×40×

306 38 111
                                    

"fovvs' mix"

×××

Przyznam wam się, uwielbiam święta. Uwielbiam grudzień. Uwielbiam śnieg, świąteczną atmosferę, jarmarki, piosenki, uhhhh... Po prostu wszystko co związane ze świętami Bożego Narodzenia.

U mnie w rodzinie zawsze wyglądają tak samo, ale i tak je uwielbiam. 22 grudnia jedziemy do Manchesteru, do domu mojej babci od strony taty, gdzie zbiera się cała rodzina. Dom jest ogromny, a ludzi dużo, ale nawet ten zapierdziel ma coś w sobie. Ja spędzam cały czas z Lexy, moją kuzynką, która jest rok starsza. 23 grudnia, kiedy mama jeździ z mamą Lexy na zakupy świąteczne, ona ja, i jej, w tym roku 7-letni brat Timmy, zostajemy na świątecznym targu, gdzie zawsze spędzamy jakieś 3 godziny. Potem, 24 grudnia przyjeżdża następna część rodziny, więc w domu jest nas razem jakieś 25. Lexy i ja jesteśmy blisko, jesteśmy przyjaciółmi, zawsze okupujemy razem rozkładaną kanapę w salonie, przez co to my rozkładamy prezenty pod choinką, oraz pierwsi mamy do nich dostęp. Potem salon zawsze wygląda jak ogromna awaria fabryki z papierem ozdobnym, i zawsze jemy przy tym ciasta, które zostają z wczorajszego posiłku. I ja uwielbiam nasze rodzinne święta, są cudowne.

6 grudnia wszedłem do szkoły z szerokim uśmiechem i czapką Mikołaja na głowie, która zakrywała opatrunek po prawej stronie mojego czoła. Rana była głęboka i całkiem duża, ale ze szpitala wyszedłem jeszcze pierwszego dnia. Jednak nie zmienia to faktu, że do kwietnia mam zwolnienie z WF-u. Nie, żeby mi to przeszkadzało.

- Michael, to jest trzecia tabliczka! - wyrzuciłem ręce do przodu, widząc jak szatyn wyjmuje z plecaka kolejną tabliczkę czekolady. Dzisiaj były mikołajki, a mikołajki równały się ogromnej ilości słodyczy, a w specjalności czekolady. To była trzecia tabliczka Mikey'a, a dopiero weszliśmy do szkoły. Zaczynałem podejrzewać ze Mikey miał osobny żołądek na czekoladę.

- Nic nie mówię, ale mam jeszcze 5. - uśmiechnął się niepewnie, otwierając papierek. Westchnąłem i urwałem sobie rządek, kiedy podał mi słodycz.

Mikey też miał na głowie czapkę Mikołaja, poza tym świąteczny sweter z ogromnym reniferem na środku. Święta miały w sobie coś, co sprawiało że nawet ja byłem szczęśliwy.

Z Ryan'em dalej nie rozmawiałem. Czasem na mnie patrzył, ale ja odwracałem wzrok. Jednak od pobytu w szpitalu zacząłem normalnie mówić, jadłem wystarczająco, a spałem... Tyle, na ile pozwalały mi koszmary. Ale jakoś udawało mi się z tym wszystkim żyć.

Wybaczyłem Ryan'owi. Ale nie byłem wystarczająco silny żeby z nim porozmawiać. Zwłaszcza, że jednocześnie musiałbym wyznać mu miłość. A nie byłem na to gotowy. Jeszcze.

- Uwielbiam święta, Andy! - zawołał wtedy Mikey. Zaśmiałem się głośno, a kilka osób krzywo na nas spojrzało, ale to zignorowałem.

- Wiem stary, ja też. - westchnąłem ze śmiechem, otwierając szafkę.

Na książkach leżała kwadratowa koperta.

Zmarszczyłem brwi i po nią sięgnąłem. W kopercie była najpewniej płyta, bo było twarde, cienkie i okrągłe. Patrzyłem zaciekawiony na kopertę, a napisy były po drugiej stronie.

fovvs' mix

bo znam cię wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć co lubisz.

Rye

Oddech zatrzymał mi się na chwilę w płucach. Gorąc uderzył w twarz, a usta rozciągnięły się w szerokim uśmiechu. Nie rozmawialiśmy, nie zamieniliśmy słowa od kilku dni, ale on o mnie pamiętał. I to było cholernie cudowne. Zapisałem sobie w głowie, żeby posłuchać płyty kiedy wrócę do domu.

𝚠𝚑𝚊𝚝 𝚢𝚘𝚞 𝚌𝚊𝚗'𝚝 𝚜𝚎𝚎 × 𝑹𝒂𝒏𝒅𝒚 ZAWIESZONEOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz