Anastasia chwyciła do ręki stos brudnych od oliwy talerzy. Omiotła wzrokiem powierzchnię stołu pokrytą okruszkami, szukając jeszcze jakichś naczyń do posprzątania. Zamyślona ruszyła w stronę kuchennych blatów, pilnując by zużyte serwetki zwinięte w kulki nie zleciały jej ze szczytu tej góry porcelany. Jej ruchy były jednak nad wyraz wprawione i zgrabne. Lata praktyki teraz rzucały się w oczy przy grupce nastoletnich demonów, którzy nieumiejętnie starali się posprzątać pomieszczenie po wieczornym posiłku.
- Dziękuję za pomoc, skarbie - rzekła z wdzięcznością Hannah, gdy An położyła naczynia koło zlewu, by ta mogła je pozmywać. - Z pomocą twoją i Penny sprzątanie schodzi trzy razy szybciej. Nawet telekineza moich chłopaków nie jest tak skuteczna jak wy.
- Tylko tak możemy się odwdzięczyć za to pyszne jedzenie - odparła od razu Anastasia, wyrzucając do kosza wszystkie papierki i chusteczki.
- Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli jakieś problemy w domu, możecie tutaj przyjść. Jesteście wspaniałymi dzieciakami, które zawsze znajdą tu miejsce.
- Mam nadzieję, że cała sytuacja wyjaśni się już w najbliższych dniach - odetchnęła głęboko An, zmęczona, lecz zadowolona z tego przemiłego wieczoru. - Nie pałam miłością do mojego domu, ale cała ta tułaczka po obcych mieszkaniach stała się już nieco nużąca.
- Jeśli twój ojciec nie będzie w stanie cię takiej zaakceptować, możesz zawsze podziać się tutaj. Poniekąd znam go i wiem, że ciężko będzie do niego dotrzeć. Ale bądźmy dobrej myśli - snuła swoje myśli powoli, starając się dodać jej jakiejkolwiek nadziei.
- Miło się patrzy na waszą rodzinę - zmieniła temat mimowolnie, nie chcąc ciągnąć rozmowy o sobie. - Kiedyś sądziłam, że taka rodzina nie może być sobie zbytnio bliska, ale teraz widzę, że różnice nic nie znaczą - mruknęła cicho, przypatrując się Gregowi, który razem ze swoim synem towarzyszył bliźniaczkom w jakiejś fantazyjnej zabawie w salonie. Starszy demon bez uprzedzeń pozwalał nakładać na siebie różne ozdóbki, które zdobiły jego dobrze ułożone włosy. Z kolei Todd z wdzięcznością wziął od Bel zabawkowy diadem.
- Razem z Gregiem i Rachel staramy się stworzyć dla dzieciaków dom otwarty także na ludzi. Todd wiele rzeczy już zrozumiał i uczy tego swojego brata. Dziewczynki uwielbiają dzieci wielu naszych sąsiadów niebędących demonami. Jedynie Daniel pozostaje dla nas dużą zagadką. Niezbyt wiemy, co sądzi o ludziach - wyjaśniła Hannah, będąc całkowicie szczerą ze swoją młodszą rozmówczynią. - Chociaż ja i Greg sądzimy, że ludzie nie są mu obcy, Rachel wciąż jest sceptyczna - dodała z dezaprobatą do swojej przyjaciółki, która zamiatała wielki hangar, wcale się przy tym nie męcząc.
- Niezbyt dobrze znam Daniela, więc nie będę go oceniać - odrzekła szatynka, wspominając prośbę Adriana, by nie oceniała tego zaskakującego demona.
- Tylko ty odpowiesz nam na to pytanie - szepnęła jakby niezdecydowana Hannah, spuszczając wzrok na zlew i brudne talerze.
- Słucham? - dopytała Anastasia, sądząc, że coś źle zrozumiała.
- Jeśli wierzyć mojemu synowi, tylko przed tobą otwiera się tak prawdziwie - objaśniła Hannah już nieco pewniejsza, ale i tak wciąż unikała wzroku siedemnastolatki. - Nie chcę cię do niczego zobowiązywać, ale Daniel Murphy polubił właśnie ciebie. Tym samym dokonałaś cudu, jaki już na tym świecie nie występuje, An.
- Hannah, przepraszam, ale ja nie rozumiem, co masz na myśli - zdziwiła się Anastasia, obracając się w jej stronę zdenerwowana. - My przecież ledwo...
- An? - zapytał ktoś za jej plecami, przerywając słowotok, który miał już za sekundę wydostać się z jej ust.
- Co się stało? - spytała zrezygnowana, nawet nie zerkając w tę stronę.
CZYTASZ
Venandi
Fantasía"Równo o godzinie szesnastej szare niebo, które raz po raz wyrzucało z siebie kolejne fale dziecięcych łez, rozbłysło niebieskim blaskiem. W tym samym momencie w Europie, Azji, Afryce, Australii i obu Amerykach gęste obłoki rozsunęły się, by wpuścić...
