Rozdział 24

370 35 5
                                        

*Perspektywa Luke'a*

Nawet nie wiem kiedy, a usnąłem wykończony.
Podniosłem się gwałtownie kiedy usłyszałem głośny pisk dziewczyny roznoszący się po całym domu.
-Nie rób mi krzywdy!- krzyczała-Proszę, zostaw mnie. Ja nic nie zrobiłam. Przestań.
Ashton stał przy łóżku z szeroko otwartymi oczami. Próbował dotknąć Alice, ale to tylko pogorszyło jej stan.
Chłopaki wpadli z pistoletami do pokoju wycelowanymi w przestrzeń. Rozglądałem się nerwowo po pomieszczeniu, ale kiedy ujrzeli tylko nas, ewidentnie było widać, że im ulżyło.
-Przestańcie się wydurniać.-warknął - Cal przynieś leki przeciwgorączkowe i termometr. Natychmiast. Ma gorączkę.
Chłopak szybko opuścił pomieszczenie. Wrócił po chwili trzymając w rękach wszystkie przedmioty.
-Przytrzymajcie ją, muszę jej to wstrzyknąć.-powiedział Ash
Złapaliśmy Alice i staraliśmy się przytrzymać ją, ale to było wyjątkowo trudne zadanie, ponieważ brunetką wygrywała się z naszego uścisku we wszystkie strony.
Ash wstrzyknął jej substancję, a następnie przyłożył jej szmatkę pod nos po czym natychmiast się uspokoiła i zapadła w sen.
-Co ty jej zrobiłeś!?-krzyknąłem zdezorientowany
-Musiałem ją uśpić chloroformem. Inaczej zanim by zaczął działać lek dalej by się rzucała na wszystkie strony.- rzekł - Idźcie już spać chłopaki. Nic się nie dzieje.
Chłopcy posłusznie opuścili pomieszczenie przez co, w pokoju zostałem razem z Ashton'em i moją kochaną Alice. Ash włożył termometr pod pachę Alice.
-To ciebie też się tyczy.-rzekł Ash i przetarł twarz dłonią
-Nie zamierzam spać. Będę przy niej.-powiedziałem i usiadłem na krześle obok łóżka
-To nie ma sensu. Odpocznij.
-Nie! Nie zmienię swojego zdania.
-Uparciuch.
Usiedliśmy na krzesłach i wpatrywaliśmy się w ciszy w ciało brunetki. Ta cisza była cholernie nie zręczna.
-Alice słyszała jakieś hałasy i mnie obudziła. Zszedłem na dół i kiedy już myślałem, że wszystko jest w porządku, dostałem w głowę i upadłam na ziemię. Krzyknąłem żeby uciekała, ale jej się nie udało. Słyszałem jak ją bił, a potem była tylko ciemność. Obudziłem się w jakimś pokoju, nigdzie jej nie było. Bałem się, że posuną się do najgorszego. Wyciągnęli mnie z tamtego pokoju, a potem mnie bili, ale to było nic w porównaniu z tym co jej zrobili. Dotykał ją, bił pasem, raził prądem. Katował ją na moich oczach. Błagała o litość i o to bym jej pomógł. To było najgorsze. Nie mogłem nic zrobić, tylko patrzyłem na jej cierpienie. W końcu jeden z nich zlitował się i pomógł nam uciec. Niestety złapali nas. Zaczęliśmy strzelać i jedną kula trafiła ją. Jest jedna rzecz która mnie w pewnym sensie pociesza. Ten chuj teraz smaży się w piekle. Trafiłem go kulką prosto w jego pustą głowę. Prosto między oczy. Następnie wsadziłem ją do samochodu i odjechałem. Nie zbyt daleko zajechałem, ponieważ skończyła się ta pieprzona benzyna. Musiałem wziąć ją na ręce i iść z nią w deszczu. Potem trafił się samochód który tamtędy przejeżdżał. Facet, który nim jechał okazał się być lekarzem i nam pomógł.Resztę już znasz.-powiedziałem
-Chuje.-warknął Ash i wyjął termometr, który zaczął pikać sygnalizując koniec mierzenia temperatury
-Cholera. 39°C. Zrobię jej zimny okład.-powiedział i wyszedł na chwilę do łazienki po czym wrócił trzymając w ręku ręcznik nasączony zimna wodą
Położył go na jej rozgrzanym czole.
-To powinno trochę pomóc. Musimy spróbować ją zbić. Wiesz co? Zastanawia mnie jedno. Jak oni się tutaj dostali?-zapytał
-Nie wiem. Nie mam pojęcia.
-Nie wybili okna, drzwi były zamknięte.
Ashton pomyślał chwilę po czym zerwał się gwałtownie z miejsca.
-Piwnica.-powiedział i szybko wyszedł z pokoju
Poszedłem za nim starając dotrzymać mu kroku. Zeszliśmy po schodach prosto do ciemnej piwnicy. Szliśmy szybko przez kręte korytarze, aż w końcu dotarliśmy do końca gdzie stały ogromnie czarne drzwi. Ash nacisnął klamkę a drzwi natychmiast ustąpiły.
-Już wiemy jak się dostali.-powiedziałem i kopnąłem jakąś beczkę leżącą pod zakurzoną ścianą
-Idź na górę. Zajmę się tym.-powiedział Ash
-Nie siedź za długo!
-To samo mógłbym powiedzieć tobie!-usłyszałem cichy głos mojego przyjaciela
Wszedłem z powrotem do pokoju i usiadłem na skraju łóżka na którym leżała nieprzytomną Alice. Pogładziłem delikatnie jej skroń i wpatrywałem się w jej spokojną, pogrążoną w śnie twarz. Była cała rozpalona, co mnie bardzo martwiło.
Jest dla mnie najważniejszą osobą w życiu i nie mogę pozwolić na to, że ktokolwiek będzie chciał zrobić jej najmniejszą krzywdę. Ułożyłem się delikatnie przy jej boku i wpatrywałem się w jej twarz, aż w końcu złożył mnie sen.
Obudziłem się, a za oknem było już jasno. Spojrzałem leniwie na zegarek, który wskazywał 10.32. Przetarłem twarz i rozejrzałam się po pokoju. Ash spał na siedząco podpierając głowę swoją ręką. Alice spała i coś mamrotała przez sen. Już nie była tak rozpalona, co nie zmienia faktu, że strasznie się o nią martwiłem. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie i będzie z nią wszystko w porządku. Pocałowałem ją delikatnie w czoło i wstałem z łóżka. Wszedłem do łazienki i przejrzałem się w lustrze. Miałem całą twarz w licznych zadrapaniach i ranach, ale to było nic w porównaniu z tym co się stało Alice. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Od razu poczułem ulgę i nieco się rozluźniłem kiedy moje ciało oblał strumień gorącej wody. Nie mam pojęcia ile tam siedziałem. Liczyło się tylko to, że miałem chwilę wytchnienia, ale i tak moje myśli krążyły wokół mojej małej brunetki. Ubrałem zwykłą czarną bluzkę i czarne spodnie dresowe. Wyszedłem z łazienki i popatrzyłem na twarz Ally, na której było kilka ran. Pogłaskałem delikatnie jej obolały policzek i wyszedłem w końcu z pokoju. Zszedłem do kuchni i usiadłem na krześle. Podparłam głowę ręką i wpatrywałem się w przestrzeń myśląc tylko o Alice.
-Cześć. Zrobić ci coś do jedzenia?-zapytał Mike, który wszedł do pomieszczenia
Pokiwałem jedynie przecząco głową nawet na niego nie spoglądając.
-Człowieku! Musisz coś jeść! Nie możesz się głodzić!-krzyknął zły
-Daj mi spokój.-warknąłem zirytowany
-Stary! Jak Alice się obudzi musi ktoś ją chronić, a jak ty nie będziesz jadł to każdy powali cię na łopatki. Nawet najmniejsze chuchro. Więc jak? Zjesz coś w końcu blondyneczko?
-Nie jestem głodny czy to tak trudno zrozumieć!
-Nie unoś się tak, bo ci żyłka pęknie.
-To daj mi do cholery spokój!
-Co się dzieje?-zapytał Ashton, który wszedł do kuchni
-Nasza blondyneczka nic nie chce jeść, a przecież musi mieć siłę by obronić Ally.-powiedział Michael
-Zabiję go kurwa!- krzyknąłem i wstałem z krzesła
Mike pisnął i schował się za plecami Ashton'a.
-Uspokój się. Pierwszy raz przyznam rację naszej zielonowłosej piękność. Musisz coś zjeść. Chociaż jedną kanapkę, ale zjedz. Zrób to dla Alice.-powiedział Ashton
-Niech wam będzie. Zjem tą pieprzoną kanapkę.-mruknąłem i z powrotem usiadłem na krześle
-Mike klasnął w dłonie i zabrał się za przygotowanie kanapki. Po chwili przede mną stanął talerz ze stosem kanapek.
-Miała być jedna.-powiedziałem
-Na wypadek gdybyś zgłodniał bardziej.-powiedział Mike i sam zabrał się za wcinanie drugiego stosu kanapek.
Nie czułem głodu, do momentu w którym wziąłem pierwszy kęs. Potem nie liczyłem ile kanapek pochłonąłem. Wystarczy fakt, że po 5 minutach przede mną nie było nawet okruszka na talerzu.
-I kto tu twierdził, że nie jest głodny?-zapytał z kpiną Mike
-A pieprz się!warknąłem i posłałem mu morderczy wzrok, na co on mrugnął do mnie i wyszczerzył się jak głupi
-Te sztuczki na mnie nie działają.
-Wolę dziewczyny, blondyneczko.
-Powiedz do mnie jeszcze raz blondyneczko, a cię zabiję.
-Nie spinaj się tak... Blondyneczko.-powiedział po czym z prędkością światła uciekł do swojego pokoju
Pokręciłem jedynie głową na boki i zabrałem się za sprzątanie. Zmyłem talerz i od razu poszedłem do pokoju Alice.
Wszedłem po cichu do pokoju, a Ashton majstrował coś przy kroplówce.
-Co robisz?-zapytałem
-Muszę zmienić jej kroplówkę i opatrunek.-odpowiedział i kontynuował swoją czynność
-Co z nią?
-Już lepiej. Gorączka spadła na 38°C więc jest ciut lepiej. Najważniejsze by do rany nie dostało się zakażenie, bo wtedy ja sam jej nie pomogę. A ty jak się czujesz?
-Dobrze. Kiedy się obudzi?
-Trudno powiedzieć. Może dzisiaj, może jutro... Nie mam zielonego pojęcia. Wszystko zależy od jej organizmu.
-Ale będzie żyć?
-Będzie.
Kamień spadł mi z serca. Wiedziałem że teraz będzie dobrze, ale wciąż byłem niepewny. Zapewnienie Ashton'a uspokoiło mnie. Usiadłem na kanapie i wpatrywałem się w jego poczynania.
Najpierw odkleił jej opatrunek po czym uważnie przyjrzał się ranie. Złapał za jakiś środek i przemył ranę, która jak dla mnie wyglądała troszeczkę lepiej niż wczoraj. Następnie wziął gazę i przyłożył do jej rany i zakleił dokładnie plastrem. Nakręcił wszystkie środki i odstąpił je na stolik obok łóżka.
-Na pewno z tobą wszystko w porządku?-zapytał
-Już ci mówiłem.-odpowiedziałem
-Wiem,ale na prawdę wyglądasz nie najlepiej.
-Wszystko jest ok.
-Na pewno?
-Jak będzie się coś dziać to ci powiem.
Ash pogrzebał chwilę w koszyczku z lekami, który teraz stał cały czas przy łóżku Alice.
-Weź to.-powiedział i podał mi pudełko z jakimś lekiem
-Co to?-zapytałem
-Przeciwbólowy.
Wycisnąłem jedną tabletkę z blaszki i popiłem ją wodą.
-Jakby coś się działo to krzycz.-powiedział i wyszedł z pokoju zostawiając mnie i Alice samych
Położyłem się powoli obok śpiącej brunetki gładziłem jej skroń.
-Obudź się aniołku. Wiesz,ze jesteś dla mnie wszystkim co mam. Mam jeszcze chłopaków, ale jesteś dla mnie najważniejsza. Księżniczko obudź się proszę.-szeptałem jej do ucha, tylko to nic nie dało, bo Ally dalej leżała nieprzytomna na łóżku
Cały dzień upłynął mi na leżeniu w łóżku z brunetką. Ashton tylko co jakiś czas zaglądał do nas. W domu panowała idealna cisza przerywana jedynie naszymi oddechami. Alice co jakiś czas mamrotała coś nie zrozumiałego pod nosem. Próbowałem coś zrozumieć, ale z jej ust wydobywał się cichy bełkot nie przypominający żadnego słowa. Było już dość późno. Za oknem było już ciemno, ponieważ jest już wiosna, więc ciemno robiło się jeszcze trochę wcześniej niż zwykle. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki załatwić swoje potrzeby.
Wróciłem i usiadłem na łóżku. Pocałowałem delikatnie jej czoło i przyglądałem się jej twarzy. Zamknąłem oczy i pozwoliłem wpłynąć łzą spod powiek. Tam bardzo się o nią martwię. Bardzo ją kocham i nie mogę ją stracić.
-Luke.-usłyszałem cichy zachrypły szept
-Boże! Alice. Jak się czujesz?-zapytałem szybko i pogładziłem jej głowę delikatnie
-J-ja...-szepnęła i zamilkła
-Chcesz wody?
Pokiwałam jedynie powoli twierdząco głową.
Przyłożyłem szklankę do jej ust i lekko przechyliłem by mogła wypić trochę napoju. Piła łapczywie jakby miał być to jej ostatni napój w życiu.
-Lepiej?-zapytałem, kiedy zabrałem opróżniona szklankę od jej malinowych, pełnych ust
-Tak.-powiedziała cicho
-Jak się czujesz?
-Źle. Słabo mi.
-Zawołam Ashton'a.
Wyszedłem z pokoju i zawołałam Ash'a, który w sekundę przybiegł do pokoju.
-Co się dzieje?-zapytał
-Słabo mi.-powiedziała
-Możesz się źle czuć. Straciłaś sporo krwi. Mimo, że ją uzupełniliśmy, może być ci słabo. A poza tym dzieje się coś jeszcze?
-Nie. Chyba nie.
-To dobrze. Jak będzie coś nie tak do przyjdź do mnie i mi o tym powiedz.-po czym wyszedł z pokoju zostawiając nas samych
-Luke?-zapytała
-Tak księżniczko?-odpowiedziałem
-Możesz mi powiedzieć co się stało po tym jak on mnie postrzelił? Pamiętam tylko przebłyski.
-Zabrałem nas z stamtąd samochodem. Po kilku kilometrach skończyła się benzyną i szedłem z tobą ulicą do póki nie przejeżdżał tamtędy jakiś samochód i nie zatrzymał się. Okazało się, że to lekarz i ci trochę pomógł. Potem przyjechał Ashton i nas zabrał. Na koniec opatrzył ci rany i położyliśmy cię do łóżka. Byłaś nie przytomna przez cały dzień. Miałaś wysoką gorączkę, ale jest już dużo lepiej. Nie masz się czym martwić. Będzie dobrze.-zapewniłem
-Zrobili ci coś? Masz całą poranioną twarz.
-Wszystko w porządku. Mną się nie przejmuj.
-Luke jak mam się tobą nie przejmować skoro uratowałeś mi życie i jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
-Już mówiłem, że ze mną jest wszystko okey. Teraz trzeba zająć się tobą. Idź spać. Jesteś zmęczona. Musisz odpocząć.
-Dobrze. A położysz się za mną?
-Oczywiście kochanie.
Ułożyłem się delikatnie na łóżku przy jej boku. Alice złapała mnie za dłoń i splotła nasze palce razem.
Leżeliśmy w ciszy i wsłuchiwaliśmy się w nasze oddechy.
-Przepraszam Luke. Tak bardzo cię przepraszam.-powiedziała
Usłyszałem ciche chlipanie. Spojrzałem na jej twarz która była zalana łzami.
-Słonko nie płacz. Słyszysz? Nie płacz. Jest dobrze. Nie płacz proszę księżniczko.-szeptałem i ścierałem kciukiem jej łzy
-To moja wina!
-Nie mów tak! To nie jest niczyja wina, a zwłaszcza nie twoja. Nie płacz już proszę. Jutro porozmawiamy. Proszę tylko już nie płacz.
-Luke!-wstrząsnął ją kolejny szloch
-Ally już nie płacz. Kocham cię tylko nie płacz.
Nie odsunąłem się od niej nawet o milimetr do póki nie usnęła...

Kolejny rozdział napisany z perspektywy Luke'a. Mam nadzieję że wam się spodoba. ;-)

Pozdrawiam ;-)


Trust MeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz