22.10.2023r.
Ariadna
Czasem patrząc w lustro, zastanawiałam się, kim teraz jestem i czyim życiem żyję. Miałam wrażenie, że ten szeroki uśmiech wcale nie należał do mnie, a do kogoś znacznie lepszego. Kogoś, kim nigdy nie byłam. Lekarze powtarzali, że między innymi derealizacja może wynikać z traumatycznych wydarzeń mających miejsce w ostatnich miesiącach, jednak ja czułam, że to coś siedzi znacznie głębiej. Przyglądałam się swoim nieobecnym oczom rozmyślając nad tym, czy zostało w nich cokolwiek ze starej Ariadny Pastorini, a zaraz po tym dochodziłam do wniosku, że stara Ariadna Pastorini także była doszczętnie zniszczona. Ode mnie odróżniała ją tylko nieświadoma błogość i obwinianie sadystycznego ojca za własne zachowanie.
–Powiedzcie mi, dlaczego codziennie tu przychodzę? – zapytałam już po raz kolejny.
Mogłoby się wydawać, że odzyskanie słuchu okaże się jednym z najlepszych dni mojego życia, a usłyszenie spokojnego głosu Finniana tuż nad moim uchem zrekompensuje każdy przebyty ból, jednak tak się nie stało. Owszem, ponowna możliwość podejmowania werbalnych środków komunikacji była przyjemnym umileniem codzienności, jednak działające uszy nie sprawiły, iż te wszystkie wrzaski zamknięte w głowie zniknęły. Wręcz przeciwnie, one zdawały się jeszcze głośniejsze, a ja nie do końca umiałam sobie z nimi poradzić.
–Nienawidzę was. Tak bardzo was nienawidzę – wyszeptałam ani trochę nie przejmując się tym, że ktokolwiek dostrzeże, jak rozmawiam, a właściwie prowadzę monolog przed grobem rodziców. – Ale ciebie w szczególności, tato.
Finnian nalegał, bym zaraz po odzyskaniu słuchu rozpoczęła terapię i tak też zrobiłam, jednak przychodzenie na ten przeklęty cmentarz i płakanie nad pochówkiem Sofie zwieńczone wydzieraniem się na nieżyjącego już ojca było moją własną, najpewniej poniekąd destrukcyjną formą terapii. Zamykałam się w przeszłości, ponieważ teraźniejszość dusiła mnie każdego dnia, o każdej porze. Robiła ze mną, co tylko chciała, chociaż wszystko kurwa było perfekcyjne. Wszystko. Co do milimetra, co do nanometra. Cały świat, na czele z Finnianem stawał na rzęsach, bym była szczęśliwa i mimo szczerych uśmiechów przyklejonych do twarzy za każdym razem, gdy spędzałam z nim czas, bądź spotykałam się z przyjaciółmi, w głębi serca wcale nie czułam się dobrze.
Już miałam zanieść się kolejną dawką żałosnego płaczu, kiedy przed sobą dostrzegłam aż nazbyt znajomą sylwetkę pochylającą się nad grobem. Dziewczyna posłała mi ulotne spojrzenie i bez słowa wymieniła wkład w jednym ze zniczy na nowy. Odgarnęła kilka liści z marmurowej płyty nadal zaciekle milcząc, jakby czekając, aż to ja przekroczę postawioną przez siebie barierkę. Zdarzało mi się już na nią wpaść, ale zazwyczaj unikałam jakiegokolwiek kontaktu i uciekałam chwilę po jej przyjściu. Tym razem nie miałam siły podnieść się z czarnej, metalowej ławki i bezwstydnie obserwowałam każdy ruch własnej siostry. Siostry, o której istnieniu dowiedziałam się zaledwie kilka tygodni wcześniej.
–Dlaczego tak często tu przychodzisz? – spytałam, natychmiast spotykając się z jej nieopisanym zdziwieniem. Sama byłam zszokowana własnym zachowaniem po tych wszystkich scenach maksymalnego zignorowania, które zaprezentowałam wcześniej.
–Mogłabym cię spytać o to samo – odpowiedziała po dłuższej chwili niepewnie zajmując miejsce obok mnie.
–Byłam pierwsza – stwierdziłam wzruszając ramionami, na co dziewczyna parsknęła cichym śmiechem.
–Sama nie wiem – przyznała. – To zabrzmi paskudnie, bo przecież przyczyniłam się do jego śmierci i już wiem, jakim był człowiekiem, ale kochałam go. A przynajmniej tą wersję, którą dał mi poznać. Właśnie dla tej wersji tu przychodzę. Dla kochającego taty i dobrego człowieka, którym zawsze myślałam, że jest.
CZYTASZ
Senza Fine II
RomantikHistoria Ariadny Pastorini nie mogłaby się zakończyć jedynie teatralną ucieczką i ułożeniem sobie dalszego, spokojnego życia w Nicei. Choć szczerze wierzyła, że tak właśnie się stanie, a wszystkie jej problemy znikną wraz z wylotem ze znienawidzonej...
