04.07.2024r.
Miałam nieodparte wrażenie, że jakaś cząstka mnie odeszła wraz z upływem czasu. Jakby ta gorsza, wiecznie smutna i przerażona strona Ariadny Pastorini odsunęła się w cień zostawiając miejsce dla tej radosnej, przepełnionej śmiechem i podekscytowaniem na nadchodzące lata. Wszystko zaczynało składać się w jedną, dobrą całość, a wspomnienia przeżytych traum powoli przestawały być tak zagrażające, jak jeszcze parę miesięcy wcześniej.
–Mógłbym tu spędzić resztę życia – oznajmił Gabriel wpatrując się w turkusowe fale Oceanu Atlantyckiego.
Śpiew ptaków rozbrzmiewał z oddali wśród kołyszących się na wietrze palm, a my od południa siedzieliśmy na kocu oddając się zdecydowanie zasłużonemu relaksowi na malowniczej wyspie Abaco położonej na Bahamach. Już po zdaniu wszystkich egzaminów obmyślaliśmy kierunek wakacyjny i mimo wielu towarzyszących temu sporów, w końcu doszliśmy do kompromisu obierając za cel owe miejsce.
Wszystko działo się tak szybko, jakby ktoś wynalazł urządzenie zwiększające ulotność egzystencji. Zakończyłam czwarty rok studiów, a miałam wrażenie, jakbym raptem kilka dni wcześniej wróciła na Sycylię z myślą, że zaraz ponownie ucieknę.
–Zgadzam się – powiedziała Elena opierając się o ramię ukochanego. – Może jednak przeniesiecie się tutaj? – spytała zerkając na mnie z uśmiechem.
–Decyzja już zapadła – odparłam wzruszając ramionami. – Nicea.
–Ale się z ciebie zrobił pantofel Finnian – stwierdziła Aurora wybuchając głośnym śmiechem. – Mówię serio, ze mną nie chciał nawet na tydzień gdzieś polecieć, nie mówiąc już o przeprowadzce.
–Bo ty chciałaś urządzić wycieczkę na Grenlandię, żebym się zamroził – odpyskował kręcąc głową z oburzeniem. – Ja wolę ciepłe miejsca.
–Polemizowałabym z tym, czy we Francji jest aż tak ciepło – wtrąciła Cat. – Po prostu przyznaj, że jest tam Aria i to jedyny powód do zostawienia wszystkiego tutaj.
–Chemiczka też jest tutaj, jakbyś nie zauważyła lekareczko. Zresztą dajcie mi wszyscy święty spokój, mam urodziny i należy mi się chociaż trochę odpoczynku od waszego ględzenia. – Poprawił okulary słoneczne i opadł plecami na miękki materiał koca.
–Jeszcze kilka tygodni, a zaczniesz za tym tęsknić.
–Nie jestem masochistą ruda. Możliwość uwolnienia się od ciebie i reszty tych piszczałek to dla mnie błogosławieństwo.
–Wiesz co Finnian, chyba nie zasłużyłeś sobie na prezent. Jesteś bardzo niekulturalny dla swoich przyjaciół.
–Dla kogo? – Teatralnie przyłożył dłoń do ucha przywdziewając sztuczną postawę zdziwienia. – Scusa*, myślałem, że jesteście przypadkowymi ludźmi, których moja żona poznała w kolejce po drinki – dodał, natomiast do mnie dopiero po dłuższej chwili dotarło, co takiego powiedział.
–Cholera, czy my o czymś nie wiemy? – Dosyć wymowną ciszę, jako pierwszy postanowił przerwać Gabriel.
Mimo zasłony ciemnych szkieł byłam pewna, że Finnian szeroko otworzył oczy uświadamiając sobie, jak mnie nazwał.
–Dziewczyna – skorygował odchrząkując. – Miałem na myśli dziewczynę, a żonę w przyszłości. – Uśmiechnął się lekko, po czym zerknął w moją stronę. Odwzajemniłam gest sięgając po butelkę soku z torby.
–Już się bałam, że chajtnęliście się za naszymi plecami – skomentowała rozjuszona Elena. – Doskonale znam waszą dwójkę i taki manewr nawet by mnie szczególnie nie zdziwił. – Życzę sobie wielką imprezę w jakimś pałacyku z co najmniej setką gości.
CZYTASZ
Senza Fine II
Storie d'amoreHistoria Ariadny Pastorini nie mogłaby się zakończyć jedynie teatralną ucieczką i ułożeniem sobie dalszego, spokojnego życia w Nicei. Choć szczerze wierzyła, że tak właśnie się stanie, a wszystkie jej problemy znikną wraz z wylotem ze znienawidzonej...
