. Palcami dotykał ust. Cholera, ja naprawdę rozważam możliwość przespania się z Chłopcem, Który Przeżył... Jak do tego doszło? Westchnął ciężko. Opuścił dłoń i powoli skierował się w stronę dormitorium.

***
Harry zatrzymał się kilka metrów od komnat Snape'a. Wytarł usta rękawem, a potem zaczął pluć na ziemię – wszystko, byleby pozbyć się smaku Draco. Sam już go nie czuł, ale zdawał sobie sprawę, że z Mistrzem Eliksirów może być inaczej.

– Panie, co robisz?

– Próbuję pozbyć sssię sssmaku Draco z ussst.

– Dlaczego?

– Ponieważ mężczyzna, którego widziałeś wcześniej, Sssnape, mógłby inaczej być bardzo zły. – Harry zrobił kilka kroków, starając się uspokoić.

Issaa zawinęła się wokół jego karku i dotknęła językiem policzka, próbując go wesprzeć.

– Dlaczego musssisz się ssspotykać z tym złym, śmierdzącym człowiekiem?

– Bo jessstem jego towarzyszem. To wampir.

– Issaa wie, że on jessst wampirem, panie. Przykro mi, że jesssteś związany z okrutnym człowiekiem. Mogę go ugryźć?

Harry zatrzymał się, a na jego ustach zaigrał rozbawiony uśmieszek.

– Nie, nie możesz. Jesssteś jadowita, prawda?

– Nie dla wampirów, ich krew nie reaguje na moją truciznę. Ale ugryzienie i tak bolałoby.

– W takim razie możesz go ugryźć, jeśli będzie próbował mnie skrzywdzić. Tylko bądź ossstrożna – on może cię zranić.

– Issaa jessst szybka!

Harry zachichotał.

– Róże – powiedział. Przełknął ślinę i wszedł do środka. Aż podskoczył, gdy niespodziewanie wyrósł przed nim Snape.

– Potter, jesteś... – Mężczyzna przerwał, wciągając głęboko powietrze... jego oczy zwęziły się niebezpiecznie. – Draco! – wrzasnął. Chwycił Gryfona za nadgarstek i rzucił nim o ścianę. Harry jęknął, próbując złapać oddech.

Snape usłyszał syczenie, ale nie był w stanie go zlokalizować. Postanowił się tym nie przejmować. Złapał chłopaka za szyję... i nagle coś go ugryzło. Warcząc, sięgnął za to coś – węża – i rzucił nim przez pokój. Bolała go ręka. Bestia wbiła zęby w jego skórę!

Harry skorzystał z okazji i udało mu się wziąć głęboki oddech. A potem znów złapał go Snape, przyciągając za biodra. Zanim ponownie zdążył nim rzucić o ścianę, Issaa zbliżyła się do karku mężczyzny i wbiła zęby. Mocno. Merlinie, spraw, żeby to zadziałało... pomyślał chłopak z desperacją. Snape z wrzaskiem złapał go jeszcze mocniej, aż uścisk stał się bolesny. Jedną ręką chwycił go za włosy, ciągnąc głowę do tyłu.

Gryfon poczuł smak krwi w ustach, może musiał się gdzieś zranić. A potem poczuł straszny ból, gdy niespodziewanie wampir wbił się w jego wyeksponowaną szyję – krzyknął rozdzierająco, otwierając szeroko usta.

Snape w ogóle nie wiedział, co się dzieje. Jego towarzysz pachniał kimś innym. Zdrada, wróg! pomyślał, do końca nie rozumiejąc własnych myśli. Jego zęby przebiły delikatną skórę i ochoczo zaczął pić cudowny płyn. Ciało pod nim poruszyło się, więc zacieśnił uścisk na swojej ofierze. Na swoim towarzyszu. SWOIM. Całość, każda najmniejsza cząstka tej wspaniałej istoty należała do niego. A on zrobi wszystko, żeby chłopak zdał sobie z tego sprawę.

Zapach, który czuł, był okropny. Musi jakoś się go pozbyć z ciała Gryfona. Musi. Więc wypił więcej krwi, tego życiodajnego płynu, który tak bardzo go zadowalał. Płonął w jego żyłach i ożywiał ciało. Ale zapach wciąż tam był... czuł go nawet we krwi... Warknął i oderwał usta od gardła, nie zwracając uwagi na to, że przy okazji zostawia brzydko wyglądającą, otwartą ranę.

W uszach mu dźwięczało... syczenie? Nagle zapanowała cisza... Kiedy krzyk się urwał? A szamotanina? Odsunął się nieznacznie, głowa Pottera opadła na bok. Był zdziwiony. Dlaczego się nie rusza? Dlaczego nie mówi, nie zapewnia, że wszystko w porządku, że nigdy go nie zdradzi... dlaczego?

Snape spróbował uporządkować myśli. Chwilę to trwało. Nagle zaczął powracać ból. Spojrzał w dół i zobaczył węża. Dlaczego wąż atakował jego nogę? Potrząsnął nią na tyle mocno, że stworzenie oderwało się i upadło na podłogę. Potem zdał sobie sprawę, że wciąż trzyma ciało. Wyglądało strasznie – całe we krwi, krew na szyi, na koszulce, spodniach. Z niechęcią oderwał wzrok od przepysznych, czerwonych plam... Spojrzał na usta – te piękne, pełne usta, które teraz powinny się śmiać... wyżej – oczy, zamknięte... dlaczego miał nadzieję, że zobaczy te zielone spojrzenie, wpatrzone w niego z radością...?

Zaskoczyły go te zamknięte oczy... Znów usłyszał syczenie, ale gdzieś dalej... Snape skoncentrował się. Bum... bum... bum... bum... Bicie serca. Ta myśl go zaniepokoiła, bo jego rytm był bardzo wolny. Spojrzał na ciało, tym razem uważniej. Towarzysz pomyślał wampir, znów starając się przejąć kontrolę. Wampir odepchnął te myśli na bok... i upuścił Harry'ego. Harry! Ciało leżące na podłodze, jak bezwładna kukiełka, to Harry!

Oczy Snape'a rozszerzyły się, z ust wydobył się jakiś nieartykułowany dźwięk. Upadł na kolana obok chłopaka. Dotknął gładkiego policzka – był zimny. Na własnej twarzy poczuł coś dziwnego, nie widział też wyraźnie. Przetarł oczy – to była krew. Znowu.

Nagle wszystko zaczęło falami do niego powracać, jakby coś nagle przedarło się przez ciemną zasłonę w jego umyśle.

– Merlinie, nie!

Spojrzał na Harry'ego z przerażeniem. Wampir nagle zrozumiał w pełni, co zrobił. Nie mógł patrzeć na swojego towarzysza w takim stanie... i to wszystko przez niego! Czuł ogarniający smutek, miał ochotę położyć się obok chłopaka i płakać. Już chciał to zrobić, ale szybko wytrzeźwiał. Nie! To w niczym nie pomoże. On ciągle oddycha, jego serce bije! Wciąż jest nadzieja! Szybko wstał i pobiegł do swojego pokoju, gdzie na półce stały podręczne eliksiry. Zgarnął kilka buteleczek i chwilę później wrócił do Harry'ego. Wskazał różdżką jego szyję.

– Episkey! – Rana zaczęła się momentalnie zasklepiać. Snape nie tracił czasu – sięgnął po eliksiry. Odchylił głowę chłopaka i położył ją sobie na kolanach. Delikatnie rozchylił usta Gryfona; już chciał wlać mu do gardła eliksir, gdy usłyszał rzężenie. To był Harry. Snape zaklął. Coś musiało mu odcinać dopływ tlenu. Gdyby wlał mu do ust płyn... Pokręcił głową i znów chwycił za różdżkę.

– Anapneo! – Przez chwilę panowała cisza, potem pierś chłopaka zaczęła się unosić w głębokim oddechu.

Snape westchnął z ulgą, gdy to usłyszał. Upuścił różdżkę, ponownie delikatnie odchylił głowę chłopaka i wlał mu do ust eliksir.

– Przełykaj, do cholery! – Zaczął masować jego gardło, aż chłopak połknął płyn. Snape pokiwał głową i to samo zrobił z następną porcją eliksiru. Po kilku minutach ostrożnie ułożył Gryfona na ziemi.

Podniósł różdżkę i przelewitował nieprzytomne ciało do sypialni. Położył Gryfona na łóżku i ponownie sprawdził puls. Chłopak oddychał już w miarę regularnie. Przeszedł do salonu, żeby sprzątnąć puste flakoniki. Przez moment wpatrywał się w zakrwawioną podłogę, znów czując przerażenie.

Prawie zabiłeś swojego towarzysza. Prawie zabiłeś Harry'ego! Snape warknął i upadł na kolana, chyląc głowę ku ziemi. Czuł nadchodzącą migrenę. Wampir bez przerwy wrzeszczał wściekle na przemian ze szlochaniem. Snape tępo wpatrywał się w podłogę. To zabarwi kamień pomyślał. Powinienem to wyczyścić dodał, ale nawet nie sięgnął po różdżkę.

Zamiast tego wstał i poszedł do łazienki. Wziął miękki, szary ręcznik, którego zazwyczaj używał do wycierania się po kąpieli. Zwilżył go i wrócił do pokoju. Uklęknął i zaczął metodycznie wycierać kamienną posadzkę. Trzęsły mu się ręce. Nie pamiętał, kiedy ostatnio był w takim stanie. Będąc Mistrzem Eliksirów, musiał zawsze panować nad swoimi dłońmi. Będąc śmierciożercą, nauczył się zachowywać spokój w każdej sytuacji. Teraz drżały mu dłonie. Czuł się paskudnie, półprzytomnie stwierdził, że pewnie jest w szoku. Aż do tej chwili, tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy, że prawie zabił swojego towarzysza. Owszem, wampir cały czas o tym krzyczał, ale to nie to samo... Cholera, prawie zabił przeklętego Harry'ego Pottera, Chłopca, Który Przeżył, Zbawcę Czarodziejskiego Świata!

Krew zniknęła, zabarwiając na czerwono ręcznik. Z jakiegoś dziwnego powodu ten widok był jeszcze gorszy. Jakby próbował zniszczyć dowody. Powinieneś zostać ukarany! Powinieneś na zawsze zapamiętać, co zrobiłeś, zawsze mieć coś, co by ci o tym przypominało powiedział grobowym głosem wampir. Snape starał się na to nie zwracać uwagi. Wstał i poszedł do łazienki, rzucił ręcznik pod prysznic. Bez wątpienia skrzaty go wypiorą.

Wrócił do sypialni i wpatrywał się w leżącego nieruchomo na łóżku chłopca. Wampir znów zaczął krzyczeć – Severus tylko pocierał bolącą głowę i powstrzymywał się od objęcia Harry'ego. Niech to szlag, moje myśli wykluczają się nawzajem! Jak mogę równocześnie być wściekły na siebie za to, że go skrzywdziłem i zarazem usprawiedliwiać się, bo poczułem czyjś zapach na nim?! Snape zignorował też fakt, że myślał o wampirze jak o sobie... czego dotąd nie robił.

Warcząc, mężczyzna cofnął się i opuścił pokój, podchodząc do kominka. Musiał wezwać Dumbledore'a i powiedzieć, co się stało. Harry nie będzie mógł uczęszczać na lekcje do końca dnia. Dumbledore przyjdzie i ukaże go za skrzywdzenie Gryfona, a wtedy Severus poczuje się lepiej. Potem Harry zostanie przeniesiony do skrzydła szpitalnego i... i on nie będzie mógł się nim opiekować! Snape zamarł kilka kroków od kominka. Nie, nie mogę powiedzieć Albusowi. Wezmą ode mnie Harry'ego, a ja muszę się nim zająć. Mój towarzysz jest zraniony, muszę się nim zająć?. Nikt inny nie jest odpowiedni! Mistrz Eliksirów nie wiedział, kiedy jego własne myśli i myśli wampira zaczęły na siebie nachodzić, ale tak było.
Odwrócił się na pięcie. Nie wahając się ani chwili, położył się na łóżku, obok chłopca i przytulił do niego. Gryfon wciąż delikatnie pachniał Draconem, ale Snape zauważył, że nie jest w stanie się dłużej złościć po tym, co się stało. Severus zasnął, ukołysany biciem serca swojego towarzysza.

***

W czasie kolacji Gryfoni zamartwiali się o Harry'ego, który nie pokazał się przez. Hermiona miała powoli dość nadchodzących z każdej strony zapewnień, że z Potterem na pewno jest wszystko w porządku. W końcu przestała na nie zwracać uwagę.

Ron spojrzał na przyjaciółkę ze zmartwieniem.

– Jak myślisz, gdzie on może być? – wyszeptał, żeby nikt inny go nie usłyszał.

Hermiona zerknęła na stół nauczycielski – dyrektor siedział tam, więc Harry na pewno nie był z nim.

– Nie wiem, Ron. Ostatnio widzieliśmy go przed lunchem, pamiętasz? Poszedł nakarmić Snape'a... może coś go tam zatrzymało?

Ron postanowił nawet nie myśleć, co mogłoby go tam zatrzymać. Chciał delektować się kolacją, a nie myśleć o takich rzeczach.

– Ale profesor raczej nie straciłby poczucia rzeczywistości na tyle, żeby zapomnieć o zajęciach Harry'ego. To wzbudziłoby tylko podejrzenia. Może coś się stało – myślała Gryfonka, rozglądając się po Wielkiej Sali. Jej wzrok zatrzymał się na stole Ślizgonów, a właściwie na pewnym konkretnym blondynie. Draco nerwowo patrzył na drzwi, a potem przenosił wzrok na stół Gryfonów. W końcu ich spojrzenia spotkały się.

Hermiona skrzywiła się, obracając się w stronę Rona.

– Myślę, że Malfoy coś wie – wyszeptała.

Łyżka rudowłosego zatrzymała się w połowie drogi do jego ust, a on sam spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem.

– Co niby miałaby wiedzieć ta fretka? – Hermiona przygryzła dolną wargę.

– Cóż... Harry, jakby ci to powiedzieć... ostatnio odwiedzał Malfoya. Gdy on był w skrzydle szpitalnym. I oni... spotykali się kilka razy od tego incydentu z wężomową.

Ron upuścił łyżkę. Upadła z głośnym pluskiem w talerz z zupą.

– Co?!

– Ron, wydaje mi się, że Harry może lubić Malfoya. Z tego co mi o nim opowiedział wynika, że Malfoy może nie być wcale taki zły.

Rudowłosy wyglądał jakby był chory.

– Nie mogę w to uwierzyć. Najpierw Snape, a teraz... teraz... fretka?! – Hermiona spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem.

– Przestań. Powiedziałeś, że to ci nie przeszkadza. Dlaczego tak bardzo cię denerwuję, że Harry woli chłopców?

– Nie denerwuje mnie to! Wkurza mnie, że lubi tych konkretnych facetów! Naszych wrogów!

– Mów ciszej, Ron – poradziła dziewczyna. – Snape nie jest wrogiem. Harry wierzy, że on jest po naszej stronie, a ja ufam Harry'emu. Co do Malfoya... wiesz, że Dumbledore poprosił Harry'ego, żeby spróbował przeciągnąć go na naszą stronę? Malfoy jeszcze się nie zdecydował. Wciąż może dokonać właściwego wyboru.

Ron skrzywił się.

– Nie lubię gościa. Nawet jeśli wybierze naszą stronę, to nie zapomnę tego, co nam do tej pory zrobił.

– Jednak Harry jest gotów mu wybaczyć, a to w końcu jego Malfoy najbardziej skrzywdził. Słuchaj, nie mówię, że wybaczę mu nazywanie mnie szlamą czy coś w tym stylu, ale Harry powinien być szczęśliwy. Nieważne dzięki komu – powiedziała, wstając. Ron podążył za nią, choć wyraźnie nie był zachwycony. Gdy dotarła do drzwi, znów spojrzała w stronę Ślizgonów i złapała wzrok Malfoya. Delikatnie pokazała w stronę korytarza, na co on nieznacznie skinął głową.

Kilka minut później cicho syknęła na Draco, który rozglądał się za nimi. Szybko podszedł do nich, też skrywając się za figurą. Dziewczyna nie dała mu czasu na dojście do głosu.

– Gdzie jest Harry? – spytała.

– Jeżeli coś mu zrobiłeś...

– Zamknij się, Ron!

Draco jęknął. Myślał, że może Gryfoni będą wiedzieć, czy z Harrym wszystko w porządku, ale najwidoczniej nawet nie wiedzieli, gdzie może być. Akurat tego dnia nie miał żadnych zajęć, więc nie wiedział, czy Harry bezpiecznie wrócił do siebie.

– Gdzie jest Harry? Czy wasza dwójka nie pilnuje go?

Teraz to Hermiona się skrzywiła. W myślach powróciła do rozmowy z Ronem, gdy mówiła, że Malfoy nie jest taki zły.

– Ostatni raz widzieliśmy go przed lunchem. I ty też.

– Tak, potem widziałem go jeszcze w lochach – przyznał. – Ale od tego czasu wcale. – Przez moment wpatrywał się w swoje spodnie, po czym znów spotkał wzrok dziewczyny. Tym razem wyglądał na zaniepokojonego. – Więc... nie wrócił ze spotkania ze Snape'em?

– Nie... Malfoy, wiesz, co mogło się stać? – Uderzyła Rona, zanim zdążył wejść jej w słowo.

Draco zamierzał zaprzeczyć, ponieważ nie chciał, żeby szla... Granger i Weasley wiedzieli, co robił z Harrym, ale musiał im powiedzieć.

– Snape mógł... zaatakować Harry'ego. Może. Nie wiem na pewno.

Oczy Hermiony się powiększyły. Ron zrobił się czerwony.

– Zaatakować? Zaatakować Harry'ego?! – wrzasnął.

Draco spojrzał na niego z ukosa.

– Powiedział mi, że potrafi nad nim zapanować! Powiedział, że Snape nigdy by go nie skrzywdził, bo jest jego towarzyszem!

– Boże, co takiego zrobiliście, że to mogłoby sprowokować Snape'a? Wy nie... nie...

– Nie! Nie pieprzyliśmy się, Granger! Tylko... tylko całowaliśmy się!
Ron sprawiał wrażenie obrzydzonego. Hermiona zbladła.

– Merlinie, musimy się tam dostać. Ron, biegnij po Dumbledore'a, powiedz, że to pilne i dotyczy profesora Snape'a... Malfoy, chodź ze mną, musimy szybko dotrzeć do lochów. – Ron i Draco tylko się w nią wpatrywali, więc wrzasnęła – NATYCHMIAST!

Potem chwyciła Malfoya za rękę i pociągnęła za sobą. Ron pobiegł z powrotem do Wielkiej Sali.

Hermiona zwolniła dopiero w korytarzu, gdzie znajdowały się komnaty Snape'a. Rozejrzała się, szukając wężowej figurki. Zatrzymała się tak gwałtownie, że blondyn wpadł jej na plecy.

– To tutaj, ale nie znam hasła – powiedziała zniecierpliwiona.

Draco wpatrywał się przez chwilę w węża, ale po chwili oparł się o ścianę.

– Cóż, po prostu świetnie, co teraz? Nigdy nie byłem w środku.

– Ostatnio Snape wyczuł, że Harry jest na zewnątrz... może nas też wyczuje – stwierdziła z nadzieją.

Draco skrzywił się nieznacznie i zaczął nerwowo chodzić w tę i z powrotem. Dziewczyna zwróciła się w jego stronę.

– O co chodzi?

– Jeżeli wyczuje mnie, to bardzo możliwe, że będzie chciał zaatakować. Nie, dzięki. Nie chcę dziś umierać – warknął.

– Naprawdę nie wiem, co Harry w tobie widzi. Jesteś taki... taki... nieokrzesany!

Draco zamrugał kilkakrotnie. Zastanawiał się, czy chciałby być nieokrzesany. Chyba nie.

– Słuchaj, Granger. Nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz. Jestem tu tylko dlatego, że wiem z pierwszej ręki co to znaczy, gdy zaatakuje cię wampir. Szybkie dotarcie do Ha... Pottera to najlepsze rozwiązanie. Jest już tam od kilku godzin, sam z... – Oczy Draco się rozszerzyły. – Czekaj... Ha... Potter powiedział, że jest w stanie ułagodzić Snape'a przez całowanie... Na pewno dlatego nie było go na zajęciach. Był zbyt zajęty seksem – skończył z goryczą.

– Nie! – zaoponowała twardo Hermiona. – Nie wierzę, że Harry mógłby... to zrobić, tylko po to, by ocalić siebie. On nie jest taki. Chce, żeby to coś znaczyło.

Ślizgon prychnął, ale miał nadzieję, że dziewczyna ma rację. Nie żebym chciał, żeby to coś znaczyło. Po prostu nie podoba mi się pomysł, że mógłby się pieprzyć z moim ojcem chrzestnym powiedział sam do siebie.

Czekali jeszcze minutę, zanim dotarli do nich Dumbledore i Ron. Dyrektor nic nie powiedział, gdy ominął Hermionę i stanął przed drzwiami. Nie musiał nic mówić, drzwi same się przed nim otworzyły.

***

Gdy Harry się obudził, nie czuł się senny. W jednej chwili spał, a w drugiej przed jego oczami szybko przepływały obrazy, jak w jakimś kiepskim filmie. Nagle przypomniało mu się wszystko, co się stało. Spróbował otworzyć oczy, ale powieki były zbyt ciężkie, w końcu się poddał. Wolał leżeć na tym miękkim łóżku... Snape'a? Raczej tak, łóżka szpitalne nie były tak wygodne. A przykrycia tak ciężkie i zimne.
Zadrżał. Było mu bardzo zimno. Dlaczego? Poruszył się i nagle ciężar leżący na nim chwycił go jeszcze mocniej. Snape zrozumiał chłopak. Snape obejmował go. Oddech Gryfona nieznacznie przyspieszył, to wystarczyło, żeby pokazać mężczyźnie, że już nie śpi. Mistrz Eliksirów szybko się odsunął. Otworzył oczy. Starał się odwrócić głowę, ale to było bardzo bolesne. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale miał kompletnie suche gardło. Tylko jęknął.

Snape obserwował go uważnie. Nie wiedział, jak Harry zareaguje. Zdawał sobie sprawę, że zasłużył na to, by na niego nawrzeszczano, by rzucono na niego jakieś paskudne zaklęcie. Wiedział to, mimo że nie chciał, by coś takiego się stało. Słysząc jęk, domyślił się, że chłopak musi mieć kompletnie suche gardło. Podszedł do szafki, sięgnął po stojącą tam fiolkę, a potem jednym ruchem różdżki wyczarował szklankę wody. Zbliżył się do łóżka, starając się wyglądać na pewnego siebie.

– Obawiam się, że przez jakiś czas będzie cię boleć gardło. To powinno choć trochę pomóc w mówieniu – powiedział cicho. Pomógł Gryfonowi unieść głowę i wypić eliksir. Harry skrzywił się nieznacznie, potem popił wodą. – Powoli, inaczej może boleć jeszcze bardziej.

Snape odłożył pustą szklankę i pozwolił chłopcu położyć się z powrotem. Pochylił się nad Harrym, który wpatrywał się w niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

– Jak się czujesz?

Chłopak oblizał usta i powoli poruszył szyją.

– Bywało lepiej – spróbował się odezwać.

Snape poczuł się winny, ale Harry'ego to jakoś nie usatysfakcjonowało. Mistrz Eliksirów go nie zaatakował, on go prawie zabił. Mężczyzna musiał wypić naprawdę dużo krwi, inaczej nie straciłby przytomności.

– Jak dużo krwi?

Wampir zamknął oczy. Usiadł powoli na łóżku, ale w sporej odległości od chłopaka.

– Dużo – powiedział w końcu. Otworzył oczy i spojrzał na Gryfona. – Prawie umarłeś – dodał ciszej.

Harry przez chwilę to przetrawiał, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Miał ochotę krzyczeć, ale coś mu podpowiadało, że przecież od początku, gdy tylko wszedł do pokoju, wiedział jakie to może być niebezpieczne. Powiedział, że ufa Snape'owi. Powiedział Hermionie, Ronowi, Dumbledore'owi, Remusowi, nawet Draco, że mężczyzna go nigdy nie zrani. Nigdy specjalnie, naumyślnie. A teraz prawie umarł. Czyżby przez ten cały czas się mylił? Nie powinienem tak nawet myśleć. Snape nigdy by czegoś takiego specjalnie nie zrobił! Ale prawie zginąłem... Jeżeli to nie jest poważna sprawa, to już sam nie wiem... pomyślał.

Podniósł wzrok. Snape wpatrywał się w niego bez wyrazu. Gdyby nie powaga sytuacji, to Harry pewnie roześmiałby się. Wiedział, że Mistrz Eliksirów w ten sposób stara się ukryć prawdziwe emocje. Pomyślał, że gdyby wpatrywał się w te oczy dłużej, to może by coś z nich odczytał. Ale nie musiał tego robić. Wampir prawdopodobnie czuje się winny i zrozpaczony.

Gryfon wziął głęboki wdech i powoli pokiwał głową.

– W takim razie wieczorem chyba nie będę musiał cię nakarmić, prawda? – Zdobył się nawet na słaby uśmiech.

Snape wypuścił powietrze, które tak długo wstrzymywał. Przytaknął prawie niezauważalnie. Napięcie spłynęło z niego, poczuł się wyczerpany. Jeżeli Harry był w stanie żartować, to wszystko powinno być dobrze.

– Impertynencki bachor – mruknął bez zwykłej zapalczywości.

Uśmiech na twarzy Gryfona był tym razem szczery.

– Muszę nim być, żeby z tobą wytrzymać.

Snape skrzywił się. Już miał coś powiedzieć, gdy usłyszał szczęk drzwi. Spiął się, słuchając cichych kroków. Warknął i wstał. Pociągnął nosem, już zanim ich zobaczył, poczuł ich zapachy.

– Draco! – wysyczał.

– Snape, nie! – krzyknął Harry. Mężczyzna momentalnie zatrzymał się.
Mistrz Eliksirów posłuchał swojego towarzysza, mimo że jego wampirza natura miała ochotę rozerwać Draco na strzępy. Blondyn stał w holu razem z kilkoma innymi osobami, ale mężczyzna to z niego nie spuszczał wzroku. Prawie nie zauważył, że zbliżył się do niego Dumbledore.

– Severusie, przyszliśmy do Harry'ego. Jest tutaj, słyszałem go. Mogę się z nim zobaczyć? – spytał tak, jakby się pytał o pogodę.

– Nie – odwarknął, wciąż wpatrując się w chrześniaka. Stał w drzwiach, blokując przejście. Obroni swojego towarzysza, to jego obowiązek.

Dumbledore skrzywił się nieznacznie.

– Severusie, chłopak jest u ciebie od lunchu. Nie był na żadnej lekcji. Martwiliśmy się o niego. Chcemy tylko wiedzieć, czy wszystko jest w porządku.

– Nic mu nie jest – zawarczał.

Harry miał dość samego słuchania. Powoli usiadł. Trochę bolały go plecy, ale poza tym czuł się całkiem nieźle. Ruszanie głową było bolesne, więc starał się tego nie robić. Ostrożnie wstał, poczuł falę zawrotów głowy. To pewnie od utraty krwi pomyślał. Krok po kroku zbliżył się do Snape'a. Położył dłoń na jego plecach.

Mężczyzna prawie podskoczył, gdy poczuł dotyk chłopaka. Oderwał wzrok od Ślizgona i odwrócił się błyskawicznie, obejmując Harry'ego, który wyglądał, jakby miał się zaraz przewrócić. Był bardzo blady, miał czoło mokre od potu. Snape warknął.

– Powinieneś leżeć w łóżku. Jeszcze nie doszedłeś do siebie – powiedział.

Dyrektor zrobił kilka kroków w ich stronę i zmarszczył brwi, gdy zobaczył, jak Gryfon wygląda.

– Harry, mój chłopcze, dobrze się czujesz? – spytał, znając odpowiedź.

Złoty Chłopiec pokiwał głową.

– Wszystko w porządku – wyszeptał. Kolana się pod nim trzęsły, oparł się mocniej o Snape'a, wdzięczny za pomoc.

– Harry, co się stało? – drążył starszy czarodziej.

Snape zawarczał, ale Gryfon pokręcił głową. Sam chciał się tym zająć.

– Zbyt mocno... daliśmy się ponieść i... on wypił za dużo – powiedział Harry. Co kilka słów musiał brać nowy oddech. Zauważył, że twarz Draco stężała z gniewu. Westchnął cicho. – Nic mi nie jest, naprawdę.

Snape był zdumiony. Nie był w stanie zrozumieć, dlaczego Harry go bronił. Prawie go zabiłem...

– Harry, powinieneś odpoczywać. – Pochylił się nad chłopcem, szepcząc mu do ucha. Nie miał ochoty rozmawiać z resztą. Chciał opiekować się chłopcem. To była w końcu jego wina.

Harry zadrżał, powoli kiwając głową. Czuł się wykończony, ledwie mógł ustać na nogach, a przed oczami wirowały mu ciemne plamy.

– Dobrze, ale chciałbym z nimi pomówić. Naprawdę, Snape... wpuść ich.

Mistrz Eliksirów chciał zaprotestować, ale gdy zobaczył minę chłopaka, bez słowa się odwrócił i wziął zaskoczonego chłopaka na ręce. Z wprawą położył go na łóżku. Harry rzucił mu spojrzenie, wyraźnie mówiące, że nie musi się o niego tak troszczyć, ale mężczyzna je zignorował.

Dumbledore bez słowa poszedł za nimi. Wampir miał w tej chwili ochotę rzucić na starszego czarodzieja jakąś paskudną klątwę, ale powstrzymał się – za to warczał i wpatrywał się gniewnie w blondyna, który wszedł za dwójką Gryfonów.

Harry westchnął.

– Naprawdę czuję się dobrze... Snape... opiekuje się mną – starał się przekonać dyrektora, który nie wyglądał na zachwyconego całą sytuacją.

Hermiona zdecydowała, że musi się odezwać.

– Harry, naprawdę wszystko jest w porządku? Jeżeli... jeżeli profesor Snape cię skrzywdził... on prawdopodobnie nie był sobą. Na pewno chciał się kontrolować, ale wampiry to bardzo zaborcze stworzenia. Jeżeli coś ci zrobił, możesz nam powiedzieć, on nie będzie za to ukarany...

– Nie zgodzę się z panią, panno Granger – wtrącił się Dumbledore. – To już trzeci raz, jak zaatakował ucznia. Najpierw Harry, potem pan Malfoy, teraz znów Harry... – Dumbledore spojrzał na Mistrza Eliksirów. – Severusie, to nie może się powtarzać. Nie panujesz nad sobą. Obawiam się, że muszę zadbać o bezpieczeństwo moich podopiecznych.

Snape zawarczał, ale przerwał mu Złoty Chłopiec:

– Nie. Przecież to tylko mnie i Draco zaatakował. Proszę, mam pomysł.

Obaj czarodzieje spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Snape zastanawiał się, co to za „pomysł" mógł wymyślić Harry, zaś Dumbledore'owi nie podobało się, że chłopak wciąż bronił wampira, gdy było oczywiste, że ten nie potrafi zapanować nad swoimi instynktami.

– Dobrze, co proponujesz?

Harry zerknął na Draco, a potem znów odwrócił się w stronę dyrektora.

– Sądzę, że może gdybym oswoił Snape'a z myślą, że mogę pachnieć innymi ludźmi, on się do tego przyzwyczai... Nie przejmował się przecież, gdy obok mnie była Hermionba czy Ron... może po prostu potrzebna jest dłuższa praktyka...

Mistrz Eliksirów znów zawarczał.

– Czym innym jest, gdy pachniesz kimś, a czym innym, gdy smakujesz innymi.

Harry starał się nie zaczerwienić. Draco za to wpatrywał się uporczywie w drzwi. Gryfon nerwowo oblizał wargi.

– Eee... cóż... może najpierw zaczniemy od zapachu, do końca tego miesiąca. Potem już raczej nie powinieneś być taki zaborczy i będziemy mogli zabrać się za smak... – Kolejne warknięcie. – Dobrze, nie smak... To może gdybyś... zobaczył mnie z kimś... Albo gdyby ktoś potowarzyszył nam podczas posiłków... – Chłopak zamilkł, gdy zobaczył wściekłe spojrzenie nie tylko wampira, ale też Malfoya. Przełknął ciężko ślinę.

Co dziwne, pierwszy odezwał się Draco:

– Nie jestem twoją zabawką, którą możesz wykorzystywać, Potter. Nie jestem też twoim chłopakiem, pamiętasz? Chcieliśmy tylko zobaczyć, co z tego będzie. Nic poważnego. – Cofnął się, gdy usłyszał wyjątkowo głośne warczenie. – Nie mam ochoty narażać swojego życia!

– Snape, przestań – rozkazał Harry. Mężczyzna spojrzał na niego z ironią, więc chłopak tylko westchnął. Jak widać kontrolowanie wampira nie było takie łatwe. Musi się nauczyć, co sprawi, że Snape będzie go słuchał. Ale to na razie może poczekać. Zwrócił się do Malfoya. – Jeżeli nie chcesz spróbować, trudno. – Gryfon starał się zignorować ucisk w piersi. Zabawne, jak bardzo przywiązałem się do kogoś, kto jeszcze niedawno był moim wrogiem... – To znaczy, że moje życie nie będzie jednak aż tak skomplikowane. Choć teraz czuję się jak śmieć, po tym, jak przeszedłem przez te wszystkie trudności, żeby wszystko między nami się ułożyło. – Harry starał się brzmieć lekko, ale zdawał sobie sprawę, że nie do końca mu się to udało.

Draco nagle poczuł się strasznie. Nie mógł uwierzyć, że rozmawiają o tym przy wszystkich. Chciał coś powiedzieć, ale rozmyślił się – zamknął usta i spojrzał spode łba na wpatrzonych w niego z oczekiwaniem ludzi.

– Cholera, czy nie możemy mieć choć odrobiny prywatności?!

Dyrektor wyglądał na rozbawionego.

– Nie sądzę, że zostawienie cię samego z Severusem i Harrym było dobrym pomysłem – zwłaszcza, że Harry nie jest w stanie ochronić cię przed nim.

Draco nie spodobała się już sama myśl, że nie umiałby się sam obronić.

– Wyjdźcie stąd, wszyscy. Nie będę rozmawiał na taki temat przed Gryfonami. Bez obrazy, dyrektorze, ale to nie pański interes.

Hermiona i Ron wstrzymali powietrze, Dumbledore wyglądał, jakby chciał na niego nakrzyczeć. Niespodziewanie Harry zachichotał.

– Słyszeliście go, wyjdźcie. Nie chcę rozmawiać, gdy tu jesteście – powiedział.

Ślizgon spojrzał na niego ze zdumieniem. Snape ze złością.

– Potter, nie zostawię cię tu z nim samego.

– Nie musisz, jeśli obiecasz, że będziesz się porządnie zachowywał.

– Nie jestem zabawką.

– Zaczynasz brzmieć jak Draco. – To uciszyło Mistrza Eliksirów.

– Harry, to nie jest dobry pomysł – powiedział Dumbledore, o dziwo, nie uśmiechając się.

– Zrozumiałem – powiedział ironicznie.

Dyrektor skrzywił się jeszcze bardziej.

– A może zabierzemy cię do skrzydła szpitalnego i Poppy cię zbada? Tam mógłbyś porozmawiać z Draco sam na sam.

– Snape już się mną zaopiekował. Jedyne, czego potrzebuję, to trochę snu – a to łóżko jest wygodniejsze niż te w infirmerii. – Dumbledore westchnął, ale poddał się.

– Dobrze. Panno Granger, panie Weasley – poczekamy w salonie. – Starszy czarodziej przepuścił ich przodem. Draco zamknął za nimi drzwi i na wszelki wypadek rzucił na nie zaklęcie wyciszające. Potem odwrócił się w stronę dwójki pozostałych.

– Nie zabijesz mnie, prawda?

– Gdybym chciał, Draco, już byś nie żył, zapewniam cię – warknął Snape.

Harry westchnął. Miał już tego serdecznie dosyć.

– Snape, przestań. Zrobiłbym wszystko, żeby ci pomóc. Kłamałem, ciąłem nadgarstki, pogodziłem się z tym, że kochałeś się w moim ojcu, pozwoliłem, żebyś mnie zaatakował. Cholera, dla ciebie zmieniłem swoje życie. Czy ty tego nie widzisz? Snape, nie ma lekarstwa na wampiryzm. Jestem twoim towarzyszem. Będę z tobą do końca mojego życia. Możesz chociaż pozwolić mi choć trochę decydować o sobie.

Mężczyźnie się to nie spodobało, wiedział, że Harry ma rację. Opanuj się, Severusie. Pozwól chłopcu porozmawiać z Draco, jeśli tego chce. Potem możesz go przekonać, że bycie z tym Ślizgonem nie jest dobrym pomysłem powiedział do siebie. Starał się nie słuchać wampira, który wył jak opętany. Wstał i podszedł do łóżka. Podniósł plecy chłopaka i usiadł za nim tak, że Harry leżał na jego piersi, pomiędzy rozłożonymi nogami.

– S-Snape? Co ty robisz? – spytał zdumiony Gryfon.

Mistrz Eliksirów zignorował go, spoglądając tylko na Draco, któremu wyraźnie nie podobało się zaborcze zachowanie ojca chrzestnego.

– Rozmawiajcie – rzucił wampir.

Harry zarumienił się, ale nie miał siły, by wydostać się z uścisku. Spojrzał wstydliwie na blondyna.

– Eee... przepraszam, Draco.

Ślizgon zmusił się do spokojnego wzruszenia ramionami.

– Jeżeli to pomoże nad nim zapanować, to nie obchodzi mnie. – Severus zawarczał, więc chłopak szybko kontynuował. – Słuchaj, ja nie lubię się dzielić. A już na pewno nie z moim ojcem chrzestnym. On mógłby być naszym prawdziwym ojcem!

– Zgadzam się, nie będziemy się dzielić – wtrącił się Snape.
Harry nie wiedział, co powiedzieć.

***

Nie chodził ze Snape'em, nawet nie kochali się, ale nie mógł zaprzeczyć, że Draco byłby zmuszony się dzielić. Pomyślał, że mógłby przyzwyczaić wampira do towarzystwa Malfoya, ale jeśli blondyn na to nie przystanie, to nie widział rozwiązania.

– Więc tak to ma się skończyć? Nawet nie chcesz spróbować? – spytał cicho, starając się nie zabrzmieć smutno. Merlinie, czy ja się w nim zakochuję? Kilka pocałunków i jestem już tak napalony, że jego odpowiedź mnie rozczarowuje?

Draco jęknął z frustracją.

– Nie... tak... cholera! Nie wiem! Potter, będę z tobą brutalnie szczery – chcę cię w łóżku. Chcę się z tobą kochać tak mocno, że nie będziesz w stanie myśleć o nikim innym. Chcę usłyszeć, jak wołasz moje imię w wężomowie, gdy będę się z tobą pieprzył do nieprzytomności. Nie myślałem, że to może nie wyjść, po prostu chciałem, żeby to się zdarzyło.

Harry stężał, ale nadal trzymał wzrok spuszczony, próbując nie okazać, jak bardzo zabolały go te słowa. Snape cicho warczał, mocno obejmując go od tyłu.

– Rozumiem – odparł Harry. – Tylko seks? W takim razie nic by z tego nie wyszło.

– Potter, nie dałeś mi skończyć – rzucił zimno Draco. Czekał, aż Harry podniesie wzrok, zanim kontynuował. – Potem zacząłem myśleć o tobie ze Snape'em i nienawidziłem tych myśli. Byłem zazdrosny i to mnie wkurzało. Kiedy powiedziałeś, że dostajesz od niego prezenty, byłem wściekły, że pokonuje mnie mój własny ojciec chrzestny. Doprowadza mnie do szaleństwa, gdy widzę, jak cię obejmuje. Nie chcę, żeby cię dotykał. Nie chcę, żeby ktokolwiek cię dotykał poza mną. Nie wierzyłem, że mogę być tak zazdrosny o kogoś, z kim po prostu chcę uprawiać seks.

Harry odprężył się nieznacznie. Nawet uderzył lekko Snape'a, który zaczął głośniej warczeć. Chłopak miał ochotę się roześmiać.

– Więc chcesz dać temu szansę, zobaczyć, co z tego wyjdzie?

Draco spojrzał na Mistrza Eliksirów – ten krzywił się i spoglądał na niego nienawistnie. Przełknął ślinę. Czy rzeczywiście chce ryzykować swoje życie, żeby być z Potterem? Z jakiegoś dziwnego powodu – tak. Powiedział sobie, że chce tylko mieć go w łóżku. Że chce ukarać Złotego Chłopca za to, że tak się czuje. Jeśli spojrzeć na to z takiej strony, to decyzja stawała się łatwiejsza do podjęcia.

– Tak – powiedział szybko. Harry zachichotał, a Snape warknął.

– Nie ma mowy!

Gryfon spojrzał na wampira z determinacją.

– Będziesz musiał się do niego przyzwyczaić. Gdy skończy się okres pożądania krwi, znów będziesz zachowywał się normalnie. Będziesz chciał wrócić do cięcia moich nadgarstków i nie będziemy musieli się... zaspokajać za każdym razem, gdy cię nakarmię. Nie będzie cię obchodzić, że będę pachniał kimś innym. To wypali, dopóki przez te kilka dni będziemy ostrożni.

Snape wpatrywał się w Harry'ego; był zszokowany. Chłopak myślał, że wrócą do cięcia? Myślał, że nie będą się zaspokajać? Czy on naprawdę w to wierzył i chciał tego? Na zewnątrz pozostawał spokojny, ramionami wciąż oplatał Harry'ego, ale jego oczy stały się puste. Spojrzenie straciło swoją złość.

– Dobrze – stwierdził krótko.

Draco uśmiechnął się kpiąco, ale Harry spojrzał ze zdziwieniem na mężczyznę. Zauważył te zmiany, obserwował Snape'a dokładnie i wiedział, że coś go trapi, ale nie miał pojęcia co. Miał dziwne wrażenie, że wygrywając tę bitwę, przegrał inną, taką, której nie chciał przegrać. Po prostu nie wiedział, co to było.

– W takim razie wszystko ustalone. Potter, wiesz jak mniemam, że zbliża się bal z okazji Halloween – odezwał się blondyn.

Harry wpatrywał się w beznamiętną twarz Snape'a, potem zwrócił się w stronę Draco.

– Tak, i co?

– Cóż, mimo że nie chcę z tobą iść, żeby cała szkoła nie dowiedziała się, że „jesteśmy ze sobą", nie miałbym nic przeciwko kilku tańcom z tobą. – Malfoy znów był sobą, ten jego firmowy uśmieszek był na miejscu – pełen wiary w siebie i arogancki.

Harry uniósł brew.

– Jakiś ty wielkoduszny – warknął.

– Prawda...? – odpowiedział zupełnie na serio Ślizgon.

Harry przewrócił oczami.

– Powiem ci coś – zobaczę, czy uda mi się ciebie wcisnąć, ale chyba wszystkie tańce mam już zarezerwowane. – Draco skrzywił się tak, że Harry musiał dodać. – Żartowałem.

– Świetnie. A właśnie – zmiażdżę cię podczas następnego meczu. To za dwa dni, a ty wyglądasz na słabego jak dziecko.

Harry zachichotał zadowolony ze zmiany tematu.

– Nie licz na to, Malfoy. Snape dał mi nową miotłę. Jastrzębia 3000.

Oczy Draco rozszerzyły się.

– Cholera! To najlepsza miotła! Kosztuje fortunę i dopiero co została dopuszczona do sprzedaży!

– Wiem – odpowiedział Harry z ironicznym uśmieszkiem.

– On kupił ci miotłę, ale ja dałem ci węża.

Harry drgnął. Natychmiast podniósłby się, gdyby nie Snape, który trzymał go mocno w ramionach.

– Gdzie jest Issaa?! – wrzasnął Gryfon.

– Nie jestem pewien... Ugryzła mnie i rzuciłem nią o ścianę. Potem zniknęła... – odezwał się cicho Mistrz Eliksirów, w jego głosie było jasno słyszalne poczucie winy. Wiedział, ile ten wąż znaczył dla chłopca, nawet jeśli Harry o tym nie mówił. Mógł z nim porozmawiać o wszystkim – to było ważne. Dlatego kupił Harry'emu szkatułkę, choć marzył, by to od niego był ten przeklęty wąż.

– Merlinie, a jeśli jest ranna? Albo... albo... – Chłopak ze wszystkich sił starał się nie rozpłakać.

– Ciii, na pewno gdzieś tu się chowa, boi się mnie. Poszukasz jej jutro, dobrze? – odezwał się pocieszająco wampir.

– Rzuciłeś wężem Harry'ego?! – zapytał z niedowierzaniem Ślizgon. – A co zrobiłeś Harry'emu?

Snape spojrzał na niego z wściekłością.

– Nie teraz, Draco. Harry jest zmęczony i słaby. Potrzebuje snu, a nie nerwów. Myślę, że powinieneś już sobie pójść. Poinformuj Dumbledore'a, że Harry zostanie u mnie na noc. – Draco skrzywił się jeszcze bardziej.

– Potter nie powinien tu zostać. Możesz znów go skrzywdzić.

– Mogę cię zapewnić, że zrobiłem to tylko dlatego, że pachniał tobą. Teraz jest ze mną bezpieczny – warknął czarodziej.

Harry zadrżał, nie wiedział czy ma zacząć krzyczeć czy płakać. Dziwne, ale możliwa śmierć Issaai była trudniejsza do zaakceptowania niż własna. W końcu zdecydował, że profesor ma rację – był wykończony. Spojrzał na Draco, biorąc głęboki wdech.

– Idź, nic mi się tu nie stanie. Powiedz Mionie i Ronowi, że ze mną w porządku.

Draco z wahaniem skinął głową. Zdjął zaklęcie wyciszające z drzwi i wyszedł z pokoju. Harry ułożył się ciężko na piersi Snape'a. Siedzieli tak, dopóki w komnatach nie zapanowała kompletna cisza.

– Poszli sobie – powiedział cicho. Harry odetchnął z ulgą. Jego napięte mięśnie powili zaczęły się rozluźniać.

– To dobrze... jestem zmęczony – wymamrotał, ziewając szeroko.
Snape uśmiechnął się złośliwie.

– W takim razie śpij.

Gryfon skinął głową. Odwrócił się, aż znalazł się twarzą w twarz z Mistrzem Eliksirów. Ten położył się na plecach, by dostosować się do tej pozycji. Harry wygodnie ułożył się na nim. Zasnął w ciągu kilku minut. Severus długo był rozbudzony – zastanawiał się, jaki kapryśny bóg tak sobie pogrywa z ich losem.

A Destined YearOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz