-Alice ja mam raka...
-Co?!-krzyknęłam i wybuchnęłam gorzkim płaczem -To nie możliwe! Nie! Powiedz, że to jakiś żart! Proszę?! Powiedz, że to pieprzony żart!
-Niestety nie mogę.-rzekł po chwili i przytulił mnie mocno do siebie
-To nie możliwe!-łkałam w jego zieloną koszulkę, która powoli zaczynała się robić wilgotna, a koniec mojego płaczu jeszcze nie nadchodził i z pewnością szybko nie nadejdzie
-Nie płacz. Trzeba się z tym pogodzić i żyć dalej. Żyć dalej normalnym życiem.-westchnął głośno i potarł opiekuńczo moje odkryte ramiona
-Jak mam się z tym pogodzić?! Powiedz mi jak? Przecież ty umierasz!-krzyknęłam zrozpaczona w jego tors
-Jeszcze nie wybieram się ta tamten świat, więc trochę się ze mną będziesz musiała męczyć.
-Nie żartuj tak nawet! To nie jest śmieszne.
-No już nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Nie jest tak źle.
-Nie mogę cię stracić. Nie ciebie. Nie mam nikogo innego.
-Masz Luke'a, chłopaków i cały czas mnie. Jeszcze się tam nie wybieram na tak zwany "tamten świat".-zrobił cudzysłów w powietrzu
-Boję się o ciebie.
-Wszystko będzie dobrze.
-Czy to da się wyleczyć?
-Mam mieć operację.-westchnął
-Co kurwa!?
-Tylko mogą wystąpić po niej pewne problemy.
-Jakie?-spytałam drżącym głosem
Bałam się usłyszeć jego odpowiedzi. Nie wiem czy w ogóle chciałam ją słyszeć. Im mniej wiesz tym lepiej śpisz jak to mówią i chyba na prawdę zacznę w to wierzyć.
-Po operacji mogą wystąpić problemy z koncentracją, mogą wystąpić wymioty, silne bóle głowy, problemy z koordynacją, i z podstawowymi czynnościami, a najgorsze jest to, że mogę mieć problemy z pamięcią.-powiedział patrząc mi prosto w oczy
-Co kurwa!?-krzyknęłam i zaczęłam ponownie płakać
-Po operacji mogę nic nie pamiętać. Lekarze nie mogą tego określić. Mogę nie pamiętać kilku dni, tygodnia, miesiąca, roku, całego życia... Mogę wszystko zapomnieć. A lekarze i tak nie dają mi szans na to, że wyzdrowieję. Nie dają mi gwarancji na to , że w pełni będę mógł żyć dawnym życiem.
-To nie możliwe!
-Już chyba wolę żyć z tym gównem w głowie niż mam nie pamiętać kim jesteś dla mnie i ile dobrych rzeczy zrobiłaś dla mnie.
-Dlaczego wszystko w moim życiu musi się spieprzyć. Co jeszcze się w moim życiu wydarzy. Przez całe swoje pieprzone życie miałam pod górkę, teraz jest jeszcze gorzej to co będzie w przyszłości? Nie mogę cię stracić! Nie mogę!-wrzasnęłam przy ostatnim zdaniu łapiąc się i ciągnąć się za włosy
-Nie mamy wpływu na to co zgotował nam los. Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć przyszłości. Dlatego musimy żyć z dnia na dzień i korzystać z każdej przyjemności w ciągu dnia.
-Nie mów mi tylko, że to pożegnanie!
-Nie! To coś mnie jeszcze nie zniszczy. Nie dam się tak szybko. Bez walki nie od puszczę.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.-zapewnił
-Kiedy masz termin?
-Za trzy miesiące.
-Dopiero?
-To i tak jest przyspieszony termin.
Pokiwałam jedynie przecząco głową. Mój świat się właśnie zawalił. Nie mogę go stracić. Był ze mną przez całe życie. W dobrych i złych chwilach. Kiedy go potrzebowałam i kiedy miałam go dość. Nigdy się ode mnie nie odwrócił.
-Coś się dzieje?-zapytał spanikowany -Jesteś strasznie blada.
-Słabo mi.-wychrypiałam
-Chodź na zewnątrz to ci powinno pomóc.-powiedział
Złapał mnie delikatnie za ramię i wyprowadził mnie na zewnątrz na taras. Oparłam się o balustradę i oddychałam głęboko. To było dla mnie za dużo. Zdecydowanie za dużo. To była zbyt duża ilość złych informacji jak na jeden raz.
-Co się dzieje?-zapytał Luke, który nawet nie wiem kiedy stanął tuż przy mnie uważnie ilustrując moją twarz -Płakałaś. Co on ci zrobił?-zapytał zły i zacisnął mocno swoje dłonie w pięści
Zawsze tak robił kiedy się zdenerwuje. To i tak, że jeszcze nie odpalił papierosa.
-Nic mi nie zrobił. Przestań tak się zachowywać.-warknęłam zirytowana jego irytującym zachowaniem
-To czemu płakałaś?-zapytał spokojniej
-Bo moje życie to pasmo nieszczęść! Jestem nieudacznikiem! Moje życie nie ma sensu! Gdziekolwiek się pojawię to wszystko się psuje i wali! Mam dość takiego życia! Byłam porwana, pobita, okazało się,że mój ojciec żyje, prawie mnie zgwałcono, zostałam postrzelona, a i żeby było jeszcze mało to Will ma raka! Jakże moje życie jest zajebiste!-wywrzeszczałam mu prosto w twarz
Chłopaki stali osłupieni moim gwałtownym wybuchem. Luke miał szeroko otwarte oczy i próbował mi coś powiedzieć, ale ja go już nie słuchałam. Odwróciłam się gwałtownie i pobiegłam szybko w stronę lasu. Nie obchodziło mnie to za za chwilę będzie ciemno, chciałam być sama. Bez ciągłego gadania i krzyków. Chłopaki coś za mną krzyczeli, ale nie zwracałam na to uwagi. Jedynie zaczęłam biec jeszcze szybciej. Biegłam do momentu, w którym poczułam piekący ból w płucach. Usiadłam na pieńku i zaczęłam łapać łapczywie tlen starając się unormować swój nieregularny oddech. Wytarłam już chyba po raz setny moje mokre od łez policzki. Z pewnością moja twarz była cała opuchnięta i mocno zaróżowiona przez nieustanny płacz. Usiadłam pod jednym z drzew i zaczęłam ponownie płakać. Nie dość, że wylałam już hektolitry łez to jeszcze wciąż one leciały tworząc nowe trasy na moich policzkach. Byłam zmęczona i przerażona tym wszystkim. Płakała tak długo, aż wykończona zasnęłam oparta o pień drzewa.
CZYTASZ
Trust Me
RomanceAlice przez całe życie miała pod górkę, ale ostatnie wydarzenia to zdecydowanie przesada. Luke chce jej pomóc, troszczy się o nią i opiekuje się nią. Nie pozwoli by choćby jeden włos spadł z głowy jego małej brunetki. Alice jedynie musi mu zaufać, a...
