- No ja cię kurwa nienawidzę!
Zacisnęłam usta, żeby powstrzymać śmiech i dalej wbiegałam po schodach, aby znaleźć się jak najdalej od Harry'ego, kiedy ten rzucając najbardziej siarczystymi przekleństwami, gonił mnie do mojego mieszkania.
- No przepraszam - odkrzyknęłam w odpowiedzi, wyjmując klucze z kieszeni i obijając się barkiem o drzwi mojego domu, a następnie gorączkowo szukając odpowiedniego klucza. - Pa Harry! - zaśmiałam się, wsuwając odpowiedni do otworu, ale wtedy czyjaś ręka pociągnęła mnie za ramię i przycisnęła do ściany. Delikatnie, oczywiście.
- Masz mi wysuszyć jebane auto! - krzyknął, ale i tak dostrzegłam radosne iskierki w jego oczach. Złapał moje biodro i unieruchomił przy ścianie, podchodząc jeszcze jeden drobny kroczek do przodu, aby zostawić między nami może trzydzieści centymetrów przestrzeni.
- Ty też je trochę zmoczyłeś. Daj spokój, to woda ze śniegu, a nie jakiś trujący kwas - zamrugałam kilka razy, i uśmiechnęłam się, nie odsłaniając zębów. - Skoro już to sobie wyjaśniliśmy...
Powiedziałam, próbując przedostać się pod jego ciałem do moich drzwi, ale wtedy on kategorycznie zacisnął dłoń na moin biodrze i wykonał jeszcze jeden ruch do przodu. Może 10 centymetrów dzieliło nasze klatki piersiowe.
- To ja posprzątam swoją część, a ty swoją. Tę jebaną powódź - jego oddech obijał się o moją skórę, przez co zupełnie nieświadomie lekko przymknęłam powieki i rozchyliłam usta. Potem jednak otworzyłam oczy, bo uświadomiłam sobie, jak to musi wyglądać z jego perspektywy. O boże, było mi tak wstyd, bo musiałam wyglądać jak jedna z tych napalonych, niedoświadczonych panienek, które dostają orgazmu na sam kontakt fizyczny z chłopakiem.
On jednak stał i patrzył na moje usta. Nie skomentował mojego nieco dziwacznego zachowania, tylko patrzył na rozchylone wargi, a potem oblizał i zacisnął mocno swoje. Kiedy je puścił z uścisku, były rozchylone. Czerwone. I bardzo, bardzo apetycznie wyglądające.
Moje serce zabiło nieznacznie szybciej, jak zobaczyłam, jak lekko wypycha językiem policzek w zamyśleniu. Pochylił się może centymetr do przodu, a ja już w napięciu czekałam, aż nasze usta się połączą.
Co jednak nie nastąpiło, bo po może dwóch sekundach w takiej pozycji, Harry odsunął się te dwa centymetry i próbował rozluźnić atmosferę.
- Masz mi wysuszyć siedzenie. Mortez, to jest kurwa prawdziwa skóra! - uśmiechnął się w czasie krzyku, a ja wypuściłam powietrze i zaczęłam się śmiać, żeby napięcie opuściło moje ciało. Wykorzystując sekundę jego nieuwagi, popchnęłam go do tyłu i pobiegłam, aby ostatecznie przekręcić klucz i otworzyć swoje mieszkanie.
- Nie ma mowy, przyjebie - nie wiem, skąd wzięło mnie na takie przezwisko, ale z rozbawieniem zamknęłam drzwi, i przycisnęłam plecy do drewnianej powłoki, aby wytworzyć jeszcze większy opór.
Taa... zapomniałam, że Harry jest znacznie silniejszy, i mogłam zamknąć drzwi na klucz, a nie próbować na nie napierać. Nie minęła może chwila, kiedy ten już stał w moim holu, unosząc na sekundę brwi, zanim rzucił się za mną w pogoń.
Pisnęłam i pobiegłam do łazienki, co było chyba najgłupszą z możliwych opcji. Harry zaśmiał się - prawdopodobnie z mojej głupoty - a gdy próbowałam go wyminąć, aby dostać się do wyjścia, złapał mnie za brzuch i posadził na pralce, przygwożdżając do niej moje dłonie.
- Teraz grzecznie udasz się ze mną na dół - usadowił się między moimi nogami - i posprzątasz po sobie ten syf, jaki narobiła twoja zabawa w śniegu.
Westchnęłam z rezygnacją, bo wiedziałam, że tę bitwę przegrałam.
Taki mały rozdział, żeby im dosłodzić. miało się skończyć na pocałunku, ale nie możecie mieć za dobrze ;)
CZYTASZ
deal, Styles / styles
FanfictionLiceum, piekło pełne mydlanych baniek. Do jednej z nich trafiłam ja, wraz z moim ówczesnym chłopakiem, Dylanem. Było cudownie, każdy żył w swojej bańce mydlanej, póki pewna suka nie przebiła mojego obcasem. W tamtym momencie zostałam ochlapana wodą...