-Oszczędzaj łzy. To dopiero początek.-rzekł i klepnął mnie w pośladek odsuwając się ode mnie kawałek...
Zilustrował mnie wzrokiem od stup do głowy i w jego oczach coś tak jakby błysnęło.
-Paralizator.-powiedział, a moje serce stanęło
Zaczęłam kręcić głową i próbowałam uciec, ale to nic nie dawało. Zamknęłam oczy i wypuściłam powietrze z płuc, które wstrzymywałam nawet o tym nie wiedząc.
Muszę się oszczędzać, żeby potem walczyć. Muszę być silna.- powtarzałam w myślach. -Muszę.-szepnęłam sama do siebie
-Ben proszę.-powiedział Luke
Dopiero teraz odważyłam się i spojrzałam mu w oczy. Był smutny i przejęty.
-Przepraszam Ally. Przepraszam.-powtarzał do mnie
-To nie twoja wina.-powiedziałam
-Dość tych czułości. Teraz prawdziwa zabawa.-powiedział i przez moje ciało przeszedł okropny ból
Potem był następny i następny i następny raz. Już nie liczyłam. Nie miałam siły. Luke cały czas krzyczał, a moja głowa wręcz pękałaz bólu jak i moje całe ciało. Obraz zamazywał mi się przed oczami przez nadmiar łez. Moja głowa była zwieszona ku dołowi. Nie miałam siły by utrzymać ją prosto. Na początku wyginałam się w różne strony byleby uciec od niego, ale i tak on nadchodził. Wszystko wokół mnie wirowało i wszystko działo się w zwolnionym tempie. Nie krzyczałam i nie prosiłam o litość. Nie było sensu. I tak zrobi to co będzie chciał.
-Patrz na mnie!-kolejny krzyk Ben'a i szarpnięcia za włosy
Nie miałam siły. W pewnym momencie świat stał się błogi. Ból odchodził, a przed oczami robiło mi się bardzo jasno. Czy ja umieram?
-Umieram?-szepnęłam ostatkiem sił jakie mi zostały
Potem nie było już nic. Tylko ciemność.
Słyszałam jedynie oddech człowieka w pomieszczeniu. Chciałam podnieść powieki, ale nie miałam na to siły. Skupiłam się i ostatkiem już sił dźwignęłam głowę do góry.
-Alice.-powiedział Luke -Tak bardzo cię przepraszam. To moja wina. Przepraszam słonko. Oni za to zapłacą wysoką cenę. Co się dzieję?-kontynuował
Nie mogłam mu odpowiedzieć. Nie miałam siły.
-Nie możesz mówić?-zapytał
Jedynie pokiwałam głową na tak. Strasznie kręciło mi się w głowie i bolało mnie całe ciało. Na mojej skórze można było dostrzec charakterystyczne krwawe kropki spowodowane porażeniem paralizatorem.
-Będzie dobrze. Wydostane nas stąd. Obiecuję.-rzekł i spojrzał na drzwi
W progu stał Ben z założonymi na piersi rękami.
-Słodko.-skomentował Ben -Czas na dalszą zabawę.-dokończył
Podszedł do mnie i stanął naprzeciw mnie. Dotknął każdą moja ranę powodując tym nowy ból we mnie. Uśmiechnął się chytrze. I zaczął odpinać pasek od spodni.
-Tylko spróbuj.-warknął Luke i zaczął się szamotać
Ben zignorował go, wyciągnął pasek ze szlufek i uderzył nim kilka razy w swoje masywne dłonie.
-Będziemy się nieźle bawić. Obiecuje.-powiedział i uśmiechnął się
-Jesteś potworem.-szepnęłam ledwie słyszalnie
-Co mówisz kochana? Powtórz bo nie dosłyszałem-zakpił Ben
-Doskonale słyszałeś chuju!- ledwie warknęłam
-Komuś tu wracają siły!- powiedział z entuzjazmem - Szkoda, że nie na długo.-skwitował
Przez moje plecy przeszedł przeszywający ból. Następne uderzenia kierowane były na pośladki, uda, brzuch i tak w kółko. Czułam strużki krwi płynące z moich świeżych ran na ciele. Po pewnym czasie przed oczami zaczęło robić mi się ciemno, aż w końcu zemdlałam z bólu.
*Perspektywa Luke'a*
Ten chuj katował ją, a ja nie mogłem nic zrobić. Musiałem tam być i na to wszystko patrzeć. Na jej krzyki, rany, jej oczy, które błagały o pomoc i o litość. Była skazana na cierpienie. I to było najgorsze. Nic nie mogłem zrobić.
Jej drobne ciało zwisało swobodnie z sufitu. Jej oddech był nierównomierny. Modliłem się by to przeżyła. Mój wzrok od razu powędrował na drzwi, które się otworzyły. Stanął w nich Bill. Podszedł do mnie i stanął naprzeciwko mnie.
-Masz niewiele czasu. Uratuj ją.-powiedział i odpiął łańcuchy
-Powodzenia.-powiedział i wyszedł nie zamykając na klucz drzwi
Ruszyłem natychmiast do Alice i potrząsnąłem ją lekko. Obudziła się skołowana patrząc na mnie tępo.
-Co się..?-chciała powiedzieć
-Ciii... Nic nie mów. Wracamy do domu.-wyszeptałem i zdjąłem ją z haka -Dasz radę iść?-kontynuowałem
-Chyba tak.-szepnęła
-Dzielna dziewczynka.
Zdjąłem swój brudny i lekko podartą bluzkę i założyłem ją na nią uważając na jej poranione plecy. Było jej zimno i to bardzo. Widziałem to. Złapałem delikatnie jej rękę i pociągnąłem ją w nieznanym mi kierunku. Nie miałem pojęcia jak się stąd wydostać. Ale to było nie ważne. Chciałem ją tylko stąd wydostać. Szliśmy przez korytarz. Alice szła dzielenie za mną co chwilę się potykała. Widziałem w jej oczach ból mimo to nie dawała za wygraną i dzielnie szła dalej. Doszedłem do dużych metalowych drzwi i je pchnąłem. Niestety nie ustąpiły. Pogrzebałem w szafkach które tam stały. Alice cały czas kurczowo trzymała się mojego ramienia. Bała się. I to bardzo.
-Cholera.-zakląłem
Na nasze szczęście znalazłem to czego szukalem. Broń. Wysunąłem magazynek i mój entuzjazm opadł. W środku znajdowały się dwa naboje. To znaczy jeden z nich pójdzie na drzwi, a drugi musi zostać na czarną godzinę.
-Musimy teraz działać szybko. Ufasz mi?-zapytałem
-Ufam.-szepnęła i mocniej ścisnęła moje ramię
-Schowaj się za moimi plecami, a potem kiedy będziemy na zewnątrz to szybko pobiegniemy za tamte samochody. Rozumiesz?
-Tak. Kocham cię Luke.
-Też cię kocham. A teraz się schowaj.
Alice stanęła za moimi plecami i wtuliła się w nie. Jednym sprawnym ruchem pociagnałem za spust i zamek w drzwiach rozpadł się. Drzwi ustaliły i byliśmy już na zewnątrz. Czy wiedziałem, że były to drzwi na zewnątrz? Nie nie miałem pojęcia. Po prostu strzelałem. W przenośni i w rzeczywistości. Usłyszałem krzyki po czym ruszyliśmy pędem w stronę aut. Ben zaczął strzelać. Puściłem dłoń Alice i stanąłem w miejscu. Wycelowałem dokładnie i pociągnąłem za spust. Z broni wydobył się huk, a po kilku sekundach Ben leżał martwy na ziemi z kulką pomiędzy oczami. Bill stał i wpatrywał się we mnie, a ja w niego. Po chwili przytaknął głową i wrócił do budynku. Spojrzałem na ciało Ben'a i chwilę się zamyśliłem
-Luke!-usłyszałem przerazajacy krzyk należący do Alice
Spojrzałem za siebie i dostrzegłem ciało brunetki leżące na ziemi zaraz obok samochodów. Podbiegłem do niej i moje serce zamarło. Ben nie strzelał do mnie tylko do niej i co najgorsze. Trafił. Spojrzałem na jej brzuch, z którego bardzo szybko leciała krew. Jej twarz była wykrzywiona w bólu, jej oddech był płytki. Trzymała się jedną ręką za brzuch.
-Boże, Alice.-powiedziałem spanikowany -Pokaż.-dokończyłem
Ona jedynie energicznie pokiwała głową na boki
-Wiem, że bardzo boli, ale muszę to obejrzeć.-powiedziałem, a ona powoli zsunęła swoją dłoń zaciskając ją w pięści na trawie
Cholera będę musiał odkleić materiał, który się przykleił do jej rany.
-Trochę zaboli, ale muszę słoneczko. Dasz radę kochanie.-szepnąłem jej do ucha
Pokiwała ledwo twierdząco głową. Z jej oczu płynął potok łez. Ona nie mogła umrzeć. Jednym sprawnym ruchem odkleiłem materiał, a ona jedynie cicho pisnęła zaciskając jeszcze mocniej pięści. Dotknąłem niepewnie jej rany, a ona pisnęła kolejny raz. Rana nie była głęboka, ale do płytkich też nie należała. Ashton powinien dać sobie z tym radę.
-Słabo mi.-szepnęła
-Nie możesz teraz zamknąć oczu rozumiesz? Patrz na mnie. Słyszysz mnie? Alice nie odchodź. Blagam nie rób mi tego maleńka. Nie zasypiaj!-krzyczałem i pozwoliłem łzą spływać po moich policzkach
-Kocham cię.-szepnęła i zamknęła oczy...
Kolejny rozdział. Glosujcie i Komentujcie. Go bardzo motywuje!!! Z związku z tym że pod poprzednim rozdziałem było ponad 10 gwiazdek to dodeaje ten rozdział. :*
CZYTASZ
Trust Me
RomanceAlice przez całe życie miała pod górkę, ale ostatnie wydarzenia to zdecydowanie przesada. Luke chce jej pomóc, troszczy się o nią i opiekuje się nią. Nie pozwoli by choćby jeden włos spadł z głowy jego małej brunetki. Alice jedynie musi mu zaufać, a...
