XXXIII.

7K 332 131
                                        


Finnian

 Wymiętą receptę wcisnąłem do kieszeni spodni i wybiegłem ze szpitala omal nie potrącając niczemu winnej pielęgniarki stojącej obok windy. Na parkingu odnalazłem jeden z własnych samochodów, w którym cierpliwie czekali na mnie przyjaciele po tym, jak jeden z lekarzy wygonił ich ze szpitalnej kafejki. Nie chwalili się szczegółami, ale z nadesłanej przez Claytona wiadomości wywnioskowałem, iż w wyniku nudy postanowili nastraszyć jakiegoś dzieciaka. Kretyni.

–Jedź – rozkazałem wsiadając do auta. Odwrócili się w moją stronę, a na ich twarzach rozbłysły szerokie uśmiechy.

–A może najpierw powiesz, czy dobrze się czujesz? Będziesz żył? – zapytał Milo.

–Będę – odparłem ociężale i ułożyłem nieustannie bolącą głowę na zagłówku. – Teraz jedź, jak najszybciej i dajcie mi papierosa.

–Po tym, jak omal nie wyplułeś płuc przez zatrucie tlenkiem węgla? Chyba śnisz chłopaczku – odrzekł Clayton, po czym łaskawie ruszył. – Twoja panna ma jebany rozmach – dodał parskając głośnym śmiechem.

–Rozmawialiście z Aurorą? Obudziła się? – spytałem.

–Obudziła.

Westchnienie przepełnione ulgą byłoby niczym w porównaniu do rodzaju spokoju, jaki wreszcie zawładnął moim ciałem po całym tym całym, niekończącym się stresie. Obudziła się. Nie potrzebowałem nic więcej.

–I jak? Nic jej nie będzie? – kontynuowałem wywiad już nie mogąc się doczekać, aż wreszcie ją zobaczę. Gdyby nie zniecierpliwienie najpewniej wróciłbym do szpitala i zrugał doktora z góry na dół za to, że przez jego durną papierologię musiałem po badaniu tyle czekać. Tak bardzo chciałem być przy niej przy przebudzeniu.

–Podobno ma mieć jeszcze kilka sesji tlenoterapii, ale z tego, co mówiła Aurora, wszystko powinno pójść dobrze. Tylko, że... – Milo zaciął się na moment, a ja dostrzegłem w przednim lusterku, jak nerwowo bawi się dłońmi. – Tylko, że przez siłę wybuchu straciła słuch. Możliwe, że tymczasowo, ale tak naprawdę nic nie jest pewne.

Przymrużyłem oczy i wypuściłem z ust powietrze. Utrata słuchu była niczym w porównaniu do tego, co mogło ją spotkać. W głowie, jak na złość wyświetliły się obrazy mnie klęczącego nad jej bezwładnym ciałem i czekającego na przyjazd pogotowia oraz znajomych. Chociaż nie słyszała ani słowa, błagałem, by nie umierała. Zalewałem łzami jej nieprzytomną twarz i lamentowałem, prosiłem, krzyczałem wniebogłosy myśląc, że to coś zmieni. Byłem pewien, że umrze. Przeze mnie.

–Rozumiem – powiedziałem zagłuszając bezdenną ciszę wewnątrz pojazdu. – Fabio i reszta zajęli się ciałami? – dopytałem zastanawiając się, co musieli pomyśleć sobie pracujący dla mnie mężczyźni na widok, jaki im zaserwowałem. Właściwie nie ja, a moja dziewczyna.

–Tak. Poprosiłem też Fabio, żeby pilnował domu na czas wietrzenia, gdyby ktoś akurat chciał tam wejść. Nie potrzeba nam więcej trupów na dziś.

–I ktoś przyszedł?

Znów dostrzegłem zakłopotanie w oczach Milo odbijające się w lusterku. Zmarszczyłem brwi i z zaciekawieniem czekałem na odpowiedź.

–Daruję sobie powiedzenie "a nie mówiłem", ale naprawdę nie wiesz, jak bardzo mnie kusi Finnian – odezwał się Clayton tym bardziej wzniecając moje zainteresowanie, kim był ów gość. Po chwili otrzymałem do ręki telefon i wiadomość od Fabio w postaci kilku fotografii.

Wpatrywałem się w zdjęcia nie będąc wydać z siebie najmniejszego dźwięku. Później oddałem komórkę przyjacielowi i przetarłem twarz dłonią.

Senza Fine IIOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz