– Słodki Merlinie... – Harry, zszokowany, wpatrywał się w Leonarda. Ten uśmiechał się ironicznie, z diabelskim błyskiem w oku.
– Harry, co się stało? Blokujesz przejście... – powiedziała Hermiona.
Chłopak w końcu podążył za nią do ławki, nie spuszczając wzroku z Leonarda. Usiadł i spojrzał na przyjaciółkę.
– To on.
– On...? – Gryfonka była zdezorientowana.
– Kochanek Snape'a – wyszeptał Harry.
Hermiona spojrzała na niego ze zdumieniem.
– To jest...? Och, teraz sobie przypominam! Czy jego nie było w komnatach Snape'a, gdy poszłam tam razem z tobą? – spytała pospiesznie. Złoty Chłopiec pokiwał głową. Czuł, że ich nowy „profesor" nie spuszcza z niego wzroku. – Eee... Harry? Czy zauważyłeś, że on... wygląda prawie jak ty?
Gryfon zdziwił się. Rzeczywiście – mężczyzna miał podobną karnację. Był nieznacznie wyższy i nie nosił okularów, ale jego oczy były zielone, a włosy czarne, choć inaczej ścięte.
– On nie wygląda jak ja.
– Eee... może nie całkiem... ale podobieństwo jest uderzające – jąkała się.
– Miona... zamknij się.
– Potter, szlaban. Zajęcia już się zaczęły – odezwał się nagle Leonard. Wszystkie rozmowy momentalnie ucichły. Uczniowie spoglądali na nowego nauczyciela. – Teraz przejdźmy do sedna. Nazywam się profesor Hayworth. Jestem tutaj w zastępstwie za profesora Snape'a, który wróci w przyszłym miesiącu. Jestem jego uczniem i nie życzę sobie, byście traktowali mnie z mniejszym szacunkiem. Dziś i przez cały przyszły tydzień będziecie warzyć antidotum na truciznę ciamarnicy...
Hermiona była zszokowana, błyskawicznie podniosła rękę.
– Tak, panno Granger?
– Profesorze, ta trucizna jest śmiercionośna, a antidotum nie mniej niebezpieczne. Jeżeli nie uzyska się odpowiedniej temperatury, to wszystko może wybuchnąć... Już same opary są trujące!
– Nagrodziłbym panią punktami, gdybym sam nie zdawał sobie z tego wszystkiego sprawy, panno Granger – rzucił ironicznie.
– Ale... jeżeli ktoś się pomyli, to wszystkich nas otruje! – nalegała.
– W takim razie radzę się nie mylić – odparł zimno. Rozejrzał się po klasie, zadowolony, że wszyscy się w niego wpatrują. Uśmiechnął się zjadliwie. – Jestem pewien, że to da wam trochę do myślenia. Podzielę was dwójkami, żeby się lepiej pracowało. Sami na pewno świetnie byście to zrobili, ale pozwólcie, że tym razem sam was dobiorę. Praca z przyjacielem często może być zbyt rozpraszająca, nie możemy na to pozwolić... Wywołane osoby mają siadać obok siebie – Leonard spojrzał na listę. Paru nazwisk nie znał, ale większość kojarzył. – Parkinson, Goyle. Finnigan, Brown. Crabbe, Thomas. Potter, Longbottom. Granger, Zabini. Weasley... hmm, Malfoya nie ma? W takim razie pan Weasley dołączy do Parkinson i Goyle'a, dopóki nie wróci Malfoy... – Mężczyzna spojrzał na uczniów, ale żaden z nich się nie ruszył. – Na swoje miejsca, natychmiast!
Momentalnie wszyscy wstali. Hermiona złapała Harry'ego za rękę.
– Harry, nie rób nic dzisiaj. Po prostu skompletuj wszystkie składniki i jak najdłużej je przygotowuj. Ty i Neville na pewno coś zepsujecie i...
– Czy ma pani jakiś problem, panno Granger? – spytał zimno Hayworth.
– Eee... nie, proszę pana – powiedziała, puszczając ramię przyjaciela.
– Dla ciebie „panie profesorze", Granger. – Podniósł brew, gdy zauważył wzrok Harry'ego. – Coś nie tak, Potter? Ktoś tak sławny na pewno nie będzie miał problemu z uwarzeniem eliksiru. Ale, ale... Severus wspominał, że jesteś w tej dziedzinie wyjątkowym beztalenciem.
Harry zmrużył oczy. Ich rozmowa zwróciła uwagę wszystkich. Chłopak wiedział, że nie może powiedzieć za dużo, więc tylko skinął głową.
– Ma pan rację, jestem w tym tragiczny. Całe szczęście, że nadrabiam to moimi umiejętnościami w obronie przed czarną magią, prawda? – Było to wyznanie, ale bardzo subtelne. Jesteś zły i mogę bez problemu skopać ci tyłek!
– Hmm... – mruknął Leonard, wciąż się w niego wpatrując.
Pansy, zupełnie nieoczekiwanie, zachichotała.
– Potter jest straszny z eliksirów. Nigdy nic dobrze nie uwarzył. – Uśmiechnęła się słodko do profesora Haywortha.
Leonard przeniósł wzrok na dziewczynę.
– Parkinson, prawda...? Powiem ci coś, mam tylko nadzieję, że to zrozumiesz. Nie bawię się w faworyzowanie domów. Severus był moim nauczycielem, ale nie jestem taki, jak on. Nie będę jednakże od niego milszy.
Pansy przełknęła głośno ślinę, szybko siadając obok Goyle'a. Leonard prychnął z rozbawieniem, znów przenosząc spojrzenie na Złotego Chłopca.
– Czy jest jakiś powód, dla którego jeszcze nie usiadłeś na swoim miejscu, Potter?
– Nie, profesorze. – Harry powstrzymywał się, by nie zrobić niczego głupiego przy całej klasie. Na przykład rzucenie jakimś paskudnym zaklęciem w tego dupka... albo wylanie na niego jakiejś trucizny... Przestań, Harry. Odpłacisz mu się później. Usiadł obok Nevilla.
– Listę składników i instrukcję znajdziecie na 357 stronie podręcznika. Macie pracować cicho i dokładnie. Zaczynajcie. – Usiadł za biurkiem, uśmiechając się chłodno.
Uczniowie otworzyli książki i zabrali się do pracy. Harry cały czas musiał zapewniać Nevilla, że nic złego się nie stanie.
Zebrał wszystkie potrzebne materiały, po czym szybko rozejrzał się po klasie. Chyba nikt specjalnie się nie spieszył – pod koniec zajęć tylko kilka par zaczęło łączyć składniki. Między innymi Hermiona i Zabini. Właśnie... rozmawiali ze sobą i to raczej nie o eliksirach. Chłopak skrzywił się. O czym oni mogą dyskutować...? zastanawiał się. W tym samym momencie zadźwięczał dzwonek. Harry pierwszy posprzątał, a potem prawie uciekł z sali, modląc się, by Hayworth go nie zatrzymał. Zaczekał na Hermionę na końcu korytarza.
– Harry – zaczęła, gdy tylko się do niego zbliżyła. – Musisz porozmawiać z Dumbledore'em. Myślę, że on nie zdaje sobie sprawy, że ten cały Leonard jest byłym kochankiem Snape'a. A już na pewno nie wie, co on każe nam przygotowywać na zajęciach.
– Porozmawiam z nim o antidotum – przytaknął Gryfon. – Co do samego Haywortha... Dumbledore wie, że to były Snape'a.
– To dlaczego go zatrudnił?! Dyrektor powinien wiedzieć, że ten mężczyzna może sprawić dodatkowe problemy...
– Chyba właśnie o to chodziło. Dumbledore nie chce, żeby Snape i ja... żebyśmy się do siebie zbliżyli.
Dziewczyna spojrzała na niego ze zdumieniem.
– To ma sens...
– Jak to? – skrzywił się Gryfon.
– No cóż, to w końcu dyrektor... Snape jest profesorem, a ty jesteś jego uczniem, na dodatek dużo młodszym. To nielegalne. Gdyby Ministerstwo to odkryło, Snape mógłby mieć nie lada kłopoty.
– Racja. Ale dyrektor chyba nie martwi się Ministerstwem. Dałby sobie z nim radę. Tak naprawdę... on nie chce, żebym był ze Snape'em – dodał ciszej.
Hermiona spojrzała na niego z ciekawością.
– No dalej, dokończ.
– Dumbledore myśli, że Snape mnie skrzywdzi – powiedział spokojnie. – Miał rację... – Oczy dziewczyny się rozszerzyły.
– Harry... ty chyba nie uprawiałeś z nim seksu, prawda? – Chłopak zaczerwienił się. Szybko pokręcił głową.
– Nie... choć mało brakowało. Wiesz... uzgodniliśmy, że nie będzie mnie więcej ciął, tyle że gryzienie... tak trudno jest się wtedy powstrzymać...
– On... Jak cię skrzywdził? – odezwała się z niepokojem.
– To... osobiste. Nie chcę na ten temat rozmawiać. – Dziewczyna zmarszczyła brwi.
– Ale Harry, przecież mnie możesz wszystko wyznać, nikomu nic nie powiem.
– Nie chcę nawet teraz o tym myśleć. I tak źle się stało, że Dumbledore i Draco wiedzą...
– Malfoy?! – powtórzyła z niedowierzaniem. – Malfoy wie?
Harry zamrugał kilkakrotnie.
– Cóż... taaak. Ale nie powiedziałem mu tego naumyślnie. To mi się tak jakoś... wymknęło.
– Wymknęło ci się?! Kiedy?
– Eee... wczoraj, kiedy opuściłem zajęcia. On znalazł mnie na boisku, gdy przyszedł polatać. Byłem tak wściekły, że mu powiedziałem.
Hermiona skinęła głową ze zrozumieniem, choć było widać, że czuje się trochę zraniona.
– To dlatego Malfoy poszedł do Snape'a? A ty czułeś się winny, że go tam wysłałeś?
– Taa... – przytaknął brunet.
– Harry... co takiego powiedziałeś Malfoyowi, że od razu pobiegł z tym do profesora? I dlaczego pachniał tobą? – drążyła Gryfonka. Nie podobały jej się rozwiązania, przychodzące jej do głowy.
– Eee... to nic takiego! O! Dzwonek! Powinniśmy się pospieszyć. – Harry nie czekał na odpowiedź przyjaciółki. Szybko pobiegł na następne zajęcia.
Hermiona musiała się naprawdę postarać, by go dogonić.
– To nie koniec naszej rozmowy – powiedziała zdyszana, gdy w końcu usiadła w ławce obok niego. – Chcę z tobą jeszcze później porozmawiać – wyszeptała, zanim nauczyciel zaczął zajęcia.
***
Uniknięcie rozmowy z Hermioną było łatwe. Po prostu zapewnił ją, że porozmawiają wieczorem – wtedy zostawiła go samego. Oczywiście Harry nie zamierzał jej niczego mówić. Nie chciał, żeby się zezłościła. Gdyby poszła potem do Snape'a, mogłaby się znaleźć w niebezpieczeństwie.
W czasie lunchu chłopak poszedł do gabinetu dyrektora. Trochę czasu zajęło mu wymyślenie hasła, ale w końcu figura się poruszyła. Zapukał do drzwi, po usłyszeniu przyzwolenia wszedł.
– Dzień dobry, panie profesorze.
Dumbledore spojrzał znad papierów, nie wydawał się zaskoczony widokiem chłopca.
– Słucham cię, Harry. Co mogę dla ciebie zrobić?
– Chodzi o Leonarda... to znaczy profesora Haywortha.
– Ach tak, podejrzewałem to. Muszę ci powiedzieć, że niezależnie od tego, co do siebie macie, musicie odłożyć niesnaski na bok. To jest najlepsze zastępstwo za profesora Snape'a, jakie mogłem znaleźć.
Taak... A to, że może znów wskoczyć Snape'owi do łóżka, to tylko dodatkowy plus pomyślał gorzko Złoty Chłopiec.
– Tak właściwie to chodziło mi o jego metody nauczania. Mamy robić na zajęciach antidotum na truciznę ciamarnicy. – Dyrektor uniósł brew.
– Naprawdę? W takim razie muszę rzeczywiście z nim porozmawiać. Nie pozwolę, żebyście warzyli tak niebezpieczne eliksiry.
– Dziękuję. Eee... chciałbym jeszcze raz zapewnić, że potrafię o siebie zadbać. Wiem, że pan myśli, że Snape mnie skrzywdzi, ale to nic. Dam sobie radę.
– Wiem, Harry. Jesteś dzielny, ale to nie tylko ciebie chcę chronić.
– Co ma pan na myśli? – spytał ze zdziwieniem.
– To jest coś, czego nie mogę ci powiedzieć, drogi chłopcze. Nie możesz zmienić Severusa. Ja próbuję zrobić to od paru lat, bez skutku. Nawet nie udało mi się go przekonać, by zmienił odżywkę do włosów - stwierdził z rozbawieniem.
Harry skrzywił się. On robi się coraz dziwniejszy...
– Chyba nie zrozumiałem... Dlaczego miałbym zmieniać Snape'a?
– Hmm, może ty nie, ale rzeczy generalnie się zmieniają...
Nie rozumiem go... Chłopak pokręcił głową. Och, nieważne...
– Muszę już iść, inaczej spóźnię się na spotkanie ze Snape'em. Dziękuję za rozmowę.
– Jeżeli byś spotkał Leonarda w lochach, to podeślij go do mnie.
– Jasna sprawa – wymruczał Gryfon, wychodząc.
Gdy dotarł do komnat wampira, skrzywił się. Cholera, ciągle zapominam spytać go o hasło. To idiotyczne. Harry cierpliwie czekał, aż Snape wyczuje jego zapach.
I czekał.
I czekał.
Może jest w łazience...?
***
Severus Snape siedział na swoim ulubionym krześle i czytał fascynujący artykuł o nowym użyciu kilku niebezpiecznych ziół, gdy nagle otworzyły się drzwi od jego mieszkania. Natychmiast wyczuł znajomy zapach. Gwałtownie wstał, zupełnie zapominając o gazecie. Zawarczał cicho na wchodzącego mężczyznę.
– Leonard. Więc to ciebie Albus przyjął na moją pozycję.
Hayworth uśmiechnął się, zbliżając się do wampira. Bardzo uważnie obserwował Severusa, odnotowując nieprzyjemny grymas i pełne złości spojrzenie.
– To tak witasz byłego kochanka, Severusie?
– Wynoś się.
Leonard westchnął. Czas na plan A.
– Wiem, że nie chcesz mnie widzieć, ale musiałem tu przyjść i powiedzieć, jak bardzo mi przykro. Nie powinienem mówić takich rzeczy o twoim towarzyszu. Widzisz... kiedy mnie wyrzuciłeś, zacząłem trochę czytać o wampirach. Już rozumiem, dlaczego tak zareagowałeś.
Severus obserwował nieproszonego gościa z podejrzliwością. Po ich długim związku mógł w nim czytać jak w otwartej książce. Leonard udawał kapryśnego i emocjonalnego, ale w środku był zimny i wyrachowany. Teraz już nie wierzył w ani jedno jego słowo.
– Byłem zazdrosny, że tak bardzo zależy ci na tym chłopaku, którego do tej pory nienawidziłeś... Bałem się, że mnie porzucisz. Ale teraz wiem zdecydowanie więcej o związkach wampirów z ich towarzyszami... dlatego przepraszam. Przyszedłem powiedzieć, że chciałbym do ciebie wrócić. Mogę zaakceptować obecność Pottera w twoim życiu. – Leonard uważnie obserwował Snape'a. Musiał postępować ostrożnie – nie tylko dlatego, że mężczyzna był wampirem. Severus zawsze potrafił odczytywać jego zamiary, a on sam nie miał pojęcia, o czym kochanek myślał.
Snape nie wierzył w ani jedno słowo, Leonard kłamał jak z nut – jasne było, że wciąż nienawidzi Harry'ego. Z perspektywy czasu nie mógł powiedzieć, jak mógł tak długo z nim wytrzymać. To prawda – w łóżku był rewelacyjny i zupełnie nie przeszkadzała mu gwałtowność kochanka. Często gdy Severus był wściekły (zazwyczaj na Voldemorta, albo głupotę uczniów), Hayworth potrafił zmienić złość w pożądanie, a brutalny seks tylko bardziej go podniecał.
Ale teraz już sama myśl o spaniu z tym mężczyzną stawała się odrażająca. Bo teraz mam Harry'ego... Wampir zgadzał się z nim. Tyle że Snape nie mógł spać z chłopakiem, to byłoby niewłaściwe. Nieprawda. Nie, gdyby on też ciebie pragnął! Przekonaj go! Snape się skrzywił. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
Dopiero po chwili zorientował się, że Leonard się do niego zbliżył. Wciągnął głęboko powietrze. Dlaczego nigdy nie zauważył, że zapach mężczyzny jest taki... nieapetyczny?
– Wyjdź! – warknął. Gość wydął wargi.
– Severusie, daj nam jeszcze jedną szansę. Będę dla ciebie dobry, nie widzisz tego? – Snape warknął jeszcze głośniej.
– Wynoś się, zanim cię stąd wyrzucę!
Mężczyzna skrzywił się. Niech to szlag, straciłem go! Trzeba się wycofać i zacząć wprowadzać w życie plan B!
– Rozumiem. W takim razie do zobaczenia. – Podszedł do drzwi.
– Mam nadzieję, że nie nazbyt szybko – wysyczał wampir.
Leonard prychnął. Podszedł do ściany, która otworzyła się przed nim, a on sam wpadł na Harry'ego Pottera. Przez chwilę na jego twarzy malowało się zdumienie, jednak szybko się opanował.
– Witaj, Potter.
Oczy Snape'a rozszerzyły się. Dlaczego dopiero teraz poczuł ten wspaniały zapach...? Cholera, dlaczego akurat teraz? Dlaczego akurat dziś musiał być punktualnie?!
Harry był zszokowany, gdy drzwi otworzył mu Leonard. Niech to szlag, to nie powinno mnie obchodzić! Snape może się pieprzyć z kim chce! Starał się wyglądać normalnie.
– Leonardzie, dyrektor chce z tobą porozmawiać – powiedział zimno.
Mężczyzna uniósł brew.
– Dla ciebie „profesor Hayworth", Potter!
– Och, pomyliłem się! Myślałem, że skoro jesteśmy w mieszkaniu twojego kochanka, to mogę mówić do ciebie po imieniu. Ale nie chcę cię zatrzymywać, Dumbledore jest na ciebie zły.
Hayworth wpatrywał się w Gryfona ze złością. Cholerny bachor! Na głos nic nie powiedział, bo nie chciał zdenerwować Severusa. Tak więc po prostu wyszedł.
Harry przez chwilę go obserwował, po czym wszedł do środka. Spojrzał na wampira, który spoglądał na niego uważnie. Chłopak starał się nie okazywać emocji, zamiast tego uśmiechnął się, siadając na kanapie.
– Nie martw się, nic nikomu nie powiem. Możesz sypiać z kim chcesz.
Snape nie mógł uwierzyć własnym uszom. Najpierw Harry kazał się wynosić Hayworthowi, a teraz... Nie zdawał sobie sprawy, że jego towarzysz może zachowywać się tak... ślizgońsko. A jeśli chcę ciebie...?
– A jeśli chcę ciebie...? – Nie wierzył, że powiedział to na głos. A raczej wyszeptał.
Harry spojrzał na niego ze zdumieniem. Chce mnie? Przecież on pragnął mojego ojca! Otrząsnął się z szoku, znów jego twarz nie wyrażała niczego.
– Pragniesz w takim razie wszystkich, z którymi masz do czynienia – rzucił cierpko.
Snape westchnął, siadając na krześle. Czuł coraz większe zmęczenie, ale też desperację.
– Potter, nie spałem z Leonardem odkąd go stąd wyrzuciłem. I nie planuję z nim tego już nigdy robić. Dziś mu o tym powiedziałem.
Harry starał się nie okazywać zadowolenia. Oczywiście – Snape mógł kłamać, ale chłopak raczej tak nie myślał. Podszedł do niego, wyciągając przed siebie rękę.
– Snape, zachowaj dla siebie szczegóły swojego życia osobistego. To mnie nie obchodzi. Jestem tu tylko po to, by cię nakarmić.
Kilka tygodni temu Severus byłby zachwycony czymś takim, teraz nienawidził takiego zachowania.
– Będę mógł cię dotknąć?
– Nie – odparł Gryfon.
Snape skrzywił się. Wstał, pokazując mu fotel.
– W takim razie usiądź, Potter. Nie mogę pozwolić, żebyś potem mnie obwiniał, gdy znów wylądujesz na moich kolanach.
– Nic takiego się nie stanie! – prychnął ze złością chłopak.
– Cholera, po prostu siadaj! Myślisz, że tak łatwo jest ignorować potrzeby swojego towarzysza?! – wysyczał starszy czarodziej.
– Nie potrzebuję cię. – Ale jednak usiadł.
Snape mruknął coś pod nosem. Wziął podany nadgarstek i ugryzł.
***
To nie działa pomyślał Harry kilka godzin później. Była prawie pora kolacji, a on nie miał najmniejszej ochoty iść do Snape'a. Lunch był straszny. Harry nie miał apetytu, prawie nic nie zjadł, więc nic dziwnego, że teraz czuł się słabo. Trening quidditcha był stratą czasu – Gryfon i tak nie był w stanie się skupić. Dwa razy prawie trafił go tłuczek. Był więc raczej zniechęcony, gdy wrócił do Wieży Gryffindoru, by się przebrać. Jego nastrój pogorszył się jeszcze bardziej, gdy wychodząc wpadł na Hermionę.
– Harry, naprawdę musimy porozmawiać. Inaczej cię nie wypuszczę – uparła się.
– Miona, teraz naprawdę nie jestem w nastroju...
– Nie obchodzi mnie to. Coś się dzieje, a ty mi nic nie mówisz! Wiesz, jak się z tym czuję? Ron jest na ciebie zły, co oznacza, że jest zły też na mnie, bo z tobą rozmawiam. Snape coś ci zrobił, Harry, jestem twoją przyjaciółką, martwię się o ciebie!
Chłopak zamrugał ze zdumieniem. Czy Hermiona ma zamiar się rozpłakać? Ma takie błyszczące oczy... Merlinie, nie mogę jej tego zrobić! Westchnął i powoli skinął głową. Przeszli w kąt pokoju i usiedli na podłodze, opierając się plecami o ścianę.
– Harry, powiedz mi co się dzieje, proszę. – Gryfon znów przytaknął. Rozejrzał się, ale w pobliżu nikogo nie było.
– Eee... wiesz co czuję, gdy Snape mnie gryzie. Chciałem... mu się odwdzięczyć... i gdy to robiłem... on... powiedział imię mojego ojca...
W pierwszej chwili dziewczyna nie załapała, wyglądała na zdezorientowaną. Potem jej oczy się rozszerzyły.
– O nie, Harry... – wysapała. Była wyraźnie zasmucona. Chwyciła dłoń przyjaciela i uścisnęła ją. – Harry, tak mi przykro...
Chłopak spojrzał na ich splecione dłonie.
– Tak, mi też – wyszeptał. Nie chciał o tym dłużej myśleć. – Potem uciekłem, musiałem to wszystko sobie poukładać. Poszedłem na boisko od quidditcha i tam natknąłem się na Dra... Malfoya. Byłem wściekły, on mnie nie chciał zostawić w spokoju i wybuchłem. Powtórzyłem mu, co się stało, on nie uwierzył mi, więc poszedł do Snape'a.
Hermiona zamyśliła się. Zawahała się, po czym zapytała:
– Harry... skąd Malfoy miał na sobie twój zapach?
Chłopak uśmiechnął się złośliwie. To było raczej zabawne, że dziewczyna chciała znać każdy szczegół.
– Cóż, on mnie pocałował.
Gryfonka zamarła.
– On... co?!
– Pocałował. Mnie – powtórzył cierpliwie.
– Dlaczego? – drążyła, wyraźnie w szoku.
– Bo lubi to robić, bo chciał, żebym się zamknął, bo chciał, żebym zwrócił na niego uwagę – wyliczał, starając się ukryć rozbawienie. Poczuł się lepiej, widząc, że Hermiona gorączkowo to wszystko przetrawia w myślach.
– Zrobił to już wcześniej?
– Tak, kiedy powiedziałem coś do niego w Wężomowie. Nie potrafił mnie zatrzymać, dlatego mnie pocałował. Stąd mój zapach na nim...
Dziewczyna nadal była w ciężkim szoku. To było nie do pomyślenia – Harry i Malfoy. Malfoy i Harry. Merlinie, co to za dziwny rok. Jedna niespodzianka za drugą...
– Harry... przecież to... Malfoy! On cię nienawidzi! Ty też go nienawidzisz!
– Jasne, nadal się nie znosimy, tak myślę. Ale do końca nie jestem pewien. On chyba też. Więc gdy wczoraj go pocałowałem, zgodziliśmy się...
– Pocałowałeś go?! – Chłopak przytaknął.
– Wymknąłem się do skrzydła szpitalnego, gdy wszyscy spali. Chciałem sprawdzić, jak się czuje. No i potem... zdecydowaliśmy, że chcemy wiedzieć, co jest między nami. Dziś też mam zamiar go odwiedzić.
Dla Hermiony to było zbyt wiele.
– Więc... ty i Malfoy... wy... wy...
– Spotykamy się ze sobą? – dokończył chłopak z ironicznym uśmieszkiem. – Draco i ja raczej nigdy nie będziemy parą, ale możemy ze sobą spać – stwierdził pogodnie. Jego przyjaciółka była zdumiona.
– Harry... ja nie wiem, co mam powiedzieć.
– W takim razie powinienem czuć się zaszczycony, prawda? W końcu jesteś słynną Hermioną „Wiem Wszystko" Granger. – Dziewczyna zaśmiała się.
– Wiesz, chyba Snape ma zbyt duży wpływ na twoje zachowanie... – Harry nagle przestał się uśmiechać. Hermiona miała ochotę ugryźć się w język. – Ja... przepraszam. Myślę, że powinieneś z nim porozmawiać. Powiedzieć, co czujesz.
– On wie, że jestem na niego wściekły.
– Nie... chodziło mi o to, co naprawdę czujesz. Co myślisz o was i tym całym związku. Może jak zobaczy prawdziwego ciebie, a nie tylko odbicie twojego ojca, nauczy się cię kochać.
– Kochać?! – prychnął Złoty Chłopiec. – Snape nikogo nie kocha. Może kiedyś czuł coś do mojego taty, ale teraz nie potrafi już nikogo pokochać. – To o to chodziło Dumbledore'owi. Nie mogę zmienić Snape'a... – Nie mogę i nie chcę go zmieniać. Nie kocham go i on też nie powinien mnie kochać.
– A czy... mógłbyś go pokochać? Harry, powiedz szczerze. Mógłbyś się w nim zakochać?
Chłopak spojrzał na nią z namysłem. Mógłbym...? Zadrżał.
– Jestem już spóźniony, muszę iść! – Wybiegł z pokoju.
Czy mógłbym pokochać Snape'a? Nie chcę o tym myśleć, ale... porozmawiać z nim? To mogłoby pomóc. Nie chcę się z nim przespać, ale może moglibyśmy wrócić do tego, co było wcześniej...?
Harry stanął przed znajomą ścianą. Świetnie, jak zwykle bez hasła... Tym razem nie musiał czekać, bo Severus szybko się pojawił. Chłopak uśmiechnął się chłodno.
– Zanim coś innego mnie rozproszy i zapomnę... jakie jest hasło?
Snape, który właśnie miał nawrzeszczeć na Gryfona za spóźnienie, zawahał się.
– Róże.
Złoty Chłopiec zamrugał kilkakrotnie.
– Róże? To jest twoje hasło? – Zaczął się śmiać. Snape prychnął.
– Hasło jest czymś, czego nikt nie powinien się domyślić. Kto mógłby moje hasło połączyć z obrazem złego Mistrza Eliksirów? – Harry zachichotał.
– Masz rację, ja na pewno nie.
– Patrząc na twoje postępy w nauce, jakoś mnie to nie dziwi – stwierdził mężczyzna z rozbawieniem, wpuszczając chłopaka do środka. Przystanął czekając na jego pierwszy ruch.
– No to czas na kolację. – Jego towarzysz podwinął rękaw.
Ugryzienia wampira goiły się błyskawicznie. Po dwóch godzinach nie było
ani śladu. Nic nie bolało. Jednak na jego nadgarstkach wciąż widniały ślady po wcześniejszych cięciach.
Minęło kilkanaście minut – Snape się najadł, obaj się podniecili, obaj byli niezaspokojeni. Harry oparł się o ścianę, starając uspokoić oddech. Severus wyszedł z pokoju mówiąc, że musi się uspokoić, bo nie może przestać myśleć o dotykaniu go. Chłopak tego nie skomentował. Sam nie czuł się lepiej.
Po dłuższej chwili przywołał Zgredka – poprosił o kolację i usiadł na kanapie. Zaraz pojawiły się przed nim półmiski – Harry uśmiechnął się, gdy zobaczył też słodycze. Oczywiście nie były one odpowiednie dla jego diety, ale choć kilka razy mówił o tym skrzatowi, Zgredek jakoś nigdy tego nie przestrzegał. W końcu Gryfon się poddał i przestał mu już o niej przypominać.
Właściwie nie był głodny. Bawił się jedzeniem, potem rozgryzał niewielkie kęsy – w ogólnym rozrachunku nie zjadł wiele.
– Potter, nie smakuje ci? – spytał Snape, siadając na fotelu. W rękach trzymał niewielką fiolkę.
Harry spojrzał na niego.
– Nie... po prostu nie jestem głodny.
Snape skrzywił się.
– Na lunch też prawie nic nie zjadłeś. Źle się czujesz?
– Wszystko w porządku, naprawdę – zapewnił chłopak. – Nie byłem głodny. Ale jeszcze zjem. Muszę stosować się do diety, żeby uzupełniać dla ciebie niedobór krwi. – Wziął do ust kolejną porcję.
– Tu nie chodzi o mnie. Jeżeli nie będziesz jadł, twoje ciało osłabnie, nie będzie sobie radzić z utratą krwi. Twój system odpornościowy padnie i nie będziesz mógł wykonywać najprostszych czynności. O swoje dobro powinieneś się martwić!
– Dobra, będę to miał na uwadze. Co to? – Wskazał na fiolkę, którą trzymał mężczyzna.
– Prezent. – Snape podał mu naczynko. – To eliksir uzupełniający krew. Zrobiłem tego tyle, żebyś mógł pić codziennie przy kolacji. Pomoże ci szybciej dochodzić do siebie.
Harry uniósł brwi, spoglądając na podarunek. To nie był wielki gest... na pewno przynosił też korzyści dla Mistrza Eliksirów, ale wciąż... wampir myślał o jego zdrowiu i specjalnie dla niego uwarzył eliksir. Uśmiechnął się.
– Dzięki. Mam to wypić teraz?
Snape skinął głową, nieco oszołomiony otrzymanym uśmiechem. Przyglądał się, jak chłopak krzywi się po wypiciu płynu. Prychnął.
– Nie smakuje? – Harry skinął głową.
– Ohyda... Ale i tak dziękuję, że go dla mnie zrobiłeś. Nie musiałeś.
Mężczyzna pokiwał głową. Przedtem miał zamiar po prostu kupić ten eliksir, bo nie chciał sam mieszać tak dużej ilości składników. Ale gdy był w sklepie poczuł niechęć do wręczenia chłopcu leku, którego sam nie uwarzył. Ufał tylko sobie – nigdy nie wiadomo, czego tak naprawdę użyto do zrobienia eliksiru.
Zapadła wygodna cisza. Harry skończył jeść i usadowił się wygodniej na kanapie. Czuł zmęczenie. Robiło się późno, a on jeszcze miał odwiedzić Draco.
W pewnym momencie przypomniał sobie, co powiedziała Hermiona. Powinienem porozmawiać ze Snape'em... Ona ma rację. Zostanę tu jeszcze trochę, a potem pójdę do skrzydła szpitalnego. Do tej pory wszyscy już powinni spać, więc to nie powinno być trudne.
Spojrzał na Mistrza Eliksirów. Mężczyzna udawał, że nie zwraca na niego uwagi, ale chłopak i tak wiedział, że jest bacznie obserwowany.
– Chcę tu zostać na noc. – Cholera, to nie miało tak zabrzmieć!
Snape był zdumiony, myślał, że się przesłyszał.
– Słucham?
– Eee... chcę zostać, dopóki inni pójdą spać. Myślę... myślę, że powinniśmy porozmawiać.
– Porozmawiać? – powtórzył mężczyzna niepewnie. O co mu chodzi?
– Tak. Ta cała sytuacja jest taka niezręczna. Obaj jesteśmy sfrustrowani, a wszystko komplikuje się coraz bardziej. Powinniśmy o tym pogadać... O tym, dlaczego nazwałeś mnie imieniem mojego ojca.
On chce rozmawiać! To dobry znak. Możesz mu powiedzieć, jak bardzo ci przykro! cieszył się wampir. Snape nie wiedział, co ma o tym myśleć. Ale chciał porozmawiać, zapewnić Harry'ego, że... nie wiedział, co chciał powiedzieć. Ale na pewno nie miał ochoty pogorszyć sytuacji. Skinął głową.
– Dobrze. Porozmawiajmy.
CZYTASZ
A Destined Year
FanfictionOpowiadanie nie należy do mnie, tylko je udostępniam. Atenszyn, atenszyn, fanfik posiada kontynuacje - A Fated Summer, która niestary nie została ukończona przez autorkę __________________________ Autor: Autumns_Slumber Adres oryginału: http://arch...
