Rozdział 42

158 20 3
                                        

Nie sprawdzony.

-Kocham patrzeć na ciebie kiedy jesteś szczęśliwa.-powiedział i pocałował mnie w usta...

Kilka miesięcy później...

Pracuję w barze, w którym Luke załatwił mi pracę. Codziennie, któryś z chłopaków zawozi i odbiera mnie z pracy. Jestem szczęśliwa, ale martwi mnie mój chłopak.
Luke jest ostatni bardzo dziwny, nie tylko on, ale i też wszyscy chłopcy. Luke sprawia wrażenie, że czymś się ciągle martwi. Cały czas powtarza,że mnie bardzo kocha i jest mu przykro, że to wszystko tak się potoczyło, ale ja mam wrażenie że pod tymi słowami ukryty jest jakiś przekaz. A może ja po prostu za bardzo panikuję i przesadzam?

Will przeszedł pomyślnie operację i teraz dobrze się czuje. Guz w jego głowie został wycięty, na szczęście nie było żadnych komplikacji podczas zabiegu. Teraz jedynie powraca do zdrowia i dawnej formy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

W barze nie było już ludzi. Posprzątałam już wszystkie stoliki i starłam starannie podłogę.
-Hej.-powiedział Ashton, kiedy wszedł do baru
-Hej. Coś się stało?-zapytałam kiedy spojrzałam na jego twarz, wyglądał jakby na prawdę coś go strasznie trapiło
-Nic. Tylko... A nie ważne, chodź już.-ponaglił mnie, a kiedy nie ruszyłam się z miejsca to złapał mnie za nadgarstek i pociągnął mnie w stronę drzwi
-Ashton, co się dzieje?-spytałam marszcząc brwi
-Nic, wszystko jest w porządku.-uciął krótko
Wyszliśmy na dwór, a ja od razu poczułam chłód panujący na zewnątrz. Wsadziłam klucz w zamek od drzwi i przekręciłam go tak by się zamknęły. Był już wieczór jedynie latarnie oświetlały ulice i parking, który był prawie pusty, parkują tu również ludzie mieszkający w pobliskim bloku, nie obchodziło ich to, że parking należy do właściciela baru, a nie spółdzielni mieszkaniowej. Rozejrzałam się po parkingu, kiedy spostrzegłam auto mojego chłopaka oddalone trochę od wejścia, a on sam opierał się o nie. Złapaliśmy kontakt wzrokowy, a ja skrzywiłam się kiedy zobaczyłem jego smutnie oczy. Chciałam wykonać krok w jego stronę kiedy jakiś chłopak, którego twarzy nie widziałam wyszedł z jakiegoś auta. Chłopak sięgnął za siebie i wyciągnął za swoich pleców broń. Automatycznie stanęłam w miejscu,a moje serce zamarło, zapomniałam nawet, o tym że Ashton był przymnie.
To co się potem wydarzyło trwało zaledwie sekundy, ale dla mnie działo się to w zwolnionym tempie. Mężczyzna wyprostował dłoń celując w Luke'a klatkę, po czym rozległ się głośny huk wystrzału. Ciało blondyna runęło bezwładnie na ziemie. Z moich ust wyleciał głośny pisk, a ja od razu zerwałam się biegiem w stronę Luke'a, lecz silne ramiona Ash'a zatrzymały mnie w miejscu. Napastnik wsiadł z powrotem do auta i odjechał z piskiem opon z parkingu.
-Nie!-wrzasnęłam i zaczęłam się wyrywać -Nie.Nie.Nie.-krzyczałam, a łzy kaskadami spływały z moich oczu
Ashton miał na prawdę niezłe problemy z utrzymaniem mojego ciała, które wciąż wyrywało się w stronę zapewne już martwego ciała Luke'a.
W końcu zaprzestałam szarpaniny i bezwładnie osunęłam się na ziemię padając na kolana, zanosząc się przy tym płaczem.
Nawet nie wiem kiedy, a Ashton zawlókł mnie do samochodu wciskając mnie na siedzenie, a sam zajął miejsce kierowcy.
Złapałam się za włosy ciągnąć je przy tym, chciałam chociaż w taki sposób wyładować negatywne emocje.
To nie prawda. On nie może nie żyć!

Został jedynie epilog, który opublikuje jutro. :/ Płaczę jak bóbr, bo szkoda mi Luke'a. Ale wrócę, będzie druga część, w której nie odbędzie się bez akcji i niespodzianek. Do następnego!

Trust MeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz