XLIV.

3K 140 29
                                        


Palermo, 04.07.2025r.

Gdybym ze światowego rejestru wszystkich ludzi miała wybrać najbardziej niezrównoważoną i zaskakującą osobę - oczywiście poza sobą, wskazałabym Elenę. Wiedziałam już wcześniej o tym, że pojawimy się w Palermo podczas wakacji i spędzimy tam znacznie więcej czasu, niż przy okazji świąt Bożego Narodzenia połączonych z Sylwestrem. Nie sądziłam jednak, iż do tej wizyty zostanie dołączony także cholerny ślub. Wprost nie mogłam w to uwierzyć i gdy tylko dostałam ową informację parę miesięcy wcześniej, byłam pewna, że to jakiś przezabawny żart. Miałam wtedy przerwę na uczelni i wyszłam z Finnianem i jego znajomymi na kawę, gdy ta rudowłosa kreatura zaskoczyła mnie nagłym telefonem oznajmiając, że Gabriel się jej oświadczył zeszłego wieczoru.

Zrobił to w moim samochodzie tuż po eleganckiej kolacji w jednej z bardziej dystyngowanych restauracji w Palermo. Owy pojazd uznał za idealne miejsce do zaręczyn, gdyż im obu przypominał o mojej osobie, a w końcu to dzięki mnie się poznali. Uznałam to za całkiem urocze, ale przyznam, że nie spodziewałam się kolejnego telefonu kilka dni później, iż mają już termin na ślub.

W tym roku wszyscy poza moją siostrą i Finnianem skończyliśmy studia. Ucieszyłam się na myśl, że spotkamy się na Sycylii w tak radosnych okolicznościach po tych wszystkich przejściach i tragediach, które tam przeżyliśmy. Tak, oficjalnie zostałam Panią magister chemii, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało zważając na całą moją przeszłość z tym przedmiotem. Poza przemęczeniem związanym z pisaniem pracy magisterskiej, Elena także nie dawała mi spokoju, a codzienne poematy w esemesach stały się jej dosłownym uzależnieniem. Katowała mnie zdjęciami sukienek ślubnych, bukietów kwiatów, a nawet zastaw stołowych, bym wybrała te, które najbardziej trafiają w moje gusta. Czy czułam się wyróżniona, że mimo dzielącej nas odległości brała pod uwagę moje zdanie? Tak. Czy czasem miałam ochotę ją zablokować za ciągły spam? Oczywiście, że tak.

–Nadal nie mogę uwierzyć w to, że za dwa tygodnie biorą ślub. Ile oni są razem? Dwa lata? – zapytał Finnian, gdy czekaliśmy przed lotniskiem na transport.

–Cztery – odpowiedziałam parskając śmiechem. – Niby to nie tak mało, ale też w to nie dowierzam. Ale w sumie... skoro świetnie się ze sobą dogadują i są siebie pewni, to dlaczego mieliby zwlekać, nie? – wzruszyłam ramionami dopiero po chwili orientując się, że chłopak może to błędnie zinterpretować i powiązać moje słowa z naszym związkiem. – W sensie moim zdaniem z czymś takim nie powinno się spieszyć, ale to ich życie i wybory – dodałam, na co ten przytaknął.

Nie chciałam, żeby myślał, że to jakiś konkurs. Że skoro Gabriel oświadczył się Elenie, on także jest do tego zobowiązany i jak najprędzej powinien zająć się szukaniem pierścionka.

–Myślisz, że wpadła?

–Wypluj to.

–No co? Ledwo się zaręczyli i w szale zaczęli planować wesele, choć to oczywiste, że wszystkie terminy są najczęściej na za rok, albo jeszcze później.

–Przypominam, że ojciec Eleny jest dosyć wpływowym człowiekiem i pewnie bez problemu pozałatwiał wszystko bez kolejki – zauważyłam. – Zresztą, gdyby była w ciąży, na pewno bym o tym wiedziała.

–W takim razie możemy się założyć. Ja obstawiam wpadkę.

On i te jego chore zakłady po tylu latach miały się bez zmian, co widać na załączonym obrazku.

–Ja obstawiam, że ruda wypłaci ci liścia, jak tylko dowie się o twoich założeniach.

Niczym wilk z lasu, na parking wjechał mój dawny Jeep, a w nim przyszła panna młoda wraz z wybrankiem swego serca, która wybiegła z pojazdu i rzuciła się prosto na moją szyję. Sugerując się podejrzeniami Finniana, nie mogłam się powstrzymać i przejechałam dłońmi po jej brzuchu. Bez zmian. Prędko pożałowałam, że nie zdążyliśmy ustalić, co zgarnie zwycięzca zakładu.

Senza Fine IIOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz