Rozdział 42. "Kurwa."

1K 106 50
                                    

- Więc to nie Jongin jest ojcem, rozumiem. - Nauczyciel skinął głową. -W takim razie kto?

- Panie Kim...

- Baek, chcę ci pomóc. - Profesor mu przerwał. - Nie chroń żadnego chłopaka.

- Nie kryję.

- Jednak teraz tylko ty ponosisz konsekwencje tego wieczoru. - Mężczyzna westchnął. - A tak nie powinno być, o czym przekonany jest nasz dyrektor.

- Dyrektor?

- Tak, Baekhyun. Mimo, że jesteś pełnoletni, w takim wypadku potrzebujesz stałej opieki osoby przynoszącej dochody. Innymi słowy, musisz stawić się z opiekunem u dyrektora.

- Muszę?

- Tak, Baek. - Przytaknął, kolejny już raz. - Zrób to jak najszybciej, przynosząc wszystkie potrzebne papiery, których wykaz już za momencik ci dam.

Chłopak skinął głową, potakując wychowawcy.

Ale jednocześnie się zaniepokoił. Bo z kim miał przyjść? Z Jonghyunem? Rodzicami Parka? Ciotką?

Nie, Jonghyun. Jedyny potrafiący zadbać o Baekhyuna. Tak, on.

Cudowny biegacz zanotował w myślach, aby zadzwonić do przyjaciela, prosząc go o przysługę.

- Pamiętaj, chcę wiedzieć kto jest ojcem twojego nienarodzonego dziecka. Ty mi nie powiesz, sam znajdę sprawcę. A wtedy... Nie będę już taki miły.

***

- Naprawdę nie chciałem. - Kai przytulał blondyna, przepraszając go ciągle. - Nie chciałem cię pocałować.

Byun westchnął, nareszcie łapiąc w płuca odrobinę świeżego powietrza. Złapał za dłoń Minseoka i pociągnął go do wyjścia ze szkoły. W końcu byli po zajęciach i mieli wolne od treningów popołudnie. Wiadomo, że jeden z powodu swojego stanu, a drugi wyjątkowo z powodów osobistych. Kai otrzymał pozwolenie na opuszczenie treningu, pod warunkiem, że stawi się na początkową zbiórkę.

Dlatego kierowali się w stronę boisk i drużyny.

Byun i Minseok, nadal ze splecionymi palcami. Kai obok, pijąc słodki, gazowany napój.

- Profesorze Kim. - Cała trójka skinęła nauczycielowi.

- Przyszedłem się odmeldować. - Kontynuował Kai. - Mogę już iść?

- A niby z jakiego powodu opuszczasz zajęcia? - Wtrącił się stojący niedaleko chłopak. - A ty, Baekkie? Rano z jednym, w południe z drugim. Może wieczorem przyjdzie kolej na mnie? - Puścił naszemu sportowcowi oczko. - Skorzystasz, hm?

- Z tobą zawsze, Jimin. - Zaśmiał się wspomniany. - Ale najpierw czekam na zaproszenie na randkę. - Chichotał.

- Kino? Piątek?

- O yeah.

Obaj lekkoatleci żartowali. Większość słyszących to, o tym wiedziała.

Ale nie wiedział o tym stojący blisko  Chanyeol. Słyszący wszystko Chen. Oburzony Soo i spokojny Yi Fan.

***

- Co powiedział? - Całą czwórką siedzieli w sypialni Jonghyuna. - Coś poważnego?

- W sumie nie. - Baekhyun zajadał się jeszcze ciepłymi ciasteczkami. - Muszę dostarczyć jakieś papiery i przyjść do dyrektora z opiekunem.

- Z kim pójdziesz? Ze mną? - Jonghyun rzucił do ciężarnego butelkę wody. - Czy zadzwonisz do babki i grzecznie ją poprosisz?

- Wolę ciebie. - Zaśmiali się oboje.

Ale szybko wrócili do plotkowania i zajadania się niezdrowym jedzeniem. Kai nie dbał o dietę, Minseok i tak spali wszystko na siłowni, a Baekhyun... Jego stan pozwalał na to wszystko.

Jonghyun zawsze utrzymywał świetną figurę i za nic nie chciał zdradzić swojego cudownego sposobu na to. Jednak Baekhyun już wiedział.

Bo mimo, że sam ponosił konsekwencję seksu z pewnym chłopakiem, wiedział, że to właśnie dzięki niemu starszy brat Minseoka i jego chłopak, Key, mają tak świetne figury.

- Mam ochotę na makaron. - Powiedział w pewnym momencie. - Z lodami. Tak, z lodami.

- W zamrażarce mam śmietankowe. - Najstarszy wstał. -  W szafce posypkę i jakąś polewę. Bita śmietana powinna jeszcze stać w lodówce. - Westchnął. - To co? Przynieść ci?

- Tak!

- Mi też!

- Spierdalaj, Kai!

***

- Chanyeol? - Matka Parka zdziwiła się obecnością syna. - Jesteś sam?

- Z Luhanem. - Odpowiedział ten szybko. - Idziemy na górę, nie przeszkadzajcie nam.

Kobieta zignorowała to, nawet nie szczycąc młodego chłopaka obok syna wzrokiem. Niepokoiła się, to było widoczne.

- Nie wróciłeś z Baekhyunem? - Zapytała w końcu. - Myślałam, że...

- Nie, nie wróciłem. - Chanyeol westchnął, przeczesując kosmyki na głowie ręką. - Przyjdzie, kiedy zechce, nie jest małym dzieckiem.

- Zadzwoń do niego.

- Nie jest małym dzieckiem. - Powtórzył, zaciskając zęby. - Sama możesz zadzwonić.

- Chanyeol...

- Idę na górę, pa.

- Chanyeol...

Ale jej syn już odszedł, przytrzymując drugiego chłopaka w pasie.

***

- Tak, słucham?

- Baekhyun? - Kobieta odetchnęła, słysząc głos chłopaka w telefonie. - Wiem, że nie jest późno, ale zaczynam się martwić i...

- Nic mi nie jest, pani Park. - Powiedział szybko, przestraszony nagłym telefonem. - Niedługo wrócę.

- Przyjechać po ciebie?

- Nie trzeba.

- Jednak nalegam, chciałabym z tobą porozmawiać.

- W porządku. - Młody ciężarny westchnął. - Za ile pani będzie?

- Mów mi mamo. I za godzinę, skarbie.

***

- Mamy problem.

- Jaki?

- Matka Parka już po niego jedzie.

- Kurwa.

- Tak, kurwa.









A/N

Rozdzialik zawdzięczacie pewnej osóbce za pewną rzecz...

sic_cus

Sportowiec | ChanBaek; mpregOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz