Gdy tylko Snape wszedł do komnaty, jego spojrzenie zatrzymało się na stojącym kilka metrów dalej Harrym. Mimo złożonej obietnicy, by nie panikować, był daleki od spokoju. Skóra Harry'ego była czerwona. Wyglądała na brutalnie spaloną. Wzrok Snape'a przeniósł się na Remusa, który stał przed Potterem. Wampirzy instynkt natychmiast podpowiedział mu, że wilkołak chcę trzymać jego towarzysza z daleka od
Zrobił krok w stronę Lupina, a jego twarz przybrała niebezpieczny wyraz.
- Odsuń się od mojego towarzysza – zawarczał cicho, lecz z wyraźnie groźną nutą.
Harry cofnął się instynktownie. Czy naprawdę sądził, że potrafi poradzić sobie z szalejącym z zazdrości wampirem, który wiedząc, że ktoś go skrzywdził, zdolny był zabić każdą przypadkową osobę w promieniu pięciu mil? Że już dziś potrafi stanąć ze Snapem twarzą w twarz? Cholernie się mylił. Jego widok przypomniał mu chwile, w których byli ze sobą. Przytulali, całowali, dotykali... Jego umysł te wspomnienia bezlitośnie konfrontował z tymi, o których tak bardzo pragnął zapomnieć. Poczuł jak fala gorąca uderza mu do głowy. Wszystko było takie świeże. Ból. Upokorzenie. Strach.
Remus wyglądał na rozdartego. Niechętnie odsunął się od Harry'ego, co wyraźnie zadowoliło wampira zaś w Harrym wywołało atak paniki. Widząc przerażenie chłopaka, Remus wziął głęboki oddech i zwrócił się do Snape'a.
- Obiecałeś, że go nie dotkniesz. Na Boga, nie czujesz jak Harry się boi? To strach przed tobą, Severusie. Przed twoim dotykiem – widząc, że gniew w oczach Snape'a ustępuje, podszedł do niego ostrożnie. – Musisz zdobyć kontrolę nad swoimi instynktami. Nie będę mógł cię powstrzymać, jeśli zechcesz podejść do Harry'ego, ale spójrz na niego. Złamiesz go. Rozumiesz? Nie potrafi temu teraz sprostać, więc musisz opanować swój zwierzęcy popęd!
Słowa wilkołaka wstrząsnęły Snape'm. Spojrzał dokładniej na swojego towarzysza. Napotkał spojrzenie pięknych, zielonych oczu. Pięknych, zielonych, rozszerzonych z przerażenia oczu. Czy to przez niego chłopak jeszcze bardziej się bał? Przecież nie chciał go przestraszyć, chciał wiedzieć czy z Harry'm wszystko w porządku, być z nim, zapewnić mu bezpieczeństwo, którego nikt inny nie potrafił mu dać.
Snape już dawno odkrył, że nie tylko jego wewnętrzny wampir ciągnie do Harry'ego. On, Severus, pragnął tego chłopca. Ta myśl otrzeźwiła go na tyle, że zamknął oczy i wziął kilka głębokich oddechów. To pozwoliło mu znów nad sobą zapanować.
- Harry? – spytał ostrożnie. Musiał wiedzieć, czy chłopakowi już nic nie grozi, że jest tu bezpieczny z wilkołakiem.
Harry milczał przez chwilę, potem spojrzał na Remusa, pragnąc upewnić się że jego obrońca wciąż jest z nim.
- Jest w porządku – wychrypiał, i zdając sobie sprawę jak niepewnie to zabrzmiało, odchrząknął i powiedział głośniej: - Ja... Ze mną wszystko w porządku.
Napięcie opuściło ciało Snape'a tak szybko, że nie mógł powstrzymać westchnienia ulgi. Tak długo żył w niepewności, martwił się... Był wyczerpany.
- Dobrze...
Spojrzał na Remusa. Wiedział, że winny jest jemu zarówno podziękowania jak i przeprosiny, ale zdecydował, że na to przyjdzie czas później. Teraz musi dowiedzieć się, co się stało.
- Opowiedz mi...O wszystkim – zażądał, nie spuszczając wzroku z Lupina.
- Oczywiście – odpowiedział natychmiast. – Usiądźmy.
Chłopak posłusznie zajął miejsce. Remus usiadł na drugim końcu, nie narażając Harry'ego na niepotrzebną bliskość, zaś Snape'owi wskazał miejsce naprzeciwko.
- Harry, czy sam chcesz opowiedzieć wszystko Severusowi, czy wolisz żebym ja to zrobił?
Harry przez moment się wahał, ale nie mógł obarczyć tym Remusa.
- Ja mu powiem – powiedział cicho.
Nie mógł nie zauważyć, jaką ulgę przyniosła Snape'owi ta decyzja. Wampir nie mógłby być usatysfakcjonowany, gdyby to Remus miał mówić. Kazałby wtedy powtórzyć Harry'emu wszystko jeszcze raz, co utrudniłoby tylko sytuację. Stanowczo lepiej będzie, jeśli przez wszystko zmuszony zostanie przechodzić tylko jeden raz.
- Najpierw powiedz, co się stało z twoją skórą – zażądał wyjaśnień Snape.
Harry spojrzał na swoje dłonie, nadal poparzone oraz czerwone, i zacisnął je na koszuli nocnej.
- Chyba przesadziłem z szorowaniem... - odpowiedział gładko.
Ta odpowiedź nie była wystarczająca dla wampira, który zaczynał się już niepokoić. Snape zebrał w sobie ostatnie pokłady cierpliwości.
- Zacznij od początku – poprosił, starając się by nie zabrzmieć opryskliwie.
- Cóż. Byłem na balu – zaczął, w głowie gorączkowo zastanawiając się, które elementy tej historii może zostawić dla siebie, by nie rozjuszyć wampira. – Tańczyłem z Draco.
Snape cicho warknął. Nie potrzebował przypomnienia, że jest chronicznie zdradzany.
Chwila, od kiedy uznaję jego relacje z Draco za zdradę? Ja i Harry nie jesteśmy parą, nie umawiamy się na randki, nie jesteśmy w związku... - upomniał siebie surowo. – Jest twoim towarzyszem – natychmiast stwierdził jego wewnętrzny wampir. Severusowi zdawało się wiecznością, kiedy ostatnio kłócił się sam ze sobą. Ostatnio irytująco często obie części jego osobowości zgadzały się ze sobą, jeśli chodziło o tego chłopaka.
- I wtedy, Remus poprosił mnie do tańca... - Harry błądził spojrzeniem po komnacie, starając się za wszelką cenę unikać wzorku siedzącego przed nim Snape'a. Tymczasem oczy wampira zwęziły się niebezpiecznie i zwróciły w stronę Lupina.
- Dlaczego miałbyś prosić Harry'ego do tańca? – wychrypiał oskarżycielsko.
- Jest moim przyjacielem, Severusie. Na balach tańczy się z przyjaciółmi.
- Czy mogę mówić dalej? – spytał Harry, lekko zirytowany faktem, że Snape wciąż mu przerywał.
Snape kiwnął głową. Zaczynał mieć poważne problemy z utrzymaniem swojego wampira w ryzach. Wszystko odbierał w niewłaściwy sposób, ponieważ nie był karmiony od tak dawna, a w dodatku zabroniono mu pocieszyć własnego towarzysza.
- Gdy tańczyłem z Remusem, podeszła do nas pierwszoklasistka, Ślizgonka. Mówiła, że ma wiadomość od Draco i mam spotkać się z nim w jednej z pustych klas przy Wielkiej Sali. Poszedłem więc, by go znaleźć...
- Czy ty się nigdy nie nauczysz, Potter?! – wykrzyknął Snape, który słyszał podobne słowa z ust chłopaka wystarczająco wiele razy, by wiedzieć, że nie wróżą one nic dobrego. Jego głos stał się automatycznie surowy i karcący, z jakim zwykł się zwracać do nieposłusznych uczniów. – Twoja ufność wobec każdego to przejaw nieopisanej głupoty!
Harry wzdrygnął się, wbijając wzrok w swoje kolana.
Snape ma rację, jestem zbyt ufny. Gdybym tam nie poszedł, gdybym nie zaufał jakiejś dziewczynie, której nigdy wcześniej nie widziałem, nic by się stało. To wszystko przez moją głupotę. Nawet jeśli zrobił to Seamus, zmuszony przez Leonarda... Mogłem być ostrożniejszy, mądrzejszy...
Łzy napłynęły do jego oczu, a on pociągnął cicho nosem by powstrzymać płacz. Zanim jednak się spostrzegł, jego twarz była już poprzecinana słonymi strumieniami łez.
- Na litość boską, Severusie, jak możesz być tak okrutny? Nie sądzisz, że przeszedł już wystarczająco dużo, by twoje wymówki mogły poczekać? – obruszył się Remus, widząc reakcję chłopaka na ostre słowa wampira. – Harry, oczywiście, że to nie twoja wina. Skąd mógłbyś wiedzieć.
Snape, zupełnie złamany widokiem płaczącego Harry'ego, natychmiast pożałował swoich słów.
Merlinie, jak mogłem być tak niewrażliwy. Przecież to nie czas, by urządzać mu surowe kazania... Nie mógł przecież wiedzieć, co się stanie, nawet jeśli mógłby przestać tak ufać wszystkim otaczającym go... Nie, przestań go winić.
- Harry, to nie twoja wina. Po prostu jestem zdenerwowany tym, że zostałeś skrzywdzony. Remus ma rację, nie mogłeś wiedzieć, że dziewczyna kłamie.
Dowiem się, kim była i skręcę jej kark za okłamanie mojego towarzysza – postanowił natychmiast.
- Masz rację. Gdybym nie poszedł... Nie uwierzył... Wtedy nie zostałbym... - zaszlochał Harry, ocierając wnętrzem dłoni łzy. Pociągnął nosem, próbując odzyskać kontrolę nad swoim głosem.
Jeszczę trochę i będę mógł zostać sam. Snape da mi eliksir, dzięki któremu będę mógł spać spokojnie... - próbował przekonać siebie, że wszystko będzie w porządku.
- Kiedy wszedłem do klasy, Se...Leonard już tam był, czekał na mnie. Sądziłem, że z łatwością mogę sobie z nim poradzić, jak wcześniej. Gdy zamknął drzwi, wiedziałem że muszę skutecznie odwrócić jego uwagę, ale on był tak zły... Chciał wiedzieć czemu wybrałem... wybrałeś mnie zamiast jego. Wtedy wyciągnął różdżkę i wycelował ją we mnie. Próbowałem go rozzłościć, żeby go rozkojarzyć... Żeby popełnił jakiś błąd... Bym mógł zdobyć przewagę.
Gniew potrafi zaślepić człowieka. Ludzie popełniają wiele błędów, jeśli nie potrafią panować nad swoimi emocjami. Sprytnie, Potter – pochwalił w duchu chłopaka Snape.
- Co stało się potem?
- Powiedział... Chciał się przekonać, czy rzeczywiście jestem tak dobry. Czy dlatego wybrałeś mnie. Powiedział, że musi mnie podniecać pieprzenie wroga i bestii.
Remus głośno wciągnął powietrze. Harry nie powiedział mu, jak przebiegła rozmowa między nim a Seamusem. Nagle poczuł żal, że nie uderzył Irlandczyka przynajmniej raz.
Snape również z trudem panował nad narastającą w nim falą wściekłości. Jedyną ulgą była świadomość, że Leonard był martwy. Sukinsyn dostał to, na co zasługiwał. Snape jedynie miał nadzieję, że przed bolesną śmiercią był odpowiednio długo torturowany.
Harry nieprzerwanie wbijał wzrok w swoje kolana.
- Powiedziałem, że to prawda, by go zaskoczyć. Myślałem, że to osłabi jego czujność, ale rozwścieczyło go to jeszcze bardziej i wtedy rzucił na mnie drętwotę. Pchnął mnie na ziemię, zdjął moje spodnie i zsunął swoje...
- I właśnie wtedy wszedłem do klasy – szybko przerwał Remus, zdając sobie sprawę, że Harry zaczął się gubić w opowieści. Jeśli chłopak chciał powiedzieć Severusowi całą prawdę, nie miał nic przeciwko. Lupin chciał się jednak upewnić, że Harry dokładnie to przemyśli, by niczego potem nie musiał żałować.
Oczy Harry'ego przez chwilę rozszerzyły się w zdziwieniu, kiedy spojrzał na Remusa, ale po chwili chłopak poczuł ogromną ulgę, że nie jest zmuszony mówić o czymś, co dla niego wydaje się jeszcze nierealne i niejasne.
- Wtedy wszedł Remus – Harry posłał Remusowi delikatny uśmiech.
Snape, który naprawdę żałował że nie miał okazji rozerwać Leonarda na drobne kawałki, spojrzał poważnie na Remusa.
- Skąd wiedziałeś, że Harry jest w niebezpieczeństwie?
Remus ani przez chwilę nie dał poznać po sobie zmieszania. Głośno odchrząknął, a potem zebrał się na możliwie najspokojniejszy ton, wiedząc że wampir zweryfikuje natychmiast każde jego słowo.
- Widziałem Harry'ego, gdy wychodził z Wielkiej Sali, a chwilę później wszedł do niej zdenerwowany Draco. Byłem pewien, że chłopcy posprzeczali się, jak bywało już wiele razy wcześniej. Jednak gdy potem zauważyłem, idącą za Malfoyem pannę Parkinson zalaną łzami, nabrałem podejrzeń i poszedłem sprawdzić, czy z Harrym wszystko w porządku. Korzystając z wilczych zmysłów, nie trudno było go odnaleźć.
- Dziękuję – z powagą odrzekł Snape, zanim zdążył jeszcze raz przetworzyć w głowie słowa Lupina. Chociaż wewnętrzny wampir podpowiadał mu, że Remus jako jego wilk, spełnił jedynie swój obowiązek, nie potrafił nie odczuwać wdzięczności wobec kolegi. Nagle jednak, rozważając sytuację raz jeszcze w myślach, dopadło go nieprzyjemne uczucie, że jakiś element tej układanki przestaje pasować.
- Dlaczego nie zabiłeś Leonarda, tam i wtedy? Czemu czekałeś, by zabić go dopiero w klasie eliksirów?
Masz mnie, pomyślał Remus, czując delikatne ukłucie paniki. Widząc jednak wyraz twarzy Harry'ego, zdecydowany był nie narażać go na więcej cierpienia.
- Wszedłem, gdy Leonard właśnie miał zamiar... Rzuciłem zaklęcie rozbrajające, ale Harry powstrzymał mnie przed atakowaniem go. Był przerażony i jedyne czego chciał, to znaleźć się jak najdalej stamtąd.
Harry, który odczuwał coraz większą wdzięczność za obecność swojego przyjaciela podczas konfrontacji z wampirem, pokiwał gorliwie głową.
- Nie chciałem nikogo zabijać, tylko uciec możliwie jak najdalej. Remus przyprowadził mnie tutaj, pozwolił nocować, a potem...
- Potem poszedłem poszukać Leonarda, którego zastałem w klasie eliksirów, w pośpiechu pakującego swoje rzeczy, by uciec. Nie potrafiłem zapanować nad swoim gniewem. Choć do pełni brakowało kilku dni, księżyc musiał mieć na mnie wpływ. Straciłem kontrolę i zabiłem go – zakończył Remus, czując lekkie mdłości na wspomnienie tego wydarzenia. Choć wiedział, że uczynił to z właściwych pobudek, wciąż nie podobało mu się postrzeganie siebie jako mordercy.
- Zasłużył sobie na to – odparł szorstko Snape. Wciąż i wciąż przetwarzał każde słowo od początku do końca, co jedynie utwierdzało go w przekonaniu, że nie wszystko było jeszcze całkowicie dla niego jasne. Choć nadal coś się nie zgadzało, nie potrafił dokładnie określić co to było.
- Czy powiesz profesor McGonagall? – spytał cicho Harry.
Snape spojrzał uważnie na Harry'ego. Trzymał on różdżkę w zaciśniętej kurczowo dłoni, wbijając niewzruszenie wzrok w swoje kolana. Choć było to prawie niedostrzegalne, chłopakiem przeszedł delikatny dreszcz, który nie uszedł uwadze wampira.
- To nie jest najlepszy pomysł – stwierdził Snape, a widząc, że Harry podniósł wzrok by spojrzeć mu prosto w oczy, kontynuował: - Nie powiem jej, co się stało. Minerwa jedynie pogorszyłaby sytuację, próbując zrekompensować ci przykre wydarzenie – zresztą to moje zadanie, dodał pewnie wewnętrzny wampir. – Jeśli dowie się cała szkoła, nieuniknione stanie się zainteresowanie gazet, a taka forma reklamy nie jest rzeczą, której Hogwart potrzebuje zwłaszcza w ostatnim czasie. Ludzie będą ciekawi, co się stało z Leonardem Hayworthem, a skoro nie mamy możliwości okazania nawet ciała...
- Jest w Zakazanym Lesie – wyszeptał Lupin.
- Masz na myśli jego kawałki, rozrzucone przez wiatr. Jeśli, rzecz jasna, w ogóle jakieś się ostały po mojej ostatniej wizycie w tym miejscu – odparł ponuro Snape.
Harry zaniepokoił się kierunkiem, w jakim zmierzała rozmowa. Był szczerze wdzięczny, że Leonard został ukarany i już nigdy nie będzie mu zagrażał, mimo to wolał jednak uniknąć pogadanki o tym, jak mężczyzna był zamordowany.
- Chciałbym się napić – powiedział, ściągając tym samym na siebie czujny wzrok dwóch par oczu. – Nic jeszcze nie jadłem, nie wziąłem kąpieli, więc...
- Potter, obawiam się, że twoja skóra nie zniesie jeszcze jednej kąpieli – zauważył złośliwie Snape tonem, bardzo przypominającym ten z jakim zwykł się zwracać do chłopaka, przed zamianą w wampira. Natychmiast pożałował swoich słów, widząc jak zakłopotany chłopak bezskutecznie próbuje schować swoje dłonie pod jego natrętnym wzrokiem. Łagodniejszym głosem dodał: - Pozwól mi posmarować skórę maścią, a Remus poleci przygotowanie śniadania.
Harry choć wdzięczny za maść nie potrafiłby sprostać dotykowi dłoni Severusa na swoim ciele.
- Nie, jest w porządku – odpowiedział odrobinę za szybko, nieświadomie przylgnąwszy do oparcia kanapy.
Remus, który znał powody dla których Harry odmówił pomocy, natychmiast dodał:
- Severusie, Harry potrzebuje być teraz sam. Daj mu maść, a my załatwimy coś do jedzenia. Na pewno sobie poradzi.
Usta wampira wygięły się w nieprzyjemnym grymasie.
- Jeśli skóra na plecach jest tak pokaleczona, jak ta na rękach i buzi, serdecznie w to wątpię – warknął.
Harry przegryzł dolną wargę.
- Proszę, Snape. Ja po prostu... Nie potrafię – wyszeptał.
Snape spojrzał na chłopaka i pokiwał niechętnie głową.
- Dobrze. Ale muszę najpierw udać się do moich komnat by wziąć odpowiednią ilość – powiedział to w sposób, który nie pozostawiał wątpliwości, że uczyni to niechętnie.
- Czy jest jakiś problem? – spytał Remus.
Wampir kiwnął głową.
- Pod twoją komnatą czeka troje bardzo wścibskich, nieproszonych uczniów. Nie sądzę, aby jakiekolwiek moje słowa powstrzymały ich przed wejściem.
Harry zaskoczony spojrzał na ścianę, która stanowiła wejście do komnaty.
- Nie chcę ich widzieć, nie teraz! – wykrzyknął. Jeden Snape to więcej niż wystarczająco. Nie miał sił, by znieść kolejną konfrontację.
W tym momencie w kominku pojawiła się głowa Minerwy.
- Remusie, jesteś tam?
Trzy głowy obróciły się natychmiast w stronę, z której dobiegał głos. Stali za daleko, by mogła ich widzieć.
Remus ostrożnie podszedł do kominka.
- Tak, Minerwo? O co chodzi?
- Dzięki Bogu! Nie mogłam znaleźć Severusa, Leonard rozpłynął się w powietrzu, a ja mam uczniów, którzy w tej chwili powinni mieć lekcję eliksirów, zamiast tego jednak biegają jak szaleni w lochach.
- Jak szaleni?! – wykrzyknął Snape, przez chwilę zapominając, że nie powinien zdradzać swojej obecności.
- Severusie, ty też tam jesteś? Dzięki Bogu! Dlaczego nie jesteś w klasie? Masz lekcję, którą powinieneś teraz prowadzić!
- Widzisz, Minerwo. Mamy tu dość delikatną sytuację... - zaczął ostrożnie Remus.
Snape wstał i podszedł do kominka, odtrącając stojącego mu na drodze Remusa.
- Minerwo, musisz znaleźć kogoś na zastępstwo, by poprowadził dziś lekcje za mnie.
- Ależ Severusie! Nigdy nie wymigiwałeś się od swoich obowiązków! Na Merlina, co się stało? – parsknęła zaskoczona dyrektorka.
- Obawiam się, że to raczej prywatna sprawa. Póki co nie mogę nic powiedzieć, natomiast to prawda że Leonard wyjechał, ponieważ nie zgodziłem się by znów był moim dawcą.
Usta McGonagall zacisnęły się w wąską linię, co było znakiem rozpoznawczym jej wyraźnej dezaprobaty.
- Jako dyrektor tej szkoły, moim prawem jest wiedzieć co się dzieje. Zwłaszcza jeżeli to w jakiś sposób oddziałuje na uczniów, a tak jest, odkąd wymawiasz się dziś ze swoich nauczycielskich obowiązków.
- Śniadanie właśnie się kończy. Czy uczniowie nie powinni być na peronie, żegnając się z przyjaciółmi i oczekując na pociąg do domu? – zauważył Snape.
- Śniadanie zakończyło się ponad godzinę temu, a uczniowie którzy nie mogli zostać, już wyjechali!
Snape zmarszczył brwi.
- Ilu dokładnie uczniów będę dziś uczył? Jeśli dobrze pamiętam, mam dziś lekcje z drugimi klasami z Hufflepuff i Ravenclaw. Szczerze wątpię, by wielu rodziców pozwoliło tak młodym dzieciom na kurs przygotowujący je do wojny – wycedził Snape, siląc się na uprzejmy ton.
Wyraz twarzy Minerwy wskazywał na to, że gdyby to było tylko możliwe, zacisnęła by usta w jeszcze węższą linię.
- Niezależnie od ilości uczniów, masz obowiązek być ich nauczycielem. Poza tym, pod koniec tygodnia rozdam nowy plan, który ma na celu ułatwić wszystkim przyzwyczajenie się do mniejszej liczby uczniów, niż dotychczas. Ponieważ młodsze klasy nie liczą zbyt wiele, bez względu na podział domów połączymy je w jedną.
- Wspaniały plan. Łączenie cichych umysłów, wraz z tymi bystrymi... To na pewno da pierwszorzędne rezultaty – zadrwił Snape.
- O ile dobrze pamiętam, byłeś zachwycony pomysłem pana Pottera, by Hogwart nadal uczył tych, którzy zostaną. Jeżeli tak musi być, by szkoła nadal prosperowała, tak właśnie będzie! – wykrzyknęła z oburzeniem, a sekundę później jej głowa zniknęła z kominka.
Snape odwrócił się i napotkał dwa wlepione w niego spojrzenia. Remus uśmiechał się szeroko, Harry zaś pozwolił sobie na delikatne uniesienie kącików ust.
- Zrobiłeś to specjalnie – zauważył chłopak.
Snape uniósł arogancko brew.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz.
- Odwróciłeś jej uwagę tak, że zapomniała wydobyć z ciebie czemu nie możesz prowadzić lekcji – z podziwem powiedział Harry.
Wygląda na to, że chłopiec staje się bystrzejszy z dnia na dzień. Gdyby tylko mógł być bardziej spostrzegawczy wtedy, gdy to się liczy najbardziej...
- Wracając do naszej ostatniej rozmowy, co zamierzamy zrobić z trzema nieproszonymi gośćmi przed komnatą?
Harry przegryzł dolną wargę.
- Muszę z nimi rozmawiać?
Remus pokiwał głową niechętnie, ale zdecydowanie.
- Obawiam się, że tak. Jestem jednak pewien że przyjmą mniej obszerne wyjaśnienia.
- Nie mogę okłamać moich przyjaciół. Zresztą Hermiona przejrzy mnie na wylot – mruknął Harry, podciągając kolana pod brodę, i opierając na nich swój policzek.
Remus westchnął i spojrzał na Snape'a który wciąż marszczył brwi, obserwując chłopaka.
- Mógłbyś powiedzieć im, że po balu tak się śpieszyłeś by nakarmić Severusa, że zapomniałeś wziąć prysznic i się przebrać, a zapachy innych uczniów na tobie, rozwścieczyły Severusa, który i tak nie aprobował twojego wyjścia na bal. W efekcie wampir miał kolejny atak furii – zasugerował Lupin.
- Nie miewam ataków furii – wycedził Snape, obdarzając Remusa groźnym spojrzeniem.
Harry nic nie mógł poradzić na krótki chichot, który wymsknął mu się, zanim zdążył schować rozpostarty na jego twarzy uśmiech, który nie uciekł uwadze wampira.
- Czy to cię bawi, Potter?
Harry natychmiast potrząsnął głową, wciąż jednak uśmiechając się szeroko.
- Nie, ale zdarzają ci się ataki furii.
- Oczywiście, że nie – odparł zirytowany Snape.
- Ależ tak – poparł Harry'ego Remus, zadowolony, że chłopak w końcu nie jest smutny.
- Nieprawda.
- Prawda! – krzyknęli zgodnie rozbawieni Lupin i Harry.
****
- Jak myślisz, jak długo tam siedzą? – spytał ponuro Ron.
- Czterdzieści dwie minuty i trzydzieści trzy sekundy – odparła natychmiast Hermiona.
- Do jasnej cholery, czy oni zamierzają kiedyś stamtąd wyjść?
- Ile jeszcze razy o to zapytasz, Wiewióro? – parsknął Draco.
- Chrzań się. Poza tym czemu tu jesteś? Nie chcemy cię tu.
- Ron, zamknij się, a ty Malfoy, proszę powstrzymaj się od nazywania go Wiewiórą – zganiła obu chłopców Hermiona.
- Nie będę spełniał twoich próśb, szlamo.
- Odwołaj to! – oburzył się Ron, a jego twarz zrobiła się równie czerwona co włosy.
Draco już miał odpowiedzieć złośliwie na tę zaczepkę, ale przewrócił tylko oczami.
- To śmieszne – stwierdził po chwili. – Nie muszę ci się tłumaczyć,
Wiewióro. Chcę sprawdzić, czy z Harrym wszystko w porządku, tak samo jak wasza dwójka. Więc posiedźmy w ciszy i poczekajmy, aż wyjdą. Nie mogą spędzić tam wieczności.
- Skąd wiesz? Może jest jakieś ukryte przejście, które prowadzi stamtąd na zewnątrz, a ich dawno już tam nie ma – jęknął Ron.
- Na Boga, czy możecie przestać się sprzeczać? Ron, przecież Harry odkrył już wszystkie sekretne przejścia, pamiętasz?
- Macie na myśli tę jego małą, przydatną mapę? – spytał przeciągle Draco.
Dwie pary oczu natychmiast skupiły się na chłopaku.
-Błagam, chyba nie sądziliście, że o niej nie wiem? Harry pokazał mi ją wieki temu...
- Jeśli przez wieki rozumiesz okres miesiąca czasu, gdy Harry zmuszony był ratować twój tyłek przed Remusem, kiedy podczas pełni zdecydowałeś się urządzić spacer po lochach...- skomentowała Hermiona.
- Odczep się – parskął Draco. Nagle na ramieniu poczuł zimny dotyk i zauważył Issę. Wąż, który przez cały czas był względnie cicho teraz ześliznął się z jego ramienia, a gdy dotarł pod ścianę komnaty głośno zasyczał.
- Co mówi ten wąż? – spytał Ron.
- Skąd mam wiedzieć? Nie jestem cholernym Potter'em – warknął Draco. Właśnie wtedy ściana się poruszyła.
****
- Więc ustalone. Po prostu powiemy, że wynikło pewne nieporozumienie i wszystko jest w porządku? – chciał się upewnić Remus.
Harry pokiwał głową.
- O ile tylko Severus przestanie udawać, że nie miewa napadów furii...
Snape cicho zaklął, na co Remus wyraźnie się uśmiechnął, rozbawiony.
- Dobrze, teraz pozostaje kwestia twojej skóry. I powód, czemu trzymaliśmy ich tak długo przed komnatą.
- Potrzebuję się pożywić – powiedział nagle Snape. Harry spojrzał na niego zaskoczony.
- Myślę, że to nie jest dobry pomysł... Nie teraz – odparł ostrożnie, co spotkało się ze zirytowanym spojrzeniem wampira.
- Nie, Potter. To może być nasza wymówka. Byłem głodny, więc ignorowaliśmy ich, bo mnie karmiłeś. Jestem pewien, że zrozumieją, czemu nie chciałeś tego robić publicznie.
- Karmienie trwające ponad godzinę? – prychnął Remus. - Nie sądzę, by w to uwierzyli...
- Potter, z czym wampiry łączą posiłek?
- Z seksem – odparł szybko Harry, wręcz automatycznie. Kiedy zrozumiał co powiedział, zakrył usta buzią i westchnął.
Kąciki ust Snape'a nieznacznie się uniosły.
- Dokładnie. Powiemy, że potrzebowaliśmy prywatności – powiedział sucho.
Harry potrząsnął gwałtownie głową.
- Nie! Draco pomyśli... Obiecałem mu, że nic nie robiliśmy!
Twarz wampira natychmiast skamieniała, jednak mężczyzna szybko zmusił się do delikatnego uśmiechu. Nie chciał, by Harry wiedział, jak bardzo go drażni go, że spotyka się z jego chrześniakiem.
To niewłaściwe, to mój towarzysz. Nie, Harry jest młody i atrakcyjny, jest twoim uczniem. Powinien mieć chłopaka. Severus zdusił w sobie głos, który twierdził, że on powinien być tym chłopakiem.
- Jeśli masz lepsze rozwiązanie, chętnie je usłyszę.
Harry gorączkowo myślał.
To może utrzymać Draco z daleka ode mnie teraz, gdy nie będę mógł się zmusić, by cokolwiek z nim robić. Ale jeśli pomyśli że ja i Snape... - wzdrygnął się na tę myśl, przegryzając wargę na wspomnienie Seamusa, przyciskającego go do kamiennej posadzki, zsuwającego spodnie, wchodzącego w niego...
- Harry? – wyrwał chłopaka z zamyślenia Snape, któremu ani trochę nie spodobał się wyraz twarzy Harry'ego w tamtej chwili. Coś wyraźnie go martwiło. Harry spojrzał na wampira i kiwnął głową.
- Ta wymówka jest w porządku – stwierdził cicho.
- Świetnie! Doszliśmy do porozumienia. Czy mogę już ich wpuścić, Harry? – spytał Remus,
- Jesteś głodny? – spytał ostrożnie Harry wampira.
Snape, którego głód i pożądanie doprowadzało do szaleństwa, zmuszony był potwierdzić. Czuł napięcie Harry'ego, a w chwili gdy chłopak zadał pytanie poczuł też jego strach. Jednak tak dawno nie pił krwi, a pokusa była trudna do odrzucenia.
- Tak.
Dlaczego nie mógł powiedzieć „nie"? - ponuro pomyślał Harry.
- Bez gryzienia.
- Harry, ja... - jęknął Snape.
- Obiecałeś, że koniec z gryzieniem gdy skończy się Okres Pożądania Krwi!– wykrzyknął błagalnie chłopak.
Widząc przerażenie swojego towarzysza, wampir nie miał innego wyjścia.
- Remusie, czy masz jakiś nóż?
Wilkołak kiwnął głową, wdzięczny Severusowi, że przystaje na warunki chłopca, po czym poszedł do sypialni, gdzie z jednej z szuflad szafki nocnej wyjął sztylet. Wróciwszy, podał go Harry'emu i usiadł na kanapie. Snape wstał i podszedł do Harry'ego, który natychmiast cofnął się o krok. Wzdychając niecierpliwie, wampir próbował zachować spokój. Chłopak został skrzywdzony, potrzebował ochrony i bezpieczeństwa... Molestowanie i płoszenie go nie poprawi sytuacji.
Zrobię tak, jak mu się podoba, dopóki nie wróci do normalnego stanu – postanowił w duchu, krzywiąc się na tę myśl.
- Obiecałem, że cię nie ugryzę i nie zamierzam, ale nie spodziewaj się, że twoja krew tak po prostu do mnie przypłynie...
- Wiem, tylko... - potrząsnął lekko głową. – Nieważne.
Trzymając sztylet w prawej dłoni, zakasał rękaw lewej dłoni, następnie przeciął ostrzem skórę na nadgarstku. Syknął cicho z bólu, oddał nóż Remusowi i sięgnął po swoją różdżkę.
Snape wciągnął głęboko powietrze, upajając się słodkim zapachem. Tak długo odmawiał sobie krwi, że był prawie zdesperowany chwycić nadgarstek, przyłożyć go do ust i pić, tuląc swojego towarzysza. Zdusił w sobie tę chęć i delikatnie objął dłoń Harry'ego i przysunął ranę do warg. Gdy jego język wysunął się by spróbować kuszącego płynu, słyszał jak chłopak wydobywa z siebie głośne westchnienie, najprawdopodobniej spowodowane bólem.
Łakomie ssał krew, przymykając oczy w ekstazie, gdy krew Pottera znajdowała się jego ustach. Chciał więcej. Oczywiście nadal mógł czuć wahanie, częściową akceptację, ale i strach chłopaka, ale fakt, że po tym wszystkim, co Harry przeszedł, nadal jest gotowy proponować mu karmienie, zadowalał go w zupełności. Nie mógł powstrzymać się od cichego mruczenia z rozkoszy.
W końcu Snape zmuszony był przestać picie, jeśli ubytek krwi miał nie odbić się na zdrowiu Harry'ego. Oblizał wolno ranę, zanim niechętnie odjął nadgarstek od warg. Na jego spodnie napierała pulsująca erekcja. Cofnął się i usiadł, układając szatę tak by zakrywała krępującą wypukłość.
- Dziękuję – powiedział w stronę Harry'ego.
Harry kiwnął głową i usiadł na kanapie.
- Możemy ich wpuścić – zwrócił się do Remusa.
Remus wstał, rzucając jeszcze uważne spojrzenie wampirowi. Podszedł do ściany i chwilę później mógł zobaczyć trzy twarze zastygłe w zaskoczeniu.
- Cóż, wejdziecie czy raczej wolicie stać tak dalej i gapić się na mnie jak na ósmy cud świata? – zagadnął wesoło Remus.
Draco natychmiast wszedł do komnaty, rozglądając się za Harrym, a gdy napotkał jego spojrzenie szybko ruszył w jego kierunku, gdy drogę zaszedł mu Snape.
- Odejdź – prychnął Ślizgon.
Snape skrzywił się, powstrzymując od warknięcia.
- Chciałbym przypomnieć, że nadal jestem twoim profesorem, panie Malfoy – odparł chłodnym tonem.
- W takim razie: proszę odejść, profesorze.
- Harry, nic ci nie jest? – spytała Hermiona, zbliżywszy się do przyjaciela, omijając wampira.
- Martwiliśmy się, kumplu! – wykrzyknął Ron.
Cholera, co ja sobie myślałem? Nie jestem gotowy... Hermiono, nie przytulaj mnie, błagam!
Spanikowany odskoczył, zmuszając się jednak do uśmiechu.
- Cześć. Przepraszam, że was martwiłem i kazałem czekać, ale...
- Harry, gdzie do cholery byłeś zeszłej nocy? – zażądał odpowiedzi Draco, który wyminął Snape'a.
- Tutaj – odpowiedział, unikając patrzenia na wampira.
- Spędziłeś noc u profesora Lupina? – spytał Ron z niedowierzaniem.
- No cóż, tak.
- Dlaczego opuściłeś bal tak wcześnie? Martwiliśmy się, a Draco nie mogąc ciebie nigdzie znaleźć spytał nawet profesor McGonagall gdzie jest Remus, ponieważ ostatnio widział cię właśnie z nim – zmarszczyła brwi Hermiona.
- Zmęczyłem się tańcem, a od głośnej muzyki rozbolała mnie głowa, więc Remus przyniósł mnie tutaj, a Snape przyniósł eliksir, bym poczuł się lepiej – odparł natychmiast, w duchu gratulując sobie szybkiego myślenia.
Teraz tylko utrzymać Draco z daleka... Za późno! – Harry wzdrygnął się, gdy Draco nagle złapał jego dłoń.
-Mogłeś mi powiedzieć, umierałem z nerwów!
Draco nie lubił czuć się jak idiota, ani martwić się o nikogo, a nie wiedzieć czemu Harry był przyczyną obu tych rzeczy.
Harry uśmiechnął się niepewnie, cofając dłoń i przeczesał swoje włosy. Miał nadzieję, że Draco odbierze ten gest jako dowód na jego prawdziwą skruchę.
- Przepraszam Draco, nie mogłem cię znaleźć więc wyszedłem. Potem Snape stał się głodny.
Hermiona nie wydawała się usatysfakcjonowana tymi wyjaśnieniami.
- W takim razie w porządku. Martwiliśmy się, ale skoro cały czas byłeś tutaj... Spotkaliśmy Seamusa na schodach – ciche westchnienie Harry'ego i wyraz twarzy Remusa utwierdziły jej podejrzenia. – Zachowywał się naprawdę dziwnie. Powiedział, że profesor Lupin kazał mu wyjechać, chociaż jego rodzice pozwolili mu zostać. Gdy spytaliśmy czy cię widział, wydawał się przestraszony, a potem zaczął przepraszać. Może wiesz, jaki jest tego powód?
Harry'ego ogarnęła panika, a oczy Remusa rozszerzyły się. Snape zauważywszy to, natychmiast zrozumiał. Poczuł jak gniew bierze nad nim kontrolę.
- O czym ona mówi?! Okłamałeś mnie?! – krzyknął, a kiedy zauważył, że Potter się trzęsie, przeniósł spojrzenie na Remusa. – Co się stało?! Co przede mną ukrywasz?!
- Severusie, powinniśmy o tym porozmawiać spokojnie i na osobności – odparł pewnie wilkołak.
- Harry, o czym do cholery mówi Snape? – zdenerwował się Draco.
- Masz rację, porozmawiamy spokojnie i na osobności. Harry – warknął wampir, chwyciwszy chłopaka za ramię i ignorując jego protesty zaciągnął go do sypialni.
- Severusie, nie sądzę, aby to był dobry pomysł! – krzyknął za nimi Remus, podnosząc się z miejsca, ale Snape już zamknął drzwi, a pomieszczenie wyciszył za pomocą zaklęcia.
- Hej! – oburzył się Draco, podbiegł do drzwi i kopnął je, jednak te się nie otworzyły. – Nie możemy pozwolić mu zabrać Harry'ego – zwrócił się do Remusa.
Lupin, który całkowicie zgadzał się z tymi słowami wiedział również, że o wiele lepiej będzie jeśli Severus i Harry rozwiążą problem między sobą.
-Oni muszą porozmawiać – odparł spokojnie. – Nie możemy interweniować, nawet jeśli nam się to nie podoba.
- Co Snape zamierza mu zrobić? – odezwał się zaniepokojony Ron.
- Profesorze, może po prostu powie nam pan, co się stało? – zasugerowała Hermiona.
Remus stanowczo potrząsnął głową.
- Nie, to decyzja Harry'ego.
- Ale jeśli Snape się wkurzy, nie skrzywdzi go jak zeszłym razem, prawda? – spytał Ron.
- Nie sądzę, że skrzywdzi go, jeśli Harry powie mu prawdę. Jednak jeśli nie...
- Wpuść mnie! – zażądał Draco. – Nie obchodzi mnie, co się dzieje. Harry wyraźnie nie chce być tam z nim. Snape trzyma go tam wbrew jego woli!
- Przepraszam, Draco, ale to musi być rozwiązane pomiędzy nimi – westchnął profesor.
****
Snape rzucił chłopaka na łóżko.
- Potter, natychmiast powiesz mi, co z tym wszystkim ma wspólnego Finnigan!
Drżąc z przerażenia Harry odsunął się od wampira najdalej jak tylko mógł, a więc na drugi koniec łóżka.
Boże, co mam zrobić? Skrzywdzi mnie, ale nie mogę mu powiedzieć!
Snape czuł strach towarzysza silniej niż kiedykolwiek. Wypełnił całą sypialnię, był wszędzie, dusił go. Wyparł on nawet niebiański zapach, który zwykle otaczał Harry'ego. Choć nadal był wściekły, że został okłamany poczuł silny gniew na siebie, że tak przestraszył chłopaka. Oczywistym było, że cokolwiek się stało głęboko wstrząsnęło Harry'm, a zachowanie wampira jedynie pogorsza stan rzeczy. Wziął głęboki oddech, starając się kontrolować emocje.
- Harry – zaczął szorstko. – Powiedz, co się stało.
- Nie mogę... - jęknął cicho chłopak.
- Proszę, Harry.
Snape prosił. Snape przecież nigdy nie prosił. W całym swoim życiu nie potrafił przywołać sytuacji, w której musiał prosić, ale teraz chciał wiedzieć. Musiał wiedzieć, co sprawiło Harry'emu tyle bólu, by potem wymierzyć odpowiednią karę sprawcy.
- Proszę, powiedz. Obiecuję, wszystko będzie dobrze, tylko mi powiedz.
- Nic nie będzie dobrze!- wykrzyczał Harry. – To się nie odstanie, bez względu na nic co zrobisz, nawet jeśli go zabijesz. Zresztą to nie była jego wina.
- Czyja, Harry? Czyja wina? – spytał błagalnie wampir. – Po prostu powiedz, a ja upewnię się, że zapłaci za wszystko!
- Nie! Powiedziałem, że to nie jego wina.
- Finnigan? Czy Finnigan ci to zrobił?
Harry zacisnął usta, ramionami obejmując kolana, wciąż się trzęsąc. Zamknął oczy.
- Proszę, nie. Nie zabijaj go, to nie jego wina.
- Harry... Harry, spójrz na mnie! – zażądał Snape. – Harry!
Chłopak podniósł głowę i otworzył oczu, które teraz były mokre od łez. Snape poczuł się zagubiony i zdecydował się na strategię, który wychodziła mu najlepiej – przeszedł do ataku.
- Potter, powiesz mi, co się stało. Nie będzie lepiej, jeśli będziesz to przede mną ukrywał. Użalanie się nad sobą jest żałosne.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się.
- Ja wcale nie...
- Właśnie, że tak. Znów grasz rolę tragicznego bohatera. Ofiarę okropnego, bezlitosnego przeznaczenia – szydził Snape. – Chcesz jedynie, by każdy litował się nad tobą...
- Nieprawda!
- Założę się, że chodzi tylko o jakiś dowcip. Finnigan pewnie spłatał ci jakiś niepoważny figiel, a ty by uratować twarz wyolbrzymiasz to do rozmiarów światowej tragedii.
- To nie był dowcip! – zaprotestował gwałtownie Harry.
- Niezwłocznie skontaktuję się z jego rodzicami, by wrócił do szkoły. Skoro tak naprawdę nie zrobił nic złego, nie powinien być karany – kontynuował bezlitośnie, tłumiąc w sobie powiększające się z każdym wypowiedzianym słowem wyrzuty sumienia.
- Nie! Nie może wrócić! Jest winny! On to zrobił, nie może wrócić! – wykrzyknął w panice chłopak.
- Chwilę temu twierdziłeś z całą pewnością, że nie jest winny. Teraz mówisz, że jest. Zdecyduj się.
- Jest winny. O Boże, on to zrobił... - zaszlochał Harry.
- Co zrobił? – Snape ściszył głos, wciąż jednak mówiąc głosem nieznoszącym sprzeciwu. – Co on ci zrobił, Harry?
- Nie, nie chcę o tym teraz mówić.
- W takim razie napiszę list, do jego rodziców – zagroził wampir.
- Nie – spojrzał na Snape'a w poszukiwaniu zrozumienia, ale spotkał tylko chłodny wzrok. Odwrócił głowę i zaczął szybko mrugać by zapobiec łzom, które już wzbierały w jego oczach.
- Co zrobił Seamus? – Severus widział, że Harry zaraz się złamie.
I wtedy Harry wyrzucił z siebie całą prawdę.
Pół godziny później leżał już spokojnie, otoczony ramionami Snape'a. Harry zbyt słaby by protestować pozwolił objąć się Severusowi, który w połowie opowieści usiadł na łóżku i przytulił chłopaka do swojej piersi.
Jedynym czego Harry teraz potrzebował była odrobina snu. Snape przyciągnął towarzysza jeszcze bliżej siebie. Chciał dać chłopakowi poczucie bezpieczeństwa. Nie opuści go, póki nie przestanie się bać, obiecał sobie. Nawet nie po to, by zabić Finnigana. Nie ważne, jak mocno Leonard wpłynął na Irlandczyka. Faktem było, że to on zgwałcił Harry'ego. To twarz Seamusa pojawiała się w koszmarach Harry'ego. To przez niego Harry boi się Snape'a. Na pewno wymierzy karę, ale najpierw nauczy swojego towarzysza znowu ufać.
Wtedy pewien wąż, który wśliznął się do pomieszczenia, zanim zamknęły się drzwi, wpełzł na łóżko i owinął się wokół jednego z nadgarstków chłopaka. Snape, widząc że Harry przysunął dłoń do piersi, pozwolił Issie zostać.
CZYTASZ
A Destined Year
FanfictionOpowiadanie nie należy do mnie, tylko je udostępniam. Atenszyn, atenszyn, fanfik posiada kontynuacje - A Fated Summer, która niestary nie została ukończona przez autorkę __________________________ Autor: Autumns_Slumber Adres oryginału: http://arch...
