XXX.

5.3K 313 87
                                        


     Paradoksalnie bliżej mi było wtedy do śmiechu. Brutalnie duszącego i śmiertelnego śmiechu wymieszanego z najgłośniejszym rykiem. Mierzyłam pustym wzrokiem ich poważne twarze. Parszywe, kłamliwe usta Ernesta i jeszcze paskudniejszą minę byłego męża, który ogłosił bez ogródek, iż mój powrót na wyspę nie wiązał się z niczym innym, jak z chęcią uśmiercenia mnie, Finniana Trovato oraz najwidoczniej Claytona i Milo. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób oni zostali zamieszani do zostania publicznymi wrogami nieżyjącego już Valerio Pastorini, ale domyślałam się, że skoro zarówno oni, jak i mój chłopak prowadzili kasyna, mogli w jakiś sposób burzyć wizję i renomę ojca.

  Zresztą, czy rozważanie jakichkolwiek koneksji miało sens, gdy wpadłam prosto w pułapkę? Nie, ja w nią nie wpadłam. Sama, z własnej i nieprzymuszonej woli postanowiłam do niej przyjść. Z impetem wskoczyłam do jaskini lwa i chyba po raz pierwszy byłam skłonna rzeczywiście nazwać Marco Lorenzina bestialskim lwem, lisem, zamiast irytującym szkodnikiem niemającym żadnej siły przebicia.

Cały ten czas toczył rozgrywkę, a dzięki mojej pochopności uda mu się ją poprowadzić do samego końca z pełną skutecznością.

Nerwowo poruszyłam się na krześle czując w przełyku narastającą gulę. Chwilę później mój telefon wydał z siebie dźwięk przychodzącego połączenia. Sięgnęłam po urządzenie i przygryzłam wewnętrzną część policzka dostrzegając na wyświetlaczu znajomą nazwę z obraźliwym przydomkiem.

–Odbierz - rozkazał Marco. – I daj na głośnomówiący.

  Chwila zawahania minęła nad wyraz błyskawicznie. Właściwie, ten wybór nigdy nie był wyborem. Musiałam się słuchać, jeżeli zależało mi jeszcze na życiu nie tylko swoim, ale i jego. Sofie nie żyła przeze mnie. Dla mnie. Zginęła, abym pojawiła się na jej pogrzebie i również dokonała żywota z rąk żądnego zemsty Marco.

Położyłam komórkę na blacie.

–Aria, gdzie jesteś? – zapytał ze zmartwieniem. – Myślałem, że już dawno skończyłaś zajęcia. Wszystko w porządku?

No wiesz... jakby pominąć kwestię pojechania i pomówienia z osobą próbującą cię zabić, to raczej nic takiego się nie dzieje.

–Nic mi nie jest. – odparłam niewyraźnie.

–Kiedy wrócisz? Chłopaki chcą coś zamówić na kolację.

–Finnian, niebywale dziwnie słyszeć taką troskę w twoim głosie. – Głos zabrał Marco chwytając bez uprzedzenia za mój telefon. – Dla mnie niestety byłeś niesamowicie szorstki. Jestem w szoku, że jednak masz jakieś uczucia.

W słuchawce nastała głucha, przeraźliwie wyniszczająca cisza. Mój były mąż toczył jakąś barbarzyńską grę, a ja nie znałam jej zasad. Wspominał coś o zabiciu mnie, jednak gdyby rzeczywiście chciał, już dawno by to zrobił. Już dawno bym nie żyła.

–Dlaczego tak zamilkłeś Finnian? Nie jesteś ciekawy, kiedy Aria do ciebie wróci? – zadał drwiące pytanie parskając przy tym okrutnym śmiechem.

–Jeżeli coś jej się stanie, zdech... – wycedził furiacko, a tak ogromnego wzburzenia w jego głosie nie słyszałam nigdy. Absolutnie nigdy.

–Tak, tak. Wiem– odpowiedział wtrącając mu się w słowo. – Radziłbym jednak zachować spokój. Możesz odgrażać się do woli, ale nawet najobrzydliwsza zemsta nie zwróci ci martwej miłości, racja?

Przymrużyłam oczy starając się wytężyć umysł, by współpracował w iście patowej sytuacji. Musiałam wymyślić cokolwiek.

–Czego chcesz? – wrzasnął, a ból w jego głosie niewątpliwie siekał całe moje wnętrze w drobne kawałki.

Senza Fine IIOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz