Wczorajszy dzień był dziwny. Dobrze się bawiłam i wróciłam z uśmiechem na twarzy. Czułam się sobą, w towarzystwie Michaela, co bardzo mnie martwiło. Ale nie był to jeden z głównych powodów moich zmartwień. Drugim był obiad. Ten, który miał odbyć się za miesiąc. I ten, na który zgodził się pójść Michael.
Pytanie rzuciłam bez głębszych przemyśleń. Sądziłam, że się nie zgodzi, ponieważ jak mówił na to Joshua, była to strata czasu, lecz nie dla mnie. Gdy umawiałam się z Joshem, nigdy nie miał ochoty na spotkania rodzinne i w zasadzie nigdy nie zgadzał się na moje pomysły. Uważał je za głupie i mało pożyteczne, więc gdy już zbierałam się na odwagę, wiedziałam, jaka będzie odpowiedź.
Gdy zadałam je Michaelowi, myślałam, że będzie to samo, ale on wyglądał, jakby naprawdę go to zainteresowało i miał ochotę to zrobić. To głupie, że wzięłam go miarą Joshua, ale nie przyzwyczaiłam się do takiego traktowania.Michael wczoraj był naprawdę miły. Pozwoliłam sobie na szczerość, którą nie odbierał jako atak, co niezwykle mnie zaskoczyło.
Może nie jest taki zły, za jakiego go brałam.
Ale to swoją drogą, teraźniejsze zmartwienia, są o wiele ważniejsze, ponieważ dzisiaj w pracy ma zawitać do nas ważny klient. Ma zapłacić grubą kasę za projekty, które dla niego stworzyliśmy. Wszystko zostałoby wykonane przez nas. Wygląd budynku, projekt ogrodu oraz wnętrza. Dowiedziałam się, że nasza firma jest rozbita na dwie. Tą budowlaną i tą, w której pracuje, czyli architekci, inżynierowie oraz projektanci/architekci wnętrz, o których dowiedziałam się również niedawno.
Klientem jest człowiek biznesu i chciał, by wszystko było zrobione poufnie. Oczywiście Michael miał przyjąć go osobiście. I o dziwo, sam miał naszkicować mu wstępny projekt.
Z tego, co wiem, jest naszą konkurencją i Michael chciałby pokazać mu, że nie bez powodu nazywamy się najlepszą firmą z takowymi usługami. Jak również cenimy sobie zdanie i uwagi klienta.
Cała firma stała na baczność, bojąc się, czy wszystko działa tak, jak należy. Odwiedził wszystkie działy i sprawdzał ich umiejętności. Zaprosił też grupę informatyków, by sprawdzić, czy elektronika się nie psuje i nic na pewno się nie zatnie lub nikt nie włamie się na serwery, aby wykraść nasze próbne projekty.
Stoję właśnie koło niego, pomagając wybrać mu kolor krawatu. Zaciągnął mnie tu, mówiąc, że asystentka powinna mu doradzać. Jako dobra pracownica nawet nie mruknęłam, że nie podoba mi się ten pomysł.
- Szafirowy czy czarny? - zapytał, przykładając raz jeden i drugi krawat.
- Szafirowy. - odpowiedziałam znudzona.
Im dłużej go znam i z nim pracuje, przekonuje się, jak bardzo się myliłam, mówiąc, że jest poważny. Patrząc też, na wczorajszy dzień. Nie był wtedy ani trochę poważny.
- Dobrze, proszę zapakować mi szafirowy. - mówi do ekspedientki.
Patrzę na niego z przekrzywioną głową, zastanawiając się, jakim prawem wczoraj dał mi swoją bluzę i rozbawiał cały wieczór, a dzisiaj nawet nie pisnął słowa, o ubiegłym dniu.
Może to przez stres. Cały dzień chodzi zdenerwowany, mimo tego nie przyznaje się, że się denerwuje. Widzę, jak nerwowo spogląda na zegarek i tupie co jakiś czas nogą.
- Michaelu, z pewnością już wszystko mamy. Czy możemy wrócić do firmy? - silę się na mały uśmiech.
Patrzy na zegarek, potem na mnie. Wygląda jakby się nad czymś zastanawiał
- A ty? - zapytał, pokazując na mój strój.
- Ja? Czy mój strój jest naganny? - zapytałam, patrząc w dół na dżinsową długą spódniczkę i czarne body z odkrytymi plecami.

CZYTASZ
Ulubiony Plan B
Roman d'amourMichael, prezes firmy BB ( Bezpieczny Budynek ) człowiek, który w krótkim czasie osiągnął ogromny sukces. Zajęty pracą Michael potrzebuje asystentki, ponieważ już sam nie daje rady, lecz jego nowa asystentka okazuje się dziewczyną z klubu. Michael...