Rozdział 7

628 61 8
                                        

Weszłam na schody i kiedy byłam już w połowie usłyszałam głos za sobą...
-Widzę, że już wstałaś.-powiedział Luke stojąc na dole schodów
Widząc go na dole od razu odwróciłam się na pięcie i pognałam do pokoju Luke'a. Może nie powinnam wychodzić? A co jeśli to go zdenerwowało? Nie chcę wracać do piwnicy. Moje nadgarstki już wystarczająco się wycierpiały. Luke wszedł do pokoju, a ja od razu cofnęłam się pod ścianę.
-Proszę, ja nie chcę wracać do piwnicy. Przepraszam.-powiedziałam trzęsąc się ze strachu i jąkając się co chwilę
-Nic ci nie zrobię. Do piwnicy? Nie wrócisz do piwnicy obiecuję. Nie bój się.-powiedział spokojnie
Trochę jego słowa mnie uspokoiły, ale wciąż odczuwałam obawę co do jego intencji. 
-Chodź. Zjesz coś.-rzekł wyciągając do mnie dłoń
Patrzyłam na nią przez dłuższy czas, aż w końcu niepewnie złapałam ją. Poszliśmy do kuchni, a na stole stały już gotowe tosty i ciepła herbata.
-Siadaj i jedz. Jak skończysz i będziesz miała siłę i ochotę to porozmawiamy.-powiedział lekko uśmiechając się do mnie
-Dziękuję.-powiedziałam odwzajemniając niepewnie uśmiech
-Chyba po raz pierwszy uśmiechnęłaś się odkąd jesteś u mnie.
Luke wyszedł z kuchni , a ja od razu zabrałam się za jedzenie. Kiedy skończyłam odłożyłam talerz i kubek do zlewu. Chwilę się wahałam czy umyć naczynia. Chyba powinnam za to, że wczoraj mnie uratował. Chociaż tak mu to wynagrodzę, a i tak wiem, że to za mało jak na taką rzecz. W końcu zdecydowałam się i umyłam naczynia.
-Luke.- powiedziałam dość głośno kiedy skończyłam myć
Nic. Cisza. Nie słyszę żadnych głosów. Panuje absolutna cisza.
-Luke!-krzyczę i wychodzę na korytarz
Dziwne... Ale czuję się tu bezpiecznie, jak bym była u siebie w domu. Stoję na środku korytarza i czekam na reakcję Luke'a. Wyszedł? Przecież usłyszałabym jak wychodzi.
-Buu!-krzyczy Luke, który stoi za mną i łapie mnie za ramiona
Pisnęłam głośno wyrywając się z uścisku i wpadając plecami na ścianę, ciężko oddychając.
-W porządku?-zapytał Luke widząc moją reakcję
-Tak.-powiedziałam próbując unormować oddech
-Przepraszam. Nie powinienem, to był głupi pomysł.-powiedział patrząc na mnie ze smutkiem
-Nic się nie stało. Po prostu mnie trochę wystraszyłeś.
-Nie powinienem tego robić, zwłaszcza po tym co wczoraj przeszłaś. Przepraszam.
-Nic się nie stało. Obiecałeś, że ze mną porozmawiasz.

-Tak. Pamiętam. Chodźmy do salonu.

-Co się stało z moimi nadgarstkami?

-A zapomniałem. Kiedy spałaś opatrzyłem je. Przez to, że szarpałaś się powstały na nich nowe głębsze rany, ale na moje oko nie masz się czym martwić.

-Dziękuję.

-Nie ma za co.

Weszliśmy do salonu. Oczywiście wszystko było urządzone w ciemnych kolorach. Kanapa była beżowa i stała tyłem do wejścia. Po jej bokach stały w identycznym kolorze dwa fotele. Przed kanapą stał płaski telewizor, a przed nim mały stolik. Okno wychodziło na podjazd, ale nic mi z tego, ponieważ jesteśmy gdzieś w lesie i dookoła widać tylko i wyłączne drzewa. Ściany były w kolorze ciemnej wiśni. W gablotach stały różne pamiątki, zdjęcia przedstawiające różne momenty z życia, zapewne chłopaka. 
-To co chcesz wiedzieć?-zapytał Luke kiedy usiedliśmy na kanapie.
Ja siedziałam na jednym końcu, a on na drugim końcu kanapy. Widać było, że nie chcę wykonać jakiegoś gwałtownego ruchu co mogłoby mnie wystraszyć i spowodować u mnie kolejny niepokój. Chwilę myślałam nad pytaniami.
-Odpowiesz na moje wszystkie pytania, nawet gdyby były one głupie?-zapytałam bawiąc się nerwowo palcami i wpatrując się w nie
-Zobaczymy.-powiedział wymijająco
Wzięłam głęboki oddech, starając się okiełznać moje myśli, które krążyły po mojej głowie.
-Kim był tamten facet?- w końcu zapytałam
-To mój znajomy. Całkiem dobry kolega... Był całkiem dobrym kolegą. Nie powinien wchodzić do tego pokoju. Z resztą dostał już za swoje i nawet nie waży się kiedykolwiek spojrzeć na Ciebie. Nie masz się czego bać. On cię nie skrzywdzi. Nikt Cię nie skrzywdzi.
-Dziękuję, za to, że mnie uratowałeś. I wiem, że zwykłe dziękuję to za mało.
-Daj spokój. Usłyszałem twój krzyk, ale on był jakiś dziwny. Taki krótki i płaczliwy, więc poszedłem do Ciebie. Myślałem że zabije Frank'a za to, że Cię dotykał. Ale nie ważne. Dobrze, że nic się złego nie stało i w porę zareagowałem.
-I tak będę ci dalej dziękowała za to co zrobiłeś.
-Naprawdę nie musisz.
Zapadła nieręczna cisza. Znowu nie wiedziałam o co mam go pytać mimo że wiele pytań kłębiło się w mojej głowie to nie wiedziałam o co mam tak naprawę pytać. 
-Co chcesz jeszcze wiedzieć?-zapytał 
-Dlaczego mnie porwałeś?
-Nie traktuj tego jako porwania. Pomyśl, że to takie nieprzemyślane, spontaniczne wakacje...
-Wakacje?!
-Tak wakacje.
-Czy ty siebie słyszysz!? Mam traktować porwanie jak wakacje!? Zostałam wpakowana do bagażnika, powieszona na hak i na dodatek coś mi wstrzyknięto! I ty mówisz mi że mam traktować to jak wakacje!?
-Uspokój się. Wiem jak to brzmi. Jedyną sensowną myśl jaka wpadła mi do głowy to porwanie Ciebie.
-Czyli jednak porwałeś.
-Nie czepiaj się szczegółów. Co chcesz jeszcze wiedzieć?
-Dlaczego ja, dlaczego to wszystko?
-Przecież już ci mówiłem. Jesteś piękna, straszne nieśmiała, taka niepewna i bardzo mi się podobasz.
-Ale to nie jest powód by porywać dziewczynę.
I zapadła cisza.  Luke jest naprawdę miłym i dobrym chłopakiem. Przez te dni, które spędziliśmy było mi bardzo miło. Ja chyba coś do niego czuje. Trudno jest mi to nazwać, ale kiedy myślę o nim i go wiedzę to czuje takie dziwne uczucie w sercu.

-To nie jest dobry moment na spotykanie się z chłopakami.- powiedziałam sama do siebie, ale Luke to słyszał

-Dlaczego?-zapytał marszcząc przy tym brwi

-Nie twój interes!

-Proszę nie krzycz. Przestań się denerwować.

-Ja mam przestać się denerwować! Wpieprzyłeś się w moje życie z butami! Wywróciłeś je do góry nogami! Porwałeś, więzisz mnie! Nie pozwalasz mi wyjść na zewnątrz! I mam przestać się denerwować! Próbujesz wzbudzić zaufanie do ciebie, by potem wykorzystać to przeciwko mnie. I wiesz co?! Udało ci się! - wykrzyczałam mu to prosto w twarz

Nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać. Zaczęłam żałować swoich nieprzemyślanych słów. Stałam nad Luke'iem i wpatrywałam się w jego oczy. Widać było, że Luke był trochę zmieszany i nad czymś myślał. Patrzyliśmy sobie w oczy, aż Luke nagle wstał. Od razu odsunęłam się i uciekam do ''mojego'' pokoju. Kiedy weszłam do pokoju moje serce podskoczyło do gardła. Wszędzie była krew. Na podłodze, ścianach, meblach. Stałam tam i wpatrywałam się w przestrzeń. Ciężko oddychałam i było mi nie dobrze, na samą myśl co mogło się tutaj wydarzyć. Na domiar złego zaczęło kręcić mi się w głowie.

-Alice.-powiedział Luke patrząc na mnie z powagą kiedy w końcu dobiegł do pokoju

Przecież on mnie  zabije. No to się doigrałam...

-Spokojnie. Wszystko Ci wyjaśnię. Nie panikuj. Oddychaj.-powiedział wpatrując mi się głęboko w oczy

Podszedł do mnie, a ja dałam krok do tyłu. Od razu pożałowałam tej decyzji. Świat przed oczami zaczął mi wirować, a potem była już tylko ciemność...

Komentujcie i oddawajcie głosy! To bardzo motywuje. :) Pozdrawiam i całuję. :*



Trust MeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz