Prolog

1.5K 100 9
                                        

-Piwo i kebab! Stolik numer 5!-krzyknęłam do Will'a- naszego kucharza i baristy.

Jest moim najlepszym przyjacielem. Znamy się od czasów liceum, przez ten okres stał się dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu. Nie wyobrażam sobie dnia nie spędzonego z nim.

-Robi się!-odkrzyknął i zabawnie zasalutował stając na baczność i puszczając mi oczko
-Co?!
Przez ten szum i gwar rozmów nie mogłam usłyszeć co on do mnie mówi. Niestety trafiła mi się druga zmiana, która trwała do godziny 1.00 w nocy.

-Dobry wieczór. Co podać?-spytałam trzech mężczyzn siedzących w kącie sali.
-Ciebie słonko. Ciebie...-powiedział jeden z nich, co spowodowało ryk śmiechu przez pozostałą dwójkę.
-Przykro mi. Nie ma mnie w ofercie.-odrzekłam zirytowana ich prostackim zachowaniem
-A szkoda. Bo nieźle bym Cię pukał.-kolejny ryk śmiechu
-Co podać?-powtórzyłam ponownie widocznie zirytowana
W ostatniej chwili powstrzymałam się od powiedzenia " puknąć to się możesz w czoło". Niestety w pracy kelnera musimy być mili i uprzejmi dla klienta. Nie zważając na to jakimi są ludźmi i na to jak się zachowują. Jak to mówi nasz szef: "Takie standardy lokalu".
-Trzy piwa.-powiedzieli śmiejąc się pod nosem i wlepiając wzrok w mój odkryty dekolt
-Dobrze. Już podaje.-powiedziałam i niespodziewanie poczułam ból na pośladku.

Ten idiota mnie klepnął mnie w tyłek. Zacisnęłam ręce na tacy i zignorowałam cały incydent. To wymagało ode mnie wiele wysiłku. Gdyby nie ta cholerna praca, to od razu odwróciłabym się na pięcie,a moja ręka zrobiłaby ładny odcisk na jego twarzy.

-Podziwiam twoją cierpliwość. Ja już bym mu strzelił w twarz.-powiedział Will
-Muszę być cierpliwa. Niestety.-warknęłam
Resztę wieczoru pracowałam normalnie. Bez jakichkolwiek wydarzeń, ani przykrych. To był strasznie ciężki dzień. Dużo klientów=dużo chodzenia pomiędzy stolikami.
Wyszłam z pracy idealnie o 1.00 i ruszyłam w kierunku mojego mieszkania. Nie boję się chodzić nocami, przez to, że pracuję często na nocne zmiany i w lokalu, w którym pracuję kręci się wiele podejrzanych i dziwnych gości. Niestety bar ulokowany jest w dość niebezpiecznym i dziwnym miejscu. To dziwne, że o 1.00 na ulicy nie ma żywej duszy. W końcu mieszkam w Chicago, a tu życie rozpoczyna się w nocy. Nie mieszkam bardzo daleko od baru, więc często wracam pieszo. Droga zajmuje mi jakieś 15 minut. Zmęczona dotarłam do mieszkania. Weszłam do niego i pierwsze co zrobiłam to rzuciłam moją torbę na podłogę i zdjęłam ze stóp moje ulubione czarne trampki po czym ruszyłam w kierunku mojej i Harry'ego sypialni. Nie spodziewałam się tego, co zobaczę po otworzeniu drzwi. To było jakbym dostała obuchem w głowę...

Trust MeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz