XXXIX. "Wymiana"

2.8K 168 167
                                        

Normalnie bym powiedziała, żebyście mnie nie zabijali, ale zaraz mam egzaminy, do których właściwie chcę nie dożyć, dlatego róbcie, co uważacie.

Przepraszam jednak wszystkich, którym złamię serca. Doczytajcie chociaż do końca rozdziału.

***

Jeden. Wielki. Mętlik.

Tak można by opisać ostatnie myśli Genevieve, która naprawdę czuła się bezsilna. Przez osiemdziesiąt lat nie dopuszczała do siebie nikogo tak blisko. Po jej rozczarowaniu Lucienem postanowiła sobie, że resztę życia przeżyje samotnie, czekając na ewentualny powrót swojego ukochanego. To nie tak, że żyła w celibacie, o nie - po prostu żadnego ze swoich chłopaków w tym przedziale czasowych nie traktowała poważnie. Tak też miało być z pierwotnymi - lekki flirt, załatwienie wszystkich spraw i "pa, pa". Jednak życie postanowiło jej na to nie pozwolić.

Zbliżyła się do nich za mocno, a kiedy się zorientowała, było już za późno. Potem sprawy poszły całkowicie niespodziewanym torem i tak oto stała przed wyborem, który zapewne skłóci ją przynajmniej z połową jej znajomych.

Czuła się jak Katherine.

Od kilku dni starała się widzieć z jak najmniejszą ilością ludzi. Wychodziła z domu właściwie wyłącznie na spacery i po zakupy, a jedyną osobą z którą rozmawiała, była Georgina i Stefan. Jej brat dołączył do tego grona tylko dlatego, że to on ją odwiedzał, a nie ona jego.

Przechadzała się właśnie po mieście. Nagle zza zakrętu wyszła Elena. Miała kierować się w jej stronę, lecz z jakiegoś powodu, gdy tylko ją zobaczyła, zawróciła.

Brunetka zmrużyła oczy i ruszyła w kierunku dziewczyny. Miała nie spotykać się z ludźmi, jednak jej reakcja musiała być czymś spowodowana, a ona bardzo chciała dowiedzieć się czym.

— Elena?! — zawołała, gdy dotarła na ulicę, w którą skręciła.

Niewiele było wtedy osób na mieście, jeszcze nawet nie minęła ósma rano. Kiedy tylko usłyszała jej głos, przyspieszyła, udając, że nic nie słyszy.

Genevieve, zauważywszy, że na ulicy nie ma nikogo prócz nich, użyła wampirzego tempa, by w mgnieniu oka znaleźć się przed twarzą sobowtóra. Wydała się wręcz przestraszona jej obecnością.

— Elena? — spytała, a jej brew powędrowała w górę.

— Hej, Genevieve... — przywitała się niemrawo — Wybacz, ale spieszę się do szkoły.

— Nie zaczynasz przypadkiem lekcji za godzinę? 

Tak, znała jej plan lekcji. Tak jak plan lekcji Caroline, Bonnie, Tylera, Matta, Rebeki... Znała wiele planów lekcji.

— Tak, ale Alaric chciał, żebym... — starała się wybrnąć.

I w tym momencie Salvatore ją przejrzała.

— Alaric nie zając, nie ucieknie. Chodź, pójdziemy do kawiarni, a ty mi powiesz jak sobie radzisz — przerwała jej, przybierając na twarz delikatny uśmiech.

Kawiarnia okazała się być dosłownie za rogiem, lecz mimo to dotarcie do niej zajęło im wyjątkowo długo. "Elena" zdawała się nie tryskać tego dnia energią.

Usiadły przy stoliku centralnie przed ladą. Salvatore udała się zamówić dla nich kawy.

— Cappuccino dla Genevieve i podwójne americano dla Katherine — odparła z uśmiechem, a następnie położyła na blacie kwotę aż nadto pokrywające ich zamówienie.

Sweet and Dangerous || The Vampire DiariesOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz