5

7.1K 233 150
                                        

Siedziałyśmy razem z Albą na trybunach i obserwowałyśmy trening piłkarzy. Widziałam jak Gavi się starał, by zadowolić swojego trenera. Nic nie wyprowadzało go z równowagi. Przynajmniej tak mi się wydawało. Znowu poczułam wibrację telefonu. Widząc imię babci wstałam ze swojego miejsca i odeszłam kawałek dalej.
- Valeria? Świetnie, że odebrałaś! - usłyszałam głos babci, który był lekko wyprowadzony z równowagi.
- Coś się stało? - mój głos był zaniepokojony. Na samą myśl, że coś się mogło stać babci, byłam gotowa jak najszybciej znaleźć się w domu.
- Przegrałam kolejną partyjkę w pokera! Chyba nie zdążę przygotować dziś kolacji. Zjesz na mieście razem z Albą? - kamień spadł mi z serca, a moje zirytowanie sięgało zenitu. Naprawdę się wystraszyłam, że stało się coś poważnego.
- Nie martw się, dam sobie radę - zakończyłam rozmowę telefoniczną i wróciłam na swoje miejsce.

Poinformowałam przyjaciółkę, że możemy coś potem zjeść. Alba z uśmiechem poklepała się po brzuchu, dając mi tym znać, że zgadza się z moim pomysłem. Spojrzałam znów na ćwiczących piłkarzy, który robili kolejne okrążenie wokół stadionu. Gdy byli niedaleko nas, złapałam kontakt wzrokowy z Pablo. Na swoją twarz znów przybrał głupi uśmiech, a jeden z piłkarzy, który biegł obok niego poczuł jego szturchnięcie w bok. Pablo wyszeptał mu coś do ucha, a w momencie gdy skończył, oboje spojrzeli na nas. Brunet po jego prawej uśmiechnął się do nas przyjaźnie i pomachał w naszą stronę. Kątem oka widziałam, jak Alba nie mogła powstrzymać uśmiechu i ochoczo odmachała piłkarzowi.

- To właśnie jest Pedro - wyszeptała moja przyjaciółka, a ja kiwnęłam w zrozumieniu głową. Przyjrzałam się lepiej przyjacielowi Gaviego. Pedro wydawał się przyjazną osobą, jednak wiem z doświadczenia, że pozory lubią mylić.

Po treningu chłopaków razem z Albą szukałyśmy dobrej restauracji, żeby móc już zjeść kolacje. Przyjaciółka zaproponowała włoską restaurację, która była w pobliżu stadionu. Z zadowoleniem się zgodziłam. Uwielbiałam włoskie jedzenie. We Francji razem ze znajomymi często wychodziłam do knajpek, które w swojej ofercie miało do zaproponowania włoskie dania. Zajęłyśmy jeden z wolnych stolików i przeglądałyśmy menu. Pomimo tego, że restauracja wyglądała na naprawdę ekskluzywną, nie przeszkadzał nam nasz sportowy ubiór. Ludzie, którzy zajmowali inne stoliki, również nie zwracali na nas większej uwagi. W stu procentach odpowiadało mi to, a poczucie komfortu było ze mną odkąd weszłam do lokalu. W momencie, gdy zastanawiałam się nad jednym z dwóch dań, Alba wydała z siebie dziwne dźwięki, co wzbudziło mój niepokój.

- Co jest? - zadałam pytanie nie wiedząc co się dzieje. Przyjaciółka kiwnęła mi głową w przeciwnym mi kierunku. Odwróciłam się, a moim oczom ukazała się dwójka przyjaciół, która zmierzała w naszym kierunku. Pedri szedł na przodzie uśmiechając się do nas wesoło, a za jego plecami kroczył naburmuszony Gavi. Przeklęłam w myślach, bo nie miałam ochoty na towarzystwo szatyna. Wystarczy mi już kilkanaście rozmów zamienionych z nim, które zawsze kończyły się nazywaniem jego osoby idiotą.

- Hejka, możemy się dosiąść? - Pedro zadał nam pytanie, a niczym ja odpowiedziałam, rozpromieniona Alba zdążyła się zgodzić. Oczywiście, że bym im nie odmówiła pomimo tego, że miałam na to ochotę. Brunet nie zrobił mi nic złego, a nawet śmiało mogłam stwierdzić, że zarażał ludzi wokół siebie pozytywnym nastawieniem. No może oprócz aroganckiego Pabla, który jak na złość usiadł obok mnie. Było po nim widać, jak bardzo nie chce tutaj być. Zgaduję, że został do tego zmuszony przez swojego przyjaciela, który wydawał się zainteresowany rozmową z nami.

- Albę trochę kojarzę - zaczął Pedri - ale ciebie nie znam. Jestem Pedro - piłkarz wyciągnął w moją stronę dłoń, którą ja ochoczo chwyciłam. Przedstawiłam mu się podając moje imię. Brunet uśmiechnął się miło i zaczął przeglądać kartę dań. Czułam się nieswojo przy dwóch chłopakach, których widziałam kilka razy w swoim życiu. Należałam do osób, które potrzebowały więcej czasu na nawiązywanie relacji. Poczułam na sobie wzrok bruneta. Siedząc naprzeciwko siebie złapaliśmy kontakt wzrokowy. Pedri wyczuł moje zmieszanie i uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco.

- Przeprowadziłaś się tutaj Valeria? - zaczął rozmowę Pedro, byle by nie siedzieć w niezręcznej ciszy. Byłam mu ogromnie wdzięczna. Dzięki niemu zaczęłam się czuć bardziej komfortowo.

- Przyjechałam do babci na wakacje. Na co dzień mieszkam we Francji - Pedri kiwnął w zrozumieniu głową, a jego wzrok przeniósł się na Albę.

- Słyszałem, że mieszkasz chwilowo u Gaviego. Współczuję, wiem jakie jest ciężkie jego towarzystwo - prychnęłam na jego wypowiedź, a po chwili poczułam na sobie złowrogi wzrok Pabla. Spojrzałam w jego brązowe tęczówki i nie odwracałam wzroku. Pamiętałam co powiedziała mi kiedyś babcia Angela. Nigdy nie odwracaj pierwsza wzroku. Nie daj komuś tej satysfakcji. Gavi również nie miał zamiaru odpuścić. Wpatrywaliśmy się w siebie tak długo, dopóki nie usłyszeliśmy chrząknięcia mojej przyjaciółki.

- Jutro wieczorem robimy u mnie ognisko. Może chcecie wpaść? - w momencie gdy Pedro nam to zaproponował, z grymasem na twarzy chwycił swoją prawą nogę. Zrozumiałam, że Gavi kopnął go pod stołem. Wiedziałam, że szatyn nie miał ochoty na nasze towarzystwo. Jeśli mam być szczera, ja również wolałam go unikać. Chciałam zaprotestować, jednak nie zdążyłam wypowiedzieć słowa, ponieważ Alba od razu się zgodziła.

- Z chęcią przyjdziemy - tym razem to ja kopnęłam moją przyjaciółkę w lewą i zdrową nogę. Alba syknęła pod nosem i spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.

- Świetnie - Pedro po chwili uderzył się otwartą dłonią w czoło. - Zapomniałem, że muszę dostarczyć ważne dokumenty trenerowi - wzrok bruneta przeniósł się na moją przyjaciółkę. Alba uśmiechnęła się szeroko.

- Pójdę z tobą. Muszę się przewietrzyć, zaraz wrócimy - ja i Pablo nie zdążyliśmy nic odpowiedzieć. Nasi znajomi zniknęli w oka mgnieniu. Niezadowolona wyjęłam swój telefon i zaczęłam robić na nim byle jakie rzeczy.

Byle, żeby nie wdawać się z nim w dyskusję.

- Nie lubię jak ktoś mnie ignoruje, Val - nie słuchałam go. Nadal robiłam bezsensowne rzeczy i starałam nie zwracać się na niego uwagi. Po chwili chłopak wyrwał mi telefon z ręki i schował go w kieszeni swojej bluzy.

- Co robisz?! Oddaj go idioto - byłam sfrustrowana i głodna, a to zdecydowanie złe połączenie.

- No proszę, z aroganckiego idioty staję się tylko idiotą. Robimy postępy - przewróciłam oczami na jego bezsensowną uwagę.

- Nadal nie zmieniam zdania. Jesteś aroganckim idiotą.

- Może powinienem mieć na koszulce "arogancki idiota" zamiast "Gavi"? - tym razem zaśmiałam się na poważnie. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak chłopak biega po boisku z taką koszulką.

- Jeśli to zrobisz będą twoją fanką numer jeden - Gavi słysząc moją propozycję wyciągnął dłoń w moją stronę. Spojrzałam pytającym wzrokiem na niego.

- Umowa stoi - wypowiedział znacznie ciszej. Podałam mu dłoń. W momencie, gdy nasze dłonie się splotły widziałam błysk w jego oczach. Mój telefon zadzwonił, a na wyświetlaczu pojawiło się imię przyjaciółki. Wyrwałam telefon z dłoni Gaviego. 

- Valeria, musimy szybko jechać do domu. Fotoreporterzy stoją pod restauracją, a jeśli my nie chcemy trafić na główne strony artykułów, to musimy szybko się zmywać - automatycznie wstałam ze swojego miejsca. Gavi siedząc obok mnie, chcąc nie chcąc słyszał co mówi jego kuzynka. Uspokajając mnie ruszyliśmy w stronę wyjścia, jednak po chwili zatrzymaliśmy się. Reporterzy zauważając Pablo zaczęli robić mu milion zdjęć. Chłopak zasłonił mnie swoim ciałem, nie chcąc, by moja twarz znalazła się na zdjęciach.

Być może z troski o mój komfort, albo bardziej prawdopodobne, nie chciał by ktoś go mnie z nim kojarzył.

Pablo i ja wyszliśmy tylnym wyjściem, gdzie czekali na nas Pedro i Alba. Niedaleko nas stała taksówka, którą prawdopodobnie zamówiła moja przyjaciółka. Nim wsiedliśmy do samochodu, Pablo znów wyrwał mojego smartfona i schował mój telefon w kieszeni bluzy. 

— To kara za ignorowanie mnie — nie było czasu na kłótnie z nim. Nie chciałam, by ktoś mnie sfotografował. 

— Jedzcie do domu — odezwał się Gavi. — Dajcie znać jak dotrzecie — po tych słowach chłopaki odeszli od nas zostawiając nas same. Wpakowałyśmy się do taksówki, a ja odetchnęłam z ulgą. Chyba pierwszy raz w ciągu całego dnia.

Broken| Pablo GaviOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz