Nie sprawdzony.
*Perspektywa Alice*
Niestety ja nie dotrwałam do końca, ponieważ w którymś momencie filmu po prostu usnęłam wtulona w ramię mojego blondyna...
Następnego dnia obudził mnie głos mojego chłopaka.
-Kochanie bądź gotowa na 20.00, Idziemy na randkę.-powiedział wprost do mojego ucha całując przy tym w czuły punkt za moim uchem
-Gdzie?-spytałam zaspanym głosem wyciągając się przy tym
-Do restauracji.
-Jak mam się ubrać?
-Ładnie, chociaż ty wyglądasz we wszystkim przepięknie.
-Jesteś pewny, że możemy?
-Przy mnie jesteś bezpieczna. Nie masz się czym martwić. Chce ci wynagrodzić to jak się zachowywałem ostatnio.
-Już o tym rozmawialiśmy. Nie musisz mi nic udowadniać ani wynagradzać.
-Czy to źle, że chce zabrać swoją dziewczynę do dobrej knajpy na wyśmienitą kolację?
-No nie.
-Więc sama widzisz. Widzimy się wieczorem, bo mam kilka spraw do załatwienia. Do zobaczenia aniołku.-powiedział i wyszedł z pokoju nawet nie wysłuchując tego co chciałam powiedzieć
Czy my na prawdę dobrze robimy wychodząc. Czy to nie ściągnie na nas jakiś niebezpieczeństw? To są tylko moje spekulacje, kto to może w ogóle wiedzieć? W tej chorej grze mój ojciec rozkłada karty, to on jedyny wie co może się wydarzyć.
Wstałam leniwie z łóżka i je zaściełałam. Już dawno nie widziałam powcielanego łóżka, ponieważ blondyn twierdzi, że to jest tylko niepotrzebna rzecz na którą traci się czas. Jak na zawołanie usłyszałam w swojej głowie jego słowa "Przecież i tak będziemy zaraz szli spać, więc po co tracić czas?".
Ubrałam jakieś dresy i założyłam na siebie jakąś koszulkę. Co się ze mną stało? Kiedyś w skupieniu kompletowałam ciuchy by do siebie idealnie pasowały, a teraz nawet nie patrzę, tylko łapę co leży na wierzchu i to zakładami na siebie. Wiele moich zachowań z przed porwana się zmieniło, nie wiadomo czy na lepsze czy na gorsze, ale jednak zmieniło.
Zeszłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo byłam głodna. Zjadłam ze smakiem wszystkie kanapki które zrobiłam, a na wszystko popiłam herbatą. Dzisiaj odpuszczę sobie kawę, jesteśmy zarazem podekscytowana jak i zmartwiona naszym wyjściem z moim chłopakiem. Nie wiem czy to dobry pomysł. Przecież wszystko może się stać! A może ja jedynie histeryzuje i wszystko będzie w porządku? Tego niestety nikt nie może przewidzieć.
Po skończonym śniadaniu i posprzątaniu po sobie zerknęłam na zegar na ścianie. Wskazywał on 11.00 więc mam dużo czasu. Byłam jeszcze taką dziwnie senna i zmęczona, więc zawinęła się w kulkę na łóżku i zasnęłam.
Zaspana przetarłam oczy i zerknęłam na zegarek stojący zawsze na półce nocnej, wskazywał 16.00. Nawet nie wiem jak to możliwe, że przespałam tak długi okres czasu. Do mojej randki zostały niecałe 4 godziny. Muszę się wreszcie wziąć za szykowanie.
Nawet nie wiem co mam na siebie założyć. Nie wiem gdzie Idziemy, czy jest ciepło czy jest zimno, jaki wystrój będzie tam panował. Po długich spekulacjach i rozmyślaniach postawiłam na delikatną czarną sukienkę. Uniwersalną i do wielu rzeczy i okazji pasuje. Do kompletu wybrałam czarne szpilki na nie zbyt wysokim obcasie, nigdy nie przepadałam za obcasami. Płaskie buty są najwygodniejsze, jak dla mnie. Następnie zajęłam się makijażem. Postawiła na delikatny makijaż, nie przepadam za nakładaniu tony tapety na twarz, ponieważ moim zdaniem wygląda to tandetnie. Włosy dokładnie rozczesałam i spięłam w wysokiego kucyka. Spojrzałam na zegarek który wskazywał 19.50. Nie mam pojęcie kiedy ten czas tak upłynął. Nie spodziewała się, że tyle czasu zajęło mi szykowanie się. Jestem w szoku. Ktoś zapukał do pokoju, a po chwili blond czupryna wyłoniła się zza drzwi.
-Gotowa?-zapytał chłopak, był ubrany w garnitur, jego włosy były jak zwykle idealnie postawione go góry za pomocą żelu, o kolczyki również nie zapomniał, wciąż tkwił po boku w jego wardze, co dodawało mu charakteru.
-Tak.-powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko do niego
-To doskonale! Nawet wyrobiłaś się przed czasem. Nie spodziewałem się tego.-powiedział mrugając do mnie i wyciągając w moją stronę dłoń
-Nie jestem jak każda dziewczyna.-odparłam chwytając jego dłoń
-Jesteś wyjątkowa.- uśmiechnął się do mnie
-Dziękuje.-odparłam i zarumieniłam się na jego miłe słowa
Po chwili siedzieliśmy już w aucie jadąc do restauracji.
-Luke na prawdę nie musiałeś.-powiedziałam przerywając ciszę panującą w aucie blondyna
-Nie musiałem, ale chciałem.- powiedział zabierając na chwilę swoją dłoń z mojego kolan by zmienić bieg
-Na prawdę nic nam nie grozi?
-Nie martw się. Przy mnie jesteś bezpieczna.
-Wiem, ale nie chce byśmy ryzykowali.
-Bez ryzyka nie ma zabawy.-zaśmiał się cicho
-To wcale nie jest śmieszne, a co jak nam się coś stanie?
-Nie przejmuje się tak. Wszystko będzie dobrze. Spędzimy tylko we dwójkę wieczór, w dobrej restauracji, w miłej i przyjemne atmosferze, bez tych kłótni i nieporozumień. Spróbuję zapomnieć o tym wszystkim. Spędźmy ten czas bez zmartwień.
-Spróbuję.-mruknęłam cicho
Dalsza droga minęła nam w ciszy. Po paru chwilach zatrzymaliśmy się przy naszym miejscu spotkania. Luke wysiadł z samochodu i obszedł go przystając przy moich drzwiach, by je otworzyć. Wsiadłam z auta i uśmiechnęłam się lekko do niego.
Chłopak złapał moją dłoń i splótł nasze palce razem po czym wolnym krokiem poszliśmy do restauracji. Była mała, ale za to przytulna. Zajęliśmy wolny stolik przy oknie. Widok z niego był idealnie umiejscowiony wprost na małe jeziorko porośnięte ozdobna trawą i różnymi kwiatami, co dawało mu wygląd idealnie romantycznego miejsca.
-Dobry wieczór. Oto menu, jak państwo skończą to proszę podnieść rękę.-powiedziała kelnerka i podała nam karty
-Luke?-spytałam cicho zszokowana tym co zobaczyłem w karcie
-Hymm..-mruknął cicho nie spuszczając wzroku z menu
-Cz-Czy ty wiedziałeś te ceny?-wyjąkałam
-Tak. Jest coś z nimi nie tak?
-J-ja nie mam pieniędzy by tyle zapłacić.
-Żartujesz, prawda?-rzekł i wreszcie obdarzył mnie swoim spojrzeniem
-Tu jest za drogo.
-Ja cię zaprosiłem, więc ją płace.
-Ale tu jest na prawdę drogo.
-O to się nie martw. Zamów go co tylko zechcesz i nie patrz na ceny.
-Nie możesz tyle na mnie wydawać.
-Ally...-jęknął -Błagam, nie chce się z tobą kłócić. Zamów to co uważasz za słuszne i nie zwracaj uwagi na te cyfry znajdujące się przy nazwach potraw.
-Jesteś uparty.
-I vice versa.
W końcu wybraliśmy swoje dania. Wybrałam chyba najprostsza opcję czyli spaghetti, a Luke wybrał dla siebie kurczaka w jakimś specjalnym sosie. Nie chciałam by chłopak przepłacał. Zwłaszcza, że już wydał na mnie tyle pieniędzy. Czułam się z tym po prostu źle.
Po krótkim oczekiwaniu, ostateczne nasze dania dotarły do naszego stolika. Muszę przyznać, że to wszystko smakowało wybornie. Cały smak jeszcze wspomagało czerwone wino w moim kieliszku, Luke nie pił, ponieważ prowadzi auto. Cały wieczór minął nam świetnie. Rozmawialiśmy o wszystkim. Od ulubionego gatunku muzyki po sytuację związaną z moim ojcem.
Luke zapłacił za nas rachunek po czym wyszliśmy na zewnątrz.
-Jest dość wcześnie. Co powiesz na mały spacer?-zapytał mnie chłopak
-To na pewno dobrzy pomysł?-spytałam
-Alice skarbie, nie możemy żyć w ciągłym zamknięciu. Też nam coś się należy od życia, a po za tym nie zapominaj, że jesteś tu ze mną.
-Skoro tak twierdzisz, to ci ufam.
Spletliśmy nasze palce razem i ruszyliśmy przed siebie.
-Będzie ci przeszkadzało jak zapalę?-chłopak przerwał w pewnym momencie naszą rozmowę
-Nie, a poczęstujesz mnie?-spytałam
-Jasne.
Blondyn podał mi papierosa po czym umieściłam go pomiędzy moimi wargami. Luke pochylił się delikatnie i przytrzymał mi zapalniczkę bym mogła go odpalić. Zaciągnęłam się drażniącym dymem po czym wypuściłam go płuc.
-Lubisz popalać?-zapytał
-Czasem, kiedy mam na to ochotę.
-I uzależniłaś się?
-Nie.
-Szacun. Ja tak nie potrafię.
-Wiem. Wystarczy spojrzeć na ciebie jak się zdenerwujesz, palisz wtedy niczym smok.
-To mnie odpręża i daje upust negatywnym emocjom.
-Ale przez to można mieć raka.
-I ty wierzysz w takie głupoty? Osoby palące rzadziej chorują na raka płuc niż osoby nie palące.
-Wiem o tym. Jednak coś w tym jest.
-Może tak, może nie. Nie mi to oceniać.
Wyrzuciliśmy resztki papierosa do kosza i zdecydowaliśmy się na powrót do domu.
Luke, jak na dżentelmena przystało otworzył przede mną drzwi, bym mogła wsiąść do auta, po czym zamknął moje drzwi i sam zajął miejsce kierowcy.
Jechaliśmy w ciszy,jedynie dźwięki muzyki przerywały ta ciszę.
I see this life
Like a swinging vine
Swing my heart across the line
In my face is flashing signs
Seek it out and ye shall find - zaczęłam cicho śpiewać, ale przerwałam gdy Luke spojrzał na mnie przelotnie
Old, but I'm not that old
Young, but I'm not that bold
And I don't think the world is sold
I'm just doing what we're told-dośpiewał zerkając na mnie i lekko się uśmiechając
Lately I've been, I've been losing sleep
Dreaming about the things that we could be
But baby I've been, I've been praying hard
Said no more counting dollars
We'll be counting stars- zaśpiewaliśmy refren razem uprzednio pomijając kilka wersów piosenki
-Masz ładny głos.-skomentował blondyn
-Nie tak ładny jak ty. Musisz mi coś kiedyś zagrać na gitarze.
-Może kiedyś, zobaczymy.
-Trzymam cię za słowo.
-Dobrze, że nie za coś innego.-parsknął cicho śmiechem
-Luke! -krzyknęłam cicho śmiejąc się lekko przy tym
-No co? Pomarzyć zawsze można.
-Właśnie! Pomarzyć!
-Oj kochanie, wiem, że chcesz tego.- pogładził moje udo
-Nie,nie chce!
-Oj daj spokój.-spojrzał na mnie dość długo
-Patrz na drogę! Prowadzisz auto!
-Bez ryzyka nie ma zabawy.-podniósł ręce z kierownicy i zaczął tańczyć w rytm muzyki
-Idioto, zabijesz nas!-skuliłam się na siedzeniu i zasłoniłam twarz dłońmi jakby miało mi to w czymś pomóc
-Alice, daj spokój czasami trzeba się trochę rozerwać.-spojrzałam na niego, a on już normalnie prowadził auto
-Chce jeszcze trochę pożyć.
-Pożyjesz, jestem świetnym kierowcą.
-Tak, tak, ale błagam dojedźmy cali do domu.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
-No mam nadzieję.-zaśmiałam się cicho
Dojechaliśmy wreszcie do domu i wysiedliśmy z auta.
-To był wspaniały wieczór, dziękuje.-powiedziałam szczerze zanim weszliśmy do domu, w którym mimo później pory wciąż paliło się światło
-Cieszę się, że ci się podobało.-powiedział -Ale chyba coś mi się należy.-dodał stykając palcem o swój policzek
Parsknęłam cicho, ale podeszłym do niego. Luke musiał się pochylić bym dostała do jego policzka. Moje usta już miały się spotkać z aksamitna skóra chłopaka gdy ten niespodziewanie przekręcił głowę i moje usta ostatecznie spotkały się z jego ciepłymi wargami.
-Ty...-zaśmiałam się, kiedy odsunęłam się od niego
-Ja.-dodał śmiejąca się
Chłopak otworzył drzwi bym mogła wejść do środka. Zatrzymałam się gwałtownie w połowie kroku przez co blondyn wpadł na moje plecy. Przywarłam mocno plecami do torsu chłopaka.
To co zobaczyliśmy było rzeczą, której nigdy byśmy się nie spodziewali...
Mamy next. Komentujcie i gwiazdkujcie. ;-)
*OneRepublic Counting Stars-piosenka
Do następnego!
CZYTASZ
Trust Me
RomansaAlice przez całe życie miała pod górkę, ale ostatnie wydarzenia to zdecydowanie przesada. Luke chce jej pomóc, troszczy się o nią i opiekuje się nią. Nie pozwoli by choćby jeden włos spadł z głowy jego małej brunetki. Alice jedynie musi mu zaufać, a...
