Rozdział 29

343 37 3
                                        

*Perspektywa Luke'a*

-A-A-Alice-wyjąkałem
Chciałem podejść do małej zielonookiej brunetki, ale Ashton skutecznie mnie powstrzymywał
-Puść mnie.-warknąłem
-Nie! Alice idź na górę. Nie powinnaś wstawać!-krzyknął Ash
Zacząłem się z nim szarpać. Alice stała w połowie schodów i płakała. Cały czas patrzyła na mnie i płakała. A moje serce pękało na miliony kawałków. W pewnym momencie wylądowałem na ziemi, a Ashton chciał mnie uderzyć.
-Nie!-krzyknął cichy głos przede mną należący do Alice
Przerażona brunetka stała i trzymała Ashton'a za rękę powstrzymując go od ciosu.
-Powiedziałem idź na górę.-warknął brunet i odepchnął delikatnie brunetkę
Na nieszczęście Alice zachwiała się i upadła. Z jej ust uleciał głośny pisk, potem już tylko zalewała się rzewnymi łzami i wiła się z bólu, który sprawił jej ten upadek. Natychmiast podeszliśmy do leżącej Ally.
-Ally spokojnie. Wszystko w porządku. Nic się nie dzieje.-powiedział Ash i próbował zobaczyć ranę dziewczyny
W tym tkwił problem że Ally kurczowo trzymała się za brzuch i nie dawała opatrzyć sobie rany. Płakała i zwijała się z bólu. Mówiliśmy do niej, prosiliśmy, a nawet siłą próbowaliśmy zobaczyć jej ranę, ale ona nie pozwalała nam się dotknąć. Miałem wyrzuty sumienia. To przeze mnie upadła i cierpiała. Gdybym nie wrzeszczał na nią tylko spokojnie porozmawiał nie doszłoby do tego wszystkiego.
-Co tu się dzieje!?-krzyknął zaspany Mike który zszedł z góry-O kurwa. Co jej z robiliście!?-krzyczał
Mike podszedł do Ally i próbował jej jakoś pomóc, ale ona również jemu nie pozwalała się tknąć. Michael nie odpuszczał. Złapał Alice i przytulił mocno do siebie ignorując jej krzyki i prośby by ją zostawił w spokoju. Po pewnym odstępie czasu Alice się uspokoiła i cicho łkała w jego koszulkę. Michael cierpliwie czekał aż w końcu w pełni się uspokoi. Ash próbował zobaczyć jej ranę, ale tym razem Mike go odepchnął.
-Nie. Nie rób nic wbrew jej woli. Pogorszysz tylko jej stan.-powiedział
W końcu Michael wziął Alice na ręce i zaniósł ją do sypialni. Do jej pokoju wszedł jeszcze Ash. Za to mi zamknięto drzwi przed nosem i na dodatek zamknięto je od środka na klucz. Wściekły walnąłem pięścią w drzwi, aż się zatrzęsły pod wpływem mojej siły. Odsunąłem się w dół po ścianie i schowałam twarz w dłonie.
-Czy ja zawsze muszę wszystko spierdolić?-zapytałem sam siebie

*Perspektywa Alice*

Nie spałam całą noc przez tego idiotę. Uczucie smutku i poczucia winy przerodziło się teraz w uczucie niepochowanej złości. Byłam wściekła na blondyna za to jak się zachował. Leżałam bezczynnie na łóżku przekręcając się z boku na bok. Było już po 4.00 a Hemmings'a dalej nie było. Coraz bardziej zaczynałam się martwić że mogło coś mu się stać. Z moich rozmyśleń wyrwały mnie krzyki dochodzące z salonu. Walczyłam ze sobą czy zejść na dół czy jednak zostać. W końcu postawiłam niepewnie jedną nogę na ziemi, a potem drugą i dźwignęłam się z łóżka. Skrzywiłam się pod wpływem nieprzyjemnego bólu. W głowie huczały mi słowa Ashton'a bym nie wstawała z łóżka. Odgoniłam je i powoli pokuśtykałam do salonu. Z każdym stawianym krokiem głosy stawały się coraz głośniejsze, aż w końcu mogłam je w pełni rozpoznać. Zeszłam nieporadnie ze schodów i stanęłam w ich połowie. Obraz jaki widziałam przed oczami przerażał mnie. Ash leżał pod Luke'iem. Pięść blondyna była już uniesioną i szykowała się do ciosu.
-L-Luke?-wyłkałam cichym i zachrypniętym głosem
Moja złość minęła z momentem kiedy zobaczyłam blondyna. Uczucie smutku i strachu powróciło. Moje serce nieprzyjemne zakuło widząc obraz przede mną. Luke był w okropnym stanie. Z jego czoła płynęła krew, oczy miał podkrążone i na kilometr śmierdział alkoholem. Jak można doprowadzić się do takiego stanu w ciągu jednej nocy?
-A-A-Alice.-wyjąkał i chciał do mnie podejść
Na szczęście Ash go powstrzymał, co nie obyło się bez ataku złości. Chłopcy zaczęli się przepychać i kłócić. Tym razem Luke leżał pod Ashton'em, a ten już miał uderzyć mojego blondyna.
-Nie!-krzyknęłam i złapałam Ash'a za rękę wycelowaną w twarz Hemmings'a
Ash odepchnął mnie przez co potknęłam się i runęłam z głośnym piskiem za ziemię. Ból jaki odczułam po upadku był okropny. Nie wiedziałam za bardzo co się dzieje wokół mnie. Nie mogłam się skupić z bólu. Wiem że chłopcy chcieli mi pomóc, ale nie chciałam im na to pozwolić w obawie że ból mógł się jeszcze bardziej nasilić. Chociaż nie wiem czy mogłam odczuwać jeszcze większy ból. To chyba był najwyższy stopień. W końcu do pomieszczenia wszedł Michael. Krzyczał coś, ale nie byłam wstanie zrozumieć jego słów. Objął mnie w pasie i chciał mnie przytulic. Próbowałam wyrwać się z jego uścisku, ale to tylko potęgowało nieprzyjemny ból. Z czasem zaczęłam się uspokajać i cicho pochlipywać mu w koszulkę. W pewnym momencie moje ciało zostało oderwane od ziemi. Michael zaniósł mnie do sypialni i położył mnie delikatnie na łóżku. Do pomieszczenia wszedł jeszcze Ashton, ale nigdzie nie mogłam znaleźć Luke'a.
-Gdzie Luke?-spytałam
-Cii... Daj muszę ją zobaczyć.-powiedział brunet
Podwinął moja koszulkę i odkleił opatrunek. Chwilę przypatrywał się ranie, aż w końcu zakleił mi ją nowym opatrunkiem.
-Masz wielkie szczęście. Z raną wszystko jest w porządku, ale nie ruszaj się z łóżka.-powiedział z troską w głosie
-Dobrze. A co z nim?-spytałam
-Choruje na niepohamowaną głupotę. Ot co. Nic mu się będzie wytrzeźwieje i mu przejdzie.
-Martwię się o niego.
-Daj spokój. Nic mu nie jest. Zdrzemnij się. Jesteś wyczerpana.
-Dobrze.
Chłopcy w końcu zostawili mnie sama w pokoju. Zignorowałam słowa Ashton'a i wstałam z łóżka po czym podeszłam do okna.
Ashton, Michael i Calum wsiedli do auta i odjechali z piskiem opon. Czyli zostałam w domu z Luke'iem.
Otworzyłam cicho drzwi i chciałam wyjść z pokoju kiedy wpadłam na tors Luke'a. Chłopak złapał mnie w ramionach i przytrzymał bym ponownie nie upadła. Odsunęłam się gwałtownie pod wpływem jego dotyku ignorując nieprzyjemne klucie w boku.
-Nie bój się mnie. Na prawdę nie chce żebyś się mnie bała.-powiedział smutnie Luke i zachował pomiędzy nami bezpieczna odległość. Nie wiem czemu ale po wybuchu chłopaka już w jego obecności nie czułam się tak bezpiecznie jak przedtem. Na twarzy chłopaka dalej była zaschnięta krew. Jego policzki i oczy były zaczerwienione. Mogłam się domyślić że płakał.
-Ally wiem,ze...-zaczął mówić
-Usiądź na krześle.-szepnęłam niepewnie
Chłopak zmarszczył brwi,ale posłuchał mnie i wykonał moje polecenie. Zajął miejsce na krześle stojącym tuż przy kanapie.
Pokuśtykałam do półki na której stały leki i wyciągnęłam z niej potrzebne przedmioty. Zajęłam miejsce na przeciw jego. Blondyn chciał dotknąć mojego policzka, ale strzepnęłam jego dłoń. Blondyn skrzywił się na mój gest i z jego oczu można było odczytać wyrzuty sumienia. Chłopak siedział cicho i przyglądał się moim poczynaniom. Oderwałam trochę gazy i wylałam na nią trochę wody utlenionej. Przejechałam ja delikatnie po twarzy chłopaka zmazując zaschniętą krew. Kiedy twarz miał już czystą to zabrałam się za jego ranę. Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy. Chłopak co jakiś czas cicho syczał kiedy rana zapiekła go bardziej niż powinna. Skończyłam swoją pracę, przykleiłam na czoło Luke plaster który idealnie zakrywał ranę. Zebrałam wszystkie rzeczy i odłożyłam je na swoje miejsce po czym usiadłam na łóżku i spuściłam wzrok na swoje palce, którymi zaczęłam się bawić. Wykrzywiłam je boleśnie we wszystkie strony próbując odgonić wszystkie nieprzyjemne uczucia kłębiące się we mnie.
-Wiem że mnie nienawidzisz. Dlatego uszanuję twoją decyzję jeśli chcesz mnie zostawić. Nie chce cię do niczego zmuszać.-powiedział cicho uważnie patrząc na mnie
-Nie nienawidzę cię.-powiedziałam
-Ale chcesz mnie zostawić?
-Nie wiem.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą
Nie wiem co mam myśleć już o tym chłopaku.
-Wiedz jedno. Uszanuję twoją decyzję, jaka ona by nie była.
-Luke, ale ja nie chce cię zostawić.-powiedziałam-Kocham cię
-Ją ciebie też maleńka, ale wiem że spieprzyłem.- podszedł do mnie i dotknął delikatnie moich dłoni starając się złapać ze mną kontakt wzrokowy
-Po prosu wystraszyłeś mnie.-powiedziałam zgodnie z prawdą
-Wiem i przepraszam cię. Żałuję tego co zrobilem. Nie chciałem żebyś płakała przeze mnie, bała się mnie i cierpiała.
-Wiem Luke, ale to nie jest takie proste. Zraniłeś mnie swoimi słowami. Potrzebuję czasu.
-Dam ci go tyle ile będziesz chciała. Poczekam na ciebie. Nie będę naciskał, kocham cię po prostu kocham cię nad życie.
-Wiem, Luke. Ja ciebie też kocham.
Podniósł moje dłonie i ucałował ich wewnętrzne strony.
-Poczekam.-zapewnił i wyszedł z pokoju zamykając drzwi za sobą
Z momentem zamknięcia drzwi, pękłam. Zaczęłam płakać i łkać do poduszki jak małe dziecko. Nie potrafiła wybaczyć chłopakowi od tak. Bardzo zranił mnie swoimi słowami. Wiem, że to wszystko co powiedział było pod wpływem złości, ale jednak potrzebowałam tego czasu, chwili na przemyśle tego wszystkiego. Nie mam pojęcia ile tak łkałam, ale na szczęście zmorzył mnie sen i odpłynęłam w krainy Morfeusza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Minęło już kilkanaście dni od mojej ostatniej rozmowy z blondynem. Siedzę cały czas w pokoju nie wychodząc z niego na krok. Codziennie Ashton, albo Michael przynoszą mi jedzenie, picie i jakąś książkę do poczynania. Przez ostatnie dni, książki są moimi pochłaniaczami wolnego czasu, którego mam aż za nadto. Nie mam pojęcia, którą już pochłonęłam książkę. Nie mam jakiś konkretnych wymagań. Mogą przynieść mi jakieś romansidła , a nawet książki z przepisami na poszczególne dania. To było jedyne zajęcie pochłaniające mój czas i myśli, które cały czas krążyły wokół niebieskookiego blondyna z kolczykiem w wardze. To był kolejny zwykły wieczór, w którym jak zwykle czytałam książkę. Chłopcy wyjechali w "ważnych" sprawach zostawiając mnie samą z Luke'iem. Na zewnątrz było już ciemno kiedy zerwał się mocny wiatr. Drzewa za oknem kładły się pod wpływem jego siły. Taki wiatr sygnalizował tylko jedno. Burzę, która nienawidzę. Te błyski i grzmoty mnie przerażają. Odłożyłam książkę na stolik i czekałam na pierwsze oznaki burzy. Nie musiałam długo czekać ponieważ błysnęło się za oknem i chwilę później było słychać głośny grzmot. Zatrzęsłam się ze strachu. Podniosłem się do pozycji siedzącej kiedy usłyszałam ponowny już dużo głośniejszy grzmot. Wypuściłam powietrze, które nieświadomie wstrzymywałam. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że tak na prawdę potrzebuję Luke'a jak powietrza. Usłyszałam kolejny grzmot i nie wytrzymałam. Wstałam z łóżka i otworzyłam drzwi na korytarz. W domu panowała idealna cisza, która jeszcze bardziej mnie przerażała. Z pokoju gościnnego wydobywało się światło. Poszłam w tamtym kierunku i stanęłam w otwartych drzwiach nie wiedząc co powiedzieć.
-Śpisz?-zapytałam cicho
-Nie.-usłyszałam po chwili głos blondyna, który leżał odwrócony do mnie plecami- Coś się stało?-zapytał i był już odwrócony do mnie twarzą
-Nie... Nic.. Ja... Przepraszam...-powiedziałam speszona i zatrzęsłam się kiedy kolejny raz usłyszałam grzmot i zobaczyłam towarzyszącą mu błyskawicę
-Chodź.-powiedział widząc moją reakcję i poklepując miejsce obok siebie
Podeszłym szybko do łóżka i położyłam się na nim. Chłopak okrył mnie swoją kadrą i zajął miejsce obok mnie
Leżałam do niego plecami, więc nie mogłam zobaczyć jego twarzy.
Zadrżałam pod wpływem grzmotu i chłopak chyba, a raczej na pewno to zauważył i przysunął się do mnie kładąc swoją dużą dłoń na mojej tali
-To tylko burza. Spróbuj zasnąć. Jestem przy tobie.-powiedział Luke, a ja poczułam jego ciepły oddech na mojej szyi dzięki czemu przez moje ciało przeszedł przyjemny prąd
-Chce żebyś był przy mnie już zawsze.-powiedziałam bardzo cicho
-I będę. Obiecuję.-zapewnił
-Kocham cię.
-Ja ciebie też maleńka.-rzekł i pocałował moje czułe miejsce tuż przy uchu
-A teraz śpij.-powiedział i przytulił mnie mocniej do siebie
Kto by pomyślał że dzięki burzy zrozumiałam że chłopak jest mi bardzo bliską osobą i bardzo go potrzebuję w swoim życiu. Mimo że się kłócimy to i tak bardzo się kochamy. Bardzo go kocham i za nic w świecie nie zmienię swojego zdania. Jest jedyną osoba którą mam i która kocham nad życie.
Splotłam swoje palce z chłopaka palcami i w takiej pozycji usnęłam.

Sorka za rozdział, ale cierpię na brak weny. Osobiście uważam że rozdział nie powala. Ale obiecuję poprawę! ;-) Gwiazdki i Komentarze mile widziane! ;-) Pozdrawiam ;*

Trust MeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz